PBF - In thy blood - techniczny

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 czerwca 2018, 16:41

Drodzy kandydaci do gry, pozwoliłem sobie otworzyć nowy wątek, by nie śmiecić w ogólnych naborach. Dla przypomnienia założenia sesji. Start po zakończeniu CCbN, 4-5 graczy, specjalistyczna drużyna. Delegacja rodu Leclerc z Montpellier wysłana do Purgare w celu nawiązania kontaktów ekonomicznych (a także po to, by przedstawiciel rodziny zobaczył trochę świata i zszedł jednocześnie z oczu bardziej ambitnemu rodzeństwu knującemu zawzięcie w rodzinnym domu).

Suriel zadeklarował gotowość przyjęcia ambitnej roli rzecznika Sanglierów (klanu błękitnokrwistych Franków, w skład którego wchodzi siedemnaście szanowanych rodzin Montpellier, w tym również Leclerców). Do wzięcia pozostają następujące opcje: pełniący rolę jego lekarza Szpitalnik (dowolna narodowość), przyboczny strażnik (klanyta bądź dezerter Helwetów, dowolna narodowość, aczkolwiek Frank z klanu Sanglier będzie premiowany), inżynier na bazie złomiarza poszukujący dla Leclerców nowinek technologicznych (raczej Frank z Sanglier, z racji prestiżowej profesji). Opcja o wyższym poziomie trudności to osoba będąca przyrodnim rodzeństwem Suriela - rodzeństwo niespecjalnie za sobą przepada i zawzięcie rywalizuje o względy rodzica, ale na zewnątrz prezentuje lity mur lojalności (tu do wzięcia rola zawodowego żołnierza Sangów, na bazie dodatku Klany Rhode). I na koniec odrobina egzotyki, czyli czarnoskóry przyjaciel rodziny z Trypolisu, niski rangą urzędnik Banku Komercyjnego towarzyszący Surielowi podczas zwiedzania Purgare.

Gdyby ktoś się na coś zdecydował, piszcie śmiało.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 20 czerwca 2018, 23:59

Piszę zatem śmiało.

Montepllier, kilka tygodni wcześniej

Jak mógł mu to zrobić. Jego własny ojciec, swojemu rodzonemu dziecku. Abdel siedział przy swoim biurku, a w właściwie zwisał zniszczony ogromem tragedii. Rozpięta biała koszula z najlepszego płótna unosiła się miarowo, kiedy po raz nie wiadomo który analizował ogrom nieszczęścia jaki na niego spadł. Przez chwilę miał ochotę rzucić się na łóżko i płakać. Ale to przecież to właśnie robił przez cały dzisiejszy poranek, aż do południa. Wypłakał już wszystkie łzy.

Abdel popatrzył na swe odbicie w lustrze. W zmęczone, lekko podkrążone oczy na które właśnie wprawnym ruchem pędzelka kończył kłaść pudrowy podkład.

- Mój boże, jak to wszystko zniszczyło mi cerę. - Kolorowa kredka zatrzymała się w pół ruchu. Zbliżył twarz do zdobionego lustra oglądając dokładnie niezauważalne straty. Chwilę to trwało, nim doprowadził swój urok do zadowalającej go jakości. Kilka psiknięć perfum i już zarzucał długi zdobiony płaszcz. Podszyte szkarłatnym płótnem, oficjalne odzienie rodu Sanguine idealnie dopasowało się do smukłej sylwetki młodzieńca. Poprawił lekko pofalowane, długie blond włosy i postawił kołnierz. Nie chciał by ludzie z ulicy ciekawsko patrzyli w jego szlachetne oblicze, piękno nie było tego dnia dla byle plebsu. Ze zdobionej kozetki zabrał jeszcze dwa zalakowane listy. Każdy włożył w osobną kieszeń.

Obrócił się w drzwiach starając zachować w pamięci obraz tego pomieszczenia takim jakie je kochał ale nie było mu to dane. Niegdyś urządzone z przepychem, obecnie niemal ograbione ze wszystkich pięknych przedmiotów jakie zgromadził. Część sam sprzedał ostatnio, by w cyklu niekończących się zabaw zapomnieć o dramacie jaki go spotkał. Część została zniszczona podczas owych upojnych orgii, przesączonych muzyką i dymem z zakazanych źródeł. Resztę rozebrali mu dłużnicy, którzy postanowili za wszelką cenę na raz odzyskać swoje pieniądze, czyli właściwie wszystko co oprócz nazwiska posiadał. Nic dziwnego. Każdy kto miał czule uszy wiedział, że jego wysoko postawiony ojciec uruchomił maszynę biurokratyczną, która właśnie wypychała go poza mury miasta. W daleką i niebezpieczną podróż, która z dużą pewnością zakończy się jego zgonem, pośród zapomnianych przez bogów bezdroży przeklętego Purgare.

Szedł ulicą, nie zwracając uwagi na schodzących mu z drogi przechodniów. Karmazynowy pałasz rodu i sztywna sylwetka to wszystko co dostał od ojca. No i garść miedziaków, które ledwo starczyły mu kilka miesięcy wystawnego życia.

Stary sknera. Bodaj by sczezł na jaką przywleczoną z zewnątrz sepsę. Miałbym wtedy dość dóbr by nie martwić się o topnienie środków aż do końca dni.

Pomyślał, lecz zaraz się skorygował w myślach.

Jak mogłem tak pomyśleć tak o własnym ojcu. Przecież, gdyby ten stary wór zachorował, mógłby niechcący zarazić i mnie.

Poczuł obrzydzenie. Myśl o chorobie na jego doskonale wypielęgnowanym ciele wzdrygnęła nim dogłębnie.

Święta krwi, którą nosze w sobie...

Rozpoczął w myślach modlitwę. To często go uspokajało. Pomagało zebrać myśli. Skoncentrować się na nowo. Wspiął się szybko po marmurowych schodach mijając dwóch Sangów, strzegących wejścia do siedziby rodu. W półmroku świętego miejsca nie czekał długo, aż młody Baisse przyprowadzi kogoś wyższego stopniem. Nie liczył, że uda mu się dostać do głowy rodu by bezpośrednio na jego ręce złożyć petycję. Sam jeszcze zresztą nie wiedział który list przekaże. Były sprzeczne.
W prawym było zrzeczenie się klanu. Wolność, jak kto woli. Jednak wolność okupiona wydziedziczeniem, nędzą i kto wie może czymś jeszcze gorszym. W drugim zaś lista niezbędnych rzeczy do wyprawy, która jak czuł miała się stać jego grobem.

Dlaczego. Dlaczego mnie właśnie wysyła, a nie tą jego ukochaną sukę. Moja siostra jest po to by gnić w błocie. Nie JA. Przecież wie, że nie jestem kimś do takich zadań, czemu nie pośle tej pizdy. Wredny stary pryk.

Kroki. Stanął przed Vertebre. Głębokie oczy starego zmierzyły go bacznie. W półmroku zdawało się, że jego oczodoły wypełnia ciemność nie oczy, ale były tam. Czujne i ostre jak sztylety.

Garnitur białych zębów Abdela błysnął na powitanie, nie było tam nawet śladu gniewu, który nadal brzęczał w jego duszy niczym drżąca stal. Dworski gest szacunku wykonana należycie, jednym wyuczonym ruchem.

- Ekscelencjo, lista skromnych potrzeb niezbędnych do wyprawy aby godnie reprezentować nasz szczytny ród. Mam nadzieję, iż nie okaże się nazbyt lichy w oczach naszego czcigodnego Ventricula. - powiedział uprzejmym aksamitnym głosem. - I by nie zabierać więcej niż potrzeba, twego jakże cennego czasu panie, pozwól, że się oddalę w tej chwili. Niech krew naszych przodków rośnie w tobie z siłą mój panie.

Skłonił się i obrócił na pięcie. Nie chciał być świadkiem złamania pieczęci i gniewu Vertebre. Lista była bowiem długa.

Nie... nie pozwolili by mi odejść z klanu. Zdrajców się nie zostawia samych sobie. Zdrajców się usuwa. Niezwłocznie. Nie dam im tej satysfakcji.

Pomyślał zbiegając po schodach.

Zatem zostało mi kilka dni normalnego życia, przed wyjazdem. Pora zatem zażyć życia raz jeszcze, pókim żywy, póki jeszcze w trzosie co zostało. Oto nadchodzę nierządnice i kurtyzany, muzykanci i wy zdradzieccy przyjaciele. Za ostatni grosz i na mój kodzt, kupcza miłość. J..

Podkład: Tainted Love
Ps. Błagam tylko nie Leclerk, chyba że znów gramy by porobić sobie jaja.
Ostatnio zmieniony 21 czerwca 2018, 00:20 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 czerwca 2018, 17:27

Przyznam szczerze, że w pierwszej chwili nieco mnie przeraził koncept tej postaci, bo Degenesis to jednak zupełnie inny klimat i nie chciałbym w jego przypadku pójść tak mocno w groteskę jak w CCbN. Ale potem przeczytałem wstawkę Suriela parę dodatkowych razy i uznałem, że ten truteń doskonale się nadaje do poważnej w zamyśle rozgrywki. Bardzo osobliwa postać, z jednej strony tragikomiczna, z drugiej oferująca w rękach doświadczonego gracza doskonałe wrażenia z wspólnej zabawy. Czuję moc w tym pomyśle, tylko musimy wspólnie uważać na to, co już wspomniałem - by nie zrobić z DG drugiego AFB.

Wpis Suriela rozwinął też moją wizję głównego bohatera. W tym przypadku Abdel mógłby być najstarszym męskim potomkiem Sanguine i zarazem obiektem ogromnej zgryzoty rodziciela. Druga w kolejności wiekowo córka (w zamyśle postać Kargana, choć może będzie NPC-em) nie może dziedziczyć władzy w rodzinie sama, tylko przenieść ją na małżonka, toteż zdesperowany rodziciel wciąż waha się przed otruciem albo zasztyletowaniem rozczarowującego pierworodnego. Aby zaś uchronić go przed dybiącym nań wujem i młodszymi braćmi, wyśle latorośl do Purgare w nadziei na to, że Abdel nabierze w końcu męskości i przyniesie rodzinie powody do chluby.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 21 czerwca 2018, 22:06

Bo ja mam same zajebiaszcze pomysły :P

Tym razem chciałbym sesję bardziej na poważnie i tak zamierzam grać. Pod warunkiem że zbierze się ekipa, bo jak na razie to sezon ogórkowy w pełni.

OCZEKIWANIA W LIŚCIE ZAWARTE

ROZDZIAŁ I
ZAPOTRZEBOWANIE OSOBOWE

1. W pierwszej kolejności w teamie brakuje tropiciela. Kogoś kto ma wysoko rozwinięty survival i orientację w terenie. Kogoś kogo moglibyśmy używać za przewodnika w terenie zupełnie nie znanym. Wiadomo, że będziemy korzystać z map i informacji od miejscowych, może nawet skorzystamy z przewodnika autochtona ale musi być ktoś przytomny w temacie, kto nie pozwoli nas wciągnąć w pułapkę przez wydawało by się zaufanego przewodnika wybranego z miejscowych. No bo taka wyprawa to łakomy kąsek przecież. Dobrze by było by nasz przewodnik umiał się też zakradać i bić. Ma zliwkidowac po cichu ewentualnego wrażego wyaptrywacza i znajdować be