Srebrna Przystań, ZUS, 32 orakt-ran, popołudnie
Surelion postąpił parę kroków i prawą ręką uchylił kaptura by jego oblicze było dobrze widoczne odźwiernemu.
- Widzisz ten książęcy pierścień na mojej prawic? - zapytał szeptem, zimnym wzrokiem wpatrując się w twarz. - Pewnie poznajesz. A przynajmniej powinieneś poznać ród który bywa na salonach, w największym pałacu tego miasta. Jeśli nie, to zapytaj czy twój pan zna mnie. Niewielu jest książąt bez jednej dłoni. A jeśli zwątpi, że faktycznie to ja niech zapyta mojego rodzeństwa, wszak pałac nasz jest nie daleko. Poczekam. Mam czas. To nie mnie bowiem zależy by szybko znaleźć Astrid tylko Wielkiemu Skarbnikowi.
Obsunął kaptur i zaczął podziwiać wystrój wnętrza, wyraźnie dając do zrozumienia słudze, że rozmowa z nim dobiegła końca i Surelion go nie zmierza zaszczycać dalszą konwersacją.
PBF - Pokusa Nieskończoności
-
Nanatar
- Reactions:
- Posty: 641
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 155 times
- Been thanked: 116 times
[center]Srebrna Przystań, ZUS, 32 orakt-ran, popołudnie[/center]
Miło było Eszarowi przepychać zalęknionych płatników utyskujących na swój barani los. Mimo jednak stosownej prezencji grupy, której był członkiem, nie mógł przeboleć, że obiecane salony okazały się zwykłym domem handlowym. A wytworni heroldowie i rycerze woźnymi i gwardzistami. Dobrze wszak zorganizowanym i schludnym. Liczykrupy pracowali w skupieniu i metodycznie, a dźwięk przekazywanych przez nich mieszków i szurane szuflady układały się w metodyczny rytm.
Pouczony przez Mistrza, wybudził strażnika z głębokiego zamyślenia podatkową muzyką, ale ten dodając tylko kolejne nuty uderzył w drzwi, skąd wychynął kolejny, tym razem ukryty herold.
Wtedy zaszczycił strażnika sam Kielich, słowami słodkimi jak miód i mocnymi jak spirytus. Bard wyprostował się dumnie, by nie przynieść nauczycielowi wstydu i z zadowoleniem spostrzegł, że jego brzuch nie wylewa się z pod zbroi tak jak pilnujących wrota strażników.
Smukli i Piękni pojawili się wśród śmierdzących złotem i potem
Błogosławieni, którzy złota nie pragną,
Albowiem oni dzielić bogactwa będą.
Miło było Eszarowi przepychać zalęknionych płatników utyskujących na swój barani los. Mimo jednak stosownej prezencji grupy, której był członkiem, nie mógł przeboleć, że obiecane salony okazały się zwykłym domem handlowym. A wytworni heroldowie i rycerze woźnymi i gwardzistami. Dobrze wszak zorganizowanym i schludnym. Liczykrupy pracowali w skupieniu i metodycznie, a dźwięk przekazywanych przez nich mieszków i szurane szuflady układały się w metodyczny rytm.
Pouczony przez Mistrza, wybudził strażnika z głębokiego zamyślenia podatkową muzyką, ale ten dodając tylko kolejne nuty uderzył w drzwi, skąd wychynął kolejny, tym razem ukryty herold.
Wtedy zaszczycił strażnika sam Kielich, słowami słodkimi jak miód i mocnymi jak spirytus. Bard wyprostował się dumnie, by nie przynieść nauczycielowi wstydu i z zadowoleniem spostrzegł, że jego brzuch nie wylewa się z pod zbroi tak jak pilnujących wrota strażników.
Smukli i Piękni pojawili się wśród śmierdzących złotem i potem
Błogosławieni, którzy złota nie pragną,
Albowiem oni dzielić bogactwa będą.
Półelf dodaje sobie jak może dostojeństwa, pręży się i strasznie i przy tym mitręży, talenty i siły
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Srebrna Przystań, 32 orakt-ran w popołudnie
Ketras na co dzień starał się nie myśleć o zalegającym w Ostrogarze bogactwie, bo przemyślenia takie za każdym razem wpędzały go w ślepą furię i wściekłość. Liczący się z każdym srebrnikiem, często głodujący i marznący w chłodne noce, olf z ogromną zawiścią spoglądał na tych obywateli Imperium, których stać było na ogrzewane domostwa i wystawne posiłki. Gorąca krew odziedziczona po orczym rodzicu zalewała wówczas czarodzieja, a wspomnienia niesprawiedliwych represji ze strony kultu Dagonina tylko gniew Ketrasa potęgowały. Często mieszaniec musiał w takich chwilach nacinać ciało ostrzem noża, by piekącym bólem zabić swe dzikie i niekontrolowane emocje.
W przybytku Wielkiego Skarbnika gorące emocje ponownie zawładnęły umysłem olfa, omal nie przyprawiając go o szaleństwo świadomością ogromu bogactwa przepływającego przez ręce tutejszych urzędników. Tylko kojąca zmysły obecność Wielkiego Kielicha pozwalała mieszańcowi utrzymać w ryzach skołatane nerwy.
Tyle złota, tyle srebra! Same tylko widziane oczami Ketrasa fundusze wystarczyłyby na kupno niewielkiej posiadłości poza stołeczną wyspą, na przykład na słonecznym południowym wybrzeżu Wielkiego Jeziora. A przecież urząd ten nie był jedynym funkcjonującym w Ostrogarze, w wielkiej stolicy rozsianych było wiele pomniejszych filii skarbowych bezlitośnie ściągających należności z imperialnych obywateli.
Nie chcąc popaść w zrodzony z chciwości obłęd, czarodziej przeniósł spojrzenie na swego nauczyciela sycąc oczy promieniującym od Sureliona boskim majestatem.
Ketras na co dzień starał się nie myśleć o zalegającym w Ostrogarze bogactwie, bo przemyślenia takie za każdym razem wpędzały go w ślepą furię i wściekłość. Liczący się z każdym srebrnikiem, często głodujący i marznący w chłodne noce, olf z ogromną zawiścią spoglądał na tych obywateli Imperium, których stać było na ogrzewane domostwa i wystawne posiłki. Gorąca krew odziedziczona po orczym rodzicu zalewała wówczas czarodzieja, a wspomnienia niesprawiedliwych represji ze strony kultu Dagonina tylko gniew Ketrasa potęgowały. Często mieszaniec musiał w takich chwilach nacinać ciało ostrzem noża, by piekącym bólem zabić swe dzikie i niekontrolowane emocje.
W przybytku Wielkiego Skarbnika gorące emocje ponownie zawładnęły umysłem olfa, omal nie przyprawiając go o szaleństwo świadomością ogromu bogactwa przepływającego przez ręce tutejszych urzędników. Tylko kojąca zmysły obecność Wielkiego Kielicha pozwalała mieszańcowi utrzymać w ryzach skołatane nerwy.
Tyle złota, tyle srebra! Same tylko widziane oczami Ketrasa fundusze wystarczyłyby na kupno niewielkiej posiadłości poza stołeczną wyspą, na przykład na słonecznym południowym wybrzeżu Wielkiego Jeziora. A przecież urząd ten nie był jedynym funkcjonującym w Ostrogarze, w wielkiej stolicy rozsianych było wiele pomniejszych filii skarbowych bezlitośnie ściągających należności z imperialnych obywateli.
Nie chcąc popaść w zrodzony z chciwości obłęd, czarodziej przeniósł spojrzenie na swego nauczyciela sycąc oczy promieniującym od Sureliona boskim majestatem.
Jak przystało na skromnego kultystę, Ketras czeka cierpliwie na polecenia swego mistrza.
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Srebrna Przystań, komnaty ZUS, 32 orakt-ran, popołudnie
Ponury głos mruknął cos pod nosem, po czym energicznie zamknął żelazną zasłonę. Zza pękatych drzwi słychać było poruszenie, kilka uderzeń serca później do uszu Surelitów dobiegł trzask odsuwanego zamka. Drzwi uchyliły się, krepa postać wychyliła się, patrząc z dołu na zebrany tłum. Zdecydowała się jednak wyłonić i pokazać swe pełne oblicze.
Stary i paskudny gnom w za dużych butach poprawił skórzany pas przy którym dyndało liczydło, po czym ukłonił się nisko jak przystało na przyjęcie wysokiego stanu. - Nie ma potrzeby się unosić, powiedział gładko. - Proszę za mną. Kłaniając się wszystkim machał zapraszająco ręką kierując Bandę Sureliona w trzewia budynku.
Jestem el Figet, jaśnie Panie, pozwól że zaprowadzę Ciebie i sługi do komnaty tana Żywego. Surelion tylko kiwnął głową. Korytarz nie był długi, kończył się schodami prowadzącymi na górę kompleksu. Po lewej i prawej stronie ścianę zdobiły drzwi z kratami. Można było przez nie zobaczyć codzienny trud pracy poborców podatkowych. Ketras i Eszar idąc tuż za Najwyższym nie mogli wyjść z podziwu jak duża ilość drogocennych monet i kamieni przelewała się przez ręce pracujących tutaj poborców. Zaplecze po lewej stornie wypchane było kuframi pełnymi skórzanych mieszków. Para gnomów ładowała właśnie ostatnie mieszki do pełnego już kufra i zapisała ilość na trzymanych w rękach notesach. Umięśniony półolbrzym złapał kufer i zniknął z majątkiem za drewnianymi drzwiami.
- Widzisz Ketrasie, odezwał się szepcząc bard. - słyszałem, że te monety lądują wprost do Katańskiego skarbca. Przewożą je wozami z tuż przed świtem. Ketras jednak nie mógł się otrząsnąć z takiego widoku, obudził się gdy zaczepił ramieniem o regał pełny ustawionych notesów. Jeden z nich wpadł mu pod nogi otwierając się na stronie pełnej cyfr. Mag szybko podniósł i ukrył swoją gafę, jednak zbladł jeszcze bardziej. W jednym takim kufrze było ponad dziesięć tysięcy monet.
Schody dzieliła nieduża sieni na półpiętrze. Surelici zauważyli kolejne stopnie, które wspinały się wyżej, zapewne na tarasy i część mieszkalną. Z tego małego pomieszczenia wychodziły trzy drzwi, po lewej, prawej i na wprost schodów. W powietrzu unosił się miły dla zmysłach aromat wiśni. Ściany zdobione były gobelinami oraz płaskorzeźbami.
- Fidget podszedł do mocnych drzwi na wprost grupy iż zawahał się czy wejść do środka. Obrócił się na pięcie i zwrócił się łagodnym tonem do Sureliona. - Proszę poczekać, zapowiem przybycie. Drzwi uchyliły się i kilka chwil później odgłos kroków zniknął. Grupa została sama w ciasnym pomieszczeniu. Wyczulone na melodie ucho barda wychwyciło nucenie melodii gdzieś za lewymi drzwiami. W tym samym czasie Ketras oglądał naścienne rzeźby. Każda z nich przedstawiała motyw przedłużania życia, obsesje Murof’a.
Kilka chwil później drzwi, za którymi zniknął gnom otworzyły się i wyłonił się prowadzący Surelitów wcześniej skarbnik. - Pan oczekuje, jest bardzo niecierpliwy, proszę! Proszę!
Gdy tylko Surelion z wyznawcami znaleźli się w dużym pomieszczeniu Wielki Poborca Podatkowy poderwał się ze swojego biurka, wyglądał na starego człowieka. Pomarszczona twarz i lekko siwe włosy nie pasowały do przydomku żywy, jakim chlubił się Murof, jego oczy były nad wyraz żywe, pełne blasku - przejdźmy do rzeczy i darujmy sobie mrzonki pochodzenia, z jakimi informacjami przychodzisz?
Ponury głos mruknął cos pod nosem, po czym energicznie zamknął żelazną zasłonę. Zza pękatych drzwi słychać było poruszenie, kilka uderzeń serca później do uszu Surelitów dobiegł trzask odsuwanego zamka. Drzwi uchyliły się, krepa postać wychyliła się, patrząc z dołu na zebrany tłum. Zdecydowała się jednak wyłonić i pokazać swe pełne oblicze.
Stary i paskudny gnom w za dużych butach poprawił skórzany pas przy którym dyndało liczydło, po czym ukłonił się nisko jak przystało na przyjęcie wysokiego stanu. - Nie ma potrzeby się unosić, powiedział gładko. - Proszę za mną. Kłaniając się wszystkim machał zapraszająco ręką kierując Bandę Sureliona w trzewia budynku.
Jestem el Figet, jaśnie Panie, pozwól że zaprowadzę Ciebie i sługi do komnaty tana Żywego. Surelion tylko kiwnął głową. Korytarz nie był długi, kończył się schodami prowadzącymi na górę kompleksu. Po lewej i prawej stronie ścianę zdobiły drzwi z kratami. Można było przez nie zobaczyć codzienny trud pracy poborców podatkowych. Ketras i Eszar idąc tuż za Najwyższym nie mogli wyjść z podziwu jak duża ilość drogocennych monet i kamieni przelewała się przez ręce pracujących tutaj poborców. Zaplecze po lewej stornie wypchane było kuframi pełnymi skórzanych mieszków. Para gnomów ładowała właśnie ostatnie mieszki do pełnego już kufra i zapisała ilość na trzymanych w rękach notesach. Umięśniony półolbrzym złapał kufer i zniknął z majątkiem za drewnianymi drzwiami.
- Widzisz Ketrasie, odezwał się szepcząc bard. - słyszałem, że te monety lądują wprost do Katańskiego skarbca. Przewożą je wozami z tuż przed świtem. Ketras jednak nie mógł się otrząsnąć z takiego widoku, obudził się gdy zaczepił ramieniem o regał pełny ustawionych notesów. Jeden z nich wpadł mu pod nogi otwierając się na stronie pełnej cyfr. Mag szybko podniósł i ukrył swoją gafę, jednak zbladł jeszcze bardziej. W jednym takim kufrze było ponad dziesięć tysięcy monet.
Schody dzieliła nieduża sieni na półpiętrze. Surelici zauważyli kolejne stopnie, które wspinały się wyżej, zapewne na tarasy i część mieszkalną. Z tego małego pomieszczenia wychodziły trzy drzwi, po lewej, prawej i na wprost schodów. W powietrzu unosił się miły dla zmysłach aromat wiśni. Ściany zdobione były gobelinami oraz płaskorzeźbami.
- Fidget podszedł do mocnych drzwi na wprost grupy iż zawahał się czy wejść do środka. Obrócił się na pięcie i zwrócił się łagodnym tonem do Sureliona. - Proszę poczekać, zapowiem przybycie. Drzwi uchyliły się i kilka chwil później odgłos kroków zniknął. Grupa została sama w ciasnym pomieszczeniu. Wyczulone na melodie ucho barda wychwyciło nucenie melodii gdzieś za lewymi drzwiami. W tym samym czasie Ketras oglądał naścienne rzeźby. Każda z nich przedstawiała motyw przedłużania życia, obsesje Murof’a.
Kilka chwil później drzwi, za którymi zniknął gnom otworzyły się i wyłonił się prowadzący Surelitów wcześniej skarbnik. - Pan oczekuje, jest bardzo niecierpliwy, proszę! Proszę!
Gdy tylko Surelion z wyznawcami znaleźli się w dużym pomieszczeniu Wielki Poborca Podatkowy poderwał się ze swojego biurka, wyglądał na starego człowieka. Pomarszczona twarz i lekko siwe włosy nie pasowały do przydomku żywy, jakim chlubił się Murof, jego oczy były nad wyraz żywe, pełne blasku - przejdźmy do rzeczy i darujmy sobie mrzonki pochodzenia, z jakimi informacjami przychodzisz?
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.