Lokacja - Sorte Kirke

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 23 maja 2018, 00:11

Wnętrze Czarnego Kościoła, po zmierzchu, 14 maj 1996


Przekroczył swoisty Rubikon ciemności. Pies przywarł do nogi zaraz po wejściu, dysząc cicho i z niepokojem. Jeden krok i znaleźli się w innej rzeczywistości. W świecie w którym mroczne byty jakby wyrwane z koszmarów tłoczyły się pod jednym chrystusowym dachem. Miejsce było starsze, niż wiara przyniesiona tutaj ponad tysiąc laty temu wprost znad rzeki Jordan. Cezar to wiedział i może właśnie dlatego dziwne świętokradcze odczucie wypełniało niepokojem jego serce. Tylko co tu było tak naprawdę bluźniercze, skoro pierwsze było w tym miejscu pogaństwo...

Śpieszył się. Wiedział, że za chwilę wtargną pozostali. Cezar pobieżnie rozejrzał się po półkach. Stało tam całe mnóstwo artefaktów na widok których niejednemu nieumarłemu znów poruszyło by się serce, w rytmie pożądania. Następnie próbował sięgnąć wzrokiem dalej, w mrok, starając się w słabych strumieniach światła księżyca ujrzeć to co jest w głębi, przebić ciemność. Jednak bez skutku, nie licząc narastającego lęku że coś tam jest, że czeka tylko by popełnić fałszywy krok...

Podziwiając osobliwe i na swój sposób wspaniałe wnętrze kościoła, szybko przemówił.

- Przyjmijcie me czcigodne pozdrowienie przedwieczne istoty zamieszkujące to święte miejsce. Chylę moją głowę przed waszą mocą i potężną wiedzą. Zanim złożę uszanowanie w należyty sposób istotom waszej rangi, chciałby zadać pytanie o szacowne propozycje. Czy ten ołtarz lub puchar nie są aby bez dna? Który z nich wymaga mniej krwi by go napełnić? I skąd po Waszych słowach mogę mieć pewność, że nie usłyszę kłamstwa jako odpowiedź, na pytanie za które prawdziwie zapłacę. Obaj nie mówicie prawdy czy tylko jeden z Was?

- Nie mam powodu, aby cie oszukiwać - odpowiedział truposz. - Puchar ma dno i oczekuje ofiary. Bez niej, drzwi do wiedzy pozostaną przed tobą zamknięte.

- Za dużo myślisz synu Kaina, albowiem przed kielichem zawsze idzie miecz. Za moimi plecami czeka sztylet i ołtarz - wtrącił się Gustavo Giovanni. - Kielich który oferuje truposz, to puchar trucizny. Nie zapewni ci bezpieczeństwa, jakie oferuję w zamian za krew. Ostrze czeka na twą ofiarę...

Cezar przytaknął, że zrozumiał i ruszył w kierunku jednego z dwóch ołtarzy.

Nolens volens...

- Oferta Twojego towarzysza, czyli możliwość zadania pytania jest bardzo hojna...
Obecni: Cezar, pies, Gustavo Giovanni oraz Truposz z Pentagramem.
Ostatnio zmieniony 23 maja 2018, 00:24 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 23 maja 2018, 12:30

[center]Dziedziniec przed Sorte Kirke, po zmierzchu, 14 maj 1996[/center]

Patrzył ze Cezarem jak ten znikał w czarnych wrotach Kościoła czując dziwny ucisk w swym umarłym sercu. Może trochę mnie poniosło? - ważył w myślach Morten. Czuł się nieco odpowiedzialny za los właściwie grupowo skazanego Wariata. Co za głupi sentymentalizm, pieprzyć to! Na powrót zaczął przejawiać swój bezrefleksyjny destrukcyjny nastrój.

Minuty mijały, wszyscy zdali się zastygnąć w swoich pozach w oczekiwaniu na rozwój wydarzeń. Morten zachowywał czujność, jednak ten bezruch począł nudzić Brujaha. Odwrócił się do hrabiego:

- Panie Algol - rzekł konspiracyjnie przyciszonym głosem - jak na razie nie wypluło ze środka kości tego straceńca. Przydałoby się sprawdzić jak tam sytuacja, jakiś zwiad zrobić. Nie będziemy chyba tak gnuśnieć całą noc, czyż nie?
Obecni: Karen, Kapitan Galaktyka, Michelle, Bradley, Algol, Claus, Morten, Isabela, Scipione, Oscar
Ostatnio zmieniony 23 maja 2018, 21:10 przez Mystic, łącznie zmieniany 1 raz.
"Kors i roven" - bo czemu by nie obrazi? kogo? jednocze?nie profanuj?c krzy?? - Morten Madsen

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 23 maja 2018, 18:02

[center]Dziedziniec przed Sorte Kirke, po zmierzchu, 14 maj 1996[/center]
- W istocie, chciałem rzec właśnie, iż możemy ruszać - odparł Algol, odwracając się od owianego złą sławą budynku. Brujah miał przez chwilę wrażenie, że spojrzenie Starszego przechodzi przez niego na wylot, jakby tamten w ogóle go nie dostrzegał, patrząc... No właśnie, na co? Po chwili jednak dziwne uczucie znikło i czarownik znów wyglądał normalnie. No, przynajmniej na tyle, na ile było to w jego przypadku możliwe...

- Zdaje się, że chwilowo kościół wyczerpał swój zasób macek - dodał. - Nic nam nie grozi. Na razie.

Uśmiechnął się do pozostałych członków swej koterii czyniąc gest, aby ruszyli za nim. Mimo wszystko zdawało się jednak, iż Starszy jest nieco rozczarowany brakiem wspomnianych okropności.
Spoiler!
Wszakże, gdy tylko oddalili się od pozostałych Kainitów na odległość, uniemożliwiającą swobodne podsłuchiwanie, hrabia odezwał się cicho:

- Wewnątrz będziemy szukać dwóch rzeczy. Po pierwsze musimy odnaleźć trzy woskowe pieczęcie, ukryte w tym miejscu przez członków Świętego Oficjum, niech ich kości gniją w hańbie! Pieczęcie te są nam absolutnie potrzebne do zdjęcia klątwy, ciążącej na tym miejscu. Jedna z nich znajdowała się będzie w katakumbach, druga w samym kościele, trzecia zaś na wieży. Ponadto pragnę przypomnieć, iż sprawą niezwykłej wagi jest także odnalezienie bliskiej mi relikwii rodzinnej. Będzie oma miała postać serca ludzkiego, zasuszonego, jak mniemam - przerwał na chwilę, obserwując reakcje zebranych.

- Proszę, niechże was to nie przeraża - dodał, nakładając z wdziękiem maskę człowieczeństwa. Pozwolił sobie na ten mały wybieg, traktując go jednak jedynie jako zabawę. Musiał bowiem przyznać, że czasami w obecności członków Camarilli nabierał pewnej ochoty na krotochwile. Choć jak podejrzewał, przyczyną tego stanu rzeczy była przede wszystkim nuda, która zawsze dopadała go w tym towarzystwie.

- Serce to należało ongiś do jednej z niewiast noszącej nazwisko Boszorkany, która darzyła swych bliskich miłością silniejszą od śmierci - kontynuował po chwili, nie przerywając powolnego marszu w kierunku wrót kościoła. - Rozumiecie więc zapewne, dlaczego tak zależy mi na tym, aby odzyskać je i przenieść w godne miejsce. Fekete Sziw musi koniecznie spocząć w naszym, rodowym mauzoleum.
Wkrótce cała czwórka stanęła w mrocznym cieniu Sorte Kirke. Grube mury kościoła zdawały się ciążyć nad nimi, pożerając chłodny blask księżyca. Hrabia podniósł laskę i odchylił jedno ze skrzydeł okutych wrót. Ustąpiło z lekkim oporem i jękiem, przypominającym raczej zawodzenie potępionych, niż dźwięk zawiasów. Z wnętrza kruchty wypłynęła drżąca łuna światła, osiadając na twarzach i dłoniach Nieumarłych. W powietrzu przeleciała ćma, umykająca przed innym, nieco większym cieniem. Szara sowa znów opadła na ramię swego pana, który ujął ją delikatnie i przez chwilę, wpatrywał się jej w oczy.
Spoiler!
- Cezar znalazł sobie towarzystwo - stwierdził w końcu - Rozmawia teraz z dwoma... Hmmm... Strażnikami tego miejsca, że tak powiem. Jeden z nich przejął ciało Nekromanty, drugi jakiegoś trupa. Ciekawe, jak spodoba się to Synom Śmierci... - roześmiał się cicho. - Wy jednak nie bądźcie głupcami, wierząc w tą maskaradę. Ty tylko pacynki, których sznurki pociąga ktoś inny. Jak mniemam ci, co spoczywają w torporze... Będą chcieli dostać się do naszej krwi. Uważajcie więc.
Podniósł rękę wypuszczając sowę ponownie, na łowy.

- Wygląda więc na to, że przedstawienie toczy się bez nas - zauważył - I należałoby to zmienić. Stoimy u wrót tajemnicy. Nieładnie pozwolić jej czekać...

To powiedziawszy, wszedł do środka kościoła.
Jeśli ktoś z drugiej koterii stoi na tyle blisko, by dał radę podsłuchiwać z Nadwrażliwością, zanim zacznę mówić daję znak Mortenowi by zagwizdał: na początku i w czasie mojej wypowiedzi./EVILS/
Jeśli zauważę, że ktoś zniknął, swą wypowiedź rozpocznę dopiero w kruchcie, przy czym przymknę najpierw drzwi do niej. Generalnie uważam, by nie dało się podsłuchać tego, co mówię w spoilerach.
Obecni: Karen, Kapitan Galaktyka, Michelle, Bradley, Algol, Claus, Morten, Isabela, Scipione, Oscar
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Fobetor
Reactions:
Posty: 106
Rejestracja: 24 marca 2016, 11:03

Post autor: Fobetor » 25 maja 2018, 18:51

[center]Dziedziniec przed Sorte Kirke, po zmierzchu, 14 maj 1996[/center]

Kapitan Galaktyka uważnie przyglądał się scenie wchodzącego Leksa Luthora w paszczę przerażającego kościoła, niemal czuł, że sam duchem jest z nim w tym przełomowym momencie. Obserwował każdy jego krok i ruch, tuż po otwarciu się drzwi, Świr skupił się na ciemności, która stałą przednim. Ku zdziwieniu jego nad wyraz czułych oczu, w ciemności dojrzał również światełka.

[center]Obrazek
[/center]
Tuż po tym jak Mężczyzna przekroczył próg kościoła, Lex zaczął znikać w jego ciemnościach. To była chwila, w której Oczy Chaosu zaczęły działać. Pierwszy raz w życiu po życiu, dostrz