[center]Nieznany świat, 14 maj 1996[/center]
Słysząc słowa wysypujące się z bezzębnych ust zjawy, czarownik roześmiał się. A śmiech jego lotem drapieżnika wzbił się ponad szum czarnej rzeki i łoskot płomieni. Wzbierała w nim dzikość. I uniesienie.
Zjawa wlepiła w niego oczy, nie kryjąc zaskoczenia. Dopiero teraz zaczynała rozumieć, że nie wszystko układało się zgodnie z jej planem. Spodziewała się ujrzeć zagubioną, strwożoną duszę - wydartą z bezpiecznej osłony ciała, nagą, niczym nasiono wyrwane z łupiny. Zamiast tego naprzeciwko niej stała wysoka, muskularna istota, odziana w szatę utkaną z głodnej czerni. Falujące na wietrze włosy otaczały głowę czarownika aureolą, podobną do kruczych skrzydeł. W oczach nieumarłego płonęło światło gwiazd.
- Zawsze żywię wiele sentymentu dla ambitnych amatorów - odezwał się po chwili, przypatrując się starej ze spokojem. Mówił niespiesznie, czując jednocześnie, jak jego dłonie, ukryte w fałdach czarnej szaty, zmieniają kształt.
- Pozwól więc, iż udzielę ci lekcji, w kwestii koszmarów - uśmiech, który wypełznął teraz na jego twarz starł z niej wszelkie resztki człowieczeństwa. - Bo widzisz, koszmary... - Czuł, jak kły przebijają jego skórę, wzrastając z zakończeń palców - Koszmary mogą cię wiele nauczyć...
Cios, który zadał był zbyt szybki by Spectra zdążyła uniknąć go. Białe jak kość kły przecięły powietrze, wbijając się w jej twarz. Ciemne korale rozprysnęły się na wszystkie strony. Czarownik usłyszał trzask pękającej tkanki i roześmiał się, zrywając szeroki płat skóry z głowy staruchy. Jej twarz przypominała teraz pokrytą zielonym śluzem czaszkę. Spomiędzy obnażonych szczęk zjawy dobiegł skowyt bólu.
[center]

[/center]
- Dziękuję ci - zachichotał w odpowiedzi Algol, szczerząc się maniakalnie - że uwolniłaś mnie od słabości ciała... - rozprostował palce, czując, jak to, co stanowiło kiedyś oblicze staruchy, traci swą spójność, zmieniając się w szmat fosforyzującego śluzu. Pierwsza kropla ektoplazmy upadła na sczerniałą ziemię.
Znienacka rzucił się do przodu wbijając kły w szyję Zjawy. Ta wrzasnęła, próbując wyrwać się. Nie była jednak odpowiednio szybka. Uderzenie powaliło ją na ziemię, sprawiając, że oboje potoczyli się po ciemnym żwirze. Czując, że jego przeciwnik słabnie, czarownik wbił kły głębiej i zaczął pić.
Obecni: Algol, postać nad rzeką.