Lokacja - Sorte Kirke

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 kwietnia 2018, 17:37

Przed Sorte Kirke, po zmierzchu, 14 maj 1996

Myśli kotłowały się po głowie Westwooda niczym w porypanym mózgu Malakviana. Wydarzenia ostanich kilku sekund, słowa któe docierały do niego z róznych stron. Ledwo nadążał z ich analizą. Może gdyby był jakimś flegamtycznym angielskim gentlemanem z możliwością zatrzymywania czasu to wtedy może by wyrabiał. Dostrzegł też bardzo niepokojące go szczegóły. Karen nie dostała zwykłą kulką. Rany jakie odniosła nie były z tych jakie wampiry leczą w mgnieniu oka.

Jebaniutka twarda sztuka. Świnka ma jaja większe niż moje. Większość Krzykaczy po czymś takim pewnie już zapierdalałaby w szale... - pomyślał z uznaniem o dziewczynie. Jesli przyrównać go do Ray, którego kiedyś poznał i jego krótkiego bezpiecznika, to Karen była przy nim prawdziwą oazą stoickiego spokoju.

No i jej krew... Wsiąkła w bruk dziedzińca w nadnaturalnym tempie, jakby wciągana niewidzialną siła. Szczura przeszedł dreszcz tylko na myśl co mogła zbudzić. W końcu z grubsza miał pojęcie, że mogą tam być niezłe leszcze. Potworne oczy Szczura na ułamek sekundy spotkały się z pięknymi oczami Michelle. ALe te wyrażały strach, co tylko potwierdziło obawy Bradley'a. Nie wiedział, czy to strach czy nie, ale Michelle w końcu wykazała jakąś inicjatywę:

- Lepiej będzie jak się ujawnimy i powiemy Giovanni ze wzielismy ich za czlonkow Sabatu...

No to już jest coś... Ja bym kurwiarzy jeszcze przegadał, ale chyba mamy tu lekki "Houston we've got a pro", więc lepiej nie wyskakiwać z niczym

- Ta krew obudzila coś... - Michelle szeptała dalej: - Coś niewidzialnego i bardzo niebezpiecznego... ta krew sprawiła, że wrota można już otworzyć...

- Fuck... - zaklął Westwood. Nie było dobrze i nie zanosiło się aby mogło być lepiej. Giovani i dzieciarnia Algola mieli ich na talerzu, a tu jeszcze czekało ich coś gorszego.

- Ok zdejmę niewidzialność. Trzeba jakoś Karen ogarnąć, bo nie będzie z nią dobrze...

- Mogę jej pomóc, potrzebujemy krwi. Miała pecha, że akurat ona dostała taką kulą.

Nosferatu spojrzał na leżący na bruku pocisk i już domyślał się jaki niefart miała Krzykaczka. Ale i tak dobrze, że to ona oberwała, bo Szczura pewnie by zdrapywali z muru.

- Coś na to zaradzę może. Mam trochę zaskórniaków.

Potem zaczęła gadać Toreadorka z koterii Algola kończąc błagalnym okrzykiem

- Błagam was, nie róbcie niczego szalonego. Wystarczającym szaleństwem było podkradnięcie się, nie pogarszajcie sytuacji!

Kurwa mieli nas na widelcu. Wymiękła lasencja... Albo domyśla się, że tylko razem będziemy mogli stawić czoła temu co mówiła Michelle. - Słowa Isobell był jednak tym co ostatecznie przekonało Bradley'a żeby przerwać działanie dyscypliny.

I wtedy dopiero zauważył, że podczas gdy gadał z Tremereką, Galaktyka wyrwał się przed szereg z misją dyplomatyczną. Tyle, że bełkot jaki słyszał i wisienka na torcie w postaci pluszowego misia, tylko upewniały Westwooda (i zapewne nie tylko jego), że efekt może być odwrotny od zamierzonego...

Ja pierdolę, zaraz on go zastrzeli, będziemy mieli dwóch wyautowanych w koterii... I wtedy już po zabawie. Będzie dobrze jak samemu z tego wywinę o własnych nogach... - Bradaley niemal złapał się za głowę ze zgrozy, po czym szybko wycedził do Michelle:

- Michelle, zajmij się Karen, a ja... spróbuje załagodzić sytuacje bez misiów koala... - ruszył do przodu ostatecznie przerywając działanie dyscypliny. Wiedział, że po wstępie jaki zafundował koterii Kapitan, będzie to zadanie niemal przerastające możliwości Szczura. Ale w końcu jeśli potrafił zrobić w bambuko Anarchistów i bandę starego ghula, to może i da radę ze Giovanni...
Dobra, na razie tyle. Nie zaczynam jeszcze dialogu z nekromantą, bo nie wiem, czy MG nie zacznie tego co przeczuwa Michelle, a poza tym muszę dobrze przemyśleć czy podaruję Giovanni pluszaka, czy paciorki i lusterko :o
Post pisany we współpracy z MG
Ostatnio zmieniony 09 kwietnia 2018, 18:00 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 09 kwietnia 2018, 23:16

[center]Dziedziniec przed Sorte Kirke, po zmierzchu, 14 maj 1996[/center]
- Cretino - skomentował chłodno Scypione, przyglądając się Kapitanowi Galaktyce, z lodowatym spokojem.

Następnie pociągnął za spust.

Ciszę nocy rozdarł kolejny strzał, gdy ciężki pistolet plunął ogniem w rękach włoskiego mafiozo. Świr rzucił się na ziemię, starając się uniknąć fatalnego trafienia. Nie zdołał jednak być szybszy od kuli, która trafiła prosto między oczy... pluszowego misia. Pocisk w mgnieniu oka rozdarł zabawkę na strzępy. Tęczowe skrawki zasypały bruk i leżącą postać Kapitana Galaktyki.

- Stul mordę, bo następnym razem trafię w twój łeb, malkaviańska gnido - odezwał się Giovani z kamiennym spokojem, a jego twarz była równie pełna emocji, co stojący na cmentarzu nagrobek.
Spoiler!
Giovanni strzela i trafia cel za 4 sukcesy.
Kapitan Galaktyka Unika ST:8 = 1 sukces.

Obrażenia 3 + 8 = 11 obrażeń.

Kula zabija pluszowego misia na ŚMIERĆ.
Spoiler!
Giovanni użył Zastraszania. Za sytuację ma - 2 do ST w rzucie. Wypadają 3 sukcesy. Jesteś przerażony. Scypione dał ci do zrozumienia, że mógł zabić, ale tego nie zrobił. Nie podejmiesz żadnych działań przeciwko Włochowi.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 09 kwietnia 2018, 23:17

Przed Sorte Kirke, po zmierzchu, 14 maj 1996

W Westwoodzie zaszła spora przemiana od momentu gdy kończył mówić o "misiu koala". Przestał się głupkowato uśmiechać, wyprostował się i zdjął jasnoniebieską czapeczkę z daszkiem. Nawet ruszając w stornę Giovanniego jakby mniej utykał. Wiedział, że od "pana Scipione" dzieli go kilkanaście metrów od kowersacji, która może zaważyć o życiu Karen, Galaktyki, a być może w konsekwencji i swoim. Spojrzał po swoim ubraniu oceniając, że to nie najlpeszy outfit na mafijne pogaduchy, ale jak się nie miało co się lubi... A nie wypadało mu teraz strzelać innej, być może bardziej odpowiedniej maski tysiąca twarzy. Bradley oceniał, że rozmówca mógłby to odczytać jako kolejną próbę zniewagi, jakiej przed chwilą doznał od Malkava.

Bradley zwolnił na ułamek sekundy, jakby obawiając się wciąż, że Scipione nie poprzestanie na wyładowaniu gniewu na koali. Na szczęście Malkavian jeszcze cieszył się nieżyciem. Westwood dostrzegł szansę. Kiedy już zbliżył się na stosowną odległość, skłonił się lekko celem ukazania szacunku i zaczął mówić z nowojorskim akcentem (notabenne jego rodzinnym akcentem), który ma silne włoskie korzenie, gestykulując jak yankes z przodkami z Italii:

- Mr Scipione... Jestem Bradley Westwood krwi Nosferatu to chyba widać zresztą... i chciałbym wyrazić najgłębsze ubolewanie i przeprosić za infantylne zachowanie tego młodzika. Racz mu przebaczyć bowiem szaleństwo jakie ma we krwi przemawiało przez niego.

Widząc, że lufa Cassulla nie kieruje się po raz kolejny w stornę Kapitana, Bradley fuknął na Świra niczym ojciec karcący dziecko:

- Sprawdź czy cie nie ma za winklem! - potem kontynuował:

- Chciałbym w tym miejscu przeprosić za kolejne niefortunne nieporozumienie, do jakiego doszło. Wstyd przyznać, ale wzięliśmy pana i pana obstawę za sforę Sabatu, której się to spodziewaliśmy w tę noc, a nim dosłyszałem włoski język, było już za późno i pan Algol zdołał zapewne przedstawić nas w niecnym świetle co też przyniosło konsekwencje jakich wolę nie przywoływać powtórnie.
OD MG:
Każdy z was zauważa że postawa Nosferatu zmieniła całą sytuację skutecznie rozładowując nerwową atmosferę. Jego słowa wydają się na miejscu.
Obecni: Karen, Kapitan Galaktyka, Michelle, Bradley, Algol, Klaus, Morten, Isabela, trzech bezimiennych Giovani

Gohan
Reactions:
Posty: 81
Rejestracja: 29 listopada 2016, 15:24

Post autor: Gohan » 09 kwietnia 2018, 23:33

[center]Przed Sorte Kirke, po zmierzchu, 14 maj 1996[/center]
Mieliśmy być niewidzialni - zdążyło jej przemknąć przez głowę, gdy widząc wyciągniętą w ich kierunku broń, stanęła tak by zasłonić padającą na ziemię Czarodziejkę.
Po tym stało się coś niewyobrażalnego, bo szansa na trafienie była tak absurdalna, że zgromadzone wampiry powinny nie mieć wątpliwości, że są przeklęte.

Karen początkowo poczuła tylko ukłucie, ale gdy kula wychodziła z tyłu jej ciała wyrywając kawał mięsa zaczęło docierać do niej coś więcej, coś o niebo gorszego. Czuła nie tylko ściekającą wewnątrz kurtki na bok gęstą juchę, ale palący ból sprawiający, że pociemniało jej przed oczami, a z jej ust wydobył się potworny krzyk.

Niewidzialność prysnęła i wszyscy zobaczyli jak dziewczyna przyklęknęła wyhamowując odrzut, po czym wyprostowała się ponownie lekko zataczając i odruchowo łapiąc za ramię.

Wyglądała zupełnie inaczej niż poprzedniego wieczora. Fryzurę, makijaż, biżuterię i sukienkę zastąpiły prosto związane włosy, wygodne, solidne buty za kostkę, spodnie z pozoru wyglądające na zwykłe, dość szerokie dżinsy z dużą ilością kieszeni, czarno-żółta kurtka motocyklowa, wzmacniane rękawice, słuchawka w lewym uchu i duży czarny plecak z jakimiś naszywkami. Mimo że wszystko to sprawiało, że straciła nieco na wyglądzie, to jednak dało się odnieść dziwne wrażenie, że pasuje do niej znacznie lepiej niż strój wieczorowy.

Tyle że w tym momencie nikt raczej nie zwracał uwagi na to w co Karen była ubrana. Straszliwy grymas, który pojawił się na jej twarzy, pustka w oczach oraz szybko cichnący krzyk, który przeszedł w coś w rodzaju warczenia skutecznie odwracał od tego uwagę.

Tymczasem ona przez moment, który wydawał się wiecznością czuła, że jej ciało płonie. Początkowo miała ochotę zacząć rozrywać kurtkę i własne ramię by pozbyć się palącego cierpienia. Jednak to uczucie szybko zm