PBF - Pokusa Nieskończoności

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 27 lutego 2018, 23:16

Zawsze wierzyłem, że świat przepełniony jest harmonią. gdy tylko ruszyliśmy, wierzchowiec i ja, zrozumiałem że jazda jest jak gra na instrumencie. Jest podróżą, tak właśnie podobną do żeglugi do rytmicznego wybijania rytmu, ruchu palców, lub smyczka po strunach, oddechu w instrument. Świat jest harmonią, potrafiąc jedno, możesz wszystko. Mistrz zdradził mi dziś tajemnicę.
Co więcej, ze wspólnej pracy mojej i konia powstawała muzyka, odbita od ścian niczym w amfiteatrze. Podobna była do modnych na południowych archipelagach wybijanych podkutymi butami melodii. Słyszałem to kiedyś w jakimś pirackim porcie koło wysp smoczych.
A więc wystarczy grać. Zrównałem się z Milcarrem, cudem nie pozostawiając po sobie trupów. Nagle do melodii wdarły się obce nuty, manifestowały się rozrzuconym przed aktorami straganem. Spostrzegłem że mamy widownie, której nie powinniśmy zawieść i wykonać wolę Mistrza.

Show must go on, for youuuu!!!

Po tak nagłym załamaniu tempa, nie można było powoli znów go rozkręcać, żeby nie zarżnąć utworu. Po wyśpiewaniu znanego wersu dla publiki, spinam konia i mknę między straganami. Pochwyciłem uszaty dzban z rąk podnieconego akcją sprzedawcy, niczym rycerz barwną chustę damy. Wywinąłem młynek wypuszczając dzban w powożącego złotodajny rydwan.
Przypomniałem sobie tymczasem jak w balladzie Mistrz Yagoda łapał na lasso smoka, chcąc ocalić i jego i dziewicę, która to później obdarzyła go licznym, utalentowanym potomstwem, smok zaś został przyjacielem. Legendarny łowca miał ponoć dzieci we wszystkich zakątkach Orchii.
To będzie chyba rozwiązanie trudne, ale w tej sytuacji nie ma co spuszczać z tonu. Bard jest już bardziej przygotowany na zmiany tempa i obce akordy.
Z ballady nie wynika jednoznacznie, czy owe utalentowane dzieci były łowcy, czy smoka.
Ostatnio zmieniony 27 lutego 2018, 23:26 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 marca 2018, 23:07

Orkus Wielki

Ścigany przez zgraję rozwrzeszczanych żebraków, rączy w nogach olf przemknął wąskimi błotnistymi uliczkami Chłopskiego Krocza, umiejętnie wymijając przechodniów, przeskakując między wózkami z chrustem, odganiając kopniakami próbujące przyłączyć się do zabawy psy. Zgraja za plecami mieszańca stopniowo cichła, ale biegnący na złamanie karku mag przestał zwracać na prześladowców uwagę.

Będąc z zawodu gońcem, Ketras lubował się w długich przebieżkach, pozwalających mu na chwilę zapomnienia i poczucie własnej wielkości w tym aspekcie fizycznej aktywności.

Porażony zrodzoną ze zmęczenia euforią, przebiegł Chłopskie Krocze i Plac Karczemny, po czym wskoczył z rozpędu prosto z nabrzeża na pokład odbijającej właśnie od brzegu towarowej barki. Nie chcąc tracić rytmu biegał wokół jej relingów, dopóki stateczek nie zawinął do jednego z małych portów na południowym wybrzeżu Jeziora.

Wyskoczywszy tam na brzeg olf wybiegł na wielki gościniec i nie zwalniając kroku popędził do Get-warr-garu.
Ale spokojnie, kiedyś się zmęczy...

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 08 marca 2018, 14:28

Run Forest, ruuun... :) Następny moj wpis o tym jak zabieram Lady do przydrożnej knajpki na kaw
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 11 marca 2018, 21:06

Pościg po placu trwał już chyba dnie, jeśli nie tygodnie! Jeźdzcy zmieniali tylko wierzchowce w luksusowym jak na tę dzielnicę zajeździe o pięknej nazwie "Pod Staro Murwą" i przykładali worki z lodem do obolałych od szalonej galopady rzyci.

Dobrze, że furmankę przyszło im gonić pośród straganów, bo dzięki temu Milcarrowi udało się co i rusz wyżebrać w cwale jakieś pieczyste czy czasem nawet kufel pienistego. Kupcy szybko otrząsneli się po pierwszych stratach spowodowanych niespodziewaną gonitwą i poczęli przyjmować najróżniejsze zakłady, a to czy ślepy uderzy w głową w strop niskiej bramy, a to czy bard odśpiewa w galopie "Odę do miłości" bez fałszu, albo czy woźnica umykający zdoła na stojąco się poszczać bez zabrudzenia gaci.

Sprawcy zamieszania szybko znaleźli wikt i nocleg pod dachem zajazdu. Pościg trwał codziennie od świtu do zmierzchu. Po zapadnięciu ciemności straż miejska gwizdała w gwizdki tym samym wprowadzając ciszę nocną, a także wprowadzająć w życie edykt katański, nakładający specjalne myto ściągane z jeźdźców i zakładów losowych. Tedy też nagabywani przez Matiasa z Murwy uciekający i goniący zasiadali do wspólnej strawy przy zarezerwowanym specjalnie w tym celu stoliku, gdzie ciekawskiej gawiedzi mogli udzielać informacji o pościgu, a także nawet rozdawać podpisy - ostatni krzyk mody przyszły wprost ze Złotej Dzielnicy. Milcarr i bard nawet się zdążyli zaprzyjaźnić z woźnicą Sobkiem i ustalić, że jak odłożą nieco do kieski, to podobny pościg urządzą w bogatszej dzielnicy.

I takoż właśnie Surelianie czekali na moment kiedy cosik się zmieni...

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 13 marca 2018, 00:50

Ulice rzemieślnicze - Chłopskie Krocze

Gdy tylko pierwsza czupryna wyłoniła się z wnętrza pracowni bednarza, Ketras zmarszczył oczy i skupił się na zaklęciu. Mag czuł jak czas spowalnia, specjalnie dla niego piasek z wielu klepsydr zaczął leniwie przesypywać się ziarno po ziarnie. Nawijał nadgarstkami moc drzemiącą w jego ciele, peemy wiły się na koniuszkach palców czarodzieja. Wraz z ostatnim słowem iskra przeskoczyła na jednego z żebraków.

Świat wrócił do swojego pędu. Rudy żebrak w grymasie ogromnego bólu osunął się nogach i krzycząc ściskał ręką wypaloną na torsie dziurę. Skutecznie odwrócił uwagę rozwścieczonych pobratymców od Sureliona, który widząc rządzę mordu w oczach żuli zdążył jedynie wyciągnąć rękę w kierunku swojego ucznia dodać szybkie - Tam! Miał tylko nadzieję, że te słowa nie będą wyrokiem na jego ucznia.

Ogarnięci szalem oprawcy odwrócili swoje oblicza jak na rozkaz. Badali wzrokiem stojącego tuż przy winklu drewnianych szeregówek Ketrasa. Który wytarł rękawem lecącą z nosa krew. Zerwali się w jednym tempie jak gończe psy spuszczone że smyczy opiekuna. Krew zagotowała się w żyłach młodego maga gdy zobaczył ponad tuzin mężczyzn o różnej tuszy pędzących w szale w jego stronę. Obrócił się i pchany orczą intuicją gnał co sił nieznanymi dla siebie alejami.

Nogi niegdyś przyzwyczajone do biegu bolały maga co raz bardziej. Czasy, gdy Ketras był gońcem magistracie magi dawno minęły, ale nie tak dawno aby młody mag zapomniał jak wziąć w wodzę nogi i gnać co sił i jeszcze dłużej. Wskoczył szybkim krokiem w chudy przesmyki, przewracając za sobą kilka skrzyń i beczkę. Śmieci okazały się dobrą przeszkodą dla części żebraków, jednak większość bez przeszkód ominęła zgotowane przez Surelite opały.

Gonitwa trwała dalej, Ketras spoglądał co chwilę na sforę, doganiali go lecz im dłużej trwał pościg tym było ich mniej, zostali jedyni wytrwali. Kilka uderzeń serca później mag wbiegł na skrzyżowanie głównych ulic. Po swojej lewej stronie zauważył