PBF - Modre Dziedzictwo

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 25 stycznia 2018, 15:16

[center]PROLOG
Drecare: wieś Mądry Kam, 29 Łżykwiat (Aloqua), 360 rok Ery Silniri;
[/center]

[center]Obrazek[/center]
Jak tylko miesiąc łysym swym czerepem musnął czubki wysokich brzeźnic, wymknęła się Nętka z chaty babcinej. Dreszcz ją zara przeszedł, co nie dziwne przecie, bo najzimniejszą godzinę przed świtem wybrała. Dziewka jednak nie cofnęła się, czas mitrężąc, jeno marynuskę* głębiej na głowę naciągnęła i dzbanek w niezapominajki malowany, do serca przytuliła. Po czym ruszyła szparko wzdłuż strumienia. Wkrótce wieś za nią została: i srebrzące się, pochylone strzechy, i sady jasne, kwieciem wiosennym umajone, i bez przydrożny, pąkami nierozkwitłymi brzemienny. Wszyćko to tak dobrze znane, tak kochane i tak sercu bliskie, srebrzył teraz księżyc brzuchaty, nad polami się chylący. A blask jego prowadził młódkę, drożychą** grząską, przez poletka liche i łęgi zielone. Idąc za nim minęła brzeziniec niewielki i tę starą suśnię,*** co na wzgórzu wyrasta. Cicho było wokół, jeno śpiew rzeczułki towarzyszył młodce, gdy tak szła, krokiem prędkim, bo przed wschodem słońca zdążyć wszak musiała.

[center]Obrazek[/center]
Jakoż świt zorzył się już za nią, gasząc gwiazd rozedrgane roje, gdy Nętka zwolniła i zeszła z traktu. Tu bowiem, pośród chrap,**** zdrój srebrny spod ziemi tryskał. Uklękła przy nim dziewka, dzbanek błękitnie malowany obok na ziemi postawiła. I w te słowa się ozwała:

- Cny duchu strumienia, duchu strumienia, z pozdrowieniem Naji, Pani Zielonej, przychodzę do was, cobyśta mi wody swej użyczyli. Dobrej wody, czystej wody, co ziela moc wzmaga i wszelkie mroki precz odgania. Macie tu zapłątę, a bądźcie dla mnie szczodrzy.

Wyjęła zza pazuchy ciastko pszenne, co je sama z resztek mąki na przednówku upiekła i ostrożnie na brzegu je położyła. Za czym zaczerpnęła dobrej wody, czarodziejskiej wody co jej i księżyc wiosenny, pierwszą pełnią wezbrany, i zaklęcie stare mocy dodały.

Wyprostowała się i wstała. Daleko, przed nią jaśniało niebo, nadejście słoneczka pięknego zapowiadając. Niżej czerniała ściana Brodatej Puszczy, wciąż jeszcze w mroku umykającej nocy zatopiona. Mgły przesłaniały chałupy wsi samej. Wirując jakoby w tańcu, wzniosły się, ranek witając. Część ich rozścieliła rozścieliły na polach swe suknie siwe i srebrne. Uśmiechnęła się do nich Nętka i dzban ciężki podniosła. Już li miała do chaty wracać, gdy wtem usłyszała głosy jakoweś. Zmarszczyła brwi przeto, toż jeśli ją kto z magiczną wodą zobaczy, całe jej zaklęcie zda się na nic! Milcząca Woda miała moc wtedy jeno, gdy ją kto przed świtem z źródła zaczerpnął, po czym bez słowa, nie napotykając nikogo i przez nikogo nie będąc widzianym, do chiżyny***** wrócił. Och Najo, Najzieleńsza Pani - pomyślała Toże pewnikiem Vagar z Rodanem konie do wodopoju prowadzą. A może i Amasis jest z nimi. Niedobrze będzie jeśli mnie zooczą tutaj, wszak Sztuki nie znając, zechcą gadać ze mną... Rozejrzała się w popłochu, po czym szparko zbiegła w dół, ku rzeczce. Wiedziała wszakże, że w tym miejscu da się po kamieniach, na drugi brzeg przedostać. Tak też uczyniła, kryjąc się w rogoziu****** i zarościach leszczyny, co po drugiej stronie sielnie się zieleniły. A słysząc zbliżające się głosy, zasłoniła usta ręką, co by nagłym wybuchem śmiechu się nie zdradzić.

[center]Obrazek[/center]
Jednak ścieżką nie nadszedł ni Vagar płowowłosy ni roześmiany Rodan. Lecz cóż to? O Najo Najzieleńsza! Mgły rozstąpiły się, ukazując trzech mężów groźnych, w stal ciemną okutych. Radość młodki zara zmieniła się w przerażenie, gdy na ich piersiach i hełmach ujrzała znaki, co je tylko raz w życiu widziała: gdy na placu przed gontyną, w kurzawie wykreślił je Dereń stary, przestrzegając młodych przed Mocami Ciemności.

Na to wspomnienie zadrżała cała i mocniej dłoń do ust przycisnęła, tłumiąc nie śmiech, lecz krzyk. Gorze mi! - pomyślała z przestrachem. Toż to plugawi mroku słudzy!

Mężczyźni prowadzili konie, tak jak i oni straszne, żelazem otulone, o wejrzeniu krwawym, rzekłbyś, nie zwierzęcym wcale, lecz jakby assura przypominającym. Poili je tera w strumieniu, toń jego czystą mącąc. Nętka zamarła widząc, jak jeden z wierzchowców zbliża się do pozostawionego na brzegu ciasteczka ofiarnego. Ciężkie, rozszczepione kopyto zmiażdżyło dar dziewczyny, szczęściem wszakże żaden z wojów tego nie zoczył. Ten roślejszy odezwał się po chwili mową dziwaczną do swego towarzysza, ku wsi wskazując. A Nętce zdawało się, że od słów jego niebo pociemniało i mróz się rozszedł w jej kościach.

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Znasz doskonale teren, wychowałaś się tu. Jeśli zechcesz zdołasz się przedostać do wsi, tak, by cię nikt nie zauważył. Bedziesz musiała iść po drugim brzegu rzeki, kryjąc się w zaroślach. Przemoczysz sobie pewnie odzienie, ale masz dużą szansę, że się uda.

Milcząca Woda - której właśnie masz cały dzbanek wspomaga moc naparów ziołowych, może być też wykorzystana do odpędzenia słabszych duchów lub oczyszczenia ze słabszych klątw.
Witam dzielną drużynę w kolejnej przygodzie do DrecarE! W przygodzie, której sielankowość skończyła się, zanim się zaczęła. No cóż, życie bywa okrutne, MG też bywają okrutni, a zwłaszcza ten tutaj. ;)

Na razie przytomna jest tylko Nętka i to ona ma wątpliwą przyjemność oglądania trzech wojowników, którzy odwiedzili Wasze strony. Reszta śpi smacznie w tym czasie w łóżkach i nie ma powodu, by się obudziła. Poczekajmy więc, na działania Czarownicy. Choć, jeśli nie uda jej się ostrzec wsi, prawdopodobnie nie obudzicie się już nigdy. /EVILS/
* marynuska - ciepła, haftowana chusta z frędzlami
** drożycha - szeroka, wyboista droga
*** suśnia - sosna
**** chrapy - zarośla, rosnące na miejscu podmokłym
***** chiżyna - chata
****** rogozie - sitowie
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 27 stycznia 2018, 13:03

[center]Drecare: wieś Mądry Kam, 29 Łżykwiat (Aloqua), 360 rok Ery Silniri;[/center]

Kobieta czuła jak jej ciało przebiegł zimny dreszcz a mięśnie napięły się z odczuwanego lęku. Dereń Stary ostrzegał ich wszystkich, ale nigdy nie spodziewała się, że zagrożenie znajdzie się tak blisko.

O Najo Najdroższa, moja Pani! Toćto jak dojdą do Mądrego Kamu, nie będziemy li mieć szans! Matko Nasza i opiekunko miłościwa, otocz nas swoją ochroną w tą złowróżbną chwilę, a niechaj cienie drzew i woale mgieł ukryją mnie przed wzrokiem oprawców! Dziewczyna zacisnęła mocno usta i wstrzymała oddech, aby choć najlżejsze tchnienie nie zwróciło uwagi sług ciemności. Jak najciszej odeszła od strumyka, kierując się sobie tylko znaną drogą ku wiosce. Czasu nie było wiele, a droga upstrzona dołami oraz miejscami o grząskim podłożu, toć młoda wiedźma postawiła malowany dzban w gęstwinie zarośli. Nim skierowała się na północ, ku niewielkiej, a przytulnej osadzie, która była domem dla niej samej i towarzyszy jej dziecięcych zabaw i młodzieńczych przygód, młódka zwróciła swe myśli ku małej, acz przebiegłej istocie lecącej nad nią wśród powykręcanych gałęzi sokory.

Iglicie, usłuchaj co ci rzeknę. Zawróć teraz, poleć nad strumyk gdzież okrutny wróg, narzędzie ciemnych sił poi swe konie. Obserwuj go z cienia i ciszy. Wróć do mnie za czas pewien, gdy rąbek słońca wzejdzie nad horyzont.

Dziewczyna odczuła, jak drobny chowaniec zwrócił na nią swą uwagę i przytaknął na jej słowa. Po chwili małe stworzenie zniknęło jej z oczu, zanurzając się w biel wznoszącej się nad ziemią mgły. Z oddali widać już było ciemne figury chałup Mądrego Kamu. Wiedźma przyspieszyła jeszcze kroku, modląc się w myślach i całym sercem, aby zdążyła powiadomić sołtysa nim okuci w ciężki pancerz wojownicy ciemności najadą na drogą jej mieścinę. Od celu oddzielał ją jeszcze nierówny, podmokły teren, gdzie miedzy wysoką trzciną i tatarakiem czerniały pozornie płytkie oka wód. Jednak dzięki sile i wrodzonej wytrzymałości, przynależnej każdemu członkowi jej rasy, Nętka wkrótce dotarła do niedużej osady. Mądry Kam dopieroż zaczął budzić się do nowego dnia i słychać było ledwie pojedyncze odgłosy, gdy ktoś wyszedł z chałupy nakarmić zwierzęta. Młoda wiedźma przyspieszyła kroku, biegnąc do obejścia sołtysa i jego ambitnego syna, Vagnara. Domostwo zdawało się jeszcze uśpione, jednak pod wpływem nagłego pukania, drzwi otworzył w końcu sam sołtys.
Zostawiam dzbanek z wodą w chaszczach i szybko pobierzam z powrotem do wioski. Staram się, aby mnie nie zauważono i nie usłyszano. Proszę też telepatycznie mojego chowańca, który mi towarzyszy, aby obserwował tych rycerzy ciemności, a później (za jakieś półgodziny może) przyleciał do mnie, do wioski. Sama zmierzam do obejścia sołtysa, aby poinformować go o zagrożeniu.
OD MG: Test Krycia się - sukces z dwoma przebiciami. Bez większego problemu dotrzesz do wsi niezauważona.
Ostatnio zmieniony 27 stycznia 2018, 16:57 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 27 stycznia 2018, 16:56

[center]Mądry Kam, Dom Spotkań, 29 Łżykwiat (Aloqua), 360 rok Ery Silniri[/center]
[center]Obrazek[/center]
Vagar ziewnął i podrapał się po jasnej czuprynie, spoglądając pytającym wzrokiem na Rodana i Kallana, którzy wszakże nie wydawali się wiedzieć o wiele więcej i odpowiedzieli mu równie baranim wejrzeniem. Wszyscy trzej nie za bardzo pojmowali przeca, skąd ten pośpiech, z jakim ich obudzono, czemu kazano im się ubrać, obuć, broń przypasać, za czym pospieszać do Domu Spotkań. Uczynili jednak jak należało. Kazano im usiąść pod ścianą na ławie, to usiedli. Kazano im nie przeszkadzać, to zawarli gęby, oczyma ino po chałupie strzelając i nadstawiając uszu by pojąc, co się święci. Zastanawiali się bowiem, co na Bogów robią tutaj, bladym świtem ze Starszymi Wioski, gdy po prawdzie ani im ważności ani mądrości nie stało, by tu zasiadać mieli. Lepiej im było już chudobę na popas wypuścić, niż tak po próżnicy siedzieć. Wszak jednak musiało się coś stać złego, bo twarze wszystkich poważne były, a spojrzenia posępne.

Nętka siedziała tuż obok nich, trzymając oburącz kubek z ciepłym ziołowym wywarem, jaki od babki dostała (Cimność, ni Cimność - rzekła babka, widząc przemoczoną i zziębniętą wnuczkę - A jo ci na suchoty zachorować ni dom!). Amasis przycupnął gdzieś pod ławą, rad, że nikt nie zwraca na niego uwagi. Nikt bowiem kota tu, na spotkanie Starszyzny Wioskowej nie prosił. Felidae jednak nie mógł się oprzeć pokusie, by wrazić w cała sprawę swój centkowany ogon. Lubił wiedzieć, jak się rzeczy mają i wolał siedzieć tu, w centrum wydarzeń, niż zostać na zewnątrz z inszymi dudkami. Skrył się teraz po części za spódnicą Nętki i skrzywił z niesmakiem, ponieważ przemoczony materiał ostro woniał glonami i błockiem.

[center]Obrazek[/center]
- A więc przyszli... - rozpoczął Benan Łucznik skubiąc wąsa i spoglądając z powagą na pozostałych członków Starszyzny Wioskowej: Sołtysa Ragara, Derenia Ofiarnika i Jaznę Zielarkę i M