Stara pracownia bednarza
Wyglądający przez szpary między deskami Elszar z każdą chwilą bladł gdy stróże prawa zbliżali się do środka dziedzińca. Nosili grube pikowane skórznie, a na piersiach połyskiwał znak Garnizonu Kupieckiej dzielnicy. Mordy mieli wykrzywione w złowrogim grymasie, jakby z każdą chwilą spendzoną w Chłopakim Kroczu wbijał się w żyć gwóźdź.
Pomysł rozmowy na nic się nie zda, pomyślał bard kiedy wstrzymał dech, gwardzista straży krzyknął coś do żebraka i wskazał na leżące truchła, po czym walnął gniewnie okutą rękawicą, zbijaja z nóg żula. Nim ten zdążył się podnieść klinka wyjęta z pochwy dźgnała go i ponownie ulożła w kałuży. Barczysty strażnik z paskudnym ryjem obrócił się do towarzysza, jego klinga zawirowała okrążenie kilka razy i chlapiąc krwią nieszcześnika.
Chudy blondyn o bystrych oczach przykucnął między rumowiskiem, obrócił się do towarzysza kiwając ręką. Następnie palcami rysował linie i wskazywał punkty, robił to sprawnie i szybko, co jeszcze bardziej zaniepokoiło Surelita, odezwał cichym tonem - Łowczy z Kupieckiej dzielnicy, zawodowcy.
Nim zdołał oderwać wzrok od sceny rozgrywanej na planu Eszar zauważył jak chudy blondyn zerwał się na równe nogi i w ułamku sekundy w dłoni lśniła klinga.
Zaciekawiony Ketras niemo również przyglądał się dwóm strażnikom, przestraszył się tak samo jak bard kiedy stanęli w gotowości, coś zwróciło ich uwagę.
- Usłyszeli nasze szepty? Wypowiedział szeptem do Znającego Prawdę. Połbog skupił się raz jeszcze, otworzył oczy skupiając wzrok na Ślepaku - akolita na placu ich zwabił, ruszajmy.
Jakieś deklaracje przed drugim wpisem fabularnym?