PBF - Okna Duszy
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dobra, dajcie proszę dokładnie znać, w którym kierunku chcecie się skierować. Jeśli pójdziecie brzegiem na południe, zgodnie z sugestiami rybaków, po minięciu tego porzuconego domostwa, w którym odpoczywaliście natraficie prędzej czy później (ale na pewno już po zachodzie słońca) na przystań Atakar-kiru. Idąc plażą na północ podążycie śladami owego Elajkuma ku Spiżowej Arenie. Idąc na wschód zagłębicie się w las, by prędzej czy później wyjść na ubitą drogę łączacą obie wielkie osady. I oczywiście pozostaje kierunek na zachód, wpław do Ostrogaru.
Nie chcę za Was sam decydować, ponieważ wybór każdej z tych czterech opcji niesie ze sobą specyficzne konsekwencje.
Nie chcę za Was sam decydować, ponieważ wybór każdej z tych czterech opcji niesie ze sobą specyficzne konsekwencje.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dzika knieja, 26 orakt-ran
Kthan Angano podjął kolejną próbę zaprowadzenia porządku wokół wozu, jednak ani jego sroga mina ani wyszukane wyzwiska nie zdołały wlać otuchy w serca kogokolwiek poza ogrami. Te, najwidoczniej całkowicie oddane swemu panu, przywarły do zaprzęgu, przycisnęły się do niego plecami broniąc mitycznemu potworowi przystępu do kapłana.
Upiorny bek rozległ się raz jeszcze, tak blisko i tak głośno, że Eco aż zaszczękał zębami z wrażenia. Nim jeszcze echo tego przerażającego zwierzęcego zawodzenia ucichło, gdzieś w oddali dał się słyszeć inny dźwięk, zupełnie odmienny od pierwszego, ale w uszach strażnika równie, jeśli nawet nie bardziej straszny. Było to płynące z licznych gardzieli wycie, pnące się drapieżną nutą ku koronom drzew i wysoko ponad nimi.
- Wataha Tfama! - zawrzasnął Trzęsikęsek osuwając się bezwiednie na kolana i okładając pięściami po głowie w ataku szaleńczej paniki - Łaknące mięsa bestie, które towarzyszą jeleniołaszczowi w łowach! Nic po nas nie zostanie, nic!
- Te potwory nawet wóz zeżrą, nawet dyszel! - zaniósł się histerycznym szlochem Zager - Lepiej nam w puszczy szczeznąć!
Miecz omal nie wypadł ze zdrętwiałej dłoni Eco. Sparaliżowany lękiem strażnik wbił szeroko otwarte oczy w obu buratarskich przewodników w chwili, kiedy ci rzucili się na złamanie karku w ślad za woźnicą w baranicy, w ciemniejący leśny gąszcz, w zieloną dzicz. Trzęsikęsek wciąż okładał się rękami po głowie, a Zager całkowicie postradał w opinii surelianina rozum, ze zgrozy albowiem twarz krzywił w tak niezwykłym grymasie jakby demonicznie rechotał, a nie umierał z przerażenia.
I tyle ich Ostrogarczycy widzieli. Dwa, trzy uderzenia serca później zostali na puszczańskim trakcie sami, dwóch miejskich strażników, dwa świątynne ogry oraz ich pan ze swoim tajemniczym małym kompanem w kapturze. No i były jeszcze dwa przestraszone woły, zaprzęgnięte do wozu.
- Cóż nam czynić przyjdzie, świątobliwy? - odezwał się ochrypłym głosem jeden z ogrów, przerywając panującą na drodze ciężką ciszę. Niosące się w oddali wycie przybrało w międzyczasie na sile, ewidentnie zmierzając w okolicę nawiedzaną przez strasznego jeleniołaszcza.
- Jeśli to dzikie wargi, będziemy z nimi walczyli, aż odstąpią - oznajmił zdecydowanym tonem kapłan Morglitha - Między waszymi ostrzami, a moją magią, pomrą ze szczętem. Jeśli to zaś owi goblinowie, co to ich miejscowi wspomnieli, onieśmielę ich potęgą swego majestatu i zmuszę, aby oddali mi pokłon.
- A lejeszczak? - wystękał Eco ściągając na siebie surowy wzrok kleryka - Co z nim?
Kthan Angano zmarszczył czoło, najwyraźniej nie wiedząc w pierwszej chwili, co odpowiedzieć. Potem otworzył co prawda usta, ale słowa składające się na jego odpowiedź utonęły w straszliwym beku zarzynanego chyba tępym nożem potwora. Tym razem struchlały strażnik zdołał z grubsza określić kierunek, z którego dobiegł dźwięk, z wyjątkowo gęstej kępy buków i brzóz przerośniętych pomniejszymi krzewami.
- Tam się chowa, tam! - ryknął surelianin unosząc miecz - Tam!
I wtedy ponad jego głową przeleciał skowyczący z wściekłości mastug, wieszcząc początek bezlitosnego ataku!
Kthan Angano podjął kolejną próbę zaprowadzenia porządku wokół wozu, jednak ani jego sroga mina ani wyszukane wyzwiska nie zdołały wlać otuchy w serca kogokolwiek poza ogrami. Te, najwidoczniej całkowicie oddane swemu panu, przywarły do zaprzęgu, przycisnęły się do niego plecami broniąc mitycznemu potworowi przystępu do kapłana.
Upiorny bek rozległ się raz jeszcze, tak blisko i tak głośno, że Eco aż zaszczękał zębami z wrażenia. Nim jeszcze echo tego przerażającego zwierzęcego zawodzenia ucichło, gdzieś w oddali dał się słyszeć inny dźwięk, zupełnie odmienny od pierwszego, ale w uszach strażnika równie, jeśli nawet nie bardziej straszny. Było to płynące z licznych gardzieli wycie, pnące się drapieżną nutą ku koronom drzew i wysoko ponad nimi.
- Wataha Tfama! - zawrzasnął Trzęsikęsek osuwając się bezwiednie na kolana i okładając pięściami po głowie w ataku szaleńczej paniki - Łaknące mięsa bestie, które towarzyszą jeleniołaszczowi w łowach! Nic po nas nie zostanie, nic!
- Te potwory nawet wóz zeżrą, nawet dyszel! - zaniósł się histerycznym szlochem Zager - Lepiej nam w puszczy szczeznąć!
Miecz omal nie wypadł ze zdrętwiałej dłoni Eco. Sparaliżowany lękiem strażnik wbił szeroko otwarte oczy w obu buratarskich przewodników w chwili, kiedy ci rzucili się na złamanie karku w ślad za woźnicą w baranicy, w ciemniejący leśny gąszcz, w zieloną dzicz. Trzęsikęsek wciąż okładał się rękami po głowie, a Zager całkowicie postradał w opinii surelianina rozum, ze zgrozy albowiem twarz krzywił w tak niezwykłym grymasie jakby demonicznie rechotał, a nie umierał z przerażenia.
I tyle ich Ostrogarczycy widzieli. Dwa, trzy uderzenia serca później zostali na puszczańskim trakcie sami, dwóch miejskich strażników, dwa świątynne ogry oraz ich pan ze swoim tajemniczym małym kompanem w kapturze. No i były jeszcze dwa przestraszone woły, zaprzęgnięte do wozu.
- Cóż nam czynić przyjdzie, świątobliwy? - odezwał się ochrypłym głosem jeden z ogrów, przerywając panującą na drodze ciężką ciszę. Niosące się w oddali wycie przybrało w międzyczasie na sile, ewidentnie zmierzając w okolicę nawiedzaną przez strasznego jeleniołaszcza.
- Jeśli to dzikie wargi, będziemy z nimi walczyli, aż odstąpią - oznajmił zdecydowanym tonem kapłan Morglitha - Między waszymi ostrzami, a moją magią, pomrą ze szczętem. Jeśli to zaś owi goblinowie, co to ich miejscowi wspomnieli, onieśmielę ich potęgą swego majestatu i zmuszę, aby oddali mi pokłon.
- A lejeszczak? - wystękał Eco ściągając na siebie surowy wzrok kleryka - Co z nim?
Kthan Angano zmarszczył czoło, najwyraźniej nie wiedząc w pierwszej chwili, co odpowiedzieć. Potem otworzył co prawda usta, ale słowa składające się na jego odpowiedź utonęły w straszliwym beku zarzynanego chyba tępym nożem potwora. Tym razem struchlały strażnik zdołał z grubsza określić kierunek, z którego dobiegł dźwięk, z wyjątkowo gęstej kępy buków i brzóz przerośniętych pomniejszymi krzewami.
- Tam się chowa, tam! - ryknął surelianin unosząc miecz - Tam!
I wtedy ponad jego głową przeleciał skowyczący z wściekłości mastug, wieszcząc początek bezlitosnego ataku!
Sam nie wiem, czy chcę dalej ciągnąć tę scenkę, przerażenie coraz bardziej mnie paraliżuje!
-
Nanatar
- Reactions:
- Posty: 641
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 155 times
- Been thanked: 116 times
Zwiesiłem nos na kwintę. W milczeniu dotarliśmy do opuszczonej chaty. Właściwie gdyby nie wszędzie czyhające niebezpieczeństwo, podobałoby mi się tu. Szczególnie zapach był znacznie lepszy niż w stolicy.
-Radźcie gdzie pójdziemy teraz kamraci, ja swój oddech pozostawię dla fujarki. Pójdę gdzie doradzicie.
-Radźcie gdzie pójdziemy teraz kamraci, ja swój oddech pozostawię dla fujarki. Pójdę gdzie doradzicie.
Eszar kompletnie nie w sosie. Ku uldze reszty drużyny zamilknę.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: