Beckely WV, Harper Rd, Miasto Sabatu, Po północy 13.08.1993
Pod naciskiem pięści Horacego zagłówek z łatwością oderwał się od reszty siedzenia uderzając z ogromną siłą w tył głowy Malkaviana. Głowa Terrego niebezpiecznie blisko zbliżyła się do kierownicy, gdy w ostatniej chwili zadziałały pasy bezpieczeństwa zatrzymując ciało w jednym miejscu.
- No jedź! Kurwości, Terry ile mamy na ciebie czekać, później się będziesz modlił - wrzasnął Nosferatu, ale nie przyniosło to żadnego efektu. Świr wydawał się być nieprzytomny.
W tym samym momencie Namtar wyciągnął pistolet i strzelił kilka razy celując w koła nadjeżdżającego wozu strażackiego. Opony strzeliły głośnym hukiem zmieniając gumę w poszarpaną masę kołująca się na stalowych felgach. Kierowca jednak nie poddawał się i próbował jechać dalej. Z mizernym wszakże skutkiem. Wóz szybko stracił rozpęd, a przednie koła coraz głębiej wrzynały się w asfalt.
Horacy postanowił zmienić wygląd wszystkich w aucie na normalnych cywilów, aby mieć większe szanse na przeżycie. Victoria w tym czasie dokładnie przyjrzała się Terremu, po czym rzuciła do pozostałych:
- Terry odleciał. Ktoś z was umie prowadzić?
Wszyscy w samochodzie pokiwali przecząco głowami zdając sobie sprawę z kiepskiego położenia. Wóz strażacki ostatecznie zatrzymał się jakieś czterdzieści metrów przed limuzyną Victorii. Ktoś wewnątrz wozu wyłączył silnik oraz mrugające światła. Chwilę później wysiadło z niego czterech uzbrojonych w broń palną Sabatników. Wyglądali na zbirów mieszkających na ulicy, którzy nie przejmowali się stanem zniszczeń jakie posiadały ich ubrania. Tylko jeden z nich miał spodnie i koszulkę bez żadnych dziur. Czarne ślady po zaschniętej krwi na ich ubraniu świadczyły o niejednej bójce stoczonej na ulicach miasta.
Namtar nie czekał na lepszą okazję. Gdy tylko dostrzegł wroga wystrzelił dwa razy. Kule bezbłędnie trafiły przeciwników, posyłając ich w wieczną ciemność. Pierwszy sabatnik padł na asfalt z rozłupaną czaszką, powoli zmieniając się w wysuszone zwłoki. Drugiemu kula oderwała od ciała rękę wraz z trzymanym w dłoni pistoletem, który przy upadku na ziemię wystrzelił, trafiając w boczne drzwi wozu strażackiego.
Pozostała przy życiu dwójka ruszyła do przodu otwierając ogień w kierunku Assamity, stojącego tuż obok drzwi limuzyny. Moc Akceleracji pozwoliła Namtarowi na szybkie przesunięcie się na tył auta, które stało się idealną kuloodporną osłoną. Kilka pocisków wystrzelonych z pistoletów dwójki odważnych Sabatników odbiło się od polakierowanej na czarno blachy, nie pozostawiając na niej żadnego śladu. Widząc ten efekt, jeden z nich krzyknął:
- Pieprzone limuzyny paniczów z Camarilli!
- Spalimy was żywcem, kurwy! - wrzasnął ten drugi.
Żadna kula nie zdołała sięgnąć nadnaturalnie szybkiego Mordercy, który korzystając z tych kilku sekund przeładował broń. Chwilę później wychylił się i znów wystrzelił dwa razy z śmiertelną precyzją. Wystarczyła jedna kula, by powalić pojedynczego członka Sfory. Rozerwana na strzępy klatka piersiowa buchnęła fontanną krwi, pozbawiając nieśmiertelności żołnierza Miecza Kaina. Czwarty z przeciwników oberwał w biodro. Kula z miękkim rdzeniem rozrywała kości miednicy. Zabójca był pewien, że facet nie żył zanim upadł na asfalt.
Nie wychodząc zza limuzyny odpalił moc Akceleracji i rozejrzał się wypatrując kolejnego przeciwnika. Zobaczył go, gdy tamten majstrował przy czymś na dachu wozu strażackiego, po czym zeskoczył na jego tył, znikając całkiem z pola widzenia Assamity. Nie czekając, Morderca ruszył w kierunku wozu. Dzięki niesamowitemu przyspieszeniu, stał się całkiem niewidoczny dla możliwości percepcyjnych członków koterii. Pokonanie czterdziestu metrów z taką szybkością trwało zaledwie kilka sekund, a cały rozpęd został przez Namtara przeznaczony na wykonanie skoku z saltem, aby znaleźć się od razu na dachu wielkiego auta. Wylądował na nim niczym zwinny drapieżnik, gotowy do kolejnego ataku na upatrzoną ofiarę.
Natychmiast rozejrzał się z góry w poszukiwaniu przeciwnika. Nie odnalazł go nigdzie, więc postanowił wyciszyć swe działania dzięki mocy dyscyplinie Śmierci i zeskoczyć z boku auta. Podejrzewając, że wróg schował się pod pojazdem, zeskoczył w miejscu, gdzie znajdowały się wielkie koła, aby nie pozwolić się zauważyć. Schylił się, ale pod wozem nikogo nie było. Moc Akceleracji przestała działać.
Podszedł do kabiny, ale również okazało się że jest pusta. Obszedł wóz z drugiej strony i zauważył opuszczoną aluminiową kotarę, na bocznej ścianie samochodu. Przykleił się plecami do krawędzi wozu, tak by nie stać się łatwym celem i zaczął podnosić roletę. Wtem kilka kul przedziurawiło aluminiową zasłonę. Strzały były na tyle celne, że powaliłby każdego kto stałby przed lukiem na sprzęt przeciwpożarowy. Widzący doskonale w ciemnościach Namtar podniósł kotarę do końca, po czym sięgnął drugą ręką do środka po ściśniętego między toporkami sabatnika i z przerażającą siłą wyciągnął go na zewnątrz.
Nim facet zdążył cokolwiek zrobić, Namtar zatopił w nim swoje kły i zaczął pić. Słodka Vitae na nowo zaczęła wypełniać martwe serce Assamity , odżywiając go i uzupełniane zapasy zużyte na aktywację dyscyplin. Sabatnik był słabej krwi i okazał się być przemienionym w ostatnich nocach. Jego ciało wyglądało całkiem świeżo, nawet po tym jak Namtar dokonał aktu diabolizacji.
W tym czasie Terry ocknął się, a pozostali nie czekając na wyjaśnienia kazali mu jechać. Malkavian przeżegnał się pospiesznie, po czym włączył bieg i ruszył w kierunku wozu strażackiego włączając lewy kierunkowskaz, aby ominąć przeszkodę.
Gdzie chcecie jechać? Tylko Horacy zna okolicę i może nawigować.