PBF - Charleston by Night

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 23 września 2017, 21:23

Beckely WV, Harper Rd, Miasto Sabatu, Po północy 13.08.1993

- Ya Kahba, sayeb zebi!* - warknął Morderca, potrząsając głową - Air il'e yeba'atak!**

Nie znosił tego rodzaju sytuacji. Do cholery, żaden Niewierny nie miał prawa siedzieć mu w głowie. Przełknął kolejne przekleństwo i skoncentrował się na symbolu, którego nauczył go Akramah, a który służył do obrony właśnie w takich przypadkach. Głos szepczący w jego głowie ucichł, jak ucięty ostrzem khanjar. Łowca rozluźnił się lekko, nie puszczając jednak kolby skrytego pod kurtką Desert Eagle. Korzystając z chwili upragnionej ciszy, rozejrzał się uważnie dookoła.
Wydaję 1 S.W. aby zerwać połączenie telepatyczne z panią Tzimisce.
Nadwrażliwość:1 - poprawiam sobie wzrok i rozglądam się, szukając zagrożeń.
* arab - Odpierdol się, dziwko, zostaw mnie do kurwy nędzy!
** arab - Obyś została zakołkowana chujem!
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 27 września 2017, 17:10

Beckely WV, Harper Rd, Miasto Sabatu, Po północy 13.08.1993

Wellington otrząsnął się ignorując wibrujący żenski głos w głowie.

Nie musisz tego słuchac Bernardzie - powiedziął do siebie sam w myślach: I tak nie masz możliwości aby spróbować nawiązać nić konwersacji. Dalsze słuchanie tego głosu nie przyniesie żadnych, wymiernych korzyści

Z pomocą słów Horacego szybko zorientował się, że mają do czynienia z magią kołduniczną, przeżywająca renesans pośród współczesnych kaintów klanu Tzimisce. Już sama osoba budziła zawodową ciekawość Brujaha, w szczególności, jeśli kobieta dysponowała mocą Zniekształcenia. Na kalkulacje było jednak zbyt wcześnie, a ze względu na okoliczności nie bedzie miał możliwości testów na sabatniczce. Póki co, na razie sami dostali solenną, trochę rzuconą na wyrost obietnicę, że skończą jako maski jej bestii. Uzyte słowo 'bestia' sugerowało potomkowi Artahsisa, że kainitka mogła być zakażona Zniekształceniem.

Brujah zaczął analizować użytą moc kalkulując czy będzie potrafił coś na to zaradzić.
Wydam 1 SW aby powstrzymać głos.
Ostatnio zmieniony 27 września 2017, 17:15 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 03 października 2017, 20:48

Beckely WV, Harper Rd, Miasto Sabatu, Po północy 13.08.1993

Lasombra musiała przyznać, że opiekunka tej sabatniczej domeny miała polot niespełnionego poety. Nie lubiła gróźb rzucanych w jej stronę. I zawsze traktowała je jako wyzwanie. Gdy, ktoś zbyt wiele mówi i obiecuje... No zobaczymy czy Domecritus uklęknie... pomyślała drwiąco... ale, rzeczywiście Tzmisce na tej ziemi był dal nich realnym problemem. Jeśli mają szukać kruka, muszą wejść do parków i przestrzeni naturalnych gdzie podłożem będzie ziemia... Zaklęła pod nosem....

- Ferme ta gueule!* Co za bezczelność! Co w ogóle Tzimisce robi na tej ziemi? Nie powinien siedzieć gdzieś w Transylwanii, w ponurym zamku patrząc w swe szpetne, zdeformowane odbicie! - Vikctoria była wyraźnie wzburzona i podirytowana - ah Merde! Kolejna rzecz wśród tysiąca innych do rozwiązania! CZy to się nigdy nie skończy? - zapytała się reotrycznie.

- No dobrze - poprawiła szybko ton głosu i przeszła do konkretów opanowując krótki atak zrezygnowania - CO wiemy o tym cholerstwie. Ktoś ma jakiś pomysł? Niech pomyślę co też sama o tym wiem... Tzmisce! Kto by pomyślał.

wydaje 1 pk siły woli przerywając połączenie, Używam swojej wiedzy o okultyzmie i rozwiązywania zagadek jak możemy przeciwdziałać magii koudunicnzej. Jakie mamy umiejętności, które mogą nam pomóc. Viktoria nie spotkała jeszcze Tzymisce na swojej drodze w takiej sytuacji czuje się challenged by przetestować swoją wiedzę o sztukach tajemnych.
*zamknij gębę
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 17 października 2017, 17:04

Beckely WV, Harper Rd, Miasto Sabatu, Po północy 13.08.1993

Nieznośny głoś Tzimisce ucichł w głowach członków koterii pozwalając skupić się na otoczeniu. Na cmentarzu rozległy się strzały z broni palnej, a zgromadzenie znajdujących się tam osób zaczęło zachowywać się nerwowo. Kilku mężczyzn oddzieliło się od grupy udając się w kierunku przeciwnym do drogi, na której stał samochód koterii. Płomień ogniska stał się na chwilę jeszcze większy, zupełnie jakby ktoś dolał benzyny. W oddali rozległy się wrzaski i krzyki, które musiały wpłynąć na tych obywateli, którzy znajdowali się bliżej ulicy. Ludzie zaczęli uciekać w popłochu. Nagle w całym mieście rozległo się głośne wycie syreny straży pożarnej.

Na dźwięk alarmu, grupy ludzkich bojowników zaczęły oddalać się jak najdalej od limuzyny. Niektórzy zaczęli biec, inni wsiedli do samochodu w wielkim pośpiechu. Siedzący za kółkiem Terry miał szklany wzrok i mamrotał coś pod nosem, kompletnie ignorując wszystkich w samochodzie. Ostatnie słowa Tzimisce wciąż brzmiały echem w jego głowie:

- Jesteście na mojej ziemi. Wasze truchła czeka ogień, który oświetli mi drogę do zwycięstwa...

Wykorzystując zainteresowanie Malkavianina, bezcielesny głos kontynuował przemowę.

- Neik, ruszmy się stąd - warknął Assamita.

- Terry! - krzyknęła Victoria do siedzącego za kierownicą Malkaviana, ale ten niespecjalnie się tym przejął.

Kilkanaście sekund później Namtar zobaczył na końcu ulicy skręcający z dużą prędkością nowoczesny wóz strażacki. Jego mrugające na niebiesko światła i brak włączonej syreny nie były czymś normalnym.
Spoiler!
Tzimisce mówi dalej:

- Terry... Tylko ty masz odwagę mnie wysłuchać? Widocznie pozostali lękają się samego brzmienia mego głosu i wolą ukryć się przede mną. Ucieczka jest oznaką strachu! Gardzę słabymi, a nieudacznicy sczezną, ogień oczyści ta ziemię z chwastów! Śliniący się do swoich gości Redondo zrobił z was swoich nowych pupili i wydaje mu się, że może decydować o hierarchii wśród Starszych. Głupiec! Jego próżność sprawia, że zbiera mi się na wymioty. Dla mnie jednak nadal jesteście nikim i pozostaniecie nikim. Wspomnienia po was znikną zaraz po tym, gdy tylko wiatr rozwieje pył waszych nędznych kości...

Test Ścieżki za brak jej założeń. Chodzi o napady świętości i realizowanie nowej misji. Nie odegrałeś tego, a jest to grzech na twojej ścieżce.

Test Sumienia ST:8 = 0 sukcesów. Tracisz punkt ścieżki, czyli teraz masz 6.
Spoiler!
Wyczucie Niebezpieczeństwa ST:8 = 3 sukcesy.
Niebezpieczeństwo, Sfora Sabatu, wóz strażacki.
Wóz dojedzie do was za 3 rundy.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 19 października 2017, 10:15

Beckely WV, Harper Rd, Miasto Sabatu, Po północy 13.08.1993

Nie miał czasu przyglądać się Świrowi, ani oceniać jego stanu psychicznego. Nadjeżdżający wóz strażacki skupił na sobie całą jego uwagę.

- Sabat. Sfora - rzucił na tyle głośno, by słyszeli go siedzący w limuzynie członkowie koterii. Jednocześnie płynnym ruchem wyszarpnął skrytą pod kurtką broń. Dwa strzały zlały się praktycznie w jeden, gdy lufa Desert Eagle rozbłysła ogniem.
Używam Szybkiego Dobycia (pistolet mam przygotowany, trzymam kolbę pod kurtką). Strzelam dwa razy w przednie opony wozu strażackiego.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 22 października 2017, 22:23

Beckely WV, Harper Rd, Miasto Sabatu, Po północy 13.08.1993

Horacy nie wiedział, jaka była przyczyna tego dziwnego zachowania w ich koterii ale na intensywne wnikanie nie bardzo miał czas. Jedno było pewne coś solidnie nie tak było z głowami jego współtowarzyszy. A biorąc pod uwagę reakcję Namtara i brak reakcji Świra, z całą pewnością mógł dodać, iż z głowami było nawet gorzej niż zwykle.
Dał im chwilę aby się ogarnęli ale błysk ogniska, zapewne oznajmiający gdzie się znajdują, a także pędzący na sygnale wóz ze strażakami z jakiejś specjalnej jednostki Sabatu do załatwiania takich problemów jak ich koteria, wymusił na Horacym natychmiastowe działanie*. Wprawdzie były to jedynie jego zgadywanki, kogo tu przysłali ale nie miał najmniejszej ochoty sprawdzać swojej teorii w praktyce.
Uderzył z siłą potencji w tył zagłówka kierowcy ich auta.

- No jedź! Kurwości, Terry ile mamy na ciebie czekać, później się będziesz modlił.
Spoiler!
Zmieniam wygląd naszych bohaterów na przestraszonych mieszkańców miasta podobnych do tych co w okolicy.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 01 listopada 2017, 18:31

Beckely WV, Harper Rd, Miasto Sabatu, Po północy 13.08.1993

Pod naciskiem pięści Horacego zagłówek z łatwością oderwał się od reszty siedzenia uderzając z ogromną siłą w tył głowy Malkaviana. Głowa Terrego niebezpiecznie blisko zbliżyła się do kierownicy, gdy w ostatniej chwili zadziałały pasy bezpieczeństwa zatrzymując ciało w jednym miejscu.

- No jedź! Kurwości, Terry ile mamy na ciebie czekać, później się będziesz modlił - wrzasnął Nosferatu, ale nie przyniosło to żadnego efektu. Świr wydawał się być nieprzytomny.

W tym samym momencie Namtar wyciągnął pistolet i strzelił kilka razy celując w koła nadjeżdżającego wozu strażackiego. Opony strzeliły głośnym hukiem zmieniając gumę w poszarpaną masę kołująca się na stalowych felgach. Kierowca jednak nie poddawał się i próbował jechać dalej. Z mizernym wszakże skutkiem. Wóz szybko stracił rozpęd, a przednie koła coraz głębiej wrzynały się w asfalt.

Horacy postanowił zmienić wygląd wszystkich w aucie na normalnych cywilów, aby mieć większe szanse na przeżycie. Victoria w tym czasie dokładnie przyjrzała się Terremu, po czym rzuciła do pozostałych:

- Terry odleciał. Ktoś z was umie prowadzić?

Wszyscy w samochodzie pokiwali przecząco głowami zdając sobie sprawę z kiepskiego położenia. Wóz strażacki ostatecznie zatrzymał się jakieś czterdzieści metrów przed limuzyną Victorii. Ktoś wewnątrz wozu wyłączył silnik oraz mrugające światła. Chwilę później wysiadło z niego czterech uzbrojonych w broń palną Sabatników. Wyglądali na zbirów mieszkających na ulicy, którzy nie przejmowali się stanem zniszczeń jakie posiadały ich ubrania. Tylko jeden z nich miał spodnie i koszulkę bez żadnych dziur. Czarne ślady po zaschniętej krwi na ich ubraniu świadczyły o niejednej bójce stoczonej na ulicach miasta.

Namtar nie czekał na lepszą okazję. Gdy tylko dostrzegł wroga wystrzelił dwa razy. Kule bezbłędnie trafiły przeciwników, posyłając ich w wieczną ciemność. Pierwszy sabatnik padł na asfalt z rozłupaną czaszką, powoli zmieniając się w wysuszone zwłoki. Drugiemu kula oderwała od ciała rękę wraz z trzymanym w dłoni pistoletem, który przy upadku na ziemię wystrzelił, trafiając w boczne drzwi wozu strażackiego.

Pozostała przy życiu dwójka ruszyła do przodu otwierając ogień w kierunku Assamity, stojącego tuż obok drzwi limuzyny. Moc Akceleracji pozwoliła Namtarowi na szybkie przesunięcie się na tył auta, które stało się idealną kuloodporną osłoną. Kilka pocisków wystrzelonych z pistoletów dwójki odważnych Sabatników odbiło się od polakierowanej na czarno blachy, nie pozostawiając na niej żadnego śladu. Widząc ten efekt, jeden z nich krzyknął:

- Pieprzone limuzyny paniczów z Camarilli!

- Spalimy was żywcem, kurwy! - wrzasnął ten drugi.

Żadna kula nie zdołała sięgnąć nadnaturalnie szybkiego Mordercy, który korzystając z tych kilku sekund przeładował broń. Chwilę później wychylił się i znów wystrzelił dwa razy z śmiertelną precyzją. Wystarczyła jedna kula, by powalić pojedynczego członka Sfory. Rozerwana na strzępy klatka piersiowa buchnęła fontanną krwi, pozbawiając nieśmiertelności żołnierza Miecza Kaina. Czwarty z przeciwników oberwał w biodro. Kula z miękkim rdzeniem rozrywała kości miednicy. Zabójca był pewien, że facet nie żył zanim upadł na asfalt.

Nie wychodząc zza limuzyny odpalił moc Akceleracji i rozejrzał się wypatrując kolejnego przeciwnika. Zobaczył go, gdy tamten majstrował przy czymś na dachu wozu strażackiego, po czym zeskoczył na jego tył, znikając całkiem z pola widzenia Assamity. Nie czekając, Morderca ruszył w kierunku wozu. Dzięki niesamowitemu przyspieszeniu, stał się całkiem niewidoczny dla możliwości percepcyjnych członków koterii. Pokonanie czterdziestu metrów z taką szybkością trwało zaledwie kilka sekund, a cały rozpęd został przez Namtara przeznaczony na wykonanie skoku z saltem, aby znaleźć się od razu na dachu wielkiego auta. Wylądował na nim niczym zwinny drapieżnik, gotowy do kolejnego ataku na upatrzoną ofiarę.

Natychmiast rozejrzał się z góry w poszukiwaniu przeciwnika. Nie odnalazł go nigdzie, więc postanowił wyciszyć swe działania dzięki mocy dyscyplinie Śmierci i zeskoczyć z boku auta. Podejrzewając, że wróg schował się pod pojazdem, zeskoczył w miejscu, gdzie znajdowały się wielkie koła, aby nie pozwolić się zauważyć. Schylił się, ale pod wozem nikogo nie było. Moc Akceleracji przestała działać.

Podszedł do kabiny, ale również okazało się że jest pusta. Obszedł wóz z drugiej strony i zauważył opuszczoną aluminiową kotarę, na bocznej ścianie samochodu. Przykleił się plecami do krawędzi wozu, tak by nie stać się łatwym celem i zaczął podnosić roletę. Wtem kilka kul przedziurawiło aluminiową zasłonę. Strzały były na tyle celne, że powaliłby każdego kto stałby przed lukiem na sprzęt przeciwpożarowy. Widzący doskonale w ciemnościach Namtar podniósł kotarę do końca, po czym sięgnął drugą ręką do środka po ściśniętego między toporkami sabatnika i z przerażającą siłą wyciągnął go na zewnątrz.

Nim facet zdążył cokolwiek zrobić, Namtar zatopił w nim swoje kły i zaczął pić. Słodka Vitae na nowo zaczęła wypełniać martwe serce Assamity , odżywiając go i uzupełniane zapasy zużyte na aktywację dyscyplin. Sabatnik był słabej krwi i okazał się być przemienionym w ostatnich nocach. Jego ciało wyglądało całkiem świeżo, nawet po tym jak Namtar dokonał aktu diabolizacji.

W tym czasie Terry ocknął się, a pozostali nie czekając na wyjaśnienia kazali mu jechać. Malkavian przeżegnał się pospiesznie, po czym włączył bieg i ruszył w kierunku wozu strażackiego włączając lewy kierunkowskaz, aby ominąć przeszkodę.
Spoiler!
Liczby oznaczają sukcesy.
I Runda:
Inicjatywa:
Sfora 1
Namtar 3

Namtar odpala Akcelerację.

Trafienie
1 akcja 8 + 7 - 4 = 11 (zabity)

2 akcja 4 + 7 - 4 = 7 (zabity)

3 akcja (czekanie na przeciwników)

Strzały Sabatników

Trafienie
Trzeci Sabatnik 4
Czwarty Sabatnik 2
Unik Namtara jako trzecia akcja 6

4 i 5 akcja: Przeładowanie broni.
II Runda:
Inicjatywa
Sabat 3
Namtar 6

Namtar odpala Akcelerację.

1 i 2 akcja
Namtar strzela
8 + 7 - 4 = 11 (zabity)
8 + 7 -3 = 12 (zabity)

Pozostałe akcje na rozejrzenie się, przeładowanie i zmianę broni.

5 Sabatnik na dachu zeskakuje za tył wozu strażackiego.


III Runda:
Sabatnik 3
Namtar 5

Namtar odpala Akcelerację.

3 akcje na dobiegniecie do wozu i wskoczenie na dach (8 sukcesów na zręczność)
2 akcje rozejrzenie się z góry dookoła samochodu

IV Runda:
1 akcja: Namtar używa Ciszy.
2 akcja: zeskoczenie obok kol,
3 akcja: spojrzenie pod wóz
4 i 5 akcja: znalezienie wroga
Ostatni typ zjedzony.


Gdzie chcecie jechać? Tylko Horacy zna okolicę i może nawigować.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 06 listopada 2017, 13:32

Beckely WV, Harper Rd, Miasto Sabatu, Po północy 13.08.1993

Neik, powinniśmy stąd znikać - myśl ta pojawiła się w głowie Mordercy przyjmując postać równie nagłą, co naglącą. Przełknął ostatni łyk czerwieni. Wiedział, że ci gówniarze Sabbatu, których zwłoki wciąż śmierdziały cmentarną ziemią, nie stanowili prawdziwego zagrożenia. Dziwka Tzimisce rozpoznała koterię klienta jako Starszych, po czym wysłała tą sforę szczeniaków, nie po to, by ich zgładzić, lecz by sprawdzić ich możliwości. Ktoś jeszcze był w okolicy, obserwował i oceniał. Kolejny atak będzie o wiele lepiej przygotowany, to była jedynie rozgrzewka...

Wstał płynnie, upuszczając ciało żołnierza Miesza Kaina na asfalt. Osunęło się niemal bezgłośnie, niczym bezwładny wór niepotrzebnych już ścięgien i kości, przypominający istotę ludzką jedynie z wyglądu. Limuzyna ruszała właśnie, najwyraźniej starając się wyminąć wóz strażacki. Nie tracąc czasu Łowca ruszył biegiem w kierunku motoru. Smak krwi w ustach i zapach prochu w powietrzu wprawiały go w znakomity nastrój: coś pomiędzy świadomością, którą mogłoby posiadać ostrze brzytwy, a ekscytacją drapieżnika, który zwęszył ofiarę. Od pełnego szczęścia oddzielała go wszakże cienka niczym włos świadomość, że nie jest tutaj sam. Był odpowiedzialny za przetrwanie wybrańców Atra-hasisa, a ich bezpieczeństwo zdecydowanie malało z każdą chwilą, jaką spędzali w tej zapomnianej przez demony dziurze. Miał jedynie nadzieję, że Kuffrowie istotnie, mieli jakiś plan... Klnąc odpalił motor i wyszczerzył zęby, słysząc ryk silnika hondy. Zapowiadała się kolejna krwawa noc.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 08 listopada 2017, 22:10

Beckely WV, Miasto Sabatu, Po północy 13.08.1993

Horacy jeszcze parokrotnie obejrzał się za siebie o dokoła wypatrując podłych podglądaczy, którzy mogli obserwować ich jakże brawurową ucieczkę z miejsca incydentu.

- Niech to... szkoda że nie dałem rady sprawdzić tego napisu, mógłby coś powiedzieć o tym kto go pisał, czy coś... Jedź w tamtą stronę. - dług paluch wyprzedził twarz ojczulka wskazując kierunek. - Tam jest Arch Coal Beckley założę się o dolara, że ta jebana suka z Sabatu ma w tych kopalniach kryjówkę dla tych swoich powykręcanych abominacji, nie przypominających ideału kainitów - Nosferatu położył rękę na sercu, mając na myśli oczywiście siebie - ale nie tylko dla tego tam. Jest tam skrzyżowanie Old Cort z Pld Cort, i kilka bocznych dróg. Jeśli będą chcieli nas zatrzasnąć będą musieli mocniej podzielić siły żeby wszystko obstawić. No i jest tam lądowisko, gdzie przy odrobinie szczęścia moglibyśmy... - zabębnił palcami w oparcie fotela z przodu chcąc tymi słowami dodać sobie otuchy. - Pieprzone zadupie... a w ogóle to czemuż to właściwie przyjechaliśmy akurat w to miejsce Terry?

Szczur spojrzał w lusterko kierowcy szukając wzroku Świra.

Obrazek

- Niezbadane są wyroki boskie, a tym bardziej ścieżki jakimi Pan nas prowadzi. Jednakże powiadam wam, iż jedziemy ciemną drogą pośród przeklętego lasu... prosto ku wiekuistej światłości. Czyż nie tako rzecze pismo święte? Czyż nie tak zostało zapisane? Jechanie do Princeton, gdy Sabat ma Vasco będzie rzucaniem ziarna na jałowy teren i nie wyda żadnego owocu. Plon naszej podróży jest blisko, czuję go... - przeżegnał się jeszcze raz, po czym wcisnął pedał gazu.

- Ja tam czuję tylko moje obolałe stopy... - powiedział ściszonym głosem i raz jeszcze zaczął się bacznie rozglądać.
Spoiler!