Keth! Pisz co dalej, bo mi pazurow do obgryzania zaraz braknie! 
PBF - Czarny Świt
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kocie Miasto, schron pod hotelem
Yuran podrapał się powątpiewająco w głowę, spojrzał z ukosa na całkowicie przeświadczonego o swej racji Werka.
- Drugie wejście? - powtórzył Polanin, któremu zwałowisko w jednym ze ślepych korytarzy w niczym nie kojarzyło się z nową drogą odwrotu - Jesteś pewien?
Bayer westchnął z politowaniem, wycelował snop światła latarki na wiszącą na jednym haku metalową tablicę. Elektryczne urządzenie nie pracowało na pełnej mocy, co wcale nie dziwiło zważywszy na czas jaki upłynął od Eshatonu, ale zapewniało dość oświetlenia, by Yuran dostrzegł rzędy dziwnych znaczków na tablicy.
- To jest plan schronu - wyjaśnił Borkanin mentorskim do bólu tonem, kusząc Yurana do złego wizjami obitego pałką mechanika - Tu masz ten składzik z puszkami zepsutego mięsa, a tutaj ten z zapleśniałymi ciuchami. A my jesteśmy tutaj, widzisz? Za tym zawałem było kiedyś inne wejście, a przed nim jeszcze wielki hol. Tak naprawdę z planu wynika, że myśmy tu weszli drzwiami awaryjnymi, takimi zapasowymi. Dlatego właz był taki mały, rozumiesz? Wszystkie te towary wwozili do środka główną bramą, z drugiej strony.
- Ale czy my się przez to przebijemy? - w głosie Telibora pobrzmiewał jeszcze większy sceptycyzm niż u Yurana - Takie wielkie bloki budulca, a wszystko trza będzie rękami przerzucać. I jeszcze może się nam na głowy obsunąć jak nieopatrznie źle się wkopiemy.
- Wolisz się przebijać przez miastowych? - spytał szorstko Werk - To takie same dzikusy jak ci z lasu, tylko sprawiają wrażenie cywilizowanych. Jak nas opadną całą zgrają, mogą wytłuc jednego po drugim i nawet nam te wielkie glojki nie pomogą. Zresztą oni też mają samopały, wiecie?
- Widziałem w skrzyniach narzędzia - podpowiedział Bruni - Wielkie młoty. I wiadra też. Jak się wszyscy do roboty weźmiemy, mamy szansę... o ile wszystko się tam po drugiej stronie nie zawaliło. Yuran, co myślisz?
Nim przemęczony i osłabiony utratą krwi myśliwy cokolwiek odrzekł, przy zwałowisku pojawili się znienacka Dragan z Gerardem. Obaj nieśli coś w rękach potrząsając znaleziskiem z ekscytacją, toteż z miejsca zwrócili na siebie uwagę rozmówców.
Trzymali w rękach niewielkie metalowe walce pomalowane ciemnozieloną farbą, zakończone po jednej stronie sworzeniami z drucikami. Ciągi znaczków na obudowach przedmiotów nic nikomu nie mówiły, ale tryumfalny uśmiech Dragana zdradzał, że młodszy z braci ma doskonałe pojęcie o znalezisku.
- Patrzaj, Yuran, takie same jak żeśmy we Wrocławiu widzieli! - zakrzyknął Polanin - Tylko dużo mniejsze. Już wam tłumaczę, co to. To się nazywa gaśnice, tylko te są dużo mniejsze od tych z Wrocławia. Ktoś to przywozi z południa, podobno Czerwone Krzyże je robią. Jak się coś pali, to trzeba pociągnąć za zawleczkę i ze środka leci piana, co natychmiast dusi płomienie. I ognia zaraz nie ma! Jakbyśmy takie mieli w Koronapanie, toby Markus spichlerza nie dał rady spalić, bo by pożar gaśnice w trymiga ugasiły.
- A skąd ta piana leci? - zainteresował się Werk, który żwawo zarekwirował Gerardowi jeden z walców - Dziura się gdzieś robi? Co tu pisze... f-r-a-g-g-r-m-46?
- Ciul z tym, co pisze, skoro wiem jak działa - odparł Dragan - Wyciągnij zawleczkę, to sam zobaczysz.
Yuran podrapał się powątpiewająco w głowę, spojrzał z ukosa na całkowicie przeświadczonego o swej racji Werka.
- Drugie wejście? - powtórzył Polanin, któremu zwałowisko w jednym ze ślepych korytarzy w niczym nie kojarzyło się z nową drogą odwrotu - Jesteś pewien?
Bayer westchnął z politowaniem, wycelował snop światła latarki na wiszącą na jednym haku metalową tablicę. Elektryczne urządzenie nie pracowało na pełnej mocy, co wcale nie dziwiło zważywszy na czas jaki upłynął od Eshatonu, ale zapewniało dość oświetlenia, by Yuran dostrzegł rzędy dziwnych znaczków na tablicy.
- To jest plan schronu - wyjaśnił Borkanin mentorskim do bólu tonem, kusząc Yurana do złego wizjami obitego pałką mechanika - Tu masz ten składzik z puszkami zepsutego mięsa, a tutaj ten z zapleśniałymi ciuchami. A my jesteśmy tutaj, widzisz? Za tym zawałem było kiedyś inne wejście, a przed nim jeszcze wielki hol. Tak naprawdę z planu wynika, że myśmy tu weszli drzwiami awaryjnymi, takimi zapasowymi. Dlatego właz był taki mały, rozumiesz? Wszystkie te towary wwozili do środka główną bramą, z drugiej strony.
- Ale czy my się przez to przebijemy? - w głosie Telibora pobrzmiewał jeszcze większy sceptycyzm niż u Yurana - Takie wielkie bloki budulca, a wszystko trza będzie rękami przerzucać. I jeszcze może się nam na głowy obsunąć jak nieopatrznie źle się wkopiemy.
- Wolisz się przebijać przez miastowych? - spytał szorstko Werk - To takie same dzikusy jak ci z lasu, tylko sprawiają wrażenie cywilizowanych. Jak nas opadną całą zgrają, mogą wytłuc jednego po drugim i nawet nam te wielkie glojki nie pomogą. Zresztą oni też mają samopały, wiecie?
- Widziałem w skrzyniach narzędzia - podpowiedział Bruni - Wielkie młoty. I wiadra też. Jak się wszyscy do roboty weźmiemy, mamy szansę... o ile wszystko się tam po drugiej stronie nie zawaliło. Yuran, co myślisz?
Nim przemęczony i osłabiony utratą krwi myśliwy cokolwiek odrzekł, przy zwałowisku pojawili się znienacka Dragan z Gerardem. Obaj nieśli coś w rękach potrząsając znaleziskiem z ekscytacją, toteż z miejsca zwrócili na siebie uwagę rozmówców.
Trzymali w rękach niewielkie metalowe walce pomalowane ciemnozieloną farbą, zakończone po jednej stronie sworzeniami z drucikami. Ciągi znaczków na obudowach przedmiotów nic nikomu nie mówiły, ale tryumfalny uśmiech Dragana zdradzał, że młodszy z braci ma doskonałe pojęcie o znalezisku.
- Patrzaj, Yuran, takie same jak żeśmy we Wrocławiu widzieli! - zakrzyknął Polanin - Tylko dużo mniejsze. Już wam tłumaczę, co to. To się nazywa gaśnice, tylko te są dużo mniejsze od tych z Wrocławia. Ktoś to przywozi z południa, podobno Czerwone Krzyże je robią. Jak się coś pali, to trzeba pociągnąć za zawleczkę i ze środka leci piana, co natychmiast dusi płomienie. I ognia zaraz nie ma! Jakbyśmy takie mieli w Koronapanie, toby Markus spichlerza nie dał rady spalić, bo by pożar gaśnice w trymiga ugasiły.
- A skąd ta piana leci? - zainteresował się Werk, który żwawo zarekwirował Gerardowi jeden z walców - Dziura się gdzieś robi? Co tu pisze... f-r-a-g-g-r-m-46?
- Ciul z tym, co pisze, skoro wiem jak działa - odparł Dragan - Wyciągnij zawleczkę, to sam zobaczysz.
Takie gaśnice mogą być wiele warte na wolnym rynku!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Głupiś Dragan! - fuknął na brata Yuran wyrywając mu z dłoni gaśnicę i chowając do przytroczonej do uda sakwy, ponacinanej w charakterystyczne prostokątne dziury, do ktorych można było chyba doczepiać jakieś inne rzeczy: - Po co będziesz tyle dobra psował, jak się nie pali?! Sprzedamy taki towar we Wrocławiu i worek zboża kupimy wór Reńskiej Pszenicy jak nic!
Polanin rozważał szanse na wydostanie się głównym wejściem i oceniał, że nie mają nic do stracenia. Obcy pilnowali teraz wrót którymi się tu dostali jak oka w głowie i nawet jeśli udałoby im się przebić, to okupili by to dużymi stratami, a każda kula, była na wagę złota. Zostawała jeszcze kwestia tego co zrobić ze sprzętem, którego nie zdołają zabrać. Yuran nie przejmował się spleśniałymi plecakami, czy koserwami, ale nie chciał żeby broń wpadła w ręce obcych.
- Spróbujemy przejść na drugą stronę. - stwerdził w końcu drapiąc się po brodzie: - Tyko pamiętajcie żeby mieć wystarczający zapas amunicji do broni, bo bez niej to można co najwyżej komuś w łeb przywalić jak kijem. Czego nie wieżmiemy, trza będzie zniszczyć, przedsamym wyjściem, albo żeby się zniszczyło jak już wyjdziemy.
Polanin rozważał szanse na wydostanie się głównym wejściem i oceniał, że nie mają nic do stracenia. Obcy pilnowali teraz wrót którymi się tu dostali jak oka w głowie i nawet jeśli udałoby im się przebić, to okupili by to dużymi stratami, a każda kula, była na wagę złota. Zostawała jeszcze kwestia tego co zrobić ze sprzętem, którego nie zdołają zabrać. Yuran nie przejmował się spleśniałymi plecakami, czy koserwami, ale nie chciał żeby broń wpadła w ręce obcych.
- Spróbujemy przejść na drugą stronę. - stwerdził w końcu drapiąc się po brodzie: - Tyko pamiętajcie żeby mieć wystarczający zapas amunicji do broni, bo bez niej to można co najwyżej komuś w łeb przywalić jak kijem. Czego nie wieżmiemy, trza będzie zniszczyć, przedsamym wyjściem, albo żeby się zniszczyło jak już wyjdziemy.
Czy Werk będzie potrafił zrobić bombę z opóźnionym zapłonem, żeby wysadzić schron w powietrze jak już opuścumy miejsce?
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Gerard jest rozgoryczony. Tyle demonicznych rzeczy ma na sobie, tyle ich tu jeszcze zostało. I one wszystkie będą dostępne dla INNYCH. Zaproponuje zatem aby zapieczetoeac ten grobowiec na wieki wieków, amen..
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.