Spanikowanemu strażnikowi całe życie przewinęło się momentalnie przed oczami, skoncentrowane przede wszystkim na popełnionych aktach nekrofilii oraz karach wymierzanych w przeszłości przez surowego dziesiętnika. Potrącony przez gotowiącego się do boju Fleituha, tarmoszący własną broń Eco potknął się o drewnianą burtę wozu i wyleciał z niego z przeraźliwym wrzaskiem prosto w rosnące na poboczu drogi paprocie.
Woły wciąż ryczały, wrzeszczał właściciel baranicy, a Fleituh miotał plugawe klątwy. Świat wokół Eco skurczył się w tym samym czasie do zielonej ściany delikatnych roślin, które otaczały go ze wszystkich stron niczym zielony ocean, wwiercając się w nozdrza zapachem świeżo wyciśniętego soku.
Macając po ciele w poszukiwaniu miecza Eco skamieniał w jednej chwili, spoglądając w górę na kształt, który wyrósł bez ostrzeżenia ponad jego wyciągniętym w paprociach ciałem. I wrzasnął, na poły z zaskoczenia, na poły pod wpływem przemożnego lęku zrodzonego z grozy sytuacji.
Próbujący pochwycić bezradnego mężczyznę kształt sam też wrzasnął, jeszcze pogłębiając trwogę żegnającego się już w myślach z życiem gwardzisty.
Długotrwała absencja gracza często kończy się tragicznie dla postaci...