Kocie Miasto, schron pod hotelem
Oszołomieni i wstrząśnięci fascynującym znaleziskiem, osadnicy w nieporadny sposób próbowali zakładać na siebie ciemne twarde elementy prehistorycznych pancerzy, zaskakująco lekkie, ale zapinane na tak cudaczne sposoby, że rozgryzienie tajemnicy tych pasków, rzepów i zatrzasków wydawało się wszystkim wręcz niewykonalne.
- Z czego to jest zrobione? - wystękał Telibor, który założył na głowę hełm z półprzeźroczystą przyłbicą. Słysząc jego stłumione osłoną twarzy pytanie, Gerard odwrócił w stronę zwiadowcy głowę i upuścił z wrażenia latarkę.
- Na Pneumę, wyglądasz jak demon z najgłębszych otchłani, pomiot Demonicznej Matki! - anabaptysta wsadził pod pachę otrzepany z brudu plecak i złożył obie dłonie niczym do modlitwy - Chyba nie powinniśmy tego nosić, bracia! A jak nam przyrośnie do gęby?!
- Każdy zakłada na siebie jeden pancerz - oznajmił nie znoszącym sprzeciwu tonem Yuran - Kto nie założy, dostanie w łeb. Gerard, chcesz w łeb?
Gestem podkreślającym powagę swego ostrzeżenia, Polanin wyciągnął w bok uzbrojoną w dziwną ciężką pałkę rękę i zdzielił teleskopowym przyborem wierzch hełmu słuchającego ze skupieniem Telibora. Głośny trzask sprawił, że wszyscy podskoczyli w miejscu, ale Telibor ustał na nogach; co więcej, najwyraźniej cios myśliwego w niczym mu nie zaszkodził.
- Widzicie jakie to cudo? - powiedział Yuran - Kto nie bierze, to cep, a cepy długo nie żyją. Werk, jak z tym zasranym szkłem? Dasz to radę rozwalić?
Próbujący otworzyć przeszkloną gablotę na broń Bayer obejrzał się ponad ramieniem, potrząsnął z rosnącą frustracją głową nie potrafiąc sforsować pozornie kruchej i delikatnej przeszkody.
- To nie jest wcale szkło! - warknął niczym kopnięty pies - To jakiś materiał z piekła rodem, niezniszczalny!
- Z piekła rodem - powtórzył Hayte, który obracał w rękach w wyrazie niezdecydowania własny hełm - Słyszeliście, co powiedział! Z piekła rodem!
Yuran otworzył usta chcąc cisnąć pod adresem anabaptysty starannie dobrane przekleństwo, ale w tej samej chwili dobiegł go gwizd od strony pancernego włazu, natychmiast powtórzony.
Zajrzę za chwilę do podręcznika, żeby Wam podać parametry tych bajeranckich niesamowitych pancerzy, opatrzonych na plecach fosforyzującymi literami składającymi się na prastare i pewnie zakazane słowo "Polizei" - ewidentnie imię jakiegoś demona odpowiedzialnego za horror Eshatonu! Ale tymczasem zastanówcie się, dlaczego ten durny Bruni gwiżdże spod drzwi zamiast przyjść do Was jak człowiek i powiedzieć, o co mu chodzi!