PBF - Pokusa Nieskończoności

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 15 września 2017, 00:15

Spokój jaki chwilowo zagościł w mym umyśle, brutalnie został przerwany przez siły przyrody, choć gdzieś w głębi duszy przeczuwałem udział złośliwych bogów. Kawał starego sklepienia runął wprost na piękny stół, nad którym pracowałem. Kiedy dotarło do mnie jakie spustoszenie sprawił ów spadnięty kamień, wszystko dookoła przestało mieć znaczenie.

Podszedłem te kilka kroków w kierunku skrzywdzonego zrządzeniem losu mebla, przetarłem brudnym ramieniem oczy nabiegłe od łez, by lepiej przyjrzeć się zniszczeniom. Miałem nadzieję że wiele się nie stało, że może tylko noga... Myliłem się, mechanizm rozkładania złamany na pół i kompletnie zniszczony, duża dziura w blacie. Klęczałem ocierając raz za razem twarz zalewaną przez łzy, nie baczyłem co pomyślą o mnie inni kultyści. Stało się coś strasznego, piękno które zaczynało błyszczeć dzięki mej pracy, obrócone zostało w niwecz. Łzy lałem już strumieniami, słyszałem wyraźnie moralizatorską mowę półboga, jakie znaczenie miało teraz czy ma racje i dlaczego mówił zagadkami. Teraz, kiedy należało po prostu krzyczeć. Ale głos uwięzł mi w gardle. Gładziłem opuszkami delikatne, szlachetne drewno, kiedy było drzewem przewyższało dostojeństwem każdego tana Ostragaru.

Trwało chwilę nim towarzysze odciągnęli mnie od zgładzonego mebla, mówiąc coś o krwi, myślałem że chodzi im o krew Otisa, w końcu dotarło do mnie że krwawię z uda. Jak i kiedy to się wydarzyło nie miałem pojęcia, ale i teraz mnie to nie interesowało. Popatrzyłem na wymieszaną kałużę mojej i Otisowej krwi w obliczu zniszczonego stołu, mnogość symboli dzisiejszego dnia była zadziwiająca. Pojąłem. Uspokoiłem się.

-Otisie, tak wiele nas krzywdy dzisiaj spotkało i Ciebie i mnie, krew nasza wymieszana zrządzeniem losu. Spójrz! Weźmy ta prostą butelczynę i wypijmy gorzki płyn na znak naszego braterstwa- wyjmę mą tajną buteleczkę z brandy, kiedy napijemy się podam innym- i Wy bracia pijcie, bo nowe przymierze się rodzi, a stara samotność ginie -po czym napełnię raz jeszcze buteleczkę, tym razem czystą wodą- Pijcie wszyscy ten czysty płyn, bo tak oczyszczeni rozpoczynamy nowy etap naszej na tym świecie misji. Pij Otisie i TY napij się Jarehu i panicz Eric niech się z nami napije...

Przytulę Otisa. Już się nie smucę, naprawię stare piękne drewno, nie będzie stołem, to będzie czym innym.

-Nie spalcie proszę ołtarza życia, jeszcze się nada.
Pospiesznie posprzątam resztki stołu, o dziwo nogi są nienaruszone. Otis chętnie mi pomoże. Kiedy dojdę do siebie i opatrzę ranę, wezmę mandolinę i zagram, bom tego jeszcze nie czynił, a czas nagli. Grał będę cicho.

-Pozwolicie że zagram Wam, by łatwiej było nam podjąć decyzję, choć ja wiem co powinienem zrobić.

https://www.youtube.com/watch?v=K5w1Gs3UmNs
W linku utwór grany przez barda
Czas już najwyższy podjąć decyzję i wyjść z kryjówki, zanim nam się cały sufit na łby zawali z woli bogów.
Ostatnio zmieniony 15 września 2017, 20:37 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 18 września 2017, 09:39

Półbog jeszcze chwilę stał namyślajac się. Wiadomy byl to znak, że jak tu dalej pozostaną to niebo gotowe im się zwalić na głowe. Dał jednak chwilę czasu pozostałym by uraczyli się trunkiem; potrzeba im się było pokrzepic nim wyjdą na mokrą wietrzną ulicę. Cieszył go widok braterskuej przyjazni pomiędzy uczniami. Wspólnota. Tylko tak mogli przetrwać w bezbożnym Ostrogarze, stolicy zepsucia i zlych praw.
Mistrz zaciągnął kaptur na głowę skrywajac swe boskie lico od świata i wszedobylskiego deszczu. Gdy otworzył drzwi, nieproszony gość, wiatr prześliznal się po pomieszczeniu przyprawiajac o ciarki swym chłodnym dotykiem. Surelion zatrzymał się w progu.

- Znajdę twą matkę chłopcze, jeśli żyje.Ty zostaniesz z Otisem, Ungiem i oddzwiernym tego świętego przybytku.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 września 2017, 18:35

Surielu, znasz już nasze propozycje. Z racji statusu w kulcie to na Tobie spoczywa wyłączna odpowiedzialność za dalsze decyzje. Ustosunkuj się proszę w trybie technicznym do oficjalnego planu działania. Likwidujemy Akolitów czy nie? Przejmujemy matkę Erica czy nie? (i gdzie najpierw jej szukamy). Kto wchodzi w skład komanda?

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 21 września 2017, 20:07

Szanowni Kultyści,
w pierwszej kolejności poszukamy czarodziejki, jak pisałem w poście 112 oraz powyżej. Niechaj idzie każdy kto gra, a kto pauzuje zostaje. I tak nas przerzedziło, więc lepiej nie zostawić chętnych do gry w siedzibie bo może być tak, że za chwilę nie będzie komu wychodzić.

Zacznijmy od miejsca porwania bo może znajdziemy tam jej zwłoki, które należy niezwłocznie ograbić. Chciałem powiedzieć, z których należy zabrać coś jako dowód śmierci dla chłopca.
Jeśli została uprowadzona przez gildię pójdziemy po nią do Ruin, odzyskamy ją siłowo i zabierzemy należne nam sto złotych z tytułu zadośćuczynienia za fatygę (będzie na nowy stół). Zacznijmy od miasta i miejsca porwania, ulice maja mnóstwo informatorów a my potrafimy pociągnąć za języki, nieprawdaż?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 23 września 2017, 10:17

[center]AKT I - POGOŃ[/center]
kryjówka Surelian w dzielnicy Chłopskie Krocze, 32 orakt-ran, przedpołudnie

Krople deszczu kołatały w dachówki mijanych przez straganów, domów i czynszówek. Burza grzmiała daleko i z każdą chwilą grzmoty oddalały się. Strugi wody obmywające mury z sadzy i ulice pełne ekskrementów na chwilę stawały się ładniejsze, aż dziwne jest to, że klepisko czyli droga pośród piętrzących się domów ułożona jest z dużych kamieni, które każdego dnia toną w naniesionym błocie, gównach i resztkach jedzenia.

Każdy z nich cieszył się, że pada, że tak leje. Dzięki obwitym opadom na ten czas ulice Ostrogaru były puste, ale nie chodziło im o mieszkańców, tylko o robactwo, które w bez wątpienia w niedeszczowy dzień daje się we znaki każdemu kto chciał przejść drogą. Mnogość odchodów zapewniał wszelkiego rodzajom muchom pożywienie, a plątająca się ferajna bezpańskich psów, kotów była źródłem pokarmu dla innych owadów.

Nim towarzyszący Surelionowi wyznawcy zdążyli przemoknąć stanęli przed początkiem wężowego przesmyku. Z każdym krokiem droga wznosiła się prowadząc na do wyższej części tej dzielnicy. Ulica zwężała się do bardzo wąskiej uliczki otulonej z lewej i prawej strony trój piętrowymi kamienicami, które poprzez liczne balkony prawie stykały się ze sobą na szczycie. Przy drodze każdy z budynków chwalił się licznymi arkadami. Wewnątrz kamiennych parasoli natknąć się można było na wielu żebraków, cichociemnych paserów, a mając bardzo dużego pecha na straż miejską. Kilka budynków dalej przesmyk spotyka się z Śluzem salamandry d