PBF - Okna Duszy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 września 2017, 21:55

Jezioro Dan Ugar, 26 orakt-ran

Czarna rozpacz zdawała się pochłaniać bez końca dryfujących po jeziorze surelian, a mamrotane coraz słabszymi głosami modlitwy o wybawienie nie przynosiły ratunku. Ponownie ociemniały Milcarr myślał z przeraźliwym przygnębieniem o pozostawionej w domu rodzinie, nieświadomej jego strasznego losu. Eszar zamilkł, zarzucił bezcelowe próby podnoszenia na duchu swych kompanów - gdyby nawet nie stracił w katastrofie fletu, nie potrafiłby w tych okolicznościach na nim grać.

- Już po nas - jęknął wiszący na stępce łódki Otlaf - Potoniemy jak kocięta, ryby nas oskubią, a raki.

Zrezygnowany bard westchnął ciężko, przewrócił się w wodzie na plecy chcąc chociaż na chwilkę odpocząć, zebrać rozpaczliwe myśli. Kątem oka dostrzegł coś, co natychmiast zwróciło jego uwagę, natchnęło szaleńczo dziką nadzieją.

- Widzicie to?! - krzyknął miotając się w wodzie - Widzicie?!

- Nic kurwa nie widzę! - zawył Ślepak - Co to?! Smok?!

- Nie, to statek! Jakiś statek płynie w tę stronę!
Dobra, może trochę przegiąłem z tym straszeniem graczy - mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Z drugiej strony, czyż nie jestem zarąbistym Mistrzem Gry? Tym czółnem byście płynęli tydzień w jedną stronę, a ja Wam podsuwam szybki środek transportu kosztem całego straconego na łódce dobytku (zaraz, czy ja wspomniałem, że wszystko Wam potonęło, a w pierwszej kolejności broń?). Tak czy owak, jestem otwarty na peany wdzięczności!

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 06 września 2017, 22:25

Jakaż była radość barda, gdy spostrzegł Surelian na tafli jeziora. Szybko wskoczył na odbijającą od przystani małą łódkę i podając się za portowego urzędnika przekonał biednego rybaka, żeby podpłynął do kręcącej się łódeczki. Dalej poszło gładko, drobna kradzież, szybka ciesielka i mieliśmy przyzwoitą jednostkę by dostać się na drugą część jeziora, tak się nam, a może tylko mi wydawało. Szło zbyt gładko. Teraz widzę to wyraźnie, nadto igraliśmy z losem.

Kiedy brawura wzmocniona pomyślnym wiatrem poniosła nas daleko od bezpiecznych brzegów miasta, pojawił się ON. Władca żywiołów: Mknący przez powietrze, nurkujący niczym kormoran, plujący ogniem, sypiający w trzewiach ziemi. Dla niego mogliśmy być tylko igraszką. Ze sobie tylko znanych powodów, dał nura nieopodal naszej łódeczki, z trudem utrzymałem jednostkę na fali, dumny z siebie posłałem towarzyszą uśmiech tryumfu, przedwczesny jak się okazało. Gadzina wynurzyła się z wody wzniecając większą jeszcze fontannę i ta fala pokonała naszą łódkę. Ta wywróciła się, wysadzając nas w zieloną toń.
Widywałem smoki, ale te nigdy nie atakowały dużych jednostek, zaopatrzonych w balisty strzelające wielkimi harpunami. Teraz poznałem co to igraszki wielkiego gada.

Poczułem dookoła cieplejszą wodę, w pierwszym ataku paniki pomyślałem że któryś z nas jest ciężko ranny, ułamek sekundy później pojąłem że popuściłem mocz.

"Surelionie dopomóż"
-Nie teraz nie mogłeś nas opuścić-pojąłem że głośno krzyczę

-Otlafie! Zeżre, lub nie zeżre, ale walczmy do końca, nie pójdę na rzeź jak kastrowany opas. Staraj się mieć powietrze w piersi, nie oddychaj szybko, trzymaj się łódki. Gdzie Milcar?!

Rozglądnę się za ślepym zabójcą

-Otlafie, nie młóć tak wody, może nas za padlinę uzna i nie ruszy, pee...-wypluje wodę, którą się napiłem-..est na to za dumny.

Odleciał.

-Tam! Kielich czuwa nad nami!-Wykrzyczał Eszar głośniej niż by chciał. Czuł się jak powtórnie narodzony. Takie wydarzenia odmieniają stępiałe umysły. Jak tu nie kochać życia.-Łódź na horyzoncie!
Jeśli uda mi się opanować, uspokoję półorka. Nie był nami zainteresowany, wywrócił nas przez przypadek.

Bagaże nasze i sieć moja rybacka, mam nadzieję że się nie odwiązały od masztu.

Naturalnie wołamy na płynąca jednostkę, jakieś umówione żeglarskie znaki "POMOCY". Chyba że rozpoznam jakieś bandyckie, pirackie symbole, chociaż nie mamy raczej wyboru.
Ostatnio zmieniony 06 września 2017, 22:32 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 września 2017, 22:29

- AAAAhhooooojjjj! - zaczął wrzeszczeć ślepak, próbując rozpaczliwie spowodować, aby ktoś na pokłądzie statku zooczył trójkę rozbitków pośrodku pustego jeziora Dan-Ugar.
Spróbuję stanąć na łodzi, żeby było lepiej widać!
Ostatnio zmieniony 06 września 2017, 22:32 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 września 2017, 22:31

Jezioro Dan Ugar, 26 orakt-ran

Zgiełk czyniony przez trójkę rozbitków najpewniej był przeraźliwy jedynie w ich własnym mniemaniu, bo osłabienie dawało się we znaki wszystkim trzem mężczyznom, ale znienacka idący pod pełnymi żaglami duży statek zmienił kurs i zaczął zbliżać się do niemal już całkiem zatopionej łódki.

Surelianie wymachiwali rozpaczliwie rękami i darli się na całe gardła, a kiedy ponad wrakiem ich czółna wyrosła pomalowana na ciemną barwę burta statku i do ich uszu dobiegły okrzyki marynarzy, wszyscy niemal popłakali się z radości powodowanej cudownym ocaleniem.

Chociaż żaden z nich nigdy by się do tego nie przyznał, chwilami wątpili już w wszechmoc boskiego Sureliona, który bardzo długo zwlekał z okazaniem im miłosierdzia.

Wciągnięci na rozkosznie suche deski pokładu, pluli wodą, charczeli i krztusili się spazmatycznie przez dłuższą chwilę. Otaczający ich żeglarze poprzestali na cierpliwym obserwowaniu budzących żałość nieszczęśników, pomrukując coś między sobą. Mrugający załzawionymi oczami Otlaf odniósł wrażenie, że większość z nich była ludźmi czystej krwi bądź orkami, chociaż na rufie stały wyraźnie większe, silniej zbudowane istoty mogące być półolbrzymami.

Dwie z nich przepchnęły się przez kordon żeglarzy czyniąc przejście dla kogoś odzianego w czarne szaty, stąpającego z wielką godnością i w dystyngowany sposób. Owładnięci zrozumiałą wdzięcznością, Otlaf i Eszar pozbierali się czym prędzej z czworaków, spojrzeli w górę na bladoskórego mężczyznę strzeżonego przez dwa budzące lęk ogry.

- Jestem khtan Rormon Angano, kapłan Pana Umarłych - oznajmił człowiek w czarnym stroju spoglądając surowo na ociekających wodą rozbitków - Czy oddajecie mu cześć? Czy modlicie się przed Ołtarzem Nocy? Bębnicie pobożnie w ziemię oddając hołd nieumarłym?
Myślę, że na dzisiaj wystarczy już tych emocji, ciąg dalszy jutro!

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post