[center]Perłowa Ucieczka, Calli, 16 Pani Trzcin (Zataru), 1599 Ery Ilaxoul.[/center]
Normalnie las rąk się zgłosił... po raz kolejny - zniechęcenie zajęło na moment umysł wojownika. Niemniej wieści muzyka dawały pewną nadzieję. Skoro jest jeszcze jedna, żywa osoba, która się gdzieś zabarykadowała, to znaczy, że można ją dorwać... i przesłuchać. Ta myśl odrobinę poprawiała humor.
Słowa Alinur również nie uszły jego uwadze. Moment szybkiej kalkulacji zysków i strat, po czym Ehecatlem zwrócił się ku pozostałym:
- Dobrze więc, zrobimy co następuje. Zyanyo, Stratis dobrze prawi, idź na zaplecze i zbadaj zwłoki. W międzyczasie Mezxtli spróbuje otworzyć zabarykadowane drzwi, ale najpierw sprawdź swoimi magicznymi sposobami, co znajduje się za nimi, nie chcemy znaleźć żadnych dodatkowych niespodzianek. Potrafisz to zrobić, prawda? - mówiąc to nie pozostawiał zbyt wiele miejsca na zaprzeczenie, to nie był dobry moment na filozofowanie. - Jeśli z ciałem wszystko w porządku, to pozostałą trójkę przeciągamy na zaplecze, by się nie ruzcali w oczy. Stratisie, zajmij się proszę ty, by karczma była dobrze zamknięta i nikt pod naszą nieobecność się tutaj nie dostał. Zaś co do naszych związanych przyjaciół... cóż, wybraliście sobie bardzo kiepskiego chlebodawcę. Was dwóch przekażemy do dyspozycji władcy Calli, a co do karczmarza... - przez moment udał zastanowienie. Wiedział przecież, co należało z nim zrobić i miał nadzieję, że plan się powiedzie. - Przyjrzycie się, co czeka wszystkich sprzedających swe dusze plugawym siłom Ciemności, a potem chętnie się dowiem, czy dalej chcecie tak skończyć - w tym momencie przywołał na twarz obłąkańczy uśmiech fanatyka. Nie musiał się zresztą specjalnie starać, w obecnej sytuacji wymierzenie świętej sprawiedliwości było dla paladyna największą z możliwych przyjemności, a w dodatku gruntownie uzasadnionych.
Gdy wywlekli wszystkich na zaplecze, a kapłanka zajmowała się oględzinami zmasakrowanych zwłok, Aru odciągnął za więzy obłąkanego gospodarza karczmy, wyjął zza pasa maczugę wznosząc ją jednocześnie do góry, po czym zaczął inkantację:
- Plugawy psie, kultysto sił Ciemności, oto twój sąd ostateczny w obliczu samego Holis. Po raz ostatni splugawiłeś tę ziemię swym oddechem zdradzając wszystko, co święte. Oto ja, sługa Słonecznego Pana w obliczu czynów, których się podjąłeś skazuję cię na śmierć za zbrodnie przeciwko życiu, których się dopuściłeś. Niechaj płomienie mego Pana spalą twe truchło na popiół, który rozwieją wichry na wszystkie strony i oby nawet pamięć po twoim istnieniu została zamazana!
Gdy wypowiadał ostatnie zdanie, ręka opadła w dół, zaś oręż uderzyłw głowę celu z takim impetem, iż ta oderwała się od reszty ciała i pofrunęła w stronę ściany, zatrzymując się w rogu pokoju, po czym zwłoki osunęły się na podłogę. Ehecatlem wytarł, a następnie schował broń z powrotem, wstał i zapytał resztę zakładników:
- A was z kolei czekają długie, romantyczne rozmowy w lochach. W najlepszym przypadku oczywiście. Zyanya, co z ciałem? Nie będzie nam zagrażać? Magu, otwieraj drzwi, nie możemy stracić ani chwili więcej!
PBF - W Mroku Oxanu
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Perłowa Ucieczka, Calli, 16 Pani Trzcin (Zataru), 1599 Ery Ilaxoul.[/center]
Syn Słońca automatycznie i z żołnierską dyscypliną przeszedł do działania. Jego polecenia wydały się każdemu o tyleż rozsądne, co też motywujące do działania. Gdy młodzieniec nie usłyszał słów pretekstu, a wręcz nie dał im możliwości zaistnienia. Zwrócił się w kierunku obłąkanego kultysty. Pokaz nieustępliwego ramienia sprawiedliwości Calli, oraz siły, którą obdarzał swych wybrańców sam Holis, wzmógł trwożny lęk malujący się na twarzach pojmanych zbirów.
Na widok smugi krwi po odbitej od ściany głowie kultysty, jeden z nich jęknął głucho, a jego kompan nie był w stanie wydać nawet i tego odgłosu. W ich oczach wyraźnie roztoczyła się wizja nadchodzących tortur, a w najlepszym przypadku szybkiego lądowania na Czerwonym Targu.
- Panie... ja przysięgam... - odezwał się trochę odważniejszy Nomad, po czym urwał, zdając sobie sprawę z braku wartości słowa nisko urodzonego siwja i do tego parającego się rozbojem. - nie mieli my nic wspólnego z tym... z tym sługom ciemności... jak już powiedzielim. - głos ciemnoskórego jeńca łamał się pod wpływem strachu i niepewności - nie wiedzieli my o tym, kim... kim on. Ale... ale Panie... szukacie pieniędzy tak? I nie, nie wiedzielim... nie wiedzielim o pańskiej pozycji. Ale to karczmarz dawał je szefowi... no i chowali je gdzieś... gdzieś w budynku.
[center]***[/center]
Nim Stratis zaczął eksplorować dalszą część tawerny, nie ominęły go jednak słowa jeńca wypowiadane w łamanym licapoxi. Teraz był pewny swoich osobistych domysłów, że istotnie w tawernie nie mogły istnieć jedynie trzy Nakfy. Minął podest, na którym wcześniej występowały dwie spośród jego ludu. Gdy przeszedł przez jedno z bliźniaczych otworów drzwiowych, znalazł się w przestronnej komnacie z plecionymi z ratanu parawanami, tanimi ozdobami z muszli i trzcinowymi matami wyściełającymi podłogę. Za parawanami ktoś był. Cichą obecność zwracał tylko delikatny oddech i lekki szelest. Postacie okazały się wkrótce być dwiema przedstawicielkami jego rasy. Na twarzy pięknych kobiet wyraźniej gościł strach, gdy skryte za przesłoną pospiesznie szykowały się do opuszczenia budynku. Na widok Stratisa, odczuwane emocje uszły, zastąpione na powrót chłodnym spokojem Wyznawców Węża. Kobiety przywitały się charakterystycznym gestem dotykając ust.
Syn Słońca automatycznie i z żołnierską dyscypliną przeszedł do działania. Jego polecenia wydały się każdemu o tyleż rozsądne, co też motywujące do działania. Gdy młodzieniec nie usłyszał słów pretekstu, a wręcz nie dał im możliwości zaistnienia. Zwrócił się w kierunku obłąkanego kultysty. Pokaz nieustępliwego ramienia sprawiedliwości Calli, oraz siły, którą obdarzał swych wybrańców sam Holis, wzmógł trwożny lęk malujący się na twarzach pojmanych zbirów.
Na widok smugi krwi po odbitej od ściany głowie kultysty, jeden z nich jęknął głucho, a jego kompan nie był w stanie wydać nawet i tego odgłosu. W ich oczach wyraźnie roztoczyła się wizja nadchodzących tortur, a w najlepszym przypadku szybkiego lądowania na Czerwonym Targu.
- Panie... ja przysięgam... - odezwał się trochę odważniejszy Nomad, po czym urwał, zdając sobie sprawę z braku wartości słowa nisko urodzonego siwja i do tego parającego się rozbojem. - nie mieli my nic wspólnego z tym... z tym sługom ciemności... jak już powiedzielim. - głos ciemnoskórego jeńca łamał się pod wpływem strachu i niepewności - nie wiedzieli my o tym, kim... kim on. Ale... ale Panie... szukacie pieniędzy tak? I nie, nie wiedzielim... nie wiedzielim o pańskiej pozycji. Ale to karczmarz dawał je szefowi... no i chowali je gdzieś... gdzieś w budynku.
[center]***[/center]
Nim Stratis zaczął eksplorować dalszą część tawerny, nie ominęły go jednak słowa jeńca wypowiadane w łamanym licapoxi. Teraz był pewny swoich osobistych domysłów, że istotnie w tawernie nie mogły istnieć jedynie trzy Nakfy. Minął podest, na którym wcześniej występowały dwie spośród jego ludu. Gdy przeszedł przez jedno z bliźniaczych otworów drzwiowych, znalazł się w przestronnej komnacie z plecionymi z ratanu parawanami, tanimi ozdobami z muszli i trzcinowymi matami wyściełającymi podłogę. Za parawanami ktoś był. Cichą obecność zwracał tylko delikatny oddech i lekki szelest. Postacie okazały się wkrótce być dwiema przedstawicielkami jego rasy. Na twarzy pięknych kobiet wyraźniej gościł strach, gdy skryte za przesłoną pospiesznie szykowały się do opuszczenia budynku. Na widok Stratisa, odczuwane emocje uszły, zastąpione na powrót chłodnym spokojem Wyznawców Węża. Kobiety przywitały się charakterystycznym gestem dotykając ust.
Dla drużyny: słowa Ehecatlema wydadzą się wam dość rozsądne i dadzą odpowiedniej motywacji do zorganizowanego działania (Ehecatlem: rzut na Autorytet + Dowodzenie = 16; dwa przebicia). Będziecie więc dość przekonani, aby postąpić zgonie z dyspozycjami pospiesznie wydanymi przez Syna Słońca.
Stratis: oczywiście pamiętam o tym, ze Ah-saa-brax zadbał już o to, aby nikt nie wchodził do karczmy wcześniej. Zgodnie z deklaracją, przyjęłam, że udasz się na dalsze oględziny budynku, zachowując jednakże ostrożność oraz sprawdzając, czy nie ma więcej cennych rzeczy. Za podwójnym przejściem po prawej stronie głównego pomieszczenia (za podium), głębiej w budynku, spotkasz owe dwie niewiasty z twojej rasy, które występowały w tawernie.
Tak, jak pisałam wcześniej, pierwszy raz je ujrzałeś na oczy.
Tak, jak pisałam wcześniej, pierwszy raz je ujrzałeś na oczy.
Ostatnio zmieniony 03 sierpnia 2017, 19:00 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]Perłowa Ucieczka, Calli, 16 Pani Trzcin (Zataru), 1599 Ery Ilaxoul.[/center]
- Na Węża! - syknął Ah-saa-brax, widząc obie niewiasty. Rzucił okiem za siebie, sprawdzając, czy nikt z pozostałych członków drużyny nie idzie za nim. Korytarz z którego wyszedł był jednak pusty. Złodziej przymknął więc drzwi i szybkim krokiem przeszedł za parawan.
- Co wy tu jeszcze robicie? - szepnął, mierząc spojrzeniem skryte za nim kobiety. - Lepiej znikajcie stąd nim ci poganie, którzy są ze mną, was zauważą. Jest tam jeden aż nadto nawiedzony sługa bożka, który na pewno zechce was przesłuchać. A wtedy niech Ka'a ma was w opiece! Ten bałwochwalca właśnie rozbił czaszkę innego poganina, mniemając, że miłe to jest jego bogu. Jest z nim zresztą i czarodziej, któren pewnikiem potrafi wykryć iluzje. Więc powiadam, lepiej żeby was tu nie było. Zresztą, jak co pójdzie źle, to pomóc wam nie będę w stanie bo i mnie wezmą za sługę Ciemności. Przeto uczyńcie jak wam mówię i uchodźcie stąd czym prędzej!
- Na Węża! - syknął Ah-saa-brax, widząc obie niewiasty. Rzucił okiem za siebie, sprawdzając, czy nikt z pozostałych członków drużyny nie idzie za nim. Korytarz z którego wyszedł był jednak pusty. Złodziej przymknął więc drzwi i szybkim krokiem przeszedł za parawan.
- Co wy tu jeszcze robicie? - szepnął, mierząc spojrzeniem skryte za nim kobiety. - Lepiej znikajcie stąd nim ci poganie, którzy są ze mną, was zauważą. Jest tam jeden aż nadto nawiedzony sługa bożka, który na pewno zechce was przesłuchać. A wtedy niech Ka'a ma was w opiece! Ten bałwochwalca właśnie rozbił czaszkę innego poganina, mniemając, że miłe to jest jego bogu. Jest z nim zresztą i czarodziej, któren pewnikiem potrafi wykryć iluzje. Więc powiadam, lepiej żeby was tu nie było. Zresztą, jak co pójdzie źle, to pomóc wam nie będę w stanie bo i mnie wezmą za sługę Ciemności. Przeto uczyńcie jak wam mówię i uchodźcie stąd czym prędzej!
Mówię do kobiet w języku Wasan, którym porozumiewają się Sa.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Calli, Perłowa Ucieczka, 16 Pani Trzcin (Zataru), 1599 Ery Ilaxoul.[/center]
Zyanya postąpiła w kierunku, z którego wrócił wcześniej Stratis, a gdzie najpewniej znajdowało się owo pozbawione krwi ciało. Minęła niedużą, acz zagraconą kuchnię wchodząc do zalanego światłem księżyca pokoju. Na podłodze leżało ciało rosłego lenja'kare. Kapłanka Czarnej Matki przyklękła ostrożnie nad martwym mężczyzną, przechodząc do oględzin.
Zyanya postąpiła w kierunku, z którego wrócił wcześniej Stratis, a gdzie najpewniej znajdowało się owo pozbawione krwi ciało. Minęła niedużą, acz zagraconą kuchnię wchodząc do zalanego światłem księżyca pokoju. Na podłodze leżało ciało rosłego lenja'kare. Kapłanka Czarnej Matki przyklękła ostrożnie nad martwym mężczyzną, przechodząc do oględzin.
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 08 sierpnia 2017, 20:46 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.