PBF - Salt Lake City Nights

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 10 sierpnia 2017, 18:37

[center]23.10.1994, Salt Lake City, Capital Hill, siedziba księcia.[/center]

Wciąż młodą i jeszcze niedoświadczoną w swym nie-życiu wampirzycę przeszył dreszcz.

- Wilkołaki... tutaj? - twarz Amelii przybrała wyraz ekscytacji przemieszanej z lękiem. Oni... one rzeczywiście istnieją? - w umyśle Amandy przewijały się wspomnienia starych podań. Historie jednak miały to do siebie, że zacierały granicę między "niesamowitymi" istotami, których dotyczyły. Wieść o lupinach wywołała w części jej umysłu pewien nabożny lęk przed czymś nieznanym, a wzbudzającym w ludzkich i jak się okazało, nie tylko ludzkich sercach grozę. Widok zwykle tryskającego entuzjazmem Hexena, teraz wyraźnie poruszonego i próbującego przy najbliższej okazji wziąć nogi za pas, szybko sprowadził ją na ziemię. Kobieta upewniła się tylko, czy ma wszystko przy sobie i zacisnęła dłoń, na zwieszającym się z szyi amulecie.

- No dobrze... Chodźmy już, bo Mały może nie mieć zbyt wiele czasu.
Przyjęłam, że skoro moja postać jest młoda, to może nie koniecznie miała jeszcze do czynienia z lupinami, bądź słyszała o nich od innych kainitów - a wie o nich trochę z Hearth Wisdom. Jakby było coś nie tak, to poprawię.
Od MG
Hearth wisdom daje ci wiedzę o gusłach, nie nadnaturalach. Od tego masz odpowiednie gałęzie wiedzy. Nie musisz nic zmieniać, ale nie posiadasz wiedzy o którą pytasz.
Ostatnio zmieniony 12 sierpnia 2017, 12:24 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Gohan
Reactions:
Posty: 81
Rejestracja: 29 listopada 2016, 15:24

Post autor: Gohan » 15 sierpnia 2017, 00:08

23.10.1994, Salt Lake City, Capitol Hill, Siedziba Księcia

Gdy tylko zauważył, że reszta idzie w ich stronę przestał wymachiwać rękami i czekał aż wszyscy do nich dotrą rozglądając się nerwowo.

Z wymiany zdań nie dowiedział się nic więcej o wilkołakach, więc stwierdził, że albo reszta też nic nie wie, albo to i tak bez znaczenia. Z pewną nadzieją spoglądał w trakcie rozmowy w kierunku Erica licząc, że może on powie coś konkretnego, ale się nie doczekał.

Raczej nie przyszli tu do nas, więc walić ich. Jak na nas wpadną i będą się rzucać to pewnie i tak nie będzie wyboru i po prostu sprawdzimy czy są tacy twardzi.

Dodatkowo fakt, że Hexen wyglądał jakby chciał wiać sprawiał, że coś w jego środku cieszyło się głupio.

Taki z niego kozak jak ze mnie baletnica. Wszędzie był, wszystko widział i wysadzał, a teraz boi się kilku przerośniętych kundli. Kilku? W sumie nie powiedział ilu ich było hmm...

Rządzenie się Black8'a wkurzało go za każdym razem i o ile był w stanie uznać jego dar do przemawiania, to fakt, że sam mianował się na ich dowódcę i ciągle to podkreślał sprawiał, że Chuck miał ochotę coś rozwalić. Pojmował, że gość dobrze gadał i się nadawał, ale nie mógł zrozumieć po kiego grzyba ciągle o tym mówił, jakby mu mieli zacząć salutować czy coś. Kowboj bynajmniej nie miał zamiaru nikomu salutować, więc ruszył w kierunku piwnicy stwierdzając, że i tak stracili już dość czasu.

- Te Hexen, dużo tych lupinów było? - Rzucił już w trakcie ruchu.

- Widziałem trzech - odparł szybko Świr, prawie następując Chuckowi na pięty. Widać było, że idea jak najszybszego znalezienia się w piwnicy przemawia do niego nad wyraz silnie. - Ale może być ich więcej. Oni zawsze chodzą stadami.
Ostatnio zmieniony 15 sierpnia 2017, 13:19 przez Gohan, łącznie zmieniany 1 raz.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 16 sierpnia 2017, 12:00

23.10.1994, Salt Lake City, Capitol Hill, piwnica pod Siedzibą Księcia

Gdy koteria zebrała się ponownie w jedną grupę, u wejścia które wcześniej wskazał Hexen, Jared również uznał, że czas do nich dołączyć. Wcześniej jednak zadbał o zebrany tłum, poza wszelką wątpliwością zostając bohaterem niejednej spośród tłoczących się w holu osób. Kiedy jednak czas przyszedł, szybko znalazł się u boku swojej koterii, skupiony nawet bardziej niż wcześniej.

Za drzwiami przez które przecisnęli się kolejno, krył się ciasny i kręty korytarzyk. Tym razem jednak nie musieli kluczyć nim zbyt długo i już wkrótce poczęli schodzić w dół, do piwnicy. Tu przynajmniej nie było hałasu i biegających w panice ludzi. Ciche korytarze i gdzieniegdzie drzwi, konsekwentnie ignorowane przez prowadzącego grupę Hexena. Nikt nie mówił tego na głos, ale w powietrzu dało się wyczuć pośpiech dyktowany pojawieniem się dodatkowych gości na tej światłej imprezie.

Wkrótce stanęli przed potężnymi stalowymi drzwiami, widniejącymi na końcu około 30 metrowego tunelu, wyraźnie odłączającego się od piwnicy budynku. Wyglądały jakby były wmurowane na stałe w ścianę która swoim pancernym stylem przywodziła na myśl styl schronów przeciwlotniczych. Po obu stronach jakże pancernego wejścia widniały niewielkie otwory, zapewne sprawiające funkcję wentylacji. A wokoło panowała cisza, niezmącona niczym, poza odgłosami ich kroków.

- No więc to tu. Mały jest za drzwiami. Uważajcie na pajączki. Też tu są - szepnął konspiracyjnie Hexen, stając twarzą do koterii, dotychczas zebranej za jego plecami. Rozglądał się przy tym podejrzliwie dookoła, najwyraźniej w poszukiwaniu wyimaginowanych stawonogów.

Metaliczny dźwięk odsuwanych drzwi sprawił, że Malkavian zastygł bez ruchu, przez chwilę wyglądając jak wyłączony mim. Przez naprawdę krótką chwilę. Krótszą niż kilka kolejnych, które mimo iż były dłuższe, minęły znacznie szybciej.

Zza odsuniętych potężnych drzwi wybiegł mężczyzna w długim płaszczu. Widząc koterię, zwolnił na pół kroku, szybko chyba jednak zdecydował, że potrzebny jest gdzie indziej i ponownie przyspieszył, chcąc jak najszybciej minąć zebraną w niezbyt szerokim przejściu grupę. Tajemnicze wrota zza których się wyłonił stały teraz otworem, ziejąc ciemnością. Co wcale nie wyglądało zapraszająco.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 17 sierpnia 2017, 13:11

[center]23.10.1994, Salt Lake City, Capitol Hill, piwnica pod Siedzibą Księcia[/center]
Widząc spieszącego ku nim mężczyznę, Świr wytrzeszczył na chwilę oczy, a później błyskawicznie przylgnął do ściany, pozwalając tamtemu przejść.

- Uwaga, to ten z cudacznym... - syknął jedynie w kierunku Brujaha i Pariasa, pragnąc ich ostrzec. Nie dokończył jednak. Nie chciał ściągać na siebie uwagi obcego, który najwyraźniej uzbrojony był w jakiś rodzaj relikwii - Tosterem czy czymś tam... No wiecie... - wymamrotał więc dla niepoznaki.

Jednocześnie niemal bez użycia świadomości sięgnął pod płaszcz i namacał spust obrzyna. Ciężar giwery działał uspokajająco, pozwalając mu na chwilę zebrać rozbiegane myśli. Stojąc nadal przy ścianie rzucił okiem w kierunku ciemnego wejścia, czekając na jakiś podejrzany ruch w środku.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 19 sierpnia 2017, 20:01

[center]23.10.1994, Salt Lake City, Capitol Hill, piwnica pod Siedzibą Księcia[/center]

Jared widząc faceta w płaszczu nie czekał ani chwili. Skoczył w kierunku mężczyzny i pewnym ruchem pchnął go na ścianę, po lewej stronie. Następnie błyskawicznie złapał stalowym uściskiem za szyję podnosząc całe ciało kilkanaście centymetrów ponad posadzkę. Gdy ich oczy spotkały się, Black8 przemówił:

- Kim jesteś i co jest za tymi drzwiami?

Obcy nie odpowiedział, a to co stało się po chwili, zupełnie zaskoczyło Brujaha. Mężczyzna zaczął przechodzić dziwaczną transformację w coś o wiele większego od Anarchisty. Jared spostrzegł, że nogi przeciwnika nie wiszą już w powietrzu, tylko stoją na ziemi, a jego masa mięśniowa zaczęła przekraczać normę właściwą ludziom. Na twarzy tamtego pojawił się zarost, a jego oczy stały się srebrne.

Kurwa Lupin! Szajbus miał rację! - krzyknął w myślach. Nie było czasu na ocenę przeciwnika. Zresztą Black8 nie wiedział zbyt dużo o Wilkołakach. To co wiedział upewniało go wszakże, iż pomysł walki z Lupinem na pięści nie byłby najlepszą ideą. Przynajmniej, jeśli nie było się Iconoclastem...

- Spójrz na mnie, a potem padnij na kolana przede mną Bestio! - przemówił aktywując moc Majestatu.

Wilkołak posłusznie wykonał polecenie, klękając na betonowej podłodze.

- Powtórzę jeszcze raz. Kim jesteś i co jest za tymi drzwiami?! - zapytał Brujah, oczekując natychmiastowej odpowiedzi.
Jared odpalił właśnie Majestat. Każdy kto widzi twarz Jareda musi zdać test Odwagi, albowiem Jared budzi tym razem przerażenie i strach,