Tajemna świątynia Sureliona, 32 orakt-ran
Półork tuż po słowach Błyszączej Mądrości upadł na bok, adrenalina widocznie wyparowała z jego żył. Z świeżych ran krople krwi malowały pejrzaż na chłonej posadzce. Wszyscy zebrani wiedząć do czego zdolny jest nożownik nie byli skorzy do rozluzowania sieci. Elszar jako jedyny zdobył się na odwagę. Z pogodnym obliczem na twarzy, z oczami pełnymi miłości Surielon szedł w stronę półorka. Z każdym jego krokiem, oczy niedoszłego zabójcy barda otwierały się szerzej i szerzej. Zebrani niezwykli widzieć tak szybko narastającą więź jaką młody meżczyzna zmieszanej krwi odczuwał do Kielicha.
- Przyjacielu, jestem ranny. Spokojnym tonem zaznaczył, sciskając się za brzuch. Obecnie siedział otulony siecią, oparty plecami o wielki stół, nad którym pieczałowicie pracowął bard.
- Środki ostrożności, nie wiesz ile mamy wrogów. Idąc za rozmową Surelion modulował głos, ruchy jego ręki i kikuta były spokojne i płynne, jakby otoczony był niewidzialną warstwą wody. - Pomożemy Ci. Po tych słowach bard razem z Mistykiem oswobodzili mieszańca z sieci. Następnie wykorzystując zydel posadzili go przodem do wszystkich zgromadzonych. Po krótkiej chwili miszaniec był już opatrzony, a stal, która rozcieła mu brzuch i fujarka wróciły do właściciela. Surielon pobudzony nadnarutalna zdolnością powracania do żywych, zerkał dokładnie na wczesniejsze i nowe rany na ciele zielonoskórego. O dziwo proces gojenia zachodził niewyobrażalnie szybko, pewnie dlatego ten oto osobnik przeżył tak długo w swoim fachu.
- Co by było ze mną, gdybyś nie ty. Powiedział zerkając na swoje rany. Po czym położył swoją rękę na dłoni Kielicha. - Dziękuję. Dla wielu z zgromadzonych było to niecodzienne, słowa które padły z ust mieszańca tak rzadko wychodziły z ust jemupodobnych, że zwykło się ich nie słyszeć wogóle. Jednak naruszenie jakiego sie dopuścił, karane było srogo. Dotykać mistrz mógł tylko jego wybranny apostoł, pomgający w łaźni czy nacierający w rytuale ciało, najbliższy, pierwszy wśród równych. Ketras aż wzdrygnął, wołając ze złością - Świętokradztwo! Gdyż on pragnał usciskać dłoń mistrza od chwili jego zakiełkowanej wiary.
Półbóg zakładał, że inkantacja zaklęcia przyniesie taki efekt. Z nauk wywnioskował, że był on tylko chwilowy. Najczęściej wykorzystywany do zwodzenia, w tym jednak przypadku objawiła się jego boska natura. Zaklęcie trwało nadal pomimio czasu jaki upłynął i pomimo kolejnych ran jakie mieszaniec doznał podczas wyciągania ostrzy z ciała. Ciągła niepewność trapiła jego serce, ale rządza wiedzy była silniejsza. Wykorzystujać to Surielon, zapragnął wypytać mieszańca, a w wolnej chwili zgłębić wiedzę o tom, który ostatnio pojawił się w jego biblioteczce siwątynnej o znaczącym tytule
"O zaklęciach i skutkach ich inkatnacji - rozprawka magistra tana Madua Białego".
Zielonoskóry długo przetrawiał fale pytań która go zalała, rzucał spojrzeniami na każdego z wyznawców, co zaczęło wbudzać złość powtórki z ostatnich jego dokonań i strach, który potęgował się z każdym oddechem Kielicha, ponieważ stał teraz najbliżej z nich wszystkich przy Akolicie.
- Jestem Otis. Zaczął. - Nie wiedzałem przyjacielu, że chłopiec jest z Tobą. Zaczął półork. - Zaskoczyliście nas w ulicach. Nie chcę krzywdy chłopca, została na niego wyznaczona nagroda. Okrągłe 100sz, za żywego oraz za kobietę która była z nim, jej imie to Astrid. Dziwię się, że Akolici dostali to zadanie, a nie
Tancerze Cieni. Z tego co wiem to szlachióry, ale dziwnym trafem ich statek dostał się do portu biedoty. Zaczailiśmy się na powóz wysłany przez tana Murofa Żywego i kiedy przejeżdzał przez mniej zatłoczoną ulice Wężowego przełyku urządzilismy zasadzkę razem z 5 braćmi. Po południu mieliśmy doprowadzić go do karczmy Ruiny na placu Karczemnym do trzeciego pokoju po lewej. Nagrodę rozczielilibyśmy juz w siedzibie przy Szczurzym przesmyky, ale chłopiec nam uciekł. Nie wiem czemu wyślizgnął mi się z rąk, poczułem się uderzony na całym ciele, ciało i mięśnie spieły się wywołujać ból, może ta kobieta mnnie czyms zraniła, ablo zaklęciem jakimś. Chłopak wyskoczył z pędzącego powozu. Ja z Joshe pobiegliśmy za chłopcem ulicami, Vir i Or został z kobietą. My w końcu się rozdzililiśmy i tak trafiłem tutaj, ale cieszę się, że Cię odnalazłem, moi bracia się ucieszą, że nam pomogłeś przyjacielu! Półork skwitowął pełny entuzjazmu.
W czasie kiedy wszyscy słuchali wypowiedzi półorka, bard zwinął dokłądnie swoją sieć i zaczął rozglądać się za młodzieńcem. W tej sali go nie było, być może trzmychnął ze strachu w drugie pomieszczenie ...
Niewiadomo dlaczego statek wiozący Astrid i Erica zacumował w Porcie biedoty. Niemnije jednak Murof, który wysłał list z zaproszeniem swojej rodziny wiedział o zmianie rejsu, wysłał powóz z mała ilością ochorny. Widocznie nie zabezpieczył go odpowiednią ilością straży. Akolitów było więcej. Dwóch z nich pobiegło za chłopcem, pozostała czwórka zapewne przejęła wóz po zorganizowanej zasadzce w ulicy Wężowego przełyku, na której rozstawiane są po południu stragany z różnej maści wężami i jaszczurkami. Raj dla alchemików, trucicieli, i pospólstwa gdyż gadzie mięso jest tańsze niż psie!
Co dalej?
MG: zmieniłam Kroczących w Ciemnościach na Tancerzy Cieni. Nie miałem zamiaru rozbijać wątku innego MG.
Dlatego przepraszam ale musiałem zmienić nazwę gildi szpiegów. Wątek nie był powiażany z "organizacją" stworzoną przez Ketha. Zmieniłem wpisy w kolejnych postach gdzie pojawiała się ta nazwa.