PBF - Salt Lake City Nights

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 17 lipca 2017, 12:59

[center]23.10.1994, Salt Lake City, Capital Hill, siedziba księcia.
[/center]
Rozgrzana paniką tłuszcza naparła na przednie drzwi. W całym holu zapanował chaos o sile tajfunu rozrywającego od wewnątrz ten snobistyczny budynek i pomnik zbytku księcia Camarilli. Amelia rozejrzała się dookoła. Nie wyglądało na to, aby prócz przerażonych wybuchem ludzi, mieli na razie dodatkowe problemy. Takie sytuacje zmieniają się jak w kalejdoskopie, nie straciła więc czujności, a na znak Jarreda szybko skryła się przed wzrokiem zgromadzonych u wyjścia śmiertelnych. Wszystkie nerwy, każdy mięsień ciała był napięty w oczekiwaniu i gotowości do szybkiego działania. Wampirzyca ze zdumieniem spostrzegła wchodzącego na posąg lidera ich niewielkiej grupy dywersyjnej, który teraz stał się również liderem dla każdego z obecnych w holu ludzi. Z początku pomysł wydawał się nieprawdopodobny, a słowa Brujaha zdały się całkiem niezłym zabiegiem. Później jednak pomyślała o tych wszystkich istnieniach, które zostałby pochłonięte w ciągu bezmyślnej paniki, a może i jeszcze działań psów Camarilli. Czym oni byli winni? Ci, którzy narodziwszy się dla słońca, ludzkiego życia, wykorzystywani byli na milion sposobów przez nagrobki z Camarilli, czy rzeźników Sabatu. Na samą myśl o tych monstrach odczuła, jakby żołądek podskoczył od samo gardło. Przylgnęła więc do rogu ściany, obserwując sytuację i odsuwając w krańce świadomości wszelkie wspomnienia Sabatu.
Ukrywam się w miejscu, z którego będę mogła w razie czego zauważyć, gdyby ktoś z sługusów księcia nadbiegał. Obserwuję i zachowuję czujność.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 17 lipca 2017, 14:49

[center]23.10.1994, Salt Lake City, Capital Hill, siedziba księcia.[/center]
Zew przybrał na sile. Świr niemal fizycznie czuł niewidzialną pieśń gwiazd, prowadzącą go w głąb labiryntu... Zacisnął ręce w kieszeniach, by ukryć podniecenie. Nie chciał się zdradzić, pozostali... Nie zrozumieliby...

A jednak wszystko układało się tak, jak powinno. Nie był więc zaskoczony. Jedynie bardziej pewien tego, iż wybrał właściwą ścieżkę... Gdy tylko Black8 zdecydował się zmienić chwilowo w bożyszcze tłumów, Hexen odwrócił się i pozwolił się ponieść pieśni. Przemykał, pomiędzy nieruchomymi postaciami ludzkimi, wpatrzonymi z nadzieją w machającego flagą punkowca. Gdzieś tu musiał być ten cholerny portal... Do diabła, czasami żałował, że nie nosi ze sobą składanej szafy z przejściem do Narnii, lub czegoś podobnego. Oszczędziłoby to mnóstwa czasu - pomyślał, badając wzrokiem otoczenie. - Gdybym miał chociaż komodę, albo kufer... Tu wszystkie lustra są fałszywe. A jednak nie będzie to trudne, jej sieć jest gęsta, czuję to... Nawet więcej niż kilka przejść... Tajemnice czekają i są naprawdę napalone. Już do was biegnę, robaczki...

Rozejrzał się szybko, stał tuż przy głównym wyjściu. Jego wzrok padł na znajdujące się po prawej niewielkie drzwi z napisem "Nieupoważnionym wstęp wzbroniony". Oczywiście, on był upoważniony. Inni nie powinni używać portali. Było to zbyt niebezpieczne. Wszystkie te rzeczy czające się po drugiej stronie, robactwo i neonowe zawodzenie... Potrząsnął głową i nacisnął klamkę. Nie było zamknięte. Nie zwlekając wsunął się do ciasnego pomieszczenia, czując jednocześnie jak "tutaj" zmienia się w "gdzie indziej".
Przechodzę do innego wymiaru w schowku na miotły - czyli po prostu używam Niewidoczności:2 na uboczu. A później idę w kierunku celu, korzystając z tego, że ludzie chwilowo zamarli i stoją. Oczy Chaosu cały czas i czekam, co powiedzą głosy w mojej głowie. Poczekam na resztę drużyny jakoś przy wejściu do piwnicy.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Gohan
Reactions:
Posty: 81
Rejestracja: 29 listopada 2016, 15:24

Post autor: Gohan » 17 lipca 2017, 20:28

23.10.1994, Salt Lake City, Capitol Hill, Siedziba Księcia

Zgodnie z planem trzymał się blisko przodu ekipy, więc gdy padło soczyste "fuck" stał tuż obok ich niepisanego lidera i wpatrywał się nad głowami przebiegającego tłumu w drzwi, które wskazał Hexen jako dalszą drogę.
Dywersja, którą im zgotował działała wyśmienicie i czuł się znacznie lepiej widząc, że raczej nie ma szans by ktoś go rozpoznał pośród tego zamieszania. Wcześniej dręczyło go to nieco, bo w końcu był miejscowy, ale teraz przestał zaprzątać sobie tym głowę.


Mam się tu ukryć, ale po kiego?

Zupełnie nie rozumiał jak i po co miałby to robić. Szczególnie, że wyglądało to na jedyny moment, w którym mógł przejść na drugą stronę pomieszczenia nierozpoznawalny.

- To ja się schowam już po drugiej stronie - rzucił do reszty i szybko ruszył w nieco innym kierunku niż Black8.


Przebijanie się przez spanikowany tłum nie stanowiło dla niego większego problemu. Starał się jednak nie nadużywać siły żeby przypadkiem nie zrobić komuś większej krzywdy i nie zwrócić na siebie niepotrzebnej uwagi.

Jak na dobrym koncercie. W sumie nawet lżej niż w pogo z dziewczyną na baranach.

Chuck spróbuje przebić się przez panikujących wprost do drzwi, które wskazał Hexen, jeszcze zanim tłum zostanie całkiem opanowany przez Jareda. Tam w miarę możliwości poczeka na resztę starając się nie zwracać na siebie niczyjej uwagi.

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 23 lipca 2017, 19:36

23.10.1994, Salt Lake City, Capitol Hill, Siedziba Księcia

Jared wbiegając na postument wywołał reakcje Koterii, które dość szybko doprowadziły do sytuacji w której jedynie Chuck pozostał w polu jego widzenia. Niczym lodołamacz "Lenin" rozsuwał niespokojne masy ogarniętych paniką ludzi, torując sobie pomiędzy nimi przejście. Nie minęło sporo czasu, ni nawet połowa wystąpienia Black8, kiedy ten zajął swoje miejsce obok wskazanych wcześniej niewielkich drzwi. Z tego miejsca mógł spokojnie obserwować rozwój wydarzeń, nie trącany co chwila z każdej strony.

Eric cofnął się o krok czy dwa, stając przy jednej z wielkich donic, porozstawianych w kilku miejscach sali. Rosnące w nich palmy robiły wspaniałe pierwsze wrażenie, gdyby odwiedzić to miejsce w normalnych okolicznościach. Teraz stanowiły idealną zasłonę, która szybko skryła Gangrela przed wzrokiem "ewentualnie obserwujących" całe zajście. Pozwalając w tym samym czasie jemu samemu mieć oko na pozostałe wyjścia z sali, tak, na wszelki wypadek.

Amelia również nie miała zamiaru pozostać na widoku. Jej sprawne zniknięcie po doskoczeniu do jednej z wielkich donic, mogło by zawstydzić niejednego włamywacza. Równie szybko i sprawnie co Eric zniknęła z oczu zebranych ludzi i Kainitów, zajmując swoje miejsce i z niego prowadząc ostrożną, jednak uważną obserwację. Powoli wodziła wzrokiem po twarzach zebranych. Tym razem była mocno skupiona i nie miała zamiaru pozwolić, by cokolwiek zaburzyło jej koncentrację.

Hexen po przejściu przez drzwi, pozwolił by moc niewidoczności spowiła go swym całunem. Pył stworzenia powoli opadł z jego ramion a sylwetka rozmyła się, pozostawiając jedynie wspomnienie kształtu Malkaviana. Wiedziony swoim nieomylnym instynktem, podążył jednym z korytarzy, pozwalając by ten doprowadził go do jednego z bocznych wyjść z budynku. Gdy wyjrzał na zewnątrz, ujrzał zmierzających w kierunku budynku trzech mężczyzn. Jeden z nich był wyjątkowo rosły, górując nad dwójką swoich towarzyszy. Całą trójka sprawiał wrażenie osób z którymi nie warto wchodzić w konflikt. Najmniejszy z nich dodatkowo wyciągnął dość pokaźnych rozmiarów nóż. I to właśnie ten fakt najbardziej nie spodobał się Hexenowi.

Jared z łatwością opętał zebranych ludzi swoją pewnością siebie i opanowaniem, które rozlało się po zebranych niczym wino po białym obrusie. W krótkim czasie wszyscy uspokoili się i zaczęli współpracować. Black8 uśmiechnął się lekko. Skuteczność jego działań zdawała się być większa nawet niż jego starannie zadbany pióropusz.
Spoiler!
Skryty mocą niewidoczności, po wyjściu z budynku zauważysz trójkę mężczyzn, zmierzającą w stronę budynku tegoże. Wyglądają jakby chcieli się bić w imię swoich racji. Dodatkowe info w PW.
Spoiler!
Rzut na spostrzegawczość (ST=8) =4 sukcesy. Na piętrze, na balkoniku otaczającym salę, twoją uwagę przykuje postać skryta w cieniu, obserwująca z uśmiechem całe zajście, jednak wyraźnie starająca się nie rzucać w oczy. Kiedy Jaredowi uda się opanować tłum, postać wycofa się, znikając ci z pola widzenia. Dopiero wtedy wyraźnie zobaczysz twarz, któa okaże się być twarzą ci znajomą, oraz z klanu Tremere.
Spoiler!
Rzut na spostrzegawczość (ST=8) =0 sukcesów. Nie wydaje ci się, aby sługusy księcia były tu obecne. Raczej pobiegli go pilnować w obliczu całego zamieszania.
Spoiler!