Milcarr nie ma za bardzo konkretnych planów. Pewnie pomoże przy pochówku Borlona, posiedzi trochę z synem i potem powłóczy do kryjówki surelian, żebrając po drodze. A że woda święcona pewnie już przestała działać, to może to wszyskto zająć trochę czasu
PBF - Okna Duszy
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Strażnica w Chłopskim Kroczu; 26 orakt-ran
Tupot ciężkich buciorów przywołał gwardzistę do porządku, skutecznie wybijając mu z głowy szaleńczy pomysł szperania po szufladach Fleituha. Potężnie zbudowany ork przepchnął się przez wąskie wejście kantorka, stanął za progiem popatrując na swego podwładnego z byka. Zaczepnie nastawiony Eco odpłacił sierżantowi podobnym spojrzeniem, aczkolwiek wciąż jeszcze gryzł się w język nie chcąc pogorszyć swej sytuacji. Fleituh dręczył go uporczywie, ale zarazem skrupulatnie pilnował, aby wszyscy strażnicy z Eco włącznie dostawali na czas żołd. Pięć sztuk złota miesięcznie drogą nie chodziło.
- Chciałbym wierzyć, że naprawdę nic nie wiesz o tych wyłupionych oczach - warknął w końcu ork opierając się barkiem o ścianę - Pewnie tego nie wiesz, tępy trutniu, ale to nie pierwsze takie zabójstwo, już paru innych zginęło w podobny sposób i wszystkim wyłupiono oczy.
Zaintrygowany wyznaniem sierżanta, Eco odłożył na bok wątek waśni z przełożonym, przeszył Fleituha badawczym wzrokiem dając do zrozumienia, że chłonie każde jego słowo.
- Jedna z ofiar była córką elfiego kupca ze Srebrnej Przystani, a ów obiecał za głowę zabójcy sowitą nagrodę. Co więcej, ubłagał kapłanów Czaszkogłowego, by ci wspomogli dochodzenie. Nie palą się zbyt ochoczo do wyjaśniania tak pospolitych zbrodni, ale wysłali do nas czcigodnego Angano, bo złoto kupca nie śmierdzi. Jakbym wiedział wcześniej, że ta elfka z zaułka też padła ofiarą zbieracza oczu, poszukałbym dowodów, które ty, nieporadny cielebuniu, na pewno przeoczyłeś. Ów kupiec daje tysiąc w złotych monetach temu, kto przywlecze mu pod drzwi zbrodzienia, a ja chcę te pieniądze.
Eco oblizał spierzchnięte usta próbując wyobrazić sobie kwotę dwudziestokrotnie większą od łupu będącego jego udziałem po minionej nocy. Pięćset sztuk złota mogłoby wystarczyć, by kupić sobie młodego tygrysa!
- Przestań się ślinić, bo mi podłogę zapaskudzisz - sarknął Fleituh - Ty weź się lepiej w garść i pomyśl, czy aby czegoś nie przeoczyłeś. Nie mogę odżałować tej strzałki, coś ją kapłanowi oddał. Czemu akurat wtedy o niej nie zapomniałeś tak, jak cięgiem zapominasz o wszystkich innych ważnych sprawach, ty matole!
Tupot ciężkich buciorów przywołał gwardzistę do porządku, skutecznie wybijając mu z głowy szaleńczy pomysł szperania po szufladach Fleituha. Potężnie zbudowany ork przepchnął się przez wąskie wejście kantorka, stanął za progiem popatrując na swego podwładnego z byka. Zaczepnie nastawiony Eco odpłacił sierżantowi podobnym spojrzeniem, aczkolwiek wciąż jeszcze gryzł się w język nie chcąc pogorszyć swej sytuacji. Fleituh dręczył go uporczywie, ale zarazem skrupulatnie pilnował, aby wszyscy strażnicy z Eco włącznie dostawali na czas żołd. Pięć sztuk złota miesięcznie drogą nie chodziło.
- Chciałbym wierzyć, że naprawdę nic nie wiesz o tych wyłupionych oczach - warknął w końcu ork opierając się barkiem o ścianę - Pewnie tego nie wiesz, tępy trutniu, ale to nie pierwsze takie zabójstwo, już paru innych zginęło w podobny sposób i wszystkim wyłupiono oczy.
Zaintrygowany wyznaniem sierżanta, Eco odłożył na bok wątek waśni z przełożonym, przeszył Fleituha badawczym wzrokiem dając do zrozumienia, że chłonie każde jego słowo.
- Jedna z ofiar była córką elfiego kupca ze Srebrnej Przystani, a ów obiecał za głowę zabójcy sowitą nagrodę. Co więcej, ubłagał kapłanów Czaszkogłowego, by ci wspomogli dochodzenie. Nie palą się zbyt ochoczo do wyjaśniania tak pospolitych zbrodni, ale wysłali do nas czcigodnego Angano, bo złoto kupca nie śmierdzi. Jakbym wiedział wcześniej, że ta elfka z zaułka też padła ofiarą zbieracza oczu, poszukałbym dowodów, które ty, nieporadny cielebuniu, na pewno przeoczyłeś. Ów kupiec daje tysiąc w złotych monetach temu, kto przywlecze mu pod drzwi zbrodzienia, a ja chcę te pieniądze.
Eco oblizał spierzchnięte usta próbując wyobrazić sobie kwotę dwudziestokrotnie większą od łupu będącego jego udziałem po minionej nocy. Pięćset sztuk złota mogłoby wystarczyć, by kupić sobie młodego tygrysa!
- Przestań się ślinić, bo mi podłogę zapaskudzisz - sarknął Fleituh - Ty weź się lepiej w garść i pomyśl, czy aby czegoś nie przeoczyłeś. Nie mogę odżałować tej strzałki, coś ją kapłanowi oddał. Czemu akurat wtedy o niej nie zapomniałeś tak, jak cięgiem zapominasz o wszystkich innych ważnych sprawach, ty matole!
A więc sierżant Fleituh ma chrapkę na nagrodę za głowę zbrodzienia! Tysiąc złt faktycznie robi wrażenie (a wyście się pokusili na dwieście zamiast pytać w "Kuli" o zabójcę). BTW, co na to Eco?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ptasi Bazar; 26 orakt-ran
Otlaf lubił się włóczyć po stołecznych targowiskach. Było ich w mieście wiele, a każde posiadało własny niepowtarzalny urok i klimat, zwłaszcza te związane z egzotycznymi zwierzętami. Chłonąc uszami otaczający go zgiełk i harmider, złodziej spacerował pomiędzy klatkami handlarzy ptactwem, z leniwym zainteresowaniem oglądając pawie, skrzekotniki i ognistopióre rajce przywiezione gdzieś hen z Elmanalu. Jacyś handlarze ku uciesze przechodniów pokłócili się o coś tak zażarcie, że musiała ich rozdzielać straż miejska, a tymczasem grupka uliczników wyciągnęła niepostrzeżenie z jednej klatki pawia, przezornie skręcając mu na samym początku kark, by nie zaalarmował właściciela przeraźliwym wrzaskiem.
Otlaf uśmiał się pod nosem na widok zaradnych ulicznych nicponiów, jednych z setek bezdomnych sierot mieszkających i wychowujących się na ulicach Ostrogaru. W ruderach na przedmieściach stolicy, w zaułkach, na poddaszach i w kanałach miasta gnieździły się nieprzeliczone rzesze wyrzutków i odmieńców, z których wyrastały później najbardziej bezwzględne i zarazem przedsiębiorcze indywidua na wyspie.
Spoglądając przez pręty metalowej klatki na niespokojnego perkoza, mieszaniec zastygł znienacka w bezruchu, zgarbił się nieco udając przemożne zainteresowaniem ptakiem. Po przeciwnej stronie straganu dostrzegł człowieka, który łudząco przypominał mu nieznajomego darczyńcę ze "Złotej Kuli". Jedyną w zasadzie różnicą był fakt, że człowiek idący skrajem Ptasiego Bazaru ku gospodom Placu Karczemnego silnie utykał i starał się nie obnosić z mocno posiniaczoną opuchniętą twarzą.
Otlaf lubił się włóczyć po stołecznych targowiskach. Było ich w mieście wiele, a każde posiadało własny niepowtarzalny urok i klimat, zwłaszcza te związane z egzotycznymi zwierzętami. Chłonąc uszami otaczający go zgiełk i harmider, złodziej spacerował pomiędzy klatkami handlarzy ptactwem, z leniwym zainteresowaniem oglądając pawie, skrzekotniki i ognistopióre rajce przywiezione gdzieś hen z Elmanalu. Jacyś handlarze ku uciesze przechodniów pokłócili się o coś tak zażarcie, że musiała ich rozdzielać straż miejska, a tymczasem grupka uliczników wyciągnęła niepostrzeżenie z jednej klatki pawia, przezornie skręcając mu na samym początku kark, by nie zaalarmował właściciela przeraźliwym wrzaskiem.
Otlaf uśmiał się pod nosem na widok zaradnych ulicznych nicponiów, jednych z setek bezdomnych sierot mieszkających i wychowujących się na ulicach Ostrogaru. W ruderach na przedmieściach stolicy, w zaułkach, na poddaszach i w kanałach miasta gnieździły się nieprzeliczone rzesze wyrzutków i odmieńców, z których wyrastały później najbardziej bezwzględne i zarazem przedsiębiorcze indywidua na wyspie.
Spoglądając przez pręty metalowej klatki na niespokojnego perkoza, mieszaniec zastygł znienacka w bezruchu, zgarbił się nieco udając przemożne zainteresowaniem ptakiem. Po przeciwnej stronie straganu dostrzegł człowieka, który łudząco przypominał mu nieznajomego darczyńcę ze "Złotej Kuli". Jedyną w zasadzie różnicą był fakt, że człowiek idący skrajem Ptasiego Bazaru ku gospodom Placu Karczemnego silnie utykał i starał się nie obnosić z mocno posiniaczoną opuchniętą twarzą.
Gdyby nie te siniaki i utykanie, Otlaf byłby pewien, że to ów czlek od sakwy ze złotem!
-
czegoj
- Site Admin
- Reactions:
- Posty: 3844
- Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 11 times
- Kontakt:
Jeśli da się go śledzić to spróbuję. Oczywiście bez narażania się. Ciekaw jestem czy to pobicie nie jest przypadkiem związane z wręczeniem kasy w niewłaściwe ręce. Nie chciałbym, żeby mnie spostrzegł. Jeśli będzie choć najmniejsza możliwość, która może mnie zdemaskować to porzucam swoje śledztwo. Oczywiście będę używał w razie potrzeby - krycia się w cieniu i nasłuchiwania w zależności od potrzeb i możliwości. Oczywiście postaram się na początku zbliżyć na tyle, żeby wykluczyć pomyłkę z mojej strony, że to ta sama osoba. Później już oczywiście jak najbezpieczniejsza odległość.
-To naprawdę nic wielkiego,droga żoneczko-zaczął Ortin- jak wiesz jestem również złotnikiem i zda się czasem że kupię tu i ówdzie tanio i czasem do naprawy biżuterię. Trochę się ją poprawi,trochę doczyści i sprzeda nieco drożej.Stąd też czasami muszę się pokręcić w innych częściach miasta i z "elementem" jak uroczo nazywasz moich znajomków.
Informacyjnie dla MG-rozumiem że da się w ten sposób praktykować złotnictwo by np po taniości nabyć uszkodzoną biżu,czy to u pasera czy innych źródeł ew skupować gdzieś od kogoś,naprawić i sprzedać drożej?B miałbym zamiar w ten sposób wykorzystywać zawód
"Mieli do wyboru wojn? lub ha?b?, wybrali ha?b?, a wojn? b?d? mieli tak?e"