[center]POKUSA[/center]
[center](trzecia część Sureliady)[/center]
Akolitów zgromadzono w dormitorium, czyli wilgotnym zasłanym jedynie siennikami kamiennym pomieszczeniu. Kilkunastoletni chłopcy z wygolonymi głowami i poszarzałych szatach pacnęli na swoje legowiska bez sił. Minął kolejny ciężki dzień. Malcy z ulgą wyciągnęli obolałą lewą ręką zakutanych w szatę - temblaków - rękawów. Do celi wszedł stary przygarbiony jegomość. Szedł z trudem szurając nogami starając się w miarę prosto trzymać niesiony świecznik. Gdy doczłapał do ściany z trudem siadł na zydlu.
Jeden z akolitów rozcierając lewą dłoń wpatrywał się w starca z zaciekawieniem. W końcu ciekawość zwyciężyła nieśmiałość i zapytał.
- To prawda Starszy, że widziałeś na własne oczy Wszech-Sureliona ?
Dziadek w odpowiedzi kłapną bezzębną szczęką, aż broda dotknęła nosa.
- Opowiedz nam o nim? Jaki był. Tak naprawdę, nie jak o nim piszą - nalegał akolita, a coraz więcej jego rówieśników świdrowała starca wzrokiem.
- Śpijcie już jutro czeka was ciężki dzień. Będzie próba smrodu, taka jaką przeszedł Surelion przed wstąpieniem w niebiosa - odparł sepleniąc starzec.
- Opowiedz na o tym. Opowiedz o próbie. Skąd się wzięła. To było w 37 orakt-ranie, tak? - drążył coraz bardziej młody.
- 32! Nawet tego nie możecie spamiętać? Niedługo po zakończeniu nauk u ..... - zrzędził starzec i zaznaczył pauzę.
- U tego... No! Wiedziałem. U tego fałszywego boga! Co zwał się Ogridoda od koszmarów! - szybko odpowiedział akolita.
- Nie! Ogidariona, patrona ze strony Boga Snów - poprawił starzec - zresztą posłuchajcie jak to było ....
- Była noc, nad Ranhan-garem błyszczały miriady gwiazd, niczym małe diamenciki zawieszone gdzieś nad granatowym nieboskłonie. Śpiących w domach, snem sprawiedliwych, muskał ciepły wiaterek nasycony słodkim zapachem kwitnących lip i czarnego bzu. Ich uszy pieściła ulotna muzyka elfich harf... - mówił starzec, a akolici odprężali się na swoich posłaniach.
- Nie dupy wołowe - wrzask starca poderwał młodych na równe nogi - To był Ostrogar w którym szalała taka burza, że jak ktoś się nie schował w domu do wiatr tak dął, że go zatykał, wlatywał do płuc i wyciskał gałki z oczodołów. Wody spadło tyle, że uliczkami płynęły rwące rzeki zabierając wszystko co nie ważyło tyle co antar. A pioruny biły tak mocno, że było jasno jak w dzień! Tak wyglądał noc 32 orakt-ranu! Wtedy to Surelion ocknął się w nocy i powiedział pamiętne słowa, stanowiące motto naszej wiary aż po dziś dzień ...
PBF - Pokusa Nieskończoności
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Baszta Galerników; 32 orakt-ran
Nad Ostrogar nadciągała nielicha burza. Ketras nie musiał znać się na druidycznych arkanach, by widok sunących po niebie granatowoczarnych chmur przejął go dreszczem lęku. Studiując swego czasu w dagonickiej świątyni podstawy magii olf zgłębił nieco podstaw czarostwa elektrycznego i perspektywa krążenia po ulicach miasta w blasku przecinających nieboskłon błyskawic napawała go na równi przestrachem i ekscytacją.
Ciągnący od jeziora zimny wiatr skutecznie wypłoszył z Baszty przesiadujących tam często z gąsiorkiem strażników miejskich. Wszyscy oddalili się w głąb portowego dystryktu zawinięci szczelnie w płaszcze, pobrzękując bronią i tupiąc podkutymi butami. Odczekawszy chwilę Ketras wychynął z tajemnego domostwa we wnętrzu portowego muru, wspiął się zwinnie na szczyt budowli i podążył bardzo szybkim krokiem w stronę nabrzeża.
W dokach wrzało, bo kiepska aura wieściła sporo kłopotów tym, którzy nie zdążyliby się do burzy przygotować. Setki żeglarzy i dokerów zwijały żagle zakotwiczonych w basenach statków, dociągały cumownicze liny, kończyły rozładowywać ostatnie partie ładunku. Ketras wmieszał się bez trudu w ten tłum, trzymając się blisko ścian kupieckich kantorów i magazynów ruszył ku Placowi Karczemnemu.
Kielich mu świadkiem, że wolałby spędzić nachodzącą noc w bezpiecznym wnętrzu przytulnej kryjówki, ale miał w mieście do załatwienia sprawy tak pilne, że nawet coraz bliższa burza nie mogła go zmusić do pozostania w schronieniu.
Nad Ostrogar nadciągała nielicha burza. Ketras nie musiał znać się na druidycznych arkanach, by widok sunących po niebie granatowoczarnych chmur przejął go dreszczem lęku. Studiując swego czasu w dagonickiej świątyni podstawy magii olf zgłębił nieco podstaw czarostwa elektrycznego i perspektywa krążenia po ulicach miasta w blasku przecinających nieboskłon błyskawic napawała go na równi przestrachem i ekscytacją.
Ciągnący od jeziora zimny wiatr skutecznie wypłoszył z Baszty przesiadujących tam często z gąsiorkiem strażników miejskich. Wszyscy oddalili się w głąb portowego dystryktu zawinięci szczelnie w płaszcze, pobrzękując bronią i tupiąc podkutymi butami. Odczekawszy chwilę Ketras wychynął z tajemnego domostwa we wnętrzu portowego muru, wspiął się zwinnie na szczyt budowli i podążył bardzo szybkim krokiem w stronę nabrzeża.
W dokach wrzało, bo kiepska aura wieściła sporo kłopotów tym, którzy nie zdążyliby się do burzy przygotować. Setki żeglarzy i dokerów zwijały żagle zakotwiczonych w basenach statków, dociągały cumownicze liny, kończyły rozładowywać ostatnie partie ładunku. Ketras wmieszał się bez trudu w ten tłum, trzymając się blisko ścian kupieckich kantorów i magazynów ruszył ku Placowi Karczemnemu.
Kielich mu świadkiem, że wolałby spędzić nachodzącą noc w bezpiecznym wnętrzu przytulnej kryjówki, ale miał w mieście do załatwienia sprawy tak pilne, że nawet coraz bliższa burza nie mogła go zmusić do pozostania w schronieniu.
Takie małe wprowadzenie dla Ketrasa - mam nadzieję, że w żaden sposób nie koliduje z wizją scenariusza Deliada!
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Sekretna kryjówka surelian w dzielnicy Chłopskie Krocze, 32 orakt-ran
Gromy swobodnie raz za razem uderzały w ziemię, a echo dudniących ciosów jakie zadawała narastająca burza były odczuwalne nawet tu głęboko pod ziemią. Surelion czuł jak nadchodziła. Sharami, władczyni wiatrów, pani burz.

Grzmot pioruna przechodził w dudnienie idące korytarzem w dól i w dół aż do sekretnego miejsca, okultystycznej siedziby sekty. Słabe światło łojowych lamp rozświetlało niedużą komnatę. Zahuśtały się lekko od uderzania gromu. Pomarańczowa poświata padała migotliwie na zgromadzonych surelian i niknęło w zadawało by się pochłaniającym światło, czarnym jak onyx, sarkofagu przed którym siedział mistrz parząc zioła dla zebranych. Zapach parzonego wywaru mieszała się z zapachem dziwnych kadzideł jakie zwykle paliły się podczas medytacji. Ich osobliwy zamorski zapach nadal był wyczuwalny w pomieszczeniu. Mieszał się z wilgocią jaką wnosili kolejni pojawiający się uczniowie.
- Burza ma wywołać w sercach strach. Wolę oddania się w opiekę komuś znacznie potężniejszemu, kto w zamian zatroszczy się o swego wiernego sługę. Oto kolejna manipulacja, jedna z wielu jaką ci których imion nigdy nie wypowiadam używają by mamić i rządzić umysłami maluczkich. Owszem, nie da się nie bać będąc śmiertelnikiem. Lecz da się kontrolować swój strach, ukierunkować go i w końcu spożytkować do kreatywnego wykorzystania.
Kolejny grom, uderzył niosąc dudnienie. Surelion przerwał wypowiedź. Ktoś z uczniów, spóźniony i do cna przemoknięty wchodził właśnie do sekretnego przybytku. Mistrz od razu poznał znajomą postać.
- Jesteście w końcu wszyscy, którzy dzisiaj mieć byliście - mistrz rozłożył dłonie jakby obejmował całe zebrane bractwo - tedy zapamiętajcie te słowa. Rzeczywistość jest tylko iluzją, aczkolwiek bardzo trwałą. Ma zasłonić wiedzę i ukryć prawdy przed wzrokiem śmiertelnych istot. Prawdziwa rzeczywistość to to, co nie znika, gdy przestajesz w to wierzyć odkrywając to co było dotąd umyślnie ukryte przed twoim wzrokiem przez tych którzy chcą tobą manipulować. Reszta... - mistrz skrzywił się - reszta jest nic nie wartym kłamstwem jak ta burza...
Kolejna błyskawica rozszczepiła Ostrogarskie niebo waląc z siłą gdzieś w jezioro. Surelion odczekał spokojnie aż kolejny grom umilknie po czym podstawił kolejna drewnianą czarkę dla nowo przybyłego. Niespiesznym eleganckim ruchem dłoni wlał do niego wrzątek z małego czajniczka, jakby to była jakaś mała ceremonia.
- Napij się a rozgrzeje cię... - podsunął czarkę z podejrzanie pachnąca ziołami nowo przybyłemu. Uśmiechnął się słabo. - Niech strach cię nie więzi, nie bój się skosztować.
Gromy swobodnie raz za razem uderzały w ziemię, a echo dudniących ciosów jakie zadawała narastająca burza były odczuwalne nawet tu głęboko pod ziemią. Surelion czuł jak nadchodziła. Sharami, władczyni wiatrów, pani burz.

Grzmot pioruna przechodził w dudnienie idące korytarzem w dól i w dół aż do sekretnego miejsca, okultystycznej siedziby sekty. Słabe światło łojowych lamp rozświetlało niedużą komnatę. Zahuśtały się lekko od uderzania gromu. Pomarańczowa poświata padała migotliwie na zgromadzonych surelian i niknęło w zadawało by się pochłaniającym światło, czarnym jak onyx, sarkofagu przed którym siedział mistrz parząc zioła dla zebranych. Zapach parzonego wywaru mieszała się z zapachem dziwnych kadzideł jakie zwykle paliły się podczas medytacji. Ich osobliwy zamorski zapach nadal był wyczuwalny w pomieszczeniu. Mieszał się z wilgocią jaką wnosili kolejni pojawiający się uczniowie.
- Burza ma wywołać w sercach strach. Wolę oddania się w opiekę komuś znacznie potężniejszemu, kto w zamian zatroszczy się o swego wiernego sługę. Oto kolejna manipulacja, jedna z wielu jaką ci których imion nigdy nie wypowiadam używają by mamić i rządzić umysłami maluczkich. Owszem, nie da się nie bać będąc śmiertelnikiem. Lecz da się kontrolować swój strach, ukierunkować go i w końcu spożytkować do kreatywnego wykorzystania.
Kolejny grom, uderzył niosąc dudnienie. Surelion przerwał wypowiedź. Ktoś z uczniów, spóźniony i do cna przemoknięty wchodził właśnie do sekretnego przybytku. Mistrz od razu poznał znajomą postać.
- Jesteście w końcu wszyscy, którzy dzisiaj mieć byliście - mistrz rozłożył dłonie jakby obejmował całe zebrane bractwo - tedy zapamiętajcie te słowa. Rzeczywistość jest tylko iluzją, aczkolwiek bardzo trwałą. Ma zasłonić wiedzę i ukryć prawdy przed wzrokiem śmiertelnych istot. Prawdziwa rzeczywistość to to, co nie znika, gdy przestajesz w to wierzyć odkrywając to co było dotąd umyślnie ukryte przed twoim wzrokiem przez tych którzy chcą tobą manipulować. Reszta... - mistrz skrzywił się - reszta jest nic nie wartym kłamstwem jak ta burza...
Kolejna błyskawica rozszczepiła Ostrogarskie niebo waląc z siłą gdzieś w jezioro. Surelion odczekał spokojnie aż kolejny grom umilknie po czym podstawił kolejna drewnianą czarkę dla nowo przybyłego. Niespiesznym eleganckim ruchem dłoni wlał do niego wrzątek z małego czajniczka, jakby to była jakaś mała ceremonia.
- Napij się a rozgrzeje cię... - podsunął czarkę z podejrzanie pachnąca ziołami nowo przybyłemu. Uśmiechnął się słabo. - Niech strach cię nie więzi, nie bój się skosztować.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Ślepak dobrze wiedział o czym prawił mistrz. Wszak sam miał oczy zakryte skrawkiem płótna i zdawać się musiał na wyostrzony słuch. Reczywistość zaiste była jeno iluzoryczną, a wielu sorawach i rzeczach dopiero zaczynało się zdawać sobie sprawę gdy oczy zasłaniała mgła zaćmy. Od pozornie niesłyszalnych ludzkich oddechów, po wyobraźnie, potrafiącą wyolbrzymić odgłos skrzydeł wróbla do łopotu smoczych skrzydeł. A Milcarr w swojej ułomności potrafił dostrzec jedynie mały tego co mistrz. Jakież niezbadane tajemnice kryli zazdrośnie bogowie przed zmysłami śmiertelnych? Twego mógł się jedynie domyślać, ale wiedział, że gdzieś w tych sekretach, które można było czasem wyrwać z delikatnej tkaniny iluzji była zapisana tajemnica jego ślepoty, a także tego jak ją naprawić.
Piorun uderzył po raz kolejny, wyrywając Milcarra z zamyślenia.
Wyobraźnia podpowiadała zabójcy, że grom chyba trafił w przepełniony ustęp, bo strasznie coś tu śmierdziało, ale może to była utkana przez bogów iluzja...
Piorun uderzył po raz kolejny, wyrywając Milcarra z zamyślenia.
Wyobraźnia podpowiadała zabójcy, że grom chyba trafił w przepełniony ustęp, bo strasznie coś tu śmierdziało, ale może to była utkana przez bogów iluzja...
Ostatnio zmieniony 15 czerwca 2017, 14:58 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions: