PBF - Okna Duszy

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 13 czerwca 2017, 18:01

Południowa Dzielnica; 25 orakt-ran

Przebrany w zwyczajny skórzany kaftan i opadający na oczy czepiec, Eco przedostał się bez większego trudu do Południowej Dzielnicy. Służąc w straży miejskiej znał doskonale labirynt Chłopskiego Krocza, wiedział doskonale, w który zaułek wejść bez lęku, a który zdecydowanie omijać po zmroku. Na brukowanych ulicach Południowej Dzielnicy mężczyzna przyśpieszył kroku, z zazdrością łowiąc uchem odgłosy wydawane przez parzące się gdzieś na dachu koty. Noc objęła we władanie Ostrogar, chociaż na wyrastających na północy ogromnych murach Pałacu Katana lśniły nieprzeliczone pochodnie, konkurujące z powodzeniem z blaskiem gwiazd.

Ruch na ulicach zanikał wraz z coraz późniejszą porą, żyjące z handlu i usług drobne mieszczaństwo kładło się do spoczynku przed kolejnym pracowitym dniem. Eco wiedział, że żądni całonocnych uciech Ostrogarczycy gromadzili się teraz na Placu Karczemnym, w wibrujących śmiechem i muzyką ścianach rozlicznych karcz, tawern i jadłodajni.

Rozstanie ze zgrają futrzastych przyjaciół wprawiło gwardzistę w ponury nastrój i nawet perspektywa poswawolenia ze zmarłą elfką nie poprawiała Eco humoru. Kregen ewidentnie kopał pod nim dołki, ten tłusty skurczybyk! Ani chybi kradł sakiewki ofiarom zbrodni, a przed Fleituhem zwalał winę na Eco. Mężczyzna zamierzał odpłacić się towarzyszowi służby pięknym za nadobne, ale wpierw musiał obmyślić jakiś chytry plan.

Zza rogu ulicy dobiegały coraz głośniejsze dźwięki złorzeczeń, ciskanych z imponującym rozmachem przez jakąś rozwścieczoną niewiastę. Eco zastrzygł natychmiast uszami, uśmiechnął się w bardzo nieprzyjemny sposób. Łaska Sureliona w końcu na niego spłynęła: pod postacią awanturującej się po zmroku białogłowy, wręcz proszącej się o to, by ją sponiewierać w majestacie prawa.
Eco prawie już dotarł do "Amarysa". Panowie, poproszę o pomysł, gdzie cała Wasza grupa ma się spotkać razem? Raz jeszcze podpowiadam "Kufel Bajarza", bo nic lepszego nie przychodzi mi do głowy, ale to Wy decydujecie!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 13 czerwca 2017, 21:17

Kufel Bajarza jest w porządku jak najbardziej. Byleby nas tylko nie zaczepiał malauk gej z dwoma przyrodzeniami, tudzież centaur (sam jeden Tfam wie z czym)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 14 czerwca 2017, 21:24

"Kufel Bajarza"; 25 orakt-ran

- A po co myśmy tu właściwie przyszli? - spytał załamującym się głosem Ortin, który całą drogę do tawerny biadolił nad swym nieszczęsnym losem i malowniczo opisywał katusze, jakim miała go poddać rozsierdzona półolbrzymka.

- Ktoś zabił dzisiejszego wieczoru Borlona, mojego sąsiada - odpowiedział Milcarr stając przed uchylonymi drzwiami "Kufla". Z wnętrza przybytku dobiegał gwar licznych głosów i głośna śpiewka opiewająca wdzięki jakiejś sprzedajnej dziewki z Ger-warr-garu.

- W zadku mam twego sąsiada - odburknął Ortin - Mnie też mogą do rana zabić, we własnym domu. A ja jestem zacnym handlarzem, żadnym tam nicponiem z Krocza.

- Dobry to był mój znajomek i kiedyś mi pomógł w potrzebie - nożownik obejrzał się ponad ramieniem na kupca, zmarszczył groźnie czoło - A nadto za dobrze znam złote serce Patrishii. Jak nic przygarnie wdowę z dzieciakami pod nasz dach, wszystkich będę musiał żywić i odziewać. Nie, zabójca musi im wynagrodzić śmierć męża i ojca, jeśli chce żyć.

- Opowiesz w środku - wtrącił Otlaf, któremu wyraźnie przypadły do gustu pełne przekleństw słowa śpiewki - Nie stójmy na ulicy, bo nas jeszcze jakaś mewa obsra.
Drużyna dotarła do "Kufla" i weszła do środka. Po Eco nie ma śladu, za kontuarem kręcą się obaj właściciele, bo ruch w lokalu spory!

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt:

Post autor: czegoj » 15 czerwca 2017, 11:39

- Dobra poszukajmy miejsca i poczekajmy spokojnie na Eco. - Otlaf postanowił szybko zająć jakieś miejsca za nim nie będzie gdzie usiąść.
Strzelam wzrokiem za znajomkami i ewentualnie przyglądam się może jakaś ciekawa kobitka znajdzie się na dzisiejszy wieczór. Wszak Półork lubi miłe towarzystwo.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 15 czerwca 2017, 13:14

Milcarr ogarnął wnętrze dusznej karczmy, spowitej delikatną mgłą palonych fajek. W oczy od razu rzucała się niecodzienna ekipa rżnąca w kości. Nieczęsto można było uwidzieć, nawet w stolicy świata Ostrogarze, centaura, malauka i barczystego gnola turlajacych kości i bluzgających na siebie tak, jakby zaraz miało dojść do bitki.

- Jak cię zaraz wyłomotam w zad dwoma drągalami, to cię matka - chabeta stara nie pozna nicponiu! - wrzeszczał na centaura Malauk, czerwony ze złości, bo kość mu nie szła. Centaur odparsknął:

- Tym co w pludrach chowasz, to byś nawet komarowi nie dogodził parchu zaropiały, to jakbyś miał niby mojej rzyci sięgnąć! Nie z końską kuśką ci się równać kaleko!

- Pax kurwie syny! Gramy! Kości zostały rzucone! A pies was rżnął! - przekrzykiwał bezskutecznie kłócącą się dwójkę gnoll.

Nietypowe trio było jednak niejako elemntem niemal stale wpisanym w krajobraz Kufla Bajarza. Milcarr bywał tu, więc na szulerów nie zwrócił większej uwagi. Co innego za to ci, którzy przybywali tu pierwszy raz. Z reguły wytrzeszczali oczy jakby samego Katana ze świtą przywiało do karczmy. I takich właśnie, zaskoczonych nieszczęśników trójca z Kufla potrafiła oskubać do ostatniego srebrnika, a powiadało się, że niejeden to i bez pludrów i sandałów musiał wychodzić z tawerny przyrodzenie kryjąc w dłoniach.

Po wnętrzy kręciła się Fryghia, jedna z kelenerek, która jak powiadono, trudniła się też innym zajęciem, a mianowicie prała klientów z grubymi trzosami na ich życzenie. Ślepak nie gusotwał ani w hobbitkach, ani w perwertasach toteż plotki puszczał koło ucha. Fryghia rączo uwijała się przy stołach, z uwodzicielskim usmiechem zdzielając po pysku tych, którzy śmieli uszczypnąć ją w tyłek, lub prawiąc bałamutną uwagę.

- Tam możemy usiąść... - odezwał się króko, wskazując wolny stolik przy końcu sali: - Ciekaw jestem gdzie Eco, pewnikiem