PBF - Pierwsza Przygoda Reinhardta bez Reinhardta

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 19 kwietnia 2017, 23:48

Uspokajający głos kobiety zbliżał się szybko z oddali. Ślepiec zastrzygł uchem starając się wyłapać w jakim nastroju odbywa się powrót. Nie dane mu było dostrzec czy cała jest czy nie, czy sama czy też z kimś, z przyjacielem czy tez z wrogiem. Przeklinając swoje kalectwo wytężył słuch, tylko na niego mógł liczyć.

Szyki chrapliwy oddech, bez wątpienia dziewczyna. I jeszcze ten drugi bardziej głęboki i ciężki. Ranni? Chyba... - myśli przebiegły w głowie starcowi niczym strzała.

Na polanę na której pilnował koni i dobytku wtoczyła się z trudem dwójka jego towarzyszy. Dziewczyna sapała z trudem. Podtrzymywała rannego Burgę. Nie była jednak zwyczajna do noszenia zbroi, a tym bardziej do chodzenia w niej po lesie wlokąc na ramieniu mężczyznę. W dodatku sama była ranna i choć nic nie mówiła rana jej znów zaczęła krwawić. Z wysiłku zakręciło się jej w głowie i cała dwójka opadła do pozycji siedzącej, dysząc ciężko z wysiiłku.

- Dalej... nie dam rady.... Burga... - mówiła z trudem łapiąc oddech, czerowne jak wino jagody wykwitły jej na policzkach, włosy miała już dawno zlepione od potu.

[center]***[/center]

Zejście w dół było po całkiem nowej drabince jak stwierdził Siwy oceniając możliwości gdy tymczasem Eithart ostro zabierał się za kadzenie wnętrza dymem z ich dwóch prowizorycznych, choć grubych łuczyw. Kiedy dołączył do pochylonego nad dziurą Siwego, tamten dał mu szybkie znaki by ucichł. Dym zsuwał się w dół korytarza ciemnym całunem, nasłuchiwali.
Na dole zaś szepty zmieniły się ostrzejszą wymianę zdań.

Podniesionym atłasowym głosem ktoś rzucił nerwowo.
- Wypuść panie na nich pokraka! Prędko!

Odpowiedział mu straszy i bardziej gardłowy głos, którego tembr przeszywał do kości niczym północny wiatr.

- Jesteś głupcem! Masz popioły i mrzonki a miast królestw dym...

Odgłos spuszczanego łańcucha zagłuszył tupot ciężko stawianych koślawych nóg biegnących z trudem w wejścia przy którym nasłuchiwali obaj awanturnicy. Towarzyszył mu odgłos zatrzaskiwanej skrzyni i szybkiego pakowania.

- Bywaj zatem głupcze, ha.. haha... - chrapliwy głos uciął się w pół diabolicznego śmiechu.

- Panie? Panie!

[center]***[/center]
Tymczasm gdzieś w zupelnie innym miejscu grupa śmiałków dozbrojona w krasnoludzi oraz szykowala sie do pradawnego rytuału jaki miał zostać odprawiony na cmentarzysku.

Widząca czuła, że coś jest mocno nie tak. Przez cały wieczór rysowała kręgi i znaki lecz jej dar nie dawał jej tym razem spojrzeć w przyszłość. Jej myśli nieustannie biegły do Illma Te Ala, jedynego dla którego warto było chadzać po tym świecie z nagrobków, cieni i mrocznej przeszłości rzezi spod Gasty. Od kilkunastu minut jednak czuła, jakby coś w niej zadrżało a potem pękło. Łudził się że jeszcze że nie chodzi o jej lubego, jednak czuła że jest to jeno złuda, którą sam sobie wmawia. Jej Illma...
Wspomnienie jego imienia, spowodowało że zawirowało jej w głowie. Dar widzenia, płochy i niechętny tego dnia uaktywnił się naraz z całą właściwą sobie mocą.
Jej Illma Te Al... leżał teraz gdzieś w ruinach przeszyty bełtem wystrzelonej z przeklętej kuszy. Jego oczy były otwarte, puste, martwe.
Widząca zachwiała się opadając na kolana. Jej świat runął w jednej chwili. Nie słyszała, nie widziała, nie chroniła. Czas mijał w bezruchu. Odmierzany tylko przez długie krople łez, które spływały jej po policzkach.

- Widząca! Błagam odezwij się!

Krzyk powoli przywrócił ją do przytomności. To jej wierni, jej słudzy, potrzebowali jej teraz najbardziej, choć niemoc owładnęła całe jej ciało. Została jedynie pusta skorupa.

- Widząca, proszę! Nadchodzą. Katańscy, prawie setka! - przerażeni w głosie wołającego dźwięczało w uszach.

Elfka z trudem przełamał smutek mobilizując się do jednej prostej czynności, do pisania. Dla niej było za późno ale nie dla jej wiernych. Magiczne gęsie pióro zaczęło kreślić w powietrzu kolejne znaki:

Spiewający w Ciemności, gdzie jesteś? Pomóż! Nadchodzą...

Panowie Siwy i Eithart, jasna deklaracja gazujecie, czy na dół od razu?
Ostatnio zmieniony 20 kwietnia 2017, 07:27 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 20 kwietnia 2017, 09:08

Zchodze w dół i morduje.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 20 kwietnia 2017, 10:08

Nie było się już nad czym zastanawiać. Z zuga z jakim zdym szedł do wnętrza lochu oraz dochodzącej z dołu wymiany zdan łacno było wywnioskować, że z lochu drugie wyjście było i próba z dymem żądanego skutku nie przyniesie. Słychać też było, że ktoś basiora albo warga spuścił ze smyczy, choć może to i inne diabelstwo było na śmierć swego rozmówce skazując. Rozejrzał się szybko wokół szukając, czy gdzie nie widać jak dym uchodzi.

Nie trza było już czekać, jeno działać czym prędzej i zbrodzienia gonić. Skoczył za Siwym w mrok dobywając miecza i żałował, że ziół takich nie ma, co widzieć w ciemności pozwolą.
Jeśli widać, że dym skądś uchodzi (tzn z drugiego wyjścia, a nie ze szpary wentuylacyjnej), to kapłan przytrzyma Siwego. Zamkną właz i przyciśnisną czymś a zasadzą się na bandytę/ów przy drugim włazie.

Jak nie to Eithart wlezie za Siwym do lochu. Jesli tam bardzo ciemno to rozświetli miecz (chyba, że będzie to oślepiać gwardzistę, nie chcemy sobie wzajemnie przeszkadzać w walce). Jeśli jednak tlą się w korytarzu jakieś łuczywa to powinno być ok. Ewentualnie Siwy podzieli się zieleniną z kapłanem.

No i jest trzecia opcja: Siwy pogna korytarzem, a kapłan wejdzie drugim wejściem, jeśli takie widzi.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 20 kwietnia 2017, 23:24

Technicznie. Siwy schodzi na dół w za wiadomą potrzebą patrz post 152. Jak mówiłem drabinka wygląda na nową, bo i jest. Została specjanie przygotwana dla nieproszonych gości. Jeden ze szebelków jest podpiłowany. Testujemy zręczność przy schodzeniu. Wypada 46. Siwy szybuje w dół, nie jest wysoko nie będę liczył obrażeń, kilka stłuczeń to wszystko. Drugi schodzi kapłan, widzi co się stało omija szczebel i ostrożnie schodzi po następnych (test 72). Ma czas by się ustawić przed Siwym lub zrobić jakąś inną drobną czynność nim dolezie poczwara. Siwy się podnosi.
Korytarz jest może pół metra szerszy niż odległość pomiędzy barkami dorosłego mężczyzny, to tajne wyjście zamku a nie porządny krasnoludzki korytarz. Dlatego biada temu kto nie ma walki w trudnych warunkach. Właściwie cięcia czymkolwiek większym niż gladius będą utrudnione.Pchnięcia i broń jednoręczna lekka typu sztylet bez limitów. Uprzedzam że jak wpadniecie na pomysł że we dwóch walka to jeszcze dolicze walkę w tłoku.
Druga sprawa to ciemność, Siwy bez kar, kapłan zasady walki jak w półmorku (pochodnia na posadzce).

Nadciąga pokrak, lecimy z fabularką.
Zejście w dół było zamaskowane. Niewielki rozmiar korytarza oraz fakt sprytnego ukrycia dobitnie świadczyły, że nie była to zwykła piwniczka w sali biesiadnej a sekretne przejście. Zapewne ukryte było przy niegdysiejszym tronie w halli gdzie odbywały się uczty i biesiady wojaków z zamku. Tego typu przejścia cechował fakt, iż przeważnie ciągnęły się setkami metrów wychodząc pod murami zamku, za oblegające je oddziały.
Dym jakim kadził kapłan siłą rzeczy nie mógł być widoczny gdyż nawet jeszcze zapewne nie dotarł do drugiego wyjścia korytarza, ukrytego zapewne gdzieś w lesie.

Siwy sprawnie złapał się drabinki i szybko zaczął schodzić na dół. Gdy niemal docierał do połowy długości usłyszał nagły trzask pod butem. Gdyby nie miał tego całego majdanu zdążyłby się załapać, był pewien. Waga jednak pociągnęła go tym razem zbyt szybko w dół. Poczuł jak dziwnie śliska drabinka wyślizguje mu się z rąk a on sam z grzmotnięciem ląduje na kamiennej posadzce.

W może w dwa lub trzy uderzenia serca obok niego wylądował sprawnie kapłan Asteriusza rzucając wpierw na posadzkę łuczywo, które jako tako rozjaśniło ciasną przestrzeń wilgotnego korytarza. Siwy zaklął szpetnie, przeklinając zbite od uderzenia stare kości. Obaj nie stracili moresu. Szybki rzut na dalszą cześć korytarza utwierdził ich w przekonaniu, że jest tam jakiś rodzaj komnaty oświetlony delikatnym nie migającym światłem.
Korytarz był ciasny. Coś nim szło na dwóch nogach. Krok był nierówny i towarzyszyło mu metaliczne dzwonienie łańcuchów zwisających z dwóch przypiętych do nadgarstków obręczy. Same obręcze był pokryte brązowym nalotem przypominającym krew. Trudno było powiedzieć do jakiej rasy należała postać, była lekko pochylona ale masywna.

- Gorlamie... - jęknął młodziutki kapłan kiedy postać weszła w krąg oświetlony rzuconym przez niego łuczywem. Teraz i on dojrzał.

Fragmenty chłopskiego stroju przypominającego te widziane we wsi zwisały luźno jakby je kto paznokciami szarpał i rwał. Pod spodem resztek koszuli widniały zresztą ślady zadrapań. Masywna sylwetka rozcapierzyła brudne od zlepionej krwi paznokcie sięgając po pierwszego śmiałka. Istocie brakowało twarzy. Wyglądało jakby ktoś zdjął płat skóry i ciała wycinając w miarę równy kwadrat na twarzy. Puste oczodoły wypełnione teraz były brunatną, zaschniętą krwią. Tylko język, dziwnie ruchomy, nienaturalnie pragnący smaku, poruszał się w te i we wte trąc po pozbawionych warg zębach. Pokrak wyczuł jadło już dawno.

Oprócz lekko gryzącego oczy dymu w nozdrza wdarł się jeszcze jeden niesiony od strony oświetlonej komnaty na końcu korytarza, znany i nieprzyjemny zapach. Był to narastający zapach padliny.
Oba testy na strach (odp 2) zdane, zimna krew, działacie normalnie. Zaczynamy zwarcie, macie po ok 4 segmenty by coś zrobić nim TO dojdzie, Siwy jak mniemam wstaje. Deklaracje proszę.
Ps. Jak się podoba pokrak? :/uklon