PBF - W Mroku Oxanu

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 09 marca 2017, 17:22

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Ostrze przeszyło porowatą strukturę motompa. Wyrwa w kadłubie szybko się powiększała z każdym ruchem ramienia Ah-saa-braxa. Lekka szalupa zaczęła się wypełniać zielonkawymi wodami rzeki. Zagłębione w mętnej toni wiosło silnie pokonywało opór wody, nadając rozpędu. Łódź wyraźnie przyspieszyła i zmieniła kurs, najprawdopodobniej kierując się w stronę najbliższej przystani. Kobieta najwyraźniej nie zamierzała czekać i mścić się za śmierć swego towarzysza. W przeciągu zaledwie kilku chwil szalupa znalazła się do połowy swej głębokości pod wodą, a jednak rzeka zaczęła się wyraźnie wypłycać. Następna przystań była lewie dziesięć metrów od burty motompowej łódki...
Nim szalupa przebyła jednak choćby dwa metry, woda zalała doszczętnie jej wąską łupinę. Przerażona niewiasta szybko zaczęła płynąć do brzegu, zostawiając za sobą elegancko ozdobioną tubę, przeznaczoną do przechowywania drogocennych zwojów. Nigdzie nie było jednak widać uprawnionej, niedużej szkatuły, w której mógłby znajdować się artefakt.
Khem: rzut na Teorię Magii i Inteligencję = 29; wiesz, że można byłoby pomóc tym dzieciom, choć zajęłoby to bardzo dużo czasu. Trzeba byłoby wyleczyć dzieci Medycyną Ezoteryczną, co pozwoliłoby usunąć truciznę, a o ile dusze dzieci są przy ich ciałach, możnaby nakarmić następnie każde z dzieci Peyotlem, którego efekt jest podobny do zdolności OoBE - dzieci mogłyby wtedy powrócić do swoich ciał (tak jak na przykład robi to Mag Astralny). Jednakże, tak jak pisałam, zajęłoby to mnóstwo czasu - wyleczenie jednej z dziewczynek trwałoby przynajmniej 30 minut.

Stratis: Łódź jest zrobiona z motompa szkutniczego, wiec twój sztylet z łatwością przebije się przez kadłub i go rozetnie. Gdy to uczynisz, kobieta na łodzi wyraźnie weźmie kurs na najbliższą zatoczkę. W momencie, gdy łódź zakonie, masz już grunt pod nogami.
Ostatnio zmieniony 10 marca 2017, 22:00 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 11 marca 2017, 13:27

[center]Calli, Dom Bentaresh, 15 Pani Trzcin [/center]
- Wciąż można je uratować! - oznajmił w przypływie uduchowionej determinacji Khem, podnosząc się z klęczek i odstępując od zbadanej naprędce dziewczynki - Wszelako proces to bardzo żmudny i wymagający ogromnego skupienia. Nie zdołamy przywrócić im dusz teraz, ale też nie grozi im natychmiastowa śmierć z wyschnięcia wewnętrznych fluidów. Musimy jak najszybciej wykonać zadanie zlecone przez szlachetnego oroniego, a później wrócić tutaj w towarzystwie innych biegłych w swej sztuce uzdrowicieli. Stratisie? Gdzie podział się Stratis? I czcigodny Syn Słońca?

Czarnoskóry alchemik uświadomił sobie znienacka, że niektórzy ze szpiegów zniknęli w międzyczasie z posępnego lochu. Ogarnięty złym przeczuciem, Mibampes rzucił się czym prędzej w kierunku przejścia, którym najpewniej się udali, zatroskany nie tyle o zdrowie Ehecatlema, co podatnego na rozliczne zagrożenia artysty.
Zakładam, że w miarę szybko dotrę do podziemnej przystani. Czy z miejsca wejścia do tej lokacji będę widział tonącą łódkę i odpływającą w dal Bentaresh?
Od MG: Nie będziesz widział ani łódki, ani Bentaresh. Zobaczysz za to bardzo zdenerwowanego Syna Słońca, no i jakieś rzeczy najprawdopodobniej należące do muzyka.
Ostatnio zmieniony 11 marca 2017, 13:45 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 11 marca 2017, 14:42

[center]Calli, rzeka Ivit, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Bentaresh ruszyła wpław wykazując chyżość ruchów, zadziwiającą u tak szacownej damy. Ah-saa-brax nie poświęcił jej jednak uwagi. Łódź tonęła szybko, pogrążając się w ciemnej toni. Zanim jednakże wody Ivit skryły ją na zawsze, złodziej zdołał dosięgnąć leżącej na dnie, ozdobnej tuby na zwoje. Czym prędzej wpakował ją do torby, którą odebrał swej poprzedniej ofierze. Po czym, nie tracąc czasu ruszył wpław z powrotem.

Szczęście musiało się do niego uśmiechnąć tego poranka, gdyż najwyraźniej nikt z mieszkańców miasta nie zauważył zatonięcia łodzi. Mimo to płynął głownie pod wodą, wynurzając się tylko dla zaczerpnięcia oddechu. Trasa w górę rzeki okazała się cięższa niż przypuszczał. Silnu nurt znacznie spowalniał go, a przewieszona przez plecy torba ciążyła niemiłosiernie. Wkrótce ból ramion stał się nieodłącznym elementem każdego kolejnego ruchu. Złodziej zacisnął zęby starając się zignorować tę niedogodność. Czuł, że coraz trudniej jest mu utrzymać kontrolę nad oddechem. Ukryta przystań była jednak już blisko. I choć zdawało mu się, że te ostatnie kilka metrów nigdy się nie skończą, jego palce chwyciły wreszcie przegniłą drabinkę. Ostatnim wysiłkiem wspiął się na pomost i uklęknął, opierając się na rękach. Przez chwile był w stanie jedynie łapać oddech, obserwując bezmyślnie wodę kapiącą na deski. Czuł, jak drżą mu mięśnie. Dopiero po chwili dotarło do niego, że ktoś coś mówi:

- Gdzieś ty się podziewał!? Mam nadzieję, że masz dobre wytłumaczenie na swój obecny stan? - Syn Słońca stał nad nim, lustrując dokładnie strój Stratisa.

- Zabiłem... Kapłana... - wychrypiał Sa.

- Co?

Złodziej odchrząknął, splunął wodą i spróbował jeszcze raz.

- Zabiłem kapłana - tym razem wyszło lepiej i Syn Słońca zdołał dosłyszeć te słowa przez śpiewny szum rzeki.

- Jak to? Sam? - zapytał Ehecatlem, nie kryjąc zaskoczenia.

Sa skinął tylko głową. Jedną ręką zrzucił z pleców płócienną torbę. Upadła na deski z solidnym łupnięciem. Złodziej przesunął ją w stronę wojownika. Najwyraźniej nie miał nawet siły jej podnieść.

- Mam zwoje - powiedział. - I coś jeszcze... Skrzyni nie widziałem...

- A Bentaresh?

Stratis drżącą ręką odgarnął włosy z twarzy, zostawiając na skórze pasmo brązowo-zielonego szlamu, pochodzącego najpewniej z desek przystani. Potrząsnął głową.

- Uszła - odrzekł. - Nie miałem dużo czasu. Łódź szła na dno. Zwoje były ważniejsze.

- Cóż... co się stało, już nie wróci, jak mniemam - rzekł filozoficznie Paladyn. - Pozostaje nam w takim razie wrócić do pozostałych, może wymyślili jakiś sposób na pomoc dzieciom. A, i byłbym zapomniał - ubierz się proszę, nie chcemy, by wszyscy wiedzieli, na jakich instrumentach grasz najczęściej, prawda? - to mówiąc Ehecatlem puścił porozumiewawcze oko w stronę Xatatla.

- Ta, jasne... - mruknął złodziej, zbierając się z desek. Nadal nie czuł się najlepiej, ale przynajmniej był w stanie wstać. Przeszedł ku wejściu do piwnicy i usiadł, opierając się o ścianę.

- Dajcie mi tylko chwilę, Aru, muszę złapać oddech... Nurt w tej rzece jest cholernie wartki. Kiepsko się pływa z tymi klamotami...
Dla każdego kto w tym momencie jest na pomoście: Straris normalnie nosi na sobie zszarzałe, wytarte ponczo i znoszony turban. W tej chwili natomiast jest odziany w doskonale dopasowaną zbroję z węża morskiego. Za pasem ma dziesięć świetnie wyważonych noży do rzucania, ponadto przy boku czakram i długi sztylet. Cały ten sprzęt wygląda bardzo profesjonalnie i bynajmniej nie należy do najtańszych. Do każdego z obserwatorów dotrze, że być może artysta nie jest tak niewinny, jak się wydaje.

W każdym razie Sa odpocznie jakieś 5 minut i zarzuci na siebie ponownie łachy, które nosi zwykle.
Post napisany ze Zmarłym (kurcze, ależ to mrocznie brzmi!).
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 12 marca 2017, 00:56

[center]Calli, Przystań przy domu Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Bezsilność i frustracja narastały w wojowniku, który wpatrywał się w nurt Ivit... ale właściwie po co? Cóż chciał tam ujrzeć? On sam nie znał odpowiedzi na to pytanie.

- Czy myślisz, że Stratis nas... zdradził? - Xatatl ostrożnie zadał to pytanie, ważąc każde słowo na języku dwa razy.

- Nie jestem pewien, ale jeśli tak... to nawet Holis nie ustrzeże go przede mną! A ty jak...

Wypowiedź paladyna przerwał zbliżający się z oddali plusk wody. Czyżby? W jego umyśle zatliła iskierka nadziei.

Nowy wygląd muzyka odpowiedział na bardzo wiele pytań nie zadanych głośno przez Syna Słońca. Szczęśliwie dla siebie samego złodziej po swych rewelacjach upuścił płócienną torbę, co zdawało się potwierdzać jego słowa.
Ehecatlem podniósł torbę i podał bezgłośnie Xatatlowi, który od razu przejrzał pobieżnie zawartość, po czym zarzucił ją sobie na ramię.

A więc jednak nas nie zdradził... i do tego samodzielnie zdobył artefakty. Ciekawe tylko, co z Bentaresh. Trzeba będzie szybko zarządzić poszukiwania. Na szczęście artysta okazał się być bardziej uzdolniony, niż wszyscy myśleli. Obecne wieści uspokoiły wojownika. Pływak w istocie zasłużył na chwilę odpoczynku.

W tym momencie nadbiegł zaaferowany alchemik. Paladyn wiedział, iż lepiej będzie, jeśli ich czarnoskóry przyjaciel nie pozna prawdy o Stratisie, zatem szybkim krokiem skierował się do wejścia do lochu jednocześnie obejmując ramieniem Khema i prowadząc go z powrotem tak, by niczego nie dostrzegł na pomoście zasłaniając go własnym ciałem.

- Wracajmy przyjacielu. Xatatl i Stratis za chwilę do nas dołaczą. Czy udało się coś ustalić w kwestii dzieci?