PBF - Charleston by Night

Frater_Terry
Reactions:
Posty: 352
Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19

Post autor: Frater_Terry » 10 marca 2017, 13:42

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sanktuarium 12.08.1993, docieranie się Koterii

Terry wpatrywał się w Horacego z nieskrywanym zdziwieniem i nawet odrobiną oburzenia. Ze zdziwieniem, bo słowa Nosferatu ukłuły boleśnie, a nie spodziewał się ciosu z tej strony. Z oburzeniem bo pewne świętości zostały naruszone. Słowa starał się wymawiać powoli i bez żalu. Szybko jednak zrozumiał, że zbyt silne emocje zostały w nim wyzwolone by to się udało.

- Aż nie wiem co ci powiedzieć. Czy ty w ogóle słuchałeś co przed chwilą mówiłem? Właśnie dlatego, że łatwo nim manipulować doszło do tej konfrontacji. Paul do niej doprowadził, ale został tak samo użyty jak ja, Belshatzaar czy Darth Namtar. Impuls przyszedł z zewnątrz, dlatego pomysł Mrocznej Pani jest tak dobry. - bardziej wycedził, niż powiedział.

- Co do zaś kpienia z mojej straty w godzinę śmierci mojego nauczyciela... - zacisnął usta i mocno przemielił w nich słowa nim wypuścił je z siebie. - Jest to podłe a ty byłeś ostatnią osobą w tej koterii od której bym się tego spodziewał. Dlatego, że również masz kogoś kogo śmierć byś opłakiwał. Prawdziwie zabolały mnie twoje słowa. Nie zrobiłbym czegoś takiego nawet największemu wrogowi.

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 11 marca 2017, 22:38

Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, Sala Rytualna; 12.08.1993, tuż po zmierzchu

Lasombra słuchała uważnie wypowiedzi jej współtowarzyszy notując w pamięci wszystko co mówili. Zastanawiała się też co stało się z Darshanem... jego nagłe zniknięcia wprawiło ją w niemałe zakłopotanie. Nikt jednak specjalnie się tym nie przejął i to tez ją martwiło. Oczywiście, że zaraz po jego zniknięciu stało się wiele innych zajmujących rzeczy... ale w końcu był jednym z nich! Czyżby był to znak tego, jak im na sobie zależało?

- Słuchajcie - zaczęła - nie chodzi o to, żeby Namtara kontrolować... raczej rozumieć i nie dopuszczać do sytuacji, w których puszczają mu nerwy! Mieliśmy okazje go trochę poznać. Wiemy już o nim trochę, prawda? Działajmy tak by mógł skupić się na naszym bezpieczeństwie i ochronie co zdaje się go najbardziej relaksować. My gadamy, on stoi stylu i obserwuje. Jak ktoś próbuje do niego zagadać lub zmanipulować, musimy szybko przerwać kulturalnie ów konwersacje. Ufam, że znamy go już go dość dobrze i myślę, że jesteśmy w stanie rozsądnie wyjść z takiej sytuacji odwróceniem uwagi naszego przypuszczalnego rozmówcy od Assamity. Wiemy już, że nie został wybrany przez przypadek. Może to w nim co teraz w pewien sposób jest dla nas niekontrolowanym problemem, okaże się najlepsza bronią przeciw temu z czym mamy się zmierzyć. Szacunek, nie próba kontroli na siłę... To nam z nim nigdy nie wyjdzie!

- Po drugie, Horacy, właśnie rozmawiamy o wzmacnianiu więzi w koterii, próbie zawiązania chociaż cienia przyjaźni... co wydaje się wciąż dość trudne. Powiedz mi co na wszystkich bogów więc tobą kieruje żeby zwracać się tak do Terrego po tym co się właśnie wydarzyło! i to takim tonem? Czemu to ma służyć!? Jeżeli nawet masz takie przypuszczeni i chciałbyś je wyjaśnić... nie mógł byś chociaż użyć trochę mózgu i swojej empatii? Przepraszam ale nie wiem jak inaczej skomentować twoje zachowanie przed chwilą wobec Terrego... Właśnie o takich sytuacjach mówię... nie ufamy sobie wiec podrzucamy sobie na wzajem podejrzenia i zachowujemy się dwuznacznie zamiast stanowić jedność ! Nie wiem co się stało też z Darshanem. Jest częścią koterii jednak nikt jakoś nie przejął się jego nagłym zniknięciem. Zupełnie nie wiem co się z nim stało... bardzo mnie to martwi - powiedziała szczerze.

- Ten kamień, który otrzymał... był jego i tylko on miał odpowiednie predyspozycje by go używać. To był Dar dla Niego. Kolejna rzecz będąca kwestią szacunku w grupie. Myślę Horacy, że nie powinniśmy się tak przykolegowywać do rzeczy naszego współ-kompana prawda? Nie wiemy czy do nas nie wróci za chwilę... nie wiemy co się stało. Jak by się poczuł gdyby zobaczył swój prezent w twojej kieszeni?

- Nie ukrywam nic związanego z obrazem i grupą zwaną Kruki. Jeśli chcesz badaj sobie go do woli. Trochę zmartwiło mnie to po prostu, może nie słusznie. Chodzi o nasze bezpieczeństwo. Wiem również, że nasze stosunki z Goratrixem to stąpanie po cienkim lodzie... mam jednak nadzieje, że ryzyko jakie podejmujemy nam się opłaci. Musimy być jednak bardzo uważni...

- Nie wiem czy ja mam coś do ukrycia, co ktoś mógłby wykorzystać, żeby podkopać wasze zaufanie do mnie... Wiecie, że zabito mi ojca i mentora, że zrobił to sabat ale prawdopodobnie camarilla przymknęła na to oczy... Również ktoś, kogo bardzo kiedyś kochałam jest teraz w sabacie... jednak jego decyzje i wybory oddaliły moje serce i myśli od niego... Mam nadzieje, że nie spotkamy go na ziemiach sabatu. Jeśli zaś tak i zauważycie, że mój umysł staje się słaby i emocje przejmują kontrolę, pozbierajcie mnie proszę z powrotem jak przyjaciele i pomóżcie przetrwać konfrontacje... to jedyne co może mi się chyba przydarzyć na naszej misji. O niczym innym świadomie nie wiem... I jeżeli cokolwiek innego się wydarzy, będzie to dla mnie równo zaskakujące jak dla was.

Lasombra zakończyła swoją wypowiedź wyraźnie pogrążając się w myślach i wspomnieniach. Lekko nieobecnym wzrokiem omiotła sanktuarium wypatrując w swoim umyśle duchów przeszłości...
Ostatnio zmieniony 13 marca 2017, 23:00 przez Zin-Carla, łącznie zmieniany 1 raz.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 14 marca 2017, 15:21

Charleston WV, gdzieś na ulicy; 12.08.1993, po zmierzchu

Charleston podnosiło się z popiołów, z szybkością i determinacją, która mogłaby zadziwić wszystkich, którzy go nie znali. Jego wielkie, mechaniczne serce poczynało tętnić ponownie, błyskając światłem latarni, grzmiąc rytmem ruchu ulicznego, szepcząc w krokach przechodniów. Wiatr rozwiał zapach krwi i popiołu. Uprzątnięto szkło i spalone wraki samochodów. Budynki, które jeszcze wczoraj przypominały procesję wynędzniałych rozbitków, kuląc się pod naporem rewolucji i szczerząc zęby potrzaskanych okien -stały teraz prosto, rozjarzone światłem i wypełnione muzyką rozmów. Ciemność krwawiła w nielicznych zaułkach bramach, wypędzona z głównych ulic miasta. Skulona niczym żebraczka obserwowała samotny cień, polujący na tych, którzy sądzili, że udało im się przetrwać najgorsze...

Tym razem nie zabijał. Nie musiał. Zemsta, której dokonał na Belshatzzarze uciszyła głód. Wracając do domu wybrał jedną z nielicznych uliczek, w której latarnie nie paliły się jeszcze. Szedł spokojnie, pogwizdując. Obliczając w myślach, że ma jeszcze ponad pół godziny wolnego. Właściwie czuł się dziwnie lekko. Jakby te wszystkie rzeczy: upadki mitycznych miast, ukryte pod ziemią korytarze, spiski Starszych i ich kłamstwa nie miały znaczenia. Czuł obecność nocy, okrywającej miasto niczym wielki całun. Z tej perspektywy gwiazdy wydawały się tak bardzo odległe... Jakby nigdy nie miały znaczenia... Jakby nigdy nie istniały naprawdę...

Czy istnieje gdzieś wyjście z labiryntu tego szalonego i samotnego snu...? Miejsce, gdzie umierają gwiazdy...

[center]Obrazek[/center]
Niespodzianie w głowie Namtara odezwał się znajomy głos, przerywając rozmyślania Łowcy:

- Witaj Aqrab, mam dla ciebie dobre wieści. Barakhaqimu fik!* Obecnie znajduje się w 'Ushshu Al'aqrabi** i razem z silsila Dahirem ustalamy plan działania na najbliższe noce. Członkowie twego bloodline'u zostali poinformowani o tym co dzieje się w Zachodniej Wirginii. Klan liczy na ciebie i modli się o twe zwycięstwo. Nie trać więc wiary. Bracia z twierdzy w Nowym Yorku są pod wrażeniem i radują się z każdej przelanej kropli krwi Niewiernych.

- Cieszę się, że to słyszę Silsila. Dobrze wiedzieć, że jesteś tak blisko. Wiele się wydarzyło, od czasu, gdy rozmawialiśmy wczoraj...

Otworzył umysł, pozwalając by informacje z ostatnich kilkunastu godzin przepłynęły pomiędzy nim a Akramahem. Ponownie ujrzał twarz Tariqa i Goratrixa, Usłyszał swój głos, gdy zawierał umowę z Terrym. Napiął lekko mięśnie, gdy przed oczyma jego ducha jeszcze raz rozegrała się rozmowa z Belshatzzarem. I uśmiechnął się lekko, gdy wspomnienie jego śmierci pozwoliło mu ponownie się rozluźnić. Silsila milczał przez dłuższą chwilę, analizując to, co ujrzał. Wreszcie przemówił za pomocą myśli:

- Mektub. Zemsta w tym przypadku jest równie istotna jak wypełnienie kontraktu dla tak poważanego klienta. Haqim 'alam.*** - rzekł z namysłem. - Po rozmowie z silsila Dahirem i rafiq Vizareshem doszliśmy do wniosku, że jest ona w tej chwili najwyższym priorytetem. Ahraman Yela'an Paul!**** Odnajdź tego psa i zgładź go. Spij jego krew i pożryj jego duszę! Niech Niewierni wiedzą, co spotyka tych, którzy nie szanują świętości naszego Domu.

- Ma sza' Haqim!***** - Morderca wyszczerzył zęby, nie dbając o to, iż każdy kto zobaczyłby go teraz, na tej samotnej, ciemnej uliczne, wziąłby go z pewnością za niebezpiecznego szaleńca. I zapewne, nie pomyliłby się wiele... - Silsila Akramah anta 'adudii, ła anta nasiirii, bika adżuulu ła bika asuulu, ła bika uqaatil!****** Nie wiem tylko, co powiedzą Kuffrowie. Oni kochają komplikować najprostsze sprawy.

- Nie martw się. Członkowie koterii nie sprzeciwią się, gdyż bez ciebie nie przeżyją - odpowiedział szybko Silsila. - W naszej ocenie pójdą za tobą. Poinformuj ich, że nie mają prawa mieszać się w tą sprawę, nawet aktywnie pomagając. To kwestia honoru.

- Afham, raa'irh******* - uśmiech Mordercy stał się jeszcze szerszy.

- Jai'yed.******** Mam zresztą informację, która dla nich także będzie cenna - kontynuował Wezyr. - Dotyczy polityki, którą Niewierni tak lubią. Mamy niepotwierdzone wieści, że Democritus zaprosił do Charleston najbardziej wpływowych Amirów z otaczających ziem. Mam tu na myśli...

W głowie Namtara pojawiły się obrazy przedstawiające kolejne postacie, wraz z informacjami dotyczącymi ich imion i piastowanych godności.

- Na tą chwilę nic więcej nie wiem, ale powinieneś mieć rękę na pulsie. Jeżeli to prawda, będziesz mógł zebrać dane o powstaniu potężnej koterii na szczycie Camarilli. Dahir i ja podejrzewamy, iż w ten sposób Democritus zamierza utrzymać kontrolę nad regionem. Wspólna polityka tak ważnych Amirów oraz obecność Critiasa na pewno odbije swe piętno w szeregach Camarilli. Pozwoli im umocnić się. Miej to na uwadze.

- Labbaika wa sadaika.*********- Morderca skinął głową - Silsila, ten robak, Belshatzzar wypluł z siebie dużo jadu, nim zginął. Powiedział mi, że ktoś zmanipulował ciebie, byś mnie tutaj wysłał... I że ten ktoś może władać Ciemnością, która jest we mnie. Wiem, że Niewierni łżą jak psy i nie ma sensu ufać ich słowom. Jak ktoś miałby zmanipulować ciebie, który wypełniasz wolę Haqima? Chciałem jednak wiedzieć, co mam myśleć, by te kłamstwa nie splamiły mej duszy...

- Nie przejmuj się majaczeniami Niewiernych - uspokoił go Akramah. - W obliczu zagłady jedyne co im zostaje to puste słowa, w których na próżno szukać prawdy. Spojrzałem w gwiazdy i ujrzałem w nich twoje przeznaczenie. To wola Haqima skierowała twe stopy na te ziemie, a nie sztuczki bękartów Khayina. Dopóki zachowasz wiarę, nic nie będzie w stanie cię zranić. Zważ na me słowa, gdyż w gwiazdach zapisane były również próby twego oddania i czystości, której wojownik powinien strzec w swym sercu. Mektub!

- Shukran jaziilan, Silsila. Twoje słowa są zawsze pełne mądrości. Dżazaka'haqimu chajran.********** Wiedziałem, że ten kundel próbuje mnie osłabić... Niech będzie zapomniany na wieki! Zastanawiam się jeszcze, co z ciemnością skrytą pod tą ziemią? Te czarne drzwi... Mogą być kluczem, a to co leży za nimi... Jeśli naprawdę jest tym samym, co mrok w mojej krwi, być może mogłoby nakarmić me cienie, abym stał się silniejszy. Nie wiem. Nie sądzisz, że powinienem tam zejść?

- Masz moją zgodę, ale najpierw musisz wypełnić Kontrakt - przypomniał Silsila. - Oczywiście może zdarzyć się, że on sam cię tam pokieruje. W wielu sytuacjach będziesz musiał zdecydować, tak mówią gwiazdy. Prowadzi cię wiara, skupienie i koncentracja. Mektub. Gwiazdy wiedzą tylko o tym, co pod niebem. To co leży pod miastem jest skryte przed ich spojrzeniem. Wszelako powiedziane jest, że jeżeli ci się uda, wzmocnisz klan na tych ziemiach.

Namtar milczał przez chwilę zastanawiając, się, czy powinien zadać kolejne pytanie. W końcu jednak przełamał się. Zresz