PBF - Pierwsza Przygoda Reinhardta bez Reinhardta

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 21 lutego 2017, 15:26

EIthart zeskoczył z konia i przywiązał lejce do drewnianego słupka. Rad był, iż to co zdawało się w pierwszym odczuciu walką, okazało się jeno dwóch psin krotochwilą. No chyba, że zawiedziona nieroztrzygniętym wynikiem zakładu gawiedź weźmie się za łby aby dociec, kto komu katanki winien.

Podróżnik chciał czym prędzej zasiąść do wieczerzy, toteż zajął się rozkulbaczaniem wierzchowca co by mógł odetchnąć. Skinął na młodego parobka, rzucając mu monetę:

- Z łaski swojej daj koniu owsu i wody.

Dopiero gdy skończył z koniem i odmówił wieczorną modlitwę wszedł między ludzi.
Eithart siądzie sobie gdzieś pod okapem między podróżnymi. Nie będzie ukrywał gorlamickiego symbolu.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 21 lutego 2017, 15:47

Półork wszedł pod dach kryjąc się przed nasilającymi się strugami deszczu. Westchnął na myśl o jutrzejszym marszu. Trakty rozmiękną zmieniając się w papkowatą breję, którą rozjeżdżą wozy oraz podepczą konie. Trzeba będzie przez to brnąć i liczyć, że buty nie przemokną.
Z zasępioną miną rozejrzał się za kusznikiem. Tamten był zajęty rannym owczarkiem. Ruszył w jego stronę i oparł się o ścianę czekając czy nie będzie mógł służyć pomocą. A w międzyczasie rozejrzał się po chatynce przyglądając się podróżnym.
Burga przygląda się karczmie i przyjezdnym.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 21 lutego 2017, 23:45

Trudno było powiedzieć czym była owa budowla wcześniej. Jedna połowa ściany została wyburzona, jakby od jednego silnego uderzenia. Które co dziwo musiało nastąpić od wnętrza albowiem kamienie z owego wyłomu leżały teraz porozrzucane luźno przed wejściem. Dziura stanowiła wejście. Drzwi i okna już dawno zostały zabite deskami, zapewne przez wędrowców jeszcze z zimy albo i wcześniejszych. Dach był wykoślawiony nieco choć nadal dawał oporę przed narastającym deszczem. Przez dziury w poszyciu strzechy sączyły się z wolna krople deszczu. Kapały miarowo i nieustannie, pośród pomruków wiatru i szumu naginanych wierchów drzew w około. Pozostała część budynku nie miała się wcale dużo lepiej. Na stemplach podpierających dach wycięte były różne frazy i sentencje. Zapewne poczynione ręką poprzednich podróżnych. Choć niektóre nijak nie nadawały się do rozczytania to wciąż było kilka, które...*

Na środku jednej wielkiej pustej izby było coś na kształt kamiennego paleniska i z całej budowli chyba jedno ono trzymało się ono dobrze. Opanowały go dwa krasnoludy i aż dziw brało jak szybko i sprawnie poradziły sobie z rozpaleniem i sporym metalowym kotłem który sprawnie zawiesili nad ogniem. Nie wiele był przyjemniejszych obrazów, jeśli o fach idzie, jak przyglądanie się krasnoludzkiej pracy. A Zwłaszcza jak Synowie Góry** robili w kamieniu bądź przy piecach. Pracowali bez słów, jakby się w myślach rozumieli a i ruchów zbędnych przy tej robocie nie uświadczysz. Chwila moment i palenisko, poprawione zaledwie kilkoma sprawnie wybranymi kamieniami, buchnęło ogniem. W chwilę krótszą niż modlitwa do Katana, przyjemne ciepło rozeszło się po całym wnętrzu rozpadającej się budowli, która bądź co bądź to dawała jednak osłonę przeciwko niegodziwościom pogody.

[center]Obrazek[/center]

Na uboczu trzymali się cyrkowcy. Ludzie. Dwóch sztukmistrzów zaopatrzonych w liczne skórzane pasy z nożami i pstrokate stroje. Wraz z nimi dwie panny, z których jedna była metysem jako i Burga. Co z przyjemnością zauważył półrok. Nie trzeba było tęgiej głowy by po zachowaniu jak i ubiorze dziewek zaraz stwierdzić, że obie utrzymywały się z najstarszego zawodu świata.

Przy ciamkaniu błota i błysku pioruna z zewnątrz na raz przy Eitharcie pojawił się pachołek, co z cyrkowcami trzymał. Stanął nieporadnie i do cna przemoczony zimnym wiosennym deszczem. Włosy lepiły mu się do czoła więc je jednym ruchem ręki odgarnął i rzekł:

- Panie... koń oporządzony... - powiedział i zamilkł. Stał tak przez chwilę, jakby pochwały oczekując. Lekkie drgawki zziębnięcia zatrzęsły chwilę małym ciałem. Kapłan zastanowił się ile mógł mieć lat i szybko uznał, że nie więcej jak trzynaście.

W tym czasie jeden z nożowników podszedł do ognia by i swój kociołek ze strawą przystawić. Szybko dogadał się z brodatym ochroniarzem z długim drapakiem do grzebania w ogniu. Drugi zaś z krasnoludów wyłożywszy z pakunków jeszcze puste miski, wziął jedną i z spod krzaczastych brwi spojrzał na ślepca.

- Ej wy tam... ślepcze. A może opowiecie nam jaką ciekawą historię? - zapytał i zastukał drewnianą łyżką w miskę, znak dając tym sposobem jaka się mu może nagroda trafić za zgrabną opowieść.
?*Czekamy na Asadę, choć znając moje szczęście może już nie wrócić daję mu czas do czwartku jak się nie odezwie to, przestanie to być mini przygoda dla Reinharda. Szanujmy się.
Zapomniałem, bo już blisko 10 lat nie prowadziłem w fantasy, zawsze daję punkty ekstra za fajny opis postaci w fabularce na wprowadzeniu. Właśnie sobie przypomniałem o tej regule i przypomniałem sobie też dlaczego tak robię... Mój boże, ktoś powiedział, że to jest jak z jazdą na rowerze tego się nie zapomina i miał rację. 8art?

* Może ktoś coś odczyta? Inwencja w zakresie własnym :P
** Chodzi o Gotam-Gora w tym przypadku.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
mastug
Reactions:
Posty: 1708
Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
Has thanked: 22 times
Been thanked: 15 times

Post autor: mastug » 22 lutego 2017, 03:39

Starzec siedział blisko ognia grzejąc dłonie. Nic nie mogło ucieszyć go bardziej niż propozycja pełnej miski. Ukłonił się więc dając tym samym znak, że przyjmuje wyzwanie.

- Ciepła strawa za historię? Miła to propozycja dla staryka, który już tylko historie opowiadać może.

Przez dłuższą chwilę drapał po siwej brodzie szukając w pamięci wydarzeń na tyle ciekawych by je opowiedzieć, po czym zaczął mówić.

- Działo się to pół wieku temu gdy jeszcze rządził Katan Oriogar Han. Czasy to były niespokojne. Krążyły pogłoski o nadchodzącym wielkim najeździe pająków z północny. Cywilizowane krainy nękane były przez dzikie bestie z gór i lasów, a czerwoni piraci napadali na katańskie konwoje ze niespotykaną dotąd zaciekłością. Imperium trzeszczało w szwach do tego stopnia, że całe oddziały katańskich orków buntowały się i dezerterowały.

Starzec zamilkł na chwilę, dając słuchaczom chwilę na przerwanie mu opowieści czy to słowami krytyki czy pytaniami.

- Służyłem wtedy w randze dziesiętnika oddziału lekkiej piechoty w Orwin-Garze. Jak w większości miast na Orkusie Małym także i tam oprócz katańskich wojsk do obrony utrzymywano także najemną armie. Pewnego dnia mój oddział dostał zadanie dalekiego patrolu w głąb mrocznej puszczy Lant-Lakoth. Szukaliśmy dezerterów i polowaliśmy na bestie. Gęsty prastary las oferował wiele niebezpieczeństw takich jak węże, jadowite pająki czy pijawki. Było nas stu ale gdyby było nas nawet tysiąc nie czulibyśmy się tam bezpiecznie. Ta prastara puszcza skrywa bowiem tajemnice nie przeznaczone dla ludzkich oczu..

Ślepiec na chwilę zawahał się czy opowiadać dalej.
Ostatnio zmieniony 22 lutego 2017, 13:15 przez mastug, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
mastug
Reactions:
Posty: 1708
Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
Has thanked: 22 times
Been thanked: 15 times

Post autor: mastug » 23 lutego 2017, 00:59

- Słońce chyliło się ku horyzontowi - zaczął niepewnie , jakby obawiał się tego co miał sobie przypomnieć - stary las, długie cienie drzew i czerwień słońca sprawiały że zwyczajne rzeczy wydawały się niezwykłe i odmienne. A może była to magia tego miejsca , sam już nie wiem.

- Weszliśmy wtedy w gęstwinę i oddział mocno się rozproszył. Moi ludzie szli za mną a dałem nakaz co by się nie oddalali