Trudno było powiedzieć czym była owa budowla wcześniej. Jedna połowa ściany została wyburzona, jakby od jednego silnego uderzenia. Które co dziwo musiało nastąpić od wnętrza albowiem kamienie z owego wyłomu leżały teraz porozrzucane luźno przed wejściem. Dziura stanowiła wejście. Drzwi i okna już dawno zostały zabite deskami, zapewne przez wędrowców jeszcze z zimy albo i wcześniejszych. Dach był wykoślawiony nieco choć nadal dawał oporę przed narastającym deszczem. Przez dziury w poszyciu strzechy sączyły się z wolna krople deszczu. Kapały miarowo i nieustannie, pośród pomruków wiatru i szumu naginanych wierchów drzew w około. Pozostała część budynku nie miała się wcale dużo lepiej. Na stemplach podpierających dach wycięte były różne frazy i sentencje. Zapewne poczynione ręką poprzednich podróżnych. Choć niektóre nijak nie nadawały się do rozczytania to wciąż było kilka, które...*
Na środku jednej wielkiej pustej izby było coś na kształt kamiennego paleniska i z całej budowli chyba jedno ono trzymało się ono dobrze. Opanowały go dwa krasnoludy i aż dziw brało jak szybko i sprawnie poradziły sobie z rozpaleniem i sporym metalowym kotłem który sprawnie zawiesili nad ogniem. Nie wiele był przyjemniejszych obrazów, jeśli o fach idzie, jak przyglądanie się krasnoludzkiej pracy. A Zwłaszcza jak
Synowie Góry** robili w kamieniu bądź przy piecach. Pracowali bez słów, jakby się w myślach rozumieli a i ruchów zbędnych przy tej robocie nie uświadczysz. Chwila moment i palenisko, poprawione zaledwie kilkoma sprawnie wybranymi kamieniami, buchnęło ogniem. W chwilę krótszą niż modlitwa do Katana, przyjemne ciepło rozeszło się po całym wnętrzu rozpadającej się budowli, która bądź co bądź to dawała jednak osłonę przeciwko niegodziwościom pogody.
[center]

[/center]
Na uboczu trzymali się cyrkowcy. Ludzie. Dwóch sztukmistrzów zaopatrzonych w liczne skórzane pasy z nożami i pstrokate stroje. Wraz z nimi dwie panny, z których jedna była metysem jako i Burga. Co z przyjemnością zauważył półrok. Nie trzeba było tęgiej głowy by po zachowaniu jak i ubiorze dziewek zaraz stwierdzić, że obie utrzymywały się z najstarszego zawodu świata.
Przy ciamkaniu błota i błysku pioruna z zewnątrz na raz przy Eitharcie pojawił się pachołek, co z cyrkowcami trzymał. Stanął nieporadnie i do cna przemoczony zimnym wiosennym deszczem. Włosy lepiły mu się do czoła więc je jednym ruchem ręki odgarnął i rzekł:
- Panie... koń oporządzony... - powiedział i zamilkł. Stał tak przez chwilę, jakby pochwały oczekując. Lekkie drgawki zziębnięcia zatrzęsły chwilę małym ciałem. Kapłan zastanowił się ile mógł mieć lat i szybko uznał, że nie więcej jak trzynaście.
W tym czasie jeden z nożowników podszedł do ognia by i swój kociołek ze strawą przystawić. Szybko dogadał się z brodatym ochroniarzem z długim drapakiem do grzebania w ogniu. Drugi zaś z krasnoludów wyłożywszy z pakunków jeszcze puste miski, wziął jedną i z spod krzaczastych brwi spojrzał na ślepca.
- Ej wy tam... ślepcze. A może opowiecie nam jaką ciekawą historię? - zapytał i zastukał drewnianą łyżką w miskę, znak dając tym sposobem jaka się mu może nagroda trafić za zgrabną opowieść.
?*Czekamy na Asadę, choć znając moje szczęście może już nie wrócić daję mu czas do czwartku jak się nie odezwie to, przestanie to być mini przygoda dla Reinharda. Szanujmy się.
Zapomniałem, bo już blisko 10 lat nie prowadziłem w fantasy, zawsze daję punkty ekstra za fajny opis postaci w fabularce na wprowadzeniu. Właśnie sobie przypomniałem o tej regule i przypomniałem sobie też dlaczego tak robię... Mój boże, ktoś powiedział, że to jest jak z jazdą na rowerze tego się nie zapomina i miał rację. 8art?
* Może ktoś coś odczyta? Inwencja w zakresie własnym
** Chodzi o Gotam-Gora w tym przypadku.