E40 kilometr przed Cottbusem
- To od strony drabiny w wąwozie... - stwierdził Yuran. Nie znał żadnego zwierzęcia, które wydawałoby takie dźwięki. Nawet baby jak się z nimi legło sapały innaczej, a już napewno nie kołatały, chyba że stolik się jakiś chybotał i garnki tłukły. Tylko jedna myśl przychodziła na myśl olbrzymowi. I ta myśl napawała Yurana ogromnym strachem, bowiem ziiszczały się najstraszniejsze koronapańskie przepowiednie:
- To musi być Real Madryt... - wypowiedział powoli, czyniąc dłońmi znak Koronapana: - Legendarna zagłada Koronapnu, Behemot i Apokalipsa, pogromca Ekstraklasy. Koniec jest blisko...
Ale jeśli koniec był blisko, to Yuran chciał chociaż zobaczyć bestię z piekła rodem. Czmychnął w stronę wąwozu, aby skryć się w pobliżu i zooczyć potwora.
PBF - Czarny Świt
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
E40 kilometr przed Cottbusem
Śpiący dotąd osadnicy pozrywali się z posłań trąc kciukami oczy i macając wokół siebie w poszukiwaniu trzymanej na podorędziu broni. Zdenerwowani wartownicy nawet nie musieli ich budzić, bo narastający w głębi puszczy hałas zrobił się na tyle głośny, że bez trudu obudziłby nawet zmarłego. Spłoszeni ludzie zderzali się ze sobą w półmroku księżycowej nocy, ktoś kogoś obalił do dołka po palenisku, ktoś inny zdeptał Oksanie stopę wyrywając z ust opanowanej na co dzień Skandki zduszony potok soczystych przekleństw.
- To od strony tego przeklętego wąwozu! - wyrzucił przywierający do pnia brzozy Gerard - Pewnie znowu wrony, ale teraz takie ogromne, piekielne, zrodzone z Pneumy samego Demiurga!
Niosący się po lesie hałas nadciągnął od północnej strony autostrady, zmienił w pewnej chwili natężenie dźwięków, uległ chwilowemu zniekształceniu przybierając bardziej głuchego tonu, co wszystkim zjeżyło włosy na głowach. Rytmiczny łoskot i stukot nie ustawały, podobnie jak sapanie, które musiało płynąć z prawdziwie monstrualnych płuc.
- Jest pod mostem! - krzyknęła Oksana - Przesuwa się pod mostem!
- Cicho bądź, bo nas usłyszy! - wrzasnął wciśnięty w kępę leszczyny Bruni - Gdzie jest Yuran?!
- Nie ma go! Pobiegł na most! - w głosie Telibora zadźwięczała niczym nieskażona zgroza - Coś mamrotał o końcu świata, ani chybi trwoga mu rozum odjęła!
Oksana śmignęła zwinnie obok sędziego, wyskoczyła poza linię drzew gnając skrajem autostrady ku odległemu o kilkaset metrów mostowi.
- Ona też oszalała! - wrzasnął Telibor - Nikodemus, łapać ją czy niech ją to zeżre?!
Śpiący dotąd osadnicy pozrywali się z posłań trąc kciukami oczy i macając wokół siebie w poszukiwaniu trzymanej na podorędziu broni. Zdenerwowani wartownicy nawet nie musieli ich budzić, bo narastający w głębi puszczy hałas zrobił się na tyle głośny, że bez trudu obudziłby nawet zmarłego. Spłoszeni ludzie zderzali się ze sobą w półmroku księżycowej nocy, ktoś kogoś obalił do dołka po palenisku, ktoś inny zdeptał Oksanie stopę wyrywając z ust opanowanej na co dzień Skandki zduszony potok soczystych przekleństw.
- To od strony tego przeklętego wąwozu! - wyrzucił przywierający do pnia brzozy Gerard - Pewnie znowu wrony, ale teraz takie ogromne, piekielne, zrodzone z Pneumy samego Demiurga!
Niosący się po lesie hałas nadciągnął od północnej strony autostrady, zmienił w pewnej chwili natężenie dźwięków, uległ chwilowemu zniekształceniu przybierając bardziej głuchego tonu, co wszystkim zjeżyło włosy na głowach. Rytmiczny łoskot i stukot nie ustawały, podobnie jak sapanie, które musiało płynąć z prawdziwie monstrualnych płuc.
- Jest pod mostem! - krzyknęła Oksana - Przesuwa się pod mostem!
- Cicho bądź, bo nas usłyszy! - wrzasnął wciśnięty w kępę leszczyny Bruni - Gdzie jest Yuran?!
- Nie ma go! Pobiegł na most! - w głosie Telibora zadźwięczała niczym nieskażona zgroza - Coś mamrotał o końcu świata, ani chybi trwoga mu rozum odjęła!
Oksana śmignęła zwinnie obok sędziego, wyskoczyła poza linię drzew gnając skrajem autostrady ku odległemu o kilkaset metrów mostowi.
- Ona też oszalała! - wrzasnął Telibor - Nikodemus, łapać ją czy niech ją to zeżre?!
Yuran i Oksana opuścili biegiem obóz zmierzając w stronę mostu. Co robi reszta ekipy?
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Dołączam się do sędziego! Muszę zobaczyć ten pomiot Demiurga!
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
E40 kilometr przed Cottbusem
Oblany potem Gerard omal się nie przewrócił kilka razy o wystające z ziemi korzenie, gnając na złamanie karku za trójką niebywale odważnych towarzyszy. Straszny łoskot zmienił w międzyczasie ponownie swe brzmienie, stracił na krótkotrwałym głuchym tonie, kiedy jego źródło najpewniej przyczaiło się pod mostem. Dźwięk przesuwał się szybko w kierunku południa, nadal pozostając gdzieś w wąwozie i sukcesywnie się oddalając.
Wskakując na pierwsze przęsło mostu młody anabaptysta padł przezornie na kolana, osłonił rękami twarz spoglądając przed siebie poprzez rozsunięte palce. Lęk ścisnął mu gardło żelaznymi cęgami na widok masywnego ciemnego kształtu sunącego w dal po metalowych prowadnicach, rzygającego kłębami białawego dymu, który szybko rozchodził się w powietrzu pozostawiając po sobie jedynie metaliczny odór.
- To nie zwierzę! - Nikodemus musiał krzyknąć, by jego głos przebił się ponad rytmicznym hałasem - To maszyna!
Hayte potrząsnął niepewnie głową, wyobraźnia podsuwała mu bowiem wyobrażenie długiego metalicznego węża, który wypełzł z czeluści piekieł i buchał kłębami diabelskich waporów w drodze po dnie wąwozu. Twór oddalał się coraz szybciej, być może przyśpieszając po przedostaniu się pod mostem. Kanciaste zarysy ostatniego członu obiektu - Gerard nie wiedział już zupełnie jak powinien to coś nazywać - zaczęły znikać w ciemności nocy.
I wtedy Stwórca objawił się młodemu anabaptyście dając mu namacalny dowód swego istnienia, podnosząc na duchu i krzepiąc świetlistym blaskiem. Ponad ciemnym cielskiem metalicznego czegoś wystrzelił snop potężnego w swym natężeniu światła, sięgnął w ciemność nocy opromieniając ją w nieziemski sposób. Smuga światła przesunęła się po czarnej linii puszczy, liznęła na ułamek chwili betonowy most i przywierające do niego ludzkie sylwetki, oślepiając zaskoczonych Koronapańczyków.
Ledwie mgnienie oka później boski blask zgasł oddając pola ciemności nocy, a ciemny ruchliwy kształt oddalił się dość daleko, by osadnicy nie mogli go już dostrzec. W powietrzu niósł się jeszcze słabnący hałas, z każdą chwilą mniej wyrazisty.
- Panie, wróć i oświeć mnie ponownie swą chwałą! - zakrzyknął trący oczy Gerard. Podnosząc się z klęczek anabaptysta prawie spadł z krawędzi przęsła, w ostatniej chwili pochwycony za kark przez czujną Oksanę.
- Co to było za światło?! - od strony wjazdu na most dobiegł strwożony okrzyk Telibora.
- Reflektor! Elektryczny reflektor! - odpowiedziała bez cienia wahania Skandka, a brzmienie jej głosu pozwalało mniemać, że kobieta wciąż pozostawała pod wrażeniem niezwykłego spotkania - To był szynowy samojezdnik, prawdziwy szynowy samojezdnik! Nie myślałam, że kiedykolwiek taki zobaczę, a jednak! Że też Piotr tego nie mógł zobaczyć!
- To stąd ten dziwny zapach w powietrzu! - Bayer Werk uwolnił się w końcu z uścisku rąk Bruniego i Dirka, wpadł na most wymachując szaleńczo rękami. Wstrząśnięty spotkaniem z rzekomą bestią Yuran odniósł w pierwszej chwili wrażenie, że Borkanin rzuci się przed siebie z krawędzi przęsła, więc czym prędzej ucapił mechanika osadzając go żelaznym chwytem w miejscu.
- Odór parującej wody! To z bojlera! Wiem, co to było, to samojezdnik na wodę! Ktoś mi kiedyś o takich konstrukcjach opowiadał, nawet patykiem narysował na piasku
Oblany potem Gerard omal się nie przewrócił kilka razy o wystające z ziemi korzenie, gnając na złamanie karku za trójką niebywale odważnych towarzyszy. Straszny łoskot zmienił w międzyczasie ponownie swe brzmienie, stracił na krótkotrwałym głuchym tonie, kiedy jego źródło najpewniej przyczaiło się pod mostem. Dźwięk przesuwał się szybko w kierunku południa, nadal pozostając gdzieś w wąwozie i sukcesywnie się oddalając.
Wskakując na pierwsze przęsło mostu młody anabaptysta padł przezornie na kolana, osłonił rękami twarz spoglądając przed siebie poprzez rozsunięte palce. Lęk ścisnął mu gardło żelaznymi cęgami na widok masywnego ciemnego kształtu sunącego w dal po metalowych prowadnicach, rzygającego kłębami białawego dymu, który szybko rozchodził się w powietrzu pozostawiając po sobie jedynie metaliczny odór.
- To nie zwierzę! - Nikodemus musiał krzyknąć, by jego głos przebił się ponad rytmicznym hałasem - To maszyna!
Hayte potrząsnął niepewnie głową, wyobraźnia podsuwała mu bowiem wyobrażenie długiego metalicznego węża, który wypełzł z czeluści piekieł i buchał kłębami diabelskich waporów w drodze po dnie wąwozu. Twór oddalał się coraz szybciej, być może przyśpieszając po przedostaniu się pod mostem. Kanciaste zarysy ostatniego członu obiektu - Gerard nie wiedział już zupełnie jak powinien to coś nazywać - zaczęły znikać w ciemności nocy.
I wtedy Stwórca objawił się młodemu anabaptyście dając mu namacalny dowód swego istnienia, podnosząc na duchu i krzepiąc świetlistym blaskiem. Ponad ciemnym cielskiem metalicznego czegoś wystrzelił snop potężnego w swym natężeniu światła, sięgnął w ciemność nocy opromieniając ją w nieziemski sposób. Smuga światła przesunęła się po czarnej linii puszczy, liznęła na ułamek chwili betonowy most i przywierające do niego ludzkie sylwetki, oślepiając zaskoczonych Koronapańczyków.
Ledwie mgnienie oka później boski blask zgasł oddając pola ciemności nocy, a ciemny ruchliwy kształt oddalił się dość daleko, by osadnicy nie mogli go już dostrzec. W powietrzu niósł się jeszcze słabnący hałas, z każdą chwilą mniej wyrazisty.
- Panie, wróć i oświeć mnie ponownie swą chwałą! - zakrzyknął trący oczy Gerard. Podnosząc się z klęczek anabaptysta prawie spadł z krawędzi przęsła, w ostatniej chwili pochwycony za kark przez czujną Oksanę.
- Co to było za światło?! - od strony wjazdu na most dobiegł strwożony okrzyk Telibora.
- Reflektor! Elektryczny reflektor! - odpowiedziała bez cienia wahania Skandka, a brzmienie jej głosu pozwalało mniemać, że kobieta wciąż pozostawała pod wrażeniem niezwykłego spotkania - To był szynowy samojezdnik, prawdziwy szynowy samojezdnik! Nie myślałam, że kiedykolwiek taki zobaczę, a jednak! Że też Piotr tego nie mógł zobaczyć!
- To stąd ten dziwny zapach w powietrzu! - Bayer Werk uwolnił się w końcu z uścisku rąk Bruniego i Dirka, wpadł na most wymachując szaleńczo rękami. Wstrząśnięty spotkaniem z rzekomą bestią Yuran odniósł w pierwszej chwili wrażenie, że Borkanin rzuci się przed siebie z krawędzi przęsła, więc czym prędzej ucapił mechanika osadzając go żelaznym chwytem w miejscu.
- Odór parującej wody! To z bojlera! Wiem, co to było, to samojezdnik na wodę! Ktoś mi kiedyś o takich konstrukcjach opowiadał, nawet patykiem narysował na piasku