Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 12.08.1993, tuż po zmierzchu
Terry opadł na kolana pod ścianą, która przed chwilą przestawiła mu parę kości. Podpierając się jedną ręką, drugą próbował rozmasować wciąż bolącą od uścisku Mordercy krtań. Kiedy się odezwał, jego głos wciąż był zachrypnięty, a słowa potęgowały ból.
- Darth Namtarze, nie okłamałem cię. Oto Belshatzzar, tak jak powiedziałem - martwy. Zapłacił najwyższą cenę za swoje grzechy. - odchrząknął głośno i boleśnie. - Za to teraz może nam pomóc. Ma wiedzę na temat tego którego szukamy. Ma wiedzę na temat Czarnego Obłędu, który czai się w twoich żyłach, zasiany tam przez naszego przeciwnika. Był w laboratorium, może powiedzieć kogo jeszcze tam widział. Możemy użyć tej wiedzy.
Musiał odchrząknąć ponownie. Przeklęty psychopata prawie zmiażdżył mu krtań. Nie wstając z miejsca obserwował taniec Łowcy wokół swego mentora.
PBF - Charleston by Night
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 12.08.1993, tuż po zmierzchu
Bernard ze stoickim spokojem wysłuchał Horacego, równocześnie analizując słowa Terrego w kontekście wybuchu Namtara. Z równie stocikim spokojem odpowiedział Nosferatu:
- Jesteś w ogromnym błędzie Horacy. Klan Łowców ogłośił oficjalnie zemstę na każdym kto był zamieszany w sprawy z labolatorium i zabije każdego bez względu na okolicznosci. Malkaviana nie chroni immunitet Kontraktu Artahasisa. Życie Terrego wisi na włosku.
Przejmował się tym, że w ogóle doszło do spięcia. Rozumiał honor Assamity. Morderca nie miał wyjścia. On i Malkavian zostali po mistrzowsku wplątani w konflikt. Bardzo źle świadczyło to o koterii. Nie byli skupieni wystarczająco na swoim zadaniu i pozwolili zmanipulować się tym, którzy źle im życzyli. Dla BJ'a było oczywistym, iż to prawnukowie Kaina poprzez powiązane przez siebie sługi doprowadzili do śmiertelnie niebezpiecznej sytuacji jakiej przyglądał się właśnie. Byłoby naiwnym sądzić, że jedynie Belshatzzar chodził na smyczy Przedpotopowców. Każdy był na takiej smyczy, dłuższej lub krótszej w taki czy inny sposób i grał w Jyhadzie jako pionek. I tylko fakt, że wróg trwał w torporze sprawiało, że koteria jeszcze chodziła po tym świecie. Ale próbowano torpedować działania koterii jak tylko się dało i zabijać na inne sposoby.
Cicho westchnął ubolewając, że członkowie koterii nie ufają sobie, choć powinni, gdyż tak zalecił im Red Wsidom. Oceniał, że z dużą dozą prawdopodobieństwa podejrzenia padną w pewnym momencie i na niego:
Wróg wykorzysta fakt, że stoję za ostateczną śmiercią Williama Harvey'a, a może, że jestem z linii krwi Gitmalu? Przy najbliższej okazji będę musiał uciąć jakiekolwiek spekulacje. A także przemówić do rozsądku koterii, by nie pozwolili się manipulować tak bardzo i wzięli do serc rady Czerwonego Mędrca.... -zanotował w pamięci.
Wtedy objawiła się manifestacja Belshatzzara, członka pierwszej koterii Króla. Bernard z ogromnym zainteresowaniem obserwował zjawę zapominając na chwilę o całęj dramatycznej grozie sytuacji:
To ektoplazma czy coś innego? Och sporo bym dał aby móc to zbadać... To musi być upiór... - Duch wprowadzał w nowy czynnik do zaistniałej sytuacji, co skrzętnie odnotował Wellington, po czym szepnął cicho:
- Fascynujące...
Bernard ze stoickim spokojem wysłuchał Horacego, równocześnie analizując słowa Terrego w kontekście wybuchu Namtara. Z równie stocikim spokojem odpowiedział Nosferatu:
- Jesteś w ogromnym błędzie Horacy. Klan Łowców ogłośił oficjalnie zemstę na każdym kto był zamieszany w sprawy z labolatorium i zabije każdego bez względu na okolicznosci. Malkaviana nie chroni immunitet Kontraktu Artahasisa. Życie Terrego wisi na włosku.
Przejmował się tym, że w ogóle doszło do spięcia. Rozumiał honor Assamity. Morderca nie miał wyjścia. On i Malkavian zostali po mistrzowsku wplątani w konflikt. Bardzo źle świadczyło to o koterii. Nie byli skupieni wystarczająco na swoim zadaniu i pozwolili zmanipulować się tym, którzy źle im życzyli. Dla BJ'a było oczywistym, iż to prawnukowie Kaina poprzez powiązane przez siebie sługi doprowadzili do śmiertelnie niebezpiecznej sytuacji jakiej przyglądał się właśnie. Byłoby naiwnym sądzić, że jedynie Belshatzzar chodził na smyczy Przedpotopowców. Każdy był na takiej smyczy, dłuższej lub krótszej w taki czy inny sposób i grał w Jyhadzie jako pionek. I tylko fakt, że wróg trwał w torporze sprawiało, że koteria jeszcze chodziła po tym świecie. Ale próbowano torpedować działania koterii jak tylko się dało i zabijać na inne sposoby.
Cicho westchnął ubolewając, że członkowie koterii nie ufają sobie, choć powinni, gdyż tak zalecił im Red Wsidom. Oceniał, że z dużą dozą prawdopodobieństwa podejrzenia padną w pewnym momencie i na niego:
Wróg wykorzysta fakt, że stoję za ostateczną śmiercią Williama Harvey'a, a może, że jestem z linii krwi Gitmalu? Przy najbliższej okazji będę musiał uciąć jakiekolwiek spekulacje. A także przemówić do rozsądku koterii, by nie pozwolili się manipulować tak bardzo i wzięli do serc rady Czerwonego Mędrca.... -zanotował w pamięci.
Wtedy objawiła się manifestacja Belshatzzara, członka pierwszej koterii Króla. Bernard z ogromnym zainteresowaniem obserwował zjawę zapominając na chwilę o całęj dramatycznej grozie sytuacji:
To ektoplazma czy coś innego? Och sporo bym dał aby móc to zbadać... To musi być upiór... - Duch wprowadzał w nowy czynnik do zaistniałej sytuacji, co skrzętnie odnotował Wellington, po czym szepnął cicho:
- Fascynujące...
Ostatnio zmieniony 18 lutego 2017, 23:34 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 12.08.1993, tuż po zmierzchu
Horacy przyjął spokojną uwagę Brujaha.
- To niedobrze, a wręcz bardzo źle... - powiedział Horacy do Bernarda półszeptem i przyglądał się rozwojowi wypadków. Nosferatu postanowił zostawić tą kwestię do rozegrania Namtarowi. Uznał, że była to sprawa mocno osobista, a w tego typu kwestiach każdemu należało zostawić nieco swobody i przestrzeni. Zwłaszcza, jeśli dotyczy ona urazy względem zawodowego zabójcy, psychopaty i diabolisty w jednym...
Wyglądało na to, że jednak Terry postanowił zrobić przedgrę.
"...Zapłacił najwyższą cenę za swoje grzechy."
A jednak... nie wygląda na zmartwionego i knuje dalej swoje gry mimo śmierci. Albo czyjeś inne. Pulu chłopie miałeś mniej farta. Autokanibalizm nie jest dobrym pomysłem. Muszę zapamiętać. Boże, znowu sobie przypomniałem jak głodny jestem...
"...Ma wiedzę na temat Czarnego Obłędu..."
- Mam, nadzieję że nie pociągnie nas w jego odmęty jak Tremera, tylko sobie szczerze pogadamy. - powiedział półgębkiem do Bernarda. Z kieszeni wyjął kamień i trzymał w swobodnie puszczonej ręce tak, by duch mógł zobaczyć to świecidełko.
Horacy przyjął spokojną uwagę Brujaha.
- To niedobrze, a wręcz bardzo źle... - powiedział Horacy do Bernarda półszeptem i przyglądał się rozwojowi wypadków. Nosferatu postanowił zostawić tą kwestię do rozegrania Namtarowi. Uznał, że była to sprawa mocno osobista, a w tego typu kwestiach każdemu należało zostawić nieco swobody i przestrzeni. Zwłaszcza, jeśli dotyczy ona urazy względem zawodowego zabójcy, psychopaty i diabolisty w jednym...
Wyglądało na to, że jednak Terry postanowił zrobić przedgrę.
"...Zapłacił najwyższą cenę za swoje grzechy."
A jednak... nie wygląda na zmartwionego i knuje dalej swoje gry mimo śmierci. Albo czyjeś inne. Pulu chłopie miałeś mniej farta. Autokanibalizm nie jest dobrym pomysłem. Muszę zapamiętać. Boże, znowu sobie przypomniałem jak głodny jestem...
"...Ma wiedzę na temat Czarnego Obłędu..."
- Mam, nadzieję że nie pociągnie nas w jego odmęty jak Tremera, tylko sobie szczerze pogadamy. - powiedział półgębkiem do Bernarda. Z kieszeni wyjął kamień i trzymał w swobodnie puszczonej ręce tak, by duch mógł zobaczyć to świecidełko.
Ostatnio zmieniony 19 lutego 2017, 14:10 przez Suriel, łącznie zmieniany 1 raz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
lightstorm
- Reactions:
- Posty: 882
- Rejestracja: 25 października 2014, 09:40
Charleston WV 1017 Edgewood Tuckwiller House, 12.08.1993, tuż po zmierzchu
- Kalb haqeer* - warknął Łowca, okrążając powoli zjawę ze sztyletem w dłoni. - Myślisz, że udało ci się ujść przed naszą zemstą? Szkoda, że nie żyjesz, Ibin maabol! Yekhrib betak!** Miałem wobec ciebie wiele planów. Wciąż jednak mogę odesłać cię w Mrok!
- A więc taki los przygotowali dla mnie Bogowie? To czeka mnie, gdy sprzeciwię się woli która mnie pęta? - zapytała jedna z twarzy upiora.
- Zanim me ostrze rozedrze twą duszę, powiedz mi, kto jeszcze brał w tym udział? - syknął Namtar, okrążając postać widma, niczym gotujący się do skoku tygrys.
- Wymień tych, których znasz, a podam tych których pominąłeś - odpowiedziało ponuro drugie oblicze.
- Darklake, Ganil, Wolfan... Karlenz "Pielęgniarz"... Jakiś trzech gości z ochrony, nie znam ich imion. Nie pytałem, rozrywając im gardła... Później Asphodel i córka Darkleka Lacria... Posłaliśmy w ciemność wszystkie jej bękarty...
- Nie wymieniłeś Paula... - wyszeptała zjawa.
- Nie wiedzieliśmy o nim.
- Zgodę na eksperymenty wydał Brethilorn, który nigdy tam osobiście się nie zjawił - oznajmiło prawe oblicze Belshatzzara - Reszta nie stąpa już po ziemi.
- Ty jesteś szczególny, dlatego nic nie pamiętasz - odpowiedziała twarz po lewej. - Nie znając przeszłości nie znamy siebie. Tkwisz w szponach szaleństwa i tylko więzy krwi pozwalają ci istnieć. Amir nie wie, że został zmanipulowany.
- Toz!*** - warknął Morderca, zaciskając mocniej dłoń na rękojeści khanjar. - Nie wierzę w twe łgarstwa! Mój Mistrz wypełnia wolę Klanu. Kłamstwo, które wypluwasz z siebie nie jest w stanie go splamić! Bedak Tentak?**** Gdybyś żył wydarłbym ci twój plugawy język... A jeśli o mnie chodzi, nie musisz się martwić. Panuję nad Ciemnością w mych żyłach. Ona daje mi siłę... - wyszczerzył zęby w jednym ze swych firmowych uśmiechów psychopaty - Dobra, dość tego pieprzenia. Kim jest ten kundel, Brethilorn?
- Tak ci się wydaje, ale doskonale wiemy co się dzieje, gdy nie zabijesz - szepnęło lewe oblicze upiora. - Gdy piach przesypie się w klepsydrze, głód powraca i żadna krew nie jest w stanie ugasić twego pragnienia. Więc kto tu jest panem, a kto niewolnikiem? Czas jest twoim wrogiem. Czarny Obłęd oślepił cię, cieniu...
- Jesteś dla mnie przezroczysty i moc Tiamat nie pozwoli ci ukryć się przed mym wzrokiem - odezwała się druga z twarzy. - Moje oczy widzą w najgłębszym mroku. Wy nigdy nie doceniacie swoich wrogów, a potem liżecie rany przez następne setki lat pielęgnując jedyną rzecz jaką wam pozostawił stwórca - zemstę.
- Jeżeli się mylę, to co tutaj robisz? Dlaczego wysłano Shadowslayer'a, a nie typowego ochroniarza, który zna swój fach? - zapytało lewe oblicze. - Dlaczego to jest twoja pierwsza misja w tej roli? Nigdy wcześniej nie musiałeś przebywać i rozmawiać z innymi dziećmi Kaina. Dlaczego wysłali socjopatę, który nie zna zwyczajów Zachodu?
- Jesteś tutaj potrzebny i ktoś ma dla ciebie specjalną rolę na szachownicy - zaśmiała się druga z twarzy widma - Krew musi zostać przelania, nieprawdaż? Tylko tego chcesz, tylko tego pragniesz... Krwi.
Morderca milczał przez chwilę, najwyraźniej tocząc jakąś wewnętrzną walkę. Jego wargi rozchyliły się, ukazując morderczą biel kłów. Zaciśnięte na sztylecie palce pobielały, nie opuścił jednak broni. W końcu potrząsnął grzywą czarnych włosów i warknął:
- Twoje słowa są trucizną. Telhas ma tina'a!***** Udław się nimi! Wiem komu służę. Ścieżka daje oparcie w Prawdzie, którego nie znasz... Być może dla takich jak ty Ciemność jest klątwą, ale mi pozwoliła narodzić się. I stała się siłą, która pochłonie wasze iskry... Stworzyliście coś, czego nie jesteście w stanie kontrolować - roześmiał się w sposób, który trudno byłoby nazwać ludzkim. - In'a'al mayteen ehlak!****** Nie uda ci się mnie zwieść, psie. Tfoo ala wishak!******* Kryjesz się za słowami, bawisz się nimi...Lecz ja nie jestem słaby jak jeden z Kuffr. Znam Prawdę. Myślisz, że rozleję krew? Nie. Spiję każdą kroplę z dusz mych wrogów! I tego powinniście się lękać... A teraz skończ mnie zwodzić, bassas i mów: Kim jest Brethilorn? Muszę wiedzieć.
- Co dla innych jest trucizną, dla ciebie jest pokarmem - szepnęło lewe oblicze. - Spijaj ją z żądła skorpiona i głoś im, że są w błędzie. Rób tak jak ci nakazano i nie łam przysiąg. Trwaj na swej Ścieżce nie bacząc na wszystko. Bądź świadectwem Jyhadu, budzącym trwogę w sercach Starszych.
- Bądź mordercą marionetek, zabójcą niepotrzebnych pacynek. Strachem w ich martwych i pustych sercach. Tyle ci jest pisane. Każdy ma swoje miejsce, twój ruch - Stary Malkavian kontynuował.
- Przecież to wiesz - odparła prawa twarz widma. - Widziałeś już to imię. Wypisane czerwienią.
- Tak - szepnął Assamita, jakby dopiero teraz połączył pewne fakty. Przez chwilę milczał, a później roześmiał się w sposób, w którym szaleństwo mieszało się z triumfalnym warkotem bestii. - Tak, widziałem. Mektub.
- Powiedz mi jeszcze, czy Terry wiedział wcześniej o tym? - zapytał po chwili, powracając do swego śmiercionośnego rytmu, z którym okrążał rozmówcę, szukając najlepszej okazji do ataku. - I czy okłamał mnie, tak jak ty kłamiesz, kundlu?
- Terry powiedział ci wszystko co wiem i jak chyba rozumiesz, nie ma z tą sprawą nic wspólnego. - powiedziało jedno oblicze ducha.
- Z żalem patrzę na nasz los, nad którym obydwaj nie mamy kontroli. Jesteś tylko ostrzem w rękach Bogów - zaszeleściło drugie ze smutkiem.
- Kefaya!******** Ani te słowa, ani łzy, ni światło, które kryjesz w dłoni nie pomogą ci teraz - syknął Morderca. - Assam Alaykom!********
- Nie myliłem się. Pragniesz mnie zniszczyć. Mój czas już przeminął - załkało lewe oblicze.
- A więc Goniec bije Wieżę - odrzekła spokojnie druga z twarzy, spoglądając na wzniesione ostrze.
- Kalb haqeer* - warknął Łowca, okrążając powoli zjawę ze sztyletem w dłoni. - Myślisz, że udało ci się ujść przed naszą zemstą? Szkoda, że nie żyjesz, Ibin maabol! Yekhrib betak!** Miałem wobec ciebie wiele planów. Wciąż jednak mogę odesłać cię w Mrok!
- A więc taki los przygotowali dla mnie Bogowie? To czeka mnie, gdy sprzeciwię się woli która mnie pęta? - zapytała jedna z twarzy upiora.
- Zanim me ostrze rozedrze twą duszę, powiedz mi, kto jeszcze brał w tym udział? - syknął Namtar, okrążając postać widma, niczym gotujący się do skoku tygrys.
- Wymień tych, których znasz, a podam tych których pominąłeś - odpowiedziało ponuro drugie oblicze.
- Darklake, Ganil, Wolfan... Karlenz "Pielęgniarz"... Jakiś trzech gości z ochrony, nie znam ich imion. Nie pytałem, rozrywając im gardła... Później Asphodel i córka Darkleka Lacria... Posłaliśmy w ciemność wszystkie jej bękarty...
- Nie wymieniłeś Paula... - wyszeptała zjawa.
- Nie wiedzieliśmy o nim.
- Zgodę na eksperymenty wydał Brethilorn, który nigdy tam osobiście się nie zjawił - oznajmiło prawe oblicze Belshatzzara - Reszta nie stąpa już po ziemi.
- Ty jesteś szczególny, dlatego nic nie pamiętasz - odpowiedziała twarz po lewej. - Nie znając przeszłości nie znamy siebie. Tkwisz w szponach szaleństwa i tylko więzy krwi pozwalają ci istnieć. Amir nie wie, że został zmanipulowany.
- Toz!*** - warknął Morderca, zaciskając mocniej dłoń na rękojeści khanjar. - Nie wierzę w twe łgarstwa! Mój Mistrz wypełnia wolę Klanu. Kłamstwo, które wypluwasz z siebie nie jest w stanie go splamić! Bedak Tentak?**** Gdybyś żył wydarłbym ci twój plugawy język... A jeśli o mnie chodzi, nie musisz się martwić. Panuję nad Ciemnością w mych żyłach. Ona daje mi siłę... - wyszczerzył zęby w jednym ze swych firmowych uśmiechów psychopaty - Dobra, dość tego pieprzenia. Kim jest ten kundel, Brethilorn?
- Tak ci się wydaje, ale doskonale wiemy co się dzieje, gdy nie zabijesz - szepnęło lewe oblicze upiora. - Gdy piach przesypie się w klepsydrze, głód powraca i żadna krew nie jest w stanie ugasić twego pragnienia. Więc kto tu jest panem, a kto niewolnikiem? Czas jest twoim wrogiem. Czarny Obłęd oślepił cię, cieniu...
- Jesteś dla mnie przezroczysty i moc Tiamat nie pozwoli ci ukryć się przed mym wzrokiem - odezwała się druga z twarzy. - Moje oczy widzą w najgłębszym mroku. Wy nigdy nie doceniacie swoich wrogów, a potem liżecie rany przez następne setki lat pielęgnując jedyną rzecz jaką wam pozostawił stwórca - zemstę.
- Jeżeli się mylę, to co tutaj robisz? Dlaczego wysłano Shadowslayer'a, a nie typowego ochroniarza, który zna swój fach? - zapytało lewe oblicze. - Dlaczego to jest twoja pierwsza misja w tej roli? Nigdy wcześniej nie musiałeś przebywać i rozmawiać z innymi dziećmi Kaina. Dlaczego wysłali socjopatę, który nie zna zwyczajów Zachodu?
- Jesteś tutaj potrzebny i ktoś ma dla ciebie specjalną rolę na szachownicy - zaśmiała się druga z twarzy widma - Krew musi zostać przelania, nieprawdaż? Tylko tego chcesz, tylko tego pragniesz... Krwi.
Morderca milczał przez chwilę, najwyraźniej tocząc jakąś wewnętrzną walkę. Jego wargi rozchyliły się, ukazując morderczą biel kłów. Zaciśnięte na sztylecie palce pobielały, nie opuścił jednak broni. W końcu potrząsnął grzywą czarnych włosów i warknął:
- Twoje słowa są trucizną. Telhas ma tina'a!***** Udław się nimi! Wiem komu służę. Ścieżka daje oparcie w Prawdzie, którego nie znasz... Być może dla takich jak ty Ciemność jest klątwą, ale mi pozwoliła narodzić się. I stała się siłą, która pochłonie wasze iskry... Stworzyliście coś, czego nie jesteście w stanie kontrolować - roześmiał się w sposób, który trudno byłoby nazwać ludzkim. - In'a'al mayteen ehlak!****** Nie uda ci się mnie zwieść, psie. Tfoo ala wishak!******* Kryjesz się za słowami, bawisz się nimi...Lecz ja nie jestem słaby jak jeden z Kuffr. Znam Prawdę. Myślisz, że rozleję krew? Nie. Spiję każdą kroplę z dusz mych wrogów! I tego powinniście się lękać... A teraz skończ mnie zwodzić, bassas i mów: Kim jest Brethilorn? Muszę wiedzieć.
- Co dla innych jest trucizną, dla ciebie jest pokarmem - szepnęło lewe oblicze. - Spijaj ją z żądła skorpiona i głoś im, że są w błędzie. Rób tak jak ci nakazano i nie łam przysiąg. Trwaj na swej Ścieżce nie bacząc na wszystko. Bądź świadectwem Jyhadu, budzącym trwogę w sercach Starszych.
- Bądź mordercą marionetek, zabójcą niepotrzebnych pacynek. Strachem w ich martwych i pustych sercach. Tyle ci jest pisane. Każdy ma swoje miejsce, twój ruch - Stary Malkavian kontynuował.
- Przecież to wiesz - odparła prawa twarz widma. - Widziałeś już to imię. Wypisane czerwienią.
- Tak - szepnął Assamita, jakby dopiero teraz połączył pewne fakty. Przez chwilę milczał, a później roześmiał się w sposób, w którym szaleństwo mieszało się z triumfalnym warkotem bestii. - Tak, widziałem. Mektub.
- Powiedz mi jeszcze, czy Terry wiedział wcześniej o tym? - zapytał po chwili, powracając do swego śmiercionośnego rytmu, z którym okrążał rozmówcę, szukając najlepszej okazji do ataku. - I czy okłamał mnie, tak jak ty kłamiesz, kundlu?
- Terry powiedział ci wszystko co wiem i jak chyba rozumiesz, nie ma z tą sprawą nic wspólnego. - powiedziało jedno oblicze ducha.
- Z żalem patrzę na nasz los, nad którym obydwaj nie mamy kontroli. Jesteś tylko ostrzem w rękach Bogów - zaszeleściło drugie ze smutkiem.
- Kefaya!******** Ani te słowa, ani łzy, ni światło, które kryjesz w dłoni nie pomogą ci teraz - syknął Morderca. - Assam Alaykom!********
- Nie myliłem się. Pragniesz mnie zniszczyć. Mój czas już przeminął - załkało lewe oblicze.
- A więc Goniec bije Wieżę - odrzekła spokojnie druga z twarzy, spoglądając na wzniesione ostrze.
Nie trzeba wybitnej empatii, by zauważyć, że wasz ochroniarz, zachowuje się jak psychopata, któremu właśnie ostro odbiło i z trudnością utrzymuje się na krawędzi normalności. Obserwując go, macie wrażenie, że znajdujecie się w pomieszczeniu z dziką bestią. Budzi to w Was dreszcze.
Jeżeli ktoś będzie chciał wejść w interakcję z Namtarem, będzie to wymagało testu Odwagi na ST:8 Wymagane 3 sukcesy. Efekt utrzymuje się do końca sceny.
Jeżeli ktoś będzie chciał wejść w interakcję z Namtarem, będzie to wymagało testu Odwagi na ST:8 Wymagane 3 sukcesy. Efekt utrzymuje się do końca sceny.