PBF - Czarny Świt

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 15 stycznia 2017, 20:38

Sędzia wstanie, zgarnie z ziemi kamień, i ze słowami "Gówniana robota, Zenobiusz nie ma racji, w tym lesie nie rosną ogórki..." rzuci kamieniem w stronę, z której dochodzą podejrzane dźwięki. Mam nadzieję, że choć zmęczeni całodzienną wędrówką, przyzwyczajeni do spania w łóżkach ludzie, w lesie śpią wystarczająco czujnie, by zareagować wzmożoną czujnością na mało sensowne słowa Nikodemusa. (Ja właśnie tak mam, pod namiotem zawsze śpię na czuwaniu, niezależnie od zmęczenia). Tak kombinuję, że jeśli ktoś nas obserwuje, to nie zareaguje na upadający w swoim pobliżu kamień, szczególnie że przed chwilą widział podnoszony i rzucany przedmiot. Zwierza natomiast powinno to spłoszyć, lub przynajmniej skłonić do przemieszczenia czy innego głośniejszego ruchu. No, chyba że usłyszymy "Ałć!" albo "Orzesz kurde blacha!", wtedy raczej zyskamy pewność, że to jednak nie zwierz, a rzut był wyjątkowo celny.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 stycznia 2017, 21:32

E40 na zachód od Koronapanu

Gerard Hayte nie miał pojęcia, co wyrwało go z niespokojnego snu, ale jawa przebiła pod każdym względem niewyraźne senne mary. W uszy siadającego na posłaniu anabaptysty wdarł się ochrypły skrzek, zwielokrotniony i wibrujący tak wysoką nutą, że Koronapańczyk odniósł wrażenie pękającej czaszki. Zaskoczone okrzyki ludzi wydawały się tonąć w tym animalistycznym wrzasku, atakującym z wszystkich stron, rozdzierającym przerażającymi akordami ciemność nocy.

Przewracając się na bok Gerard namacał swą broń wytrzeszczając jednocześnie oczy w daremnej próbie wypatrzenia źródła zagrożenia. Potrącony przez wierzgającego nogami sąsiada, runął na twarz, mimowolnie wciągając do nozdrzy drobiny ściółki i sosnowe igiełki.

- Co to?! - w ciemności rozległ się bardziej od innych zrozumiały ludzki krzyk, wydarty najpewniej z gardła Dirka - Co... aaaaaa!

Coś uderzyło Gerarda w bok głowy, przeciągnęło po jego policzku ostrą krawędzią, oszołomiło serią niezwykle szybkich uderzeń. Młodzieniec zamachał desperacko prawą ręką, uderzył w coś miękkiego, co natychmiast zniknęło z pola jego zasięgu.
:o :o :o

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 stycznia 2017, 22:29

E40 na zachód od Koronapanu

Jaskrawy promień światła przeszył mrok nocy niczym ostrze niebiańskiej włóczni dzierżonej przez świętego Rebisa. Przewracając się na plecy Gerard uniósł głowę i zamrugał oczami na widok wymachującej elektryczną latarką Oksany. Skandka trzymała urządzenie wysoko nad głową, osłaniając drugą ręką swą twarz.

W świetle latarki kotłowała się chmura czarnych pierzastych kształtów, tłukących wściekle skrzydłami w rozpaczliwej próbie wydostania się spod liściastej kopuły puszczy. Jeden po drugim, tuziny wielkich wron umykały na odkrytą przestrzeń nad autostradą uwalniając wstrząśniętych na wskroś ludzi od swego zatrważającego wrzasku.

Jakaś galaretowata maź rozprysnęła się na czole Gerarda, skleiła mu włosy, wdarła się w zapchane ziemią nozdrza falą cuchnącego paskudnie płynu.

- To ptaki! - krzyknął donośnie Telibor - To tylko ptaki!

Ktoś zaklął pośród cichnącego łopotu skrzydeł, ktoś roześmiał się histerycznie. Dysząc ciężko jak po kilkukilometrowym biegu, młody Hayte przewrócił się na plecy i przymknął oczy próbując uspokoić walące szaleńczo serce.
Czyżby już było po wszystkim?

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 16 stycznia 2017, 13:29

E40 na zachód od Koronapanu - linia zarośli

Ciężkie łomotanie serca wprawiało ciało Gerarda w szybkie skurcze. Stan ten miotał jego kruchym ciałem przez dłuższą chwile. Czuł jak zapada się w ściółkę listwonia coraz bardziej, tak jakby smoliste macki próbowały go przyszpilić o okryć w całości.

Wytarł włosy i twarz, powąchał breje która splamiła jego rękaw. Gdy jego nozdrza poczuły zapach doszło do niego, że podczas tej szamotaniny jego klinga natrafiła na miekki opór. W tej też chwili przeszył go dreszcz, mrożąc krew i sprawiajac, że włosy stają dęba jak syczącemu kotu, który udaje większego od siebie.

Rzucił oczami w to miejsce, w nadzieji, że oczy przyzwyczaiły się już do półmorku.
- Czy ktoś jest ranny? Dodał nie pewnie.

A jego serce napełniło się bardziej strachem.

Mam nadzieje, że nikt nie dostął "rykoszetem" ;) Koniec końców przykryje się kocem aby więcej guana nie wpadło mi na twarz i włosy. Nieukrywam,że rudzielcowi coraz bardziej nie podoba się ta wyprawa
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 stycznia 2017, 14:29

E40 na zachód od Koronapanu

Do rana nikt już nie zmrużył oka, chociaż w okolicy nie pojawiły się żadne dalsze ptasie stada. Zawinięci w koce ludzie obserwowali las pełnym złości wzrokiem, przestraszeni i zmęczeni nieudanym noclegiem. Nikt nic nie mówił, oszczędzając słowa i nadstawiając w zamian bacznie uszu. Kiedy księżycowy blask zniknął zastąpiony chorobliwie bladą poświatą brzasku, wszyscy pozbierali swe rzeczy i wspólnymi siłami wytoczyli wózek na dro