Koronopan, przy chacie Schillera
Podążający niczym cień za Oksaną Nikodemus trzymał prawicę na rękojeści przypasanego do boku noża, ale nie zdecydował się na wyciągnięcie broni w obecności potencjalnych świadków. Lada chwila przy chacie miało się zaroić od zalęknionych sąsiadów i sędzia nie widział żadnego pożytku w dalszym ich straszeniu bez potrzeby. Towarzyszka Piotra miała zbyt wiele do stracenia, by próbować uciec - a przynajmniej tak powtarzał sobie w myślach pilnujący jej mężczyzna.
- Witold! Ruda! - krzyknęła ponownie Oksana stając na najwyższym schodku werandy i przykładając dłonie do ust - Potrzebny nam ktoś do opatrzenia ran! Zenobia!
Od strony placyku dobiegły zatrwożone okrzyki, w mroku zamigotały łuczywa wieszczące nadbiegającą ludzką gromadę. Zza drewnianego narożnika chaty wychynął jakiś człowiek, w którym Nikodemus rozpoznał Antona Hayte. Rosły anabaptysta wlókł za sobą trzymaną w uścisku mniejszą postać, pilnowaną dodatkowo przez Gerarda.
- Sędzio, co się stało? - spytał ściszonym głosem Anton, przejawiając dyskretnym tonem wielką roztropność. Podobnie jak Nikodemus, starszy Hayte chciał za wszelką cenę uniknąć straszenia sąsiadów, chociaż na pewno już się domyślił złych wieści.
- Markus próbował zabić Piotra! - słowa Oksany cięły niczym lód, poniosły się w głąb uliczki - Zaprosił go do swego domu w zamiarze skrytobójstwa!
Nikodemus wstrzymał oddech słysząc głośne oskarżenie Skandki. Napięta sytuacja w Koronapanie w ułamku chwili uległa pogorszeniu, bo chociaż zarzut Oksany nie do końca pokrywał się z prawdziwym przebiegiem wydarzeń w chacie, sędzia nie wątpił, że jej słowa rozwścieczą wielu osadników.
- Sędzio, czy to prawda? - zdumiony Hayte odruchowo rozluźnił palce na odzieniu swego więźnia. Ten spróbował to wykorzystać wyrywając się z ręki anabaptysty, ale czujny Gerard z miejsca obalił nieszczęśnika na ziemię dobrze wymierzonym ciosem drewnianego palika.
Wiem, że Namakemono ma bardzo napięty grafik, więc w razie czego zadowolę się zwykłym wpisem technicznym. Sędzia generalnie może spacyfikować Oksanę uniemożliwiając jej dalszą przemowę, może wygłosić do zbliżających się ludzi własną mowę, ewentualnie pozostać neutralnym do następnego zwrotu akcji. Pozostaje też kwestia reakcji na zajście w warzywniku.