PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 04 października 2016, 10:21

[center]Szare Grzbiety 18 Zmroczec (aloqa), 360 rok Ery Silniri.
[/center]
W tym momencie serce wiedźmy zamarło, a oddech ucichł. To było niemożliwe... nie mogło się dziać... choć zmysły odbierały wszystkie obrazy, barwy, wonie oraz dźwięki, umysł nie wierzył w to wszystko, czego doświadczała ich niewielka kompania. Pomiot Pana Bólu tutaj! Ongiś słyszała legendę opowiadaną w ciemne, zimowe noce... legendę o cnej Ridvinie, Pani Wojny i jej nowo narodzonym dziecięciu, Aurenie. Osamotniona Bogini wydała na świat niemowlę... daleko na skraju świata, ścigana przez łaknące jej krwi bóstwo Ciemności...

Wtedy słuchało się tej historii jak baśni... Pięknej, acz złowrogiej, trzymającej w napięciu opowieści. Czarownica nie raz odczuła siłę bóstw... dostrzegała ją przecież w lodowatych podmuchach wichrów, w wzburzonym gniewem Og'dena morzu... ale jednak... ujrzenie na własne oczy wcielenia mocy bóstwa, pragnącego zesłać na ich niewielki świat wieczną pożogę... przekraczało wszelkie zdolności rozumowego pojmowania. Budził się strach... odwieczny odruch, gdy ofiara spotyka drapieżnika... gdy syn lub córa ziemi spotyka coś przekraczającego wszystko co było dotąd znane.

A oto istoty, które znane były tylko w baśniach, mitach o losie i świecie bogów... zeszły na ziemię. Przybrały realne, fizyczne ciało, a ziemia pod ich stopami drżała z agonii... Serce zdjął strach i rozpacz... demony, Asurowie, którzy podążali za kroplami krwi narodzonego Aurena... jak z nimi można stanąć do bitwy? Wszystko zdawało się rozsypywać jak miałki piasek na brzegu morza... odczuwała przez tą chwilę całe swoje życie, każdy jego moment i wszystko, co dokonali przez te kilka miesięcy niepewności i ustawicznej walki o kolejny dzień... Wszystko zdawało się blaknąć... blednąć w zetknięciu z istotami wprost z mitów... Jeszcze nie tak dawno widziała Haralda, widziała jak opuszczał Ravn, kierując się na północ... w podróż, z której nigdy nie miał wrócić. Nie tak dawno przecież spotkali się w Beran, w Morskiej Komnacie rozświetlonej radosnym ogniem kominka i śmiechem nowych towarzyszy i przyjaciół. Każde wspomnienie pojawiło się znów... Walka była nieunikniona... Wiedźma wzięła głęboki oddech... walka może i była przegrana... może i ona sama nie ma nawet czym walczyć, a siły, z którymi przyszło się zmierzyć, przekraczają nawet granice pojmowania... ale nie po to przeszli tyle... nie po to, aby tchórzliwie uciec jak spłoszone zające, nie wiedząc co to honor. A Gunlid i jej towarzysze wciąż są uwięzieni...

Norlaug wyprostowała się. Jej ciało wciąż drżało dotknięte zwierzęcym niemal lękiem. Pokonała jednak drżenie głosu i odezwała się niemalze krzycząc:

- Niech przeklęty będzie dzień, w którym powiła cię matka! Że też pamięć przypominała, aby tobie pomóc w tej chacie! - wrzasnęła czarownica, a jej głos utwardził się nagle. Na wspomnienie o wszystkich, którzy przelali własną krew... oddali życie... na wspomnienie pięknej Ridviny, jej głos nabrał siły, a serce nieustępliwej pewności. Strach wciąż krążył w jej ciele, w ramionach, klatce piersiowej... a jednak wiedźma krzyknęła ponownie, tym razem tonem równie nieustępliwym, lecz przesyconym oddaniem:

- Miłość Ridviny niechaj będzie dziś naszą siłą... Bogini, Pani Wojny w szkarłacie wysłuchaj nas! Wspomóż nas... niech nasze serca będą nieustępliwe, a uderzenia celne... Niechaj duch nie zna strachu pomny twej miłości. Wspomóż nas w tej bitwie dzielny Aurenie! Niechaj twoje wichry rozszarpią ciało zdrajcy i zmrożą krew pomiotu Ciemności!

- Wichry Północy... Zwracam się do was... Potomkowie mężnego Aurena, duchy wiecznej zimy i szalejącej nawałnicy... Przybądźcie w to miejsce... Przybądźcie i stańcie u naszego boku... w tej godzinie, która może być ostatnią dla znanego nam świata... przybądźcie, aby wraz z nami ocalić tą ziemię przed skazą mrocznych sił... plugastwem mroku, którego obecność jest cierpieniem dla świata żyjących i umarłych...
Najpierw Norlaug w Mowie Duchów zwraca się do wszelkich duchów zdolnych usłyszeć jej donośne wołanie o wsparcie w nadchodzącej bitwie.
Później wiedźma robi sobie aurę z lodu i trzyma się z daleka od Asurów, ale oczywiście nie ucieka (nie ma czym walczyć po prostu).
Ostatnio zmieniony 04 października 2016, 14:36 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 06 października 2016, 14:41

[center]Szare Grzbiety 18 Zmroczec (aloqa), 360 rok Ery Silniri.[/center]
[center]Podkład: Hammerheart[/center]
I wichry przybyły na wezwanie czarownicy, niosąc ze sobą mroźny oddech Aurena. Brnjar jednak roześmiał się jeno pogardliwie:

- Nie dbam o twe gusła, wiedźmo! Czy myślisz, że Pan Agonii nie osłania nas przed gniewem duchów? Twe mamrotania nie mogą nam zaszkodzić!

Północny wiatr wzbił się w górę, zawodząc ponuro, jakby na potwierdzenie słów niewolnika Ciemności. Nagle jednak Vidgar i Norlaug podnieśli głowy - w wyciu żywiołu usłyszeli bowiem nowy ton. Coś, jak gdyby daleki dźwięk rogu i bojowe zawołanie mężów z Plemienia Wilka.

- Odrzućcie strach - odezwał się nagle gromko nowy, lecz dziwnie znajomy głos. - Nie jesteście sami! Tak, jak stawaliśmy razem za życia, tak staniemy i teraz przeciwko Ciemności!

Vidgar spojrzał na prawo i ujrzał materializującą się przy nim masywną postać Vilberga. Oczy Zjawy gorzały błękitnym ogniem zemsty. Poczuł ruch także z lewej i ujrzał powstającą z cieni postać drugiego ze swych wojów - Vesteina. Jego sylwetka z każdą sekunda stawała się bardziej realna. We trójkę zwarli tarcze, tworząc obronną formację.
[center]Obrazek[/center]
- Wielkie są twe przewiny Brnjarze Stoyansonie - odezwał się Vilberg, kierując swój głos w stronę podstępnego kupca. - Zaiste wielkie. Zarówno przed żywymi i umarłymi, jak i przed Bogami. Twoja podłość nie pozwoliła nam zaznać spokoju w krainie Przodków. Oto powróciliśmy, by przelać twą krew, zdrajco!

Vestein jedynie zawarczał głucho, podkreślając słowa swego brata i uderzył mieczem o tarcze.

- Te demony, które stoją przy tobie nakarmią się dziś twym mięsem! - dorzucił.

- Nie lękam się zjaw- odkrzyknął pogardliwie Brnjar - Ni gniewu cieni! Powrócicie do grobu z którego powstaliście, a pamięć o was przeminie, gdy me demony nakarmią się ciałami tych szczeniaków! Pluję na moc bogini-dziwki i jej psiego bękarta! W oczach mego Pana jesteście jeno padliną!

Jego słowa przejęły zebranych dreszczem. Istotnie musiał być potępiony, bluźniąc przeciw Bogom Północy!

Kyariel mamrotał coś w skupieniu, próbując aktywować energię ściskanego w dłoniach magicznego zwoju. Nie było to proste. Magia Astralna była zupełnie mu obcą dziedziną i wymagała o wiele większego nakładu cierpliwości i uwagi niż kierowanie energią Elementarną, do której był przyzwyczajony. Trudno było mu utrzymać w umyśle nieruchomą wizję łodzi. Obraz wciąż rozmywał się.

- Zabijcie czarodzieja - zaryczał Brnjar, wskazując na Alfra - I przeklętą wiedźmę!

Ciało kupca zaczęło nagle rosnąc, przekształcając się w niedźwiedzią formę. Zaryczał, stając na tylnych łapach. Obecni spojrzeli na niego ze zgrozą, albowiem pierś Brnjara zdobiły blizny, układające się w formę plugawych symboli mroku. Ramiona i tors bestii oplątywały łańcuchy, które w wielu miejscach wydawały się zrastać z ciałem. Na wietrze powiewały uwiązane do nich skalpy, strzępy skóry i kości ofiar, które miały nieszczęście spotkać się z nim wcześniej.

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Z uwagi na Totem Niedźwiedzia rozumiesz co ryknął Brnjar. Jest to wezwanie do walki:

- Śmierć wam!
Asurowie posłuszni wezwaniu spojrzeli na swe ofiary. Niemal jednocześnie wyciągnęli szponiaste dłonie, kreśląc nimi w powietrzu szybki symbol. Kyariel drgnął nagle, gdy skóra na jego piersi pękła. Krew zaczełą spływać po skórze Alfra palącą strugą. Norlaug krzyknęła, czując jak jakaś siła rozrywa jej bok. Zachwiała się, prawie padając na śnieg, lecz czyjaś ręka znienacka podtrzymała ją. Jej dotyk był zimny niczym lód, lecz w jakiś sposób znajomy:

- Odwagi, dziecko - przemówił do niej dobrze znany głos. - Jestem z tobą.

Nad głową Brnjara przeleciała strzała, wypuszczona przez Kyariela. Oszpecony niedźwiedź ryknął ponownie i wszystkie trzy bestie ruszyły w stronę obrońców Światła. Vidgar stanął w rozkroku, nastawiając tarcze. Czuł obecność swych zmarłych wujów po obu stronach i wiedział, że powrócili, by im dopomóc. Ta świadomość była jego siłą, napełniając serce młodego wojownika odwagą, która gorzała w nim niczym Płomień Ridviny.

Norlaug spojrzała w bok, mrugając gwałtownie, by pozbyć się łez, które nagle zawisły na jej rzęsach. Tuż obok ujrzała postać swego wuja Haralda. Jego oblicze było surowe i skupione, lecz oczy - te same oczy w które spoglądała tyle razy jako dziecko - uśmiechały się ciepło.

[center]Obrazek[/center]
- Musisz być silna, by wspomóc swych towarzyszy - rzekł do niej, ocierając słoną kroplę z jej policzka. - Posłuchaj mnie, słudzy Ciemności są chronieni przed mocą mrozu i wichrów, które służą Aurenowi. Musisz się zwrócić więc do ducha, który mieszka w tym jeziorze. Ja nie mogę tego uczynić, bowiem przekraczając Bramę O'halna utraciłem władze nad duchami tego świata. Dam ci jednak moc, która sprawi, iż Strażnik Jeziora wysłucha cię... Przekonaj go, by zniszczył pomiot Mroku. To nasza jedyna nadzieja.

Stary szaman oparł dłoń na ramieniu dziewczyny i Norlaug poczuła, jak z jego ręki spływa w nią moc, podobna do trzeszczącej elektrycznej mgły. Miała wrażenie, jej skóra pokrywa się drobną siecią niewyładowań. Włosy wiedźmy stanęły dęba, strzelając iskrami i tańcząc na wietrze.

Kyariel zacisnął zęby. Ból jedynie dodał mu sił. Wizja wyostrzyła się. Czarodziej rozerwał w dłoniach pergamin, czując jak jego energia przechodzi poprzez jego umysł, nadając formę wizji, którą starał się utrzymać w wyobraźni. Na lodzie, kilka metrów od niego pojawiła się wielka łódź z kości. Płonęła ona zimnym, widmowym blaskiem, który nadawał jej upiorny wygląd. Mag zaśmiał się, widząc, że jego wysiłki zostały ukoronowane sukcesem. Strzępy zużytego zwoju zatańczyły na wietrze ulatując w stronę sinego nieba.
Brnjar używa zaklęcia Bluźnierstwo, ofiary wykonują test SW przeciwko jego efektom:
[olist=1]Norlaug: Rzut: 50. Test nie zdany. Otrzymujesz -10 do SW;
Kyariel:Rzut: 39; Test zdany. Opierasz się efektom klątwy;
Olaf: Rzut: 87; Test nie zdany. Otrzymujesz -10 do SW;
Tańczący: Rzut: 36; Test nie zdany. Otrzymujesz -10 do SW;
Vidgar: 04; Krytyczny sukces! To zaklęcie rzucone przez Brnjara już nigdy na Ciebie nie zadziała;[/olist]

Norlaug: Test Geasu by wezwać Bogów na pomoc:
4 + 10 (za odpowiednią sytuację) = 14; Rzut: 08; Twoja modlitwa zostaje wysłuchana! Ridvina zsyła swoje błogosławieństwo na drużynę, sprawia ono, iż każdy otrzymuje Odporność na Strach oraz +10 do PA na czas walki.
Test relacji z duchami (Inu + Kosmologia):
36 + 2 = 38. Rzut: 24; Duchy wichrów wysłuchały wezwania i przybyły. Nie są jednak w stanie zaszkodzić sługom Ciemności.
Otrzymujesz 1 0brażenie od zaklęcia: Otwarta Rana, które rzucił na Ciebie jeden z Asurów. Dopóki rana będzie krwawić, będziesz traciła 1 punkt Żywotności na Rundę.
Zaklęcie rzucone przez Haralda sprawia, że otrzymujesz +10 do testów kontaktów z Duchami. Odzyskujesz także Energię.

Kyariel aktywuje zwój (S.W. + Teoria Magii):
42 + 9 = 51. Rzuty: 74, 62, 46; Dwa pierwsze podejścia - nieudane, udaje ci się zaktywować zaklęcie dopiero w trzeciej próbie.
Otrzymujesz 1 0brażenie od zaklęcia: Otwarta Rana, które rzucił na Ciebie jeden z Asurów. Dopóki rana będzie krwawić, będziesz traciła 1 punkt Żywotności na Rundę.

Olaf: strzela w Brnjara (Test PA - PO celu):
Wyrzut: 92. Zwiadowca nie trafi.

Tańczący: Test Geasu by wezwać na pomoc Ducha Totemicznego:
4 + 10 = 14; Rzut: 36; Nie udaje ci się skomunikować z Duchem Totemicznym.

Vidgar: po obu bokach masz sprzymierzeńców, co sprawia, iż nie będziesz mógł być flankowany i otrzymasz +20 do testów parowania tarczą. Oczywiście dopóki sprzymierzeńcy będą trzymać się na nogach.
Okaleczenia, jakie widzicie u Brnjara w postaci niedźwiedzia zapewne wstrząsną wami - Nardlens uważają swą zwierzęcą formę za świętą: dla Totemistów jest dowodem mistycznej więzi z Duchem-Opiekunem, dla Politeistów zaś z rodem i plemieniem. Żaden Nardlens o zdrowych zmysłach nie obszedłby się z nią w ten sposób. Jest to coś, co będzie się pszystkim Nardlens wydawało obrzydliwe i plugawe.
Wszyscy: Udana modlitwa Norlaug napełnia was odwagą i tłumi strach. Ridvina wspomaga was, sprawiając, że otrzymujecie premię +10 do PA na czas walki.

Asurowie i Brnjar wykonują aktualnie szarżę na wasze pozycje (zakładam, że z przodu znajduję się Vidgard, Vilberg i Vestein oraz Tańczący). Kyariel, Olaf i Norlaug są na drugiej linii. Asurowie mają na sobie aury ogniste. Poproszę teraz o deklaracje dotyczące działań w walce.
Ostatnio zmieniony 06 października 2016, 17:15 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]