Baza na Wilczych Pustkowiach, 9 zmroczec (Xevar), 360 rok Ery Silniri.
Od momentu w którym odzyskał odrobinę energii sprawy zaczęły układać się dobrze. Gdzieś z ciemności wyłowił ruch który, później okazał się zwiastować nadejście pozostałych członków drużyny wraz z odnalezionymi kucami. Uratowali resztę dobytku, co umożliwi im przeżycie dni dzielących ich od dotarcia do zamieszkałych terenów. Wizja uwolnionych duchów zrelacjonowana przez Vidgara dopełniła obrazu szczęśliwego zakończenia. W końcu mógł zasnąć nie obawiając się że lada chwila jego klatka piersiowa zostanie przebita zimnym szponem ciemności poszukującym pożywienia. A mimo to gdzieś na skraju świadomości wciąż kołatał się niepokój odnośnie kamieni, które zniknęły z bagniska, oraz istoty, która odwiedziła to miejsce zaraz po nich... nie mógł powiedzieć z całą pewnością, że ta sama postać zabrała kamienie kryjące w sobie pożerającą ciemność - ćmy, nie mógł też powiedzieć że tak się nie stało. Myśl ta wprowadzała ogromną dysharmonię do poczucia spokoju jakiego łaknął od dłuższego czasu, a które zostało mu teraz dane. Bardzo chciał wierzyć, że ich misja w tym miejscu dobiegła końca oraz poddać się z lubością stwierdzeniu, że czas wracać do domu. W zasadzie ich misja miała polegać właśnie na tym... na odnalezieniu wyprawy Vestina, zatem misja została wykonana a jego wątpliwości najpewniej wynikają ze zbytniego doszukiwania się tajemnic i intryg tam gdzie ich nie ma.
PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu
-
voodoochild
- Reactions:
- Posty: 71
- Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 9 zmroczec (Xevar), 360 rok Ery Silniri.
[/center]
Norlaug rozejrzała się po otoczeniu. Nie widziała żadnego z nich, żadnego z duchów zmarłych przyjaciół, krewnych oraz ich towarzyszy. Odeszli pod opieką Oha'lna do świata przodków. Ich dusze przebyły odległe wody, zostawiając wszystko, co łączyło ich ze światem żywych. Teraz pozostała tylko pamięć... pamięć i chwała ich czynów... odważnych w boju i honorowych tak jak Vilberg i zapewne jego brat, Vestein... mądrych jak Harald... wszystkich, może za wyjątkiem tego całego Harmoniusza, który zginął za własną głupotę... a gdzieś tam jest jego rodzina, wszyscy ci zmartwieni krewni i niezliczone rzesze kuzynów, których tak skwapliwie opisywał... co im teraz pozostanie po alchemiku? Jeno żal? Niedokończone projekty i ledwie rozpoczęte prace naukowe? Zimno przeniknęło przez jej ubranie. Otrząsnęła się z rozważań nad losem biednego, acz nierozsądnego uczonego i ruszyła żwawo do szopy. I tam nie zastała jednak śladu obecności duchów zmarłych. Wróciła wiec chyżo do swych towarzyszy usadawiając się przy Vidgarze i otulając się jednym z uratowanych od pożaru koców.
- Nie widziałam nic. Żadnych śladów po obecności duszy Gunlid, Hatra, czy Joosa. Sądzę, że musieli opuścić ten świat, gdy zginęła ćma w szopie. W końcu żadne z nas nie sprawdzało, czy ich duchy wtedy tam były... Tyle potrafię powiedzieć... nie jest mi wszak dane widzenie kapłanki Jezzy.
Wiedźma zamilkła i wpatrzyła się w hipnotyzujący taniec płomieni pochłaniających wzniesioną przez Vesteina chatę. Niedługo - myślała sobie - nie pozostanie tutaj prawie nic. Niemalże żadnych śladów... no może z wyjątkiem lichej szopy, po tym, że kiedykolwiek był tu ktoś żywy...
[center]***[/center]
Wstał nowy dzień. Świt rozlał się po niebie feerią barw i odcieni pomarańczu i czerwieni. Zaczęli pospiesznie przygotowywać miejsce pochówku, wygrzebując wnęki w śniegu i lodzie. Ciała Gunlid, Hatra i Joosa złożono do grobów, a wszystkie pokryto grubymi bryłami lodu. Wiedźma uklęknęła przy usypanej mogile i dotknęła jej zimnej powierzchni dłonią. Cicho, lecz słyszalnie dla każdego z zebranych, odezwała się:
- Niech wasze dusze zaznają spokoju i ukojenia w krainie ojców. Walczyliście dzielnie, nie poddając się nawet w obliczu śmierci. Ci, którzy pozostali, będą snuć pieśń... opowieść o tym, kim byliście naprawdę... o czynach godnych chwały, o każdej takiej chwili, gdy stawiliście czoła zagrożeniu i wyszliście z pomocą tak żywym, jak i umarłym. Niech słowa o tym wszystkim, co zdołaliście dokonać, będą wzrastać mądrością i siłą w sercach potomnych. Vilbergu, Vesteinie, Haraldzie i ty Harmoniuszu, żegnajcie. Gunlid, Hatrze i Joosie... choć nie widzieliśmy was pośród zmarłych, niechaj Oha'ln wskaże wam drogę. Żegnajcie.
Z jej oczu popłynęły gorące łzy. Przytknęła lekko miedziany pierścień do warg. Tak odszedł Ukochany syn Oha'lna i Jezzy, naznaczony widzeniem Prawdy, widzeniem Ducha. Tak przeminęło życie niewzruszonych wojowników i młodej Gunlid, która jak roztańczone płomienie rozświetlała swoją obecnością nawet najbardziej ponure serca. Wiedźma spuściła głowę i odeszła szybko. Udało się w końcu uwolnić ich dusze... ale to było ostatnie pożegnanie...
Jej kroki trzeszczały nierówno na śniegu. Podświadomie próbowała zagłuszyć odczuwalną tęsknotę, która jeszcze wiele dni i nocy miała być jej nieodłącznym kompanem. Prawdziwej miłości, czy przyjaźni... oddania jednak nie zagłuszysz. Prędzej rozerwie ciebie i każdy fragment twojej istoty...
Wspomnienie Haralda przywiodło jej myśli nagle ku jeszcze jednej rzeczy. W szopie bowiem dalej znajdował się duch... żywiołak elektry, którego Harald, jak i później ona, obiecali uwolnić. Otarła dłonią łzy i ruszyła szybko ku niewielkiemu budynkowi.
[/center]
Norlaug rozejrzała się po otoczeniu. Nie widziała żadnego z nich, żadnego z duchów zmarłych przyjaciół, krewnych oraz ich towarzyszy. Odeszli pod opieką Oha'lna do świata przodków. Ich dusze przebyły odległe wody, zostawiając wszystko, co łączyło ich ze światem żywych. Teraz pozostała tylko pamięć... pamięć i chwała ich czynów... odważnych w boju i honorowych tak jak Vilberg i zapewne jego brat, Vestein... mądrych jak Harald... wszystkich, może za wyjątkiem tego całego Harmoniusza, który zginął za własną głupotę... a gdzieś tam jest jego rodzina, wszyscy ci zmartwieni krewni i niezliczone rzesze kuzynów, których tak skwapliwie opisywał... co im teraz pozostanie po alchemiku? Jeno żal? Niedokończone projekty i ledwie rozpoczęte prace naukowe? Zimno przeniknęło przez jej ubranie. Otrząsnęła się z rozważań nad losem biednego, acz nierozsądnego uczonego i ruszyła żwawo do szopy. I tam nie zastała jednak śladu obecności duchów zmarłych. Wróciła wiec chyżo do swych towarzyszy usadawiając się przy Vidgarze i otulając się jednym z uratowanych od pożaru koców.
- Nie widziałam nic. Żadnych śladów po obecności duszy Gunlid, Hatra, czy Joosa. Sądzę, że musieli opuścić ten świat, gdy zginęła ćma w szopie. W końcu żadne z nas nie sprawdzało, czy ich duchy wtedy tam były... Tyle potrafię powiedzieć... nie jest mi wszak dane widzenie kapłanki Jezzy.
Wiedźma zamilkła i wpatrzyła się w hipnotyzujący taniec płomieni pochłaniających wzniesioną przez Vesteina chatę. Niedługo - myślała sobie - nie pozostanie tutaj prawie nic. Niemalże żadnych śladów... no może z wyjątkiem lichej szopy, po tym, że kiedykolwiek był tu ktoś żywy...
[center]***[/center]
Wstał nowy dzień. Świt rozlał się po niebie feerią barw i odcieni pomarańczu i czerwieni. Zaczęli pospiesznie przygotowywać miejsce pochówku, wygrzebując wnęki w śniegu i lodzie. Ciała Gunlid, Hatra i Joosa złożono do grobów, a wszystkie pokryto grubymi bryłami lodu. Wiedźma uklęknęła przy usypanej mogile i dotknęła jej zimnej powierzchni dłonią. Cicho, lecz słyszalnie dla każdego z zebranych, odezwała się:
- Niech wasze dusze zaznają spokoju i ukojenia w krainie ojców. Walczyliście dzielnie, nie poddając się nawet w obliczu śmierci. Ci, którzy pozostali, będą snuć pieśń... opowieść o tym, kim byliście naprawdę... o czynach godnych chwały, o każdej takiej chwili, gdy stawiliście czoła zagrożeniu i wyszliście z pomocą tak żywym, jak i umarłym. Niech słowa o tym wszystkim, co zdołaliście dokonać, będą wzrastać mądrością i siłą w sercach potomnych. Vilbergu, Vesteinie, Haraldzie i ty Harmoniuszu, żegnajcie. Gunlid, Hatrze i Joosie... choć nie widzieliśmy was pośród zmarłych, niechaj Oha'ln wskaże wam drogę. Żegnajcie.
Z jej oczu popłynęły gorące łzy. Przytknęła lekko miedziany pierścień do warg. Tak odszedł Ukochany syn Oha'lna i Jezzy, naznaczony widzeniem Prawdy, widzeniem Ducha. Tak przeminęło życie niewzruszonych wojowników i młodej Gunlid, która jak roztańczone płomienie rozświetlała swoją obecnością nawet najbardziej ponure serca. Wiedźma spuściła głowę i odeszła szybko. Udało się w końcu uwolnić ich dusze... ale to było ostatnie pożegnanie...
Jej kroki trzeszczały nierówno na śniegu. Podświadomie próbowała zagłuszyć odczuwalną tęsknotę, która jeszcze wiele dni i nocy miała być jej nieodłącznym kompanem. Prawdziwej miłości, czy przyjaźni... oddania jednak nie zagłuszysz. Prędzej rozerwie ciebie i każdy fragment twojej istoty...
Wspomnienie Haralda przywiodło jej myśli nagle ku jeszcze jednej rzeczy. W szopie bowiem dalej znajdował się duch... żywiołak elektry, którego Harald, jak i później ona, obiecali uwolnić. Otarła dłonią łzy i ruszyła szybko ku niewielkiemu budynkowi.
Wiedźma idzie do szopy, aby otworzyć pudełko i uwolnić żywiołaka. Szukam tego klucza do pudełka też i w szopie i w zgliszczach pracowni alchemika, lub tych pomieszczeń (może metal się nie stopił) - jeśli nie udałoby mi się otworzyć tego jakoś, czy podważyć nożem. W razie czego, gdyby sie nie dało na te sposoby, to proszę Alfra o pomoc, żeby zniszczyć razem to magiczne pudełko. Oczywiście zachowuję wtedy dystans i informuję o tym innych, gdyby zniszczenie przedmiotu magicznego miało wywołać wybuch magiczny.
Ostatnio zmieniony 30 września 2016, 12:06 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 9 zmroczec (Xevar), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Kiedy Norlaug skończyła pożegnanie ich poległych towarzyszy, z gardła Tańczącego wydobył się pełen bólu i straty pojedynczy skowyt. Od dawna nie czuł się tak pokonany. I chociaż ta świadomość była dlań równie przygnębiająca, co bolesna, to właśnie to słowo idealnie opisywało jego nastrój.
Świt niósł nadzieję, której tak bardzo teraz potrzebował. Właściwie każde z nich. Nadzieję na przeżycie, a w przypadku Wylkołka nadzieję na to, że już za chwil parę będą mogli stąd odejść. Nawet myśl o nocach spędzanych w zatłoczonych zajazdach, których tak nie znosił, wydawał się najpiękniejszym z marzeń.
Nie spoglądał na towarzyszy. Wzrok miał utkwiony w śniegu, a łeb nisko opuszczony. Zaqtracił tej nocy resztki pewności siebie i teraz czekał już jedynie na wymarsz, nie odzywając się, nie proponując nawet by cokolwiek przyspieszyć.
Pamiętał jak czuł się na początku tej wyprawy, pełen poczucia misji i planów. W jego sercu płonął wtedy ogień, wielkie ognisko. Wcale nie mniejsze niż to, które zapłonęło tej nocy. Lecz teraz czuł się jak zdmuchnięty ogarek świecy. Miał wrażenie, że nie zostało w nim już nic z Tańczącego Po Czarnej Spirali jakiego znał.
Kiedy Norlaug skończyła pożegnanie ich poległych towarzyszy, z gardła Tańczącego wydobył się pełen bólu i straty pojedynczy skowyt. Od dawna nie czuł się tak pokonany. I chociaż ta świadomość była dlań równie przygnębiająca, co bolesna, to właśnie to słowo idealnie opisywało jego nastrój.
Świt niósł nadzieję, której tak bardzo teraz potrzebował. Właściwie każde z nich. Nadzieję na przeżycie, a w przypadku Wylkołka nadzieję na to, że już za chwil parę będą mogli stąd odejść. Nawet myśl o nocach spędzanych w zatłoczonych zajazdach, których tak nie znosił, wydawał się najpiękniejszym z marzeń.
Nie spoglądał na towarzyszy. Wzrok miał utkwiony w śniegu, a łeb nisko opuszczony. Zaqtracił tej nocy resztki pewności siebie i teraz czekał już jedynie na wymarsz, nie odzywając się, nie proponując nawet by cokolwiek przyspieszyć.
Pamiętał jak czuł się na początku tej wyprawy, pełen poczucia misji i planów. W jego sercu płonął wtedy ogień, wielkie ognisko. Wcale nie mniejsze niż to, które zapłonęło tej nocy. Lecz teraz czuł się jak zdmuchnięty ogarek świecy. Miał wrażenie, że nie zostało w nim już nic z Tańczącego Po Czarnej Spirali jakiego znał.
Ostatnio zmieniony 30 września 2016, 10:51 przez Frater_Terry, łącznie zmieniany 1 raz.
-
voodoochild
- Reactions:
- Posty: 71
- Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38
Baza na Wilczych Pustkowiach, 9 zmroczec (Xevar), 360 rok Ery Silniri.
Nagle do Alfra dotarło że urojenia urojeniami ale warto wiedzieć że gdzieś za naszymi plecami może się czaić niebezpieczeństwo, głupotą byłoby choćby nie przestrzec towarzyszy aby wzmogli czujność podczas podróży powrotnej.
- Być może jest tak jak mówicie że nasza misja dobiegła końca, i owszem sam widzę sens w takim stwierdzeniu, chciałbym jednak zwrócić waszą uwagę na kwestię nieokreślonej postaci która odwiedziła bagnisko w dolinie, zaraz po naszej wizycie. Następnego dnia odkryliśmy tam czyjeś ślady a dodatkowo temu spostrzeżeniu towarzyszył fakt zniknięcia przeklętych kamieni które swobodnie dryfowały na powierzchni jeszcze dzień wcześniej. Ta kwestia do tej pory nie znalazła jeszcze wyjaśnienia i być może ciemność została przegoniona z tych ziem ale istnieje możliwość że ktoś wszedł w posiadanie kamieni i może je w każdej chwili uaktywnić sprawiając że ciemność wróci. Nie możemy sobie więc pozwolić na stracenie czujności.
Nagle do Alfra dotarło że urojenia urojeniami ale warto wiedzieć że gdzieś za naszymi plecami może się czaić niebezpieczeństwo, głupotą byłoby choćby nie przestrzec towarzyszy aby wzmogli czujność podczas podróży powrotnej.
- Być może jest tak jak mówicie że nasza misja dobiegła końca, i owszem sam widzę sens w takim stwierdzeniu, chciałbym jednak zwrócić waszą uwagę na kwestię nieokreślonej postaci która odwiedziła bagnisko w dolinie, zaraz po naszej wizycie. Następnego dnia odkryliśmy tam czyjeś ślady a dodatkowo temu spostrzeżeniu towarzyszył fakt zniknięcia przeklętych kamieni które swobodnie dryfowały na powierzchni jeszcze dzień wcześniej. Ta kwestia do tej pory nie znalazła jeszcze wyjaśnienia i być może ciemność została przegoniona z tych ziem ale istnieje możliwość że ktoś wszedł w posiadanie kamieni i może je w każdej chwili uaktywnić sprawiając że ciemność wróci. Nie możemy sobie więc pozwolić na stracenie czujności.
Post zostanie jeszcze poprawiony ale najważniejsze co powinno być przekazane już w nim jest.
Ostatnio zmieniony 01 października 2016, 12:07 przez voodoochild, łącznie zmieniany 1 raz.
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 9 zmroczec (Xevar), 360 rok Ery Silniri.[/center]
Duch został uwolniony. Wzbił się w elektrycznym blasku, trzasku wielu iskier, pod zabarwione fioletem poranka chmury. Przysięga została dopełniona przez potomków Kvedra Kvasirsona i Gerdy Siwowłosej*. Można było wracać do domu, do odległej o miesiące marszu wioski pośród gęstwin Kruczego Lasu.
Do jej uszu dotarły nagle słowa Kyariela. Ktoś zabrał przeklęte kamienie... Historia może się więc powtórzyć... nie wiedzieć za ile dni, miesięcy, a może lat... I kim był ten, kto zabrał to, co przyniosło tyle nieszczęścia na te pozbawione życia równiny? Czy był to ktoś, kto dostał się zza zamkniętej już bramy w sercu Doliny? Czy zaszył się tam, pośród umarłych pni drzew? Czy ma jakąś kryjówkę, której nikt nie jest świadomy? Osoba była sama... i prawdopodobnie świadoma tego, co zebrała z bagiennej tafli. Gdy Alfr wspomniał o owej przedziwnej postaci, pojawił jej się przed oczami obraz... krótkie wrażen
Duch został uwolniony. Wzbił się w elektrycznym blasku, trzasku wielu iskier, pod zabarwione fioletem poranka chmury. Przysięga została dopełniona przez potomków Kvedra Kvasirsona i Gerdy Siwowłosej*. Można było wracać do domu, do odległej o miesiące marszu wioski pośród gęstwin Kruczego Lasu.
Do jej uszu dotarły nagle słowa Kyariela. Ktoś zabrał przeklęte kamienie... Historia może się więc powtórzyć... nie wiedzieć za ile dni, miesięcy, a może lat... I kim był ten, kto zabrał to, co przyniosło tyle nieszczęścia na te pozbawione życia równiny? Czy był to ktoś, kto dostał się zza zamkniętej już bramy w sercu Doliny? Czy zaszył się tam, pośród umarłych pni drzew? Czy ma jakąś kryjówkę, której nikt nie jest świadomy? Osoba była sama... i prawdopodobnie świadoma tego, co zebrała z bagiennej tafli. Gdy Alfr wspomniał o owej przedziwnej postaci, pojawił jej się przed oczami obraz... krótkie wrażen