PBF - W Mroku Oxanu

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 14 sierpnia 2016, 20:00

[center]Piwnica pod składem, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Ery Ilaxoul
[/center]
Spoiler!
Woda wlewała się narastającym szumem do dusznej piwnicy. Czasu było niewiele. Młody alchemik pognał więc ile sił i dopadł kamiennych stopni. Jego myśli pędziły szybko niczym rozszalałe fale Ivit. Jego usta natomiast wypowiadały bezdźwięcznie słowa modlitwy. AjArdczyk prosił swego boskiego przewodnika i patrona o opiekę, ocalenie z tej matni, gniazda wszelkiego plugastwa służącego Ciemności. Nagle rozległ się rumor, oraz donośny huk jakby masa wody rozbiła się gwałtownie. Sądząc po odgłosie, rzeka wdarła się z impetem do piwnicy, przesuwając sterty gruzu i kamieni, które uderzały o uszkodzone ściany. Chłodna woda omiotła jego nogi. Jego serce zabiło szybciej. AjArdczyk pędem piął się w górę. Ciemność jednak była tak gęsta i nie przenikniona, że tylko zmysł dotyku pozwolił oszacować otoczenie. W mroku słyszał swój urwany i płytki oddech, wodę ustępującą pod naporem kroków i co raz dalsze głosy towarzyszy misji. I gdy już miał postawić stopę na kolejnym ze stopni, wychodząc w końcu z wody, uczuł jak posadzka umyka mu spod nóg. Stopa natrafiła na śliską powierzchnię obsydianowego kamienia i nie znalazła podparcia. Alchemik przewrócił się nagle uderzając ciężko. Ostry brzeg jednego ze stopni rozciął mu udo. Jego dłoń nie natrafiła na nic, czego mógłby się przytrzymać. Z impetem sturlał się dobre kilka metrów i plusnął z powrotem do lodowatej wody. Rana na udzie piekła niemiłosiernie, a w poobijanych żebrach i ramieniu pulsował tępy ból. W tej chwili nieprzyjemny wcześniej chłód delikatnych fal, teraz zdawał się kojący. Gdy miał się ostrożnie podnieść na nogi, poczuł, że coś otarło mu się o łydkę. Było nieprzyjemnie śliskie i sprawiało wrażenie opływowego. Niespodziewanie odczuł silny ból. Coś wgryzło się w udo. Sięgnęło ostrymi jak szpikulce zębami ku jego sączącej się i świeżej ranie, a o skórę omiatało owo śliskie i łuskowate ciało...

[Cóż, Khem jest pod wpływem silnych emocji i wcale nie deklarował nic ponadto, że ucieka. A schody pogrążone są w absolutnej ciemności. Do tego przez wszechobecną wodę i wilgoć, stopnie stały się śliskie i jeszcze bardziej zdradliwe. AjArdczyk spadł więc ze schodów, rozciął sobie udo o ostrą krawędź i potoczył się w dół. Otrzymuje z powodu rany i poobijania 2 obrażenia. Dodatkowo zaatakowało go coś! (Zapewne przyciągnięte zapachem krwi) Zadało mu swymi zębami jedno obrażenie (łącznie trzy - Zdrowie Khema spada więc do puli obrażeń lekkich.).]
Alchemik pobiegł w kierunku schodów prowadzących na piętro niemalże nie zwracając uwagi na słowa Syna Słońca. Zaś z oddalonej części korytarza, dokładnie z tej, w której znajdowała się cela Xatatla, rozległ się rumor. Hałas narósł i przerodził się w ryk wody. Fale uderzyły o ściany i dogasiły pojedyncze płomyki, pogrążając całe podziemia w nieprzeniknionych wręcz ciemnościach. Słychać było uderzenia popychanych przez wodę kamieni, jej donośny szum odbijający się pośród uszkodzonych ścian. I właśnie wtedy, gdy schody były już tak niedaleko, MezXtli poczuł jak coś odbiło się od jego łydki. Z początku wziął to za przedmiot niesiony falami wody, a jednak owo coś wbiło się gwałtownie w jego osłoniętą ledwie cienką szatą nogę. Warknął z nagłego bólu, gdy ostre jak igły zęby przecięły skórę. Tiba, którego wspierał na swoim ramieniu, nagle jęknął i odchylił się w tył niemalże wyślizgując się z chwytu hieroduli i maga. Oczy Ah-saa-braxa oraz Zyanyi dostrzegły zaś ruch pośród mętnej wody. Obłe, wibrujące ciepłem kształty, przypominające nic innego jak pospolitego w rzecznych odmętach węgorza plamistego. Poruszały się płynnie i szybko. Zwabione zapachem krwi więźnia, zaatakowały Xatatla oraz maga astralnego, owijając się mu wokół łydki...

[center]Obrazek[/center]
Spoiler!
Wasze postacie mają infrawizję. Słyszą więc ów odgłos na stopniach i po chwili widzą jak pulsująca ciepłem życia postać alchemika stacza się gwałtownie ze schodów i z pluskiem wpada z powrotem do wypełniającej podziemia wody. Jedno ze stworzeń, które zaatakowały waszych towarzyszy, wbiło się również w udo pechowego alchemika!
Ostatnie płomienie dogasły. Piwnica pogrąża się w ciemności - ci, co nie widzą w ciemności, to nie widzą teraz zgoła nic. Rwąca rzeka natomiast wlewa się i wypełnia podziemia. Woda sięgnęła wam do pasa. Na schodach również panuje absolutna ciemność. Słyszycie głuchy odgłos czegoś (a może kogoś) co spadło na stopnie i dość wyraźne pluśnięcie. Węgorze, które was zaatakowały, mają na oko z metr długości. Póki co Ci, co widzą w ciemności, dostrzegają trzy sztuki (po jednej przy magu, więźniu oraz alchemiku). Te ryby są naprawdę bardzo znane, wiecie więc, że nie maja żadnego jadu, ni niczego innego prócz rzędu dość ostrych zębów.

MezXtli: otrzymuje jedno obrażenie od rybich zębów!
Ostatnio zmieniony 14 sierpnia 2016, 20:24 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 15 sierpnia 2016, 12:40

[center]Piwnica pod składem Bentaresh, 15 Pani Trzcin[/center]
Opleciony wokół nogi śliski kształt zdjął Mibampesa uczuciem niewysłowionego wstrętu, jawiąc mu się odrażającym pocałunkiem któregoś z Bogów Ciemności. Ból promieniujący w miejscu ugryzienia wydarł z ust alchemika przeciągły jęk cierpienia. Szamocąc się w czarnej wodzie niczym pochwycona w więcierz ryba, AjArdczyk jął macać wokół siebie rękami w poszukiwaniu kamiennych stopni.

- Niech mi ktoś pomoże! - wydusił z siebie nieporadnie - Gdzie jesteście?!
Ponieważ MG wspomniała o panujących w piwnicy całkowitych ciemnościach, alchemik spróbuje wymacać rękami schodki, a następnie pomknie w ich górę na czworakach niczym zwierzak (dzięki temu powinien zachować lepszą stabilność).

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 17 sierpnia 2016, 15:23

[center]Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Wszystko wzięło w łeb. Pomimo kilku początkowych sukcesów, drużynę zdawał się prześladować coraz większy niefart. Wyprawa zdecydowanie wyczerpała przysługujący jej limit szczęścia, niczym dziurawa łódź na morzu losu, powoli pogrążająca się w odmętach porażki. Brodząc w lodowatej wodzie zastanawiał się, czy nie była to czasem kara za zadawanie się z poganami? Wszyscy wiedzieli, że przebywanie z nimi przynosi pecha... Zwłaszcza, jeśli idzie o tych nawiedzonych czcicieli Słońca... Wielki Wąż z pewnością nie był zadowolony... Może jednak - pomyślał - uda się dotrzeć do schodów? Choć tam już pewnie czekają na nas. W zasadzie gorzej już być nie może - podsumował ponuro. I nagle zobaczył je. Węgorze. Ich obłe, śliskie ciała wiły się w przybierającej wodzie, długie ogony poruszały się niczym bicze...

Przekleństwo! Oby nie poczuły krwi! - przebiegło mu przez głowę. I wtedy właśnie usłyszał krzyk alchemika. W głosie AjArdczyka prócz strachu brzmiała nuta aż nadto realnego bólu, którą Sa rozpoznał bezbłędnie. Schody! Krawędzie są ostre... Na Węża! Zaraz będzie ich tam cała chmara. Muszę się stąd wydostać! - myśli tłukły się pod czaszką niczym ławica spłoszonych ryb. Zacisnął zęby starając się opanować panikę. Dłoń odruchowo sięgnęła w stronę sztyletu, dobywając go z pochwy. Chłód stali miał w sobie coś krzepiącego. Rozchodził się wzdłuż ramienia falą spokoju, tłumiącą mniej doskonałe, ludzkie emocje, podczas gdy dowodzenie przejmowała część o wiele starsza i bardziej pierwotna - gadzi instynkt przetrwania. Pozwolił mu na to wiedząc, iż wężowe dziedzictwo uratuje go, tak jak ratowało go zawsze. W ciemności zalanego wodą lochu oczy Sa błysnęły ledwo dostrzegalnie, a jego rozdwojony język przesunął się po ostrej krzywiźnie kłów. Nie różnił się teraz wiele od zimnokrwistych drapieżników polujących w otaczających go mroku. Rozpryskując wodę ruszył naprzód, kierując się krzykami alchemika.
Sztylet w dłoń i idę do schodów. Jeśli uda mi się tam dotrzeć, to trzymam się boku (pamiętam o pułapce). Wejdę w górę kilka stopni i dopiero wtedy, gdy będę stał dość pewnie, postaram się wyciągnąć z wody alchemika. Jeśli jakiś węgorz wcześniej mnie zaatakuje, będę próbował unikać.

Zakładam także, iż z uwagi na brak czasu nie zdążyłem zatruć sztyletu.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt: