- Trudno mi docenić walory tego trunku - rzekł Nikodemus próbując hamować atak kaszlu wywołany paleniem w gardle. - Prawda to, że jakby mocniejsze, ale łagodniejsze, niż nasze lokalne pędziwo. Ale w smaku jakby na gryzoniach było pędzone.
Sędzia zrobił pauzę, ale nie doczekawszy się odpowiedzi ciągnął:
- Wielceśmy radzi, żeś dla nas odszpuntował tak zacny trunek, którego walorów nawet nie jesteśmy w stanie w pełni docenić. Ale okoliczności, jakie nas tu sprowadziły zgoła mało towarzyski mają charakter. Sprawa naprawdę jest poważna, a czyny, których dopuściliśmy się my, tam w lesie, jak i Ty, Marcusie, tutaj w wiosce nie nastrajają do kontemplacji klarowności bursztynowego trunku. Przestań trzymać nas w niepewności i powiedz o co w tym wszystkim chodzi, bo jeszcze chwila, a mieszkańcy dla odmiany starszyznę puszczą ze stosowym dymem. Przestań, proszę, udawać, że ze spokojem patrzysz, jak nasza do tej pory spokojna i szczęśliwa społeczność stanąwszy na skraju przepaści robi dziarski krok naprzód.
PBF - Czarny Świt
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Koronopan, domostwo Markusa
Markus dopił własną porcję trunku i odłożył kubek na stół przenosząc spojrzenie na Nikodemusa. Sięgnąwszy palcami do kieszonki na piersi mężczyzna wyciągnął z niej malutki woreczek z folii, zawiązany starannie wykonanym szczelnym supłem, wypełniony białym proszkiem o drobniutkich ziarenkach.
Anton wciągnął głośno powietrze, gdy tylko spostrzegł woreczek, spiorunował Markusa kipiącym dezaprobatą spojrzeniem. Schiller zniósł nieme oskarżenie przyjaciela ze stoickim spokojem, ale zignorował wyciągniętą dłoń Gerarda nie przejawiając najmniejszej chęci do podania mu woreczka.
- Wątpię, by ktokolwiek z was prócz Antona wiedział, co to takiego - powiedział Markus unosząc foliową torebkę nieco wyżej i demonstrując ją oczom wszystkich gości - I bądźcie wdzięczni bóstwom, które wyznajecie za ten brak wiedzy. To żarnik, biały proszek z Kolistych Pól na dalekim wschodzie.
- Nasienie Demiurga! - wysyczał przez zęby Anton, na przemian zaciskając dłonie w pięści i otwierając je ponownie - Pył pożerający duszę!
- To jedna z hipotez na temat źródła jego pochodzenia - skinął głową Markus - Z powodu tego proszku spaliłem złapaną w sidła staruchę. Z tego powodu zabiliście pozostałych obcych. Stara miała ze sobą żarnik, więc pozostali też mogli go przenosić. Lecz co gorsza, znalazłem ziarenka tej choroby rozsypane w naszym spichlerzu. Musiałem podłożyć ogień, inaczej ściągnąłbym zagładę na nas wszystkich.
- Skazili żarnikiem żywność, aby nas uzależnić? - spytał z rosnącym gniewem Anton.
- Albo to... albo chcieli nas przeistoczyć - odpowiedział fatalistycznym tonem Markus i chociaż pozostali goście nie zrozumieli sensu jego ostatnich słów, wszyscy poczuli na plecach lodowate ciarki.
Markus dopił własną porcję trunku i odłożył kubek na stół przenosząc spojrzenie na Nikodemusa. Sięgnąwszy palcami do kieszonki na piersi mężczyzna wyciągnął z niej malutki woreczek z folii, zawiązany starannie wykonanym szczelnym supłem, wypełniony białym proszkiem o drobniutkich ziarenkach.
Anton wciągnął głośno powietrze, gdy tylko spostrzegł woreczek, spiorunował Markusa kipiącym dezaprobatą spojrzeniem. Schiller zniósł nieme oskarżenie przyjaciela ze stoickim spokojem, ale zignorował wyciągniętą dłoń Gerarda nie przejawiając najmniejszej chęci do podania mu woreczka.
- Wątpię, by ktokolwiek z was prócz Antona wiedział, co to takiego - powiedział Markus unosząc foliową torebkę nieco wyżej i demonstrując ją oczom wszystkich gości - I bądźcie wdzięczni bóstwom, które wyznajecie za ten brak wiedzy. To żarnik, biały proszek z Kolistych Pól na dalekim wschodzie.
- Nasienie Demiurga! - wysyczał przez zęby Anton, na przemian zaciskając dłonie w pięści i otwierając je ponownie - Pył pożerający duszę!
- To jedna z hipotez na temat źródła jego pochodzenia - skinął głową Markus - Z powodu tego proszku spaliłem złapaną w sidła staruchę. Z tego powodu zabiliście pozostałych obcych. Stara miała ze sobą żarnik, więc pozostali też mogli go przenosić. Lecz co gorsza, znalazłem ziarenka tej choroby rozsypane w naszym spichlerzu. Musiałem podłożyć ogień, inaczej ściągnąłbym zagładę na nas wszystkich.
- Skazili żarnikiem żywność, aby nas uzależnić? - spytał z rosnącym gniewem Anton.
- Albo to... albo chcieli nas przeistoczyć - odpowiedział fatalistycznym tonem Markus i chociaż pozostali goście nie zrozumieli sensu jego ostatnich słów, wszyscy poczuli na plecach lodowate ciarki.
Przerwałem konwersację w tym momencie, by dać BG szansę na reakcję - w końcu usłyszeliście niecodzienne rewelacje. O żarniku praktycznie nic nie wiedzieliscie, słyszeliście tylko o tym, że niektóre karawany sprzedają niebezpieczne używki. Ale o co chodziło z tym przeistoczeniem dla przykładu, nie macie najmniejszego pojęcia!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Koronopan, peryferia
Snowid przyjął polecenie Markusa bez cienia grymasu, krótkimi zdaniami rozdzielając zadania i rozsyłając oddelegowanych do warty osadników na właściwe pozycje. Nikt nie próbował z nim dyskutować, bo krótki i brutalny pokaz siły w wykonaniu Yurana dał do myślenia najbardziej zacietrzewionym poplecznikom Rudolfa. Ludzie wciąż sarkali, a w ich oczach lśniły niebezpieczne ogniki, lecz bez zbędnych opóźnień rozeszli się bądź to do swoich obowiązków, bądź własnych domostw.
Młody myśliwy wyjął z kieszeni spodni mieszankę aromatycznych liści i wsadził zwiniętą z nich kulkę w usta żując ją nieśpiesznie. Oparty o kamienną cembrowinę zamkniętej dla ziomków studni, rozglądał się pozornie nieśpiesznie wokół siebie. Dzięki tej pozycji mógł przynajmniej po części odpocząć po trudach całonocnej wyprawy, coraz śmielej rozpełzających się po całym ciele. Swąd spalenizny unoszący się nad zgliszczami spichlerza przyniósł Snowidowi wspomnienie odoru spalonego mięsa wywęszonego w lesie opodal pułapek na dziki i siłą rzeczy przeskoczył po krótkiej chwili do jeszcze mroczniejszych wspomnień krwawej rzezi w obozowisku wędrownych złodziei. Myśliwy nie potrafił sobie przypomnieć, kogo właściwie tam zabił, ciemności litościwie ukryły przed nim tożsamość przybitej do ziemi włócznią ofiary. Wolał wierzyć, że przeszył ostrzem któregoś z wojowników, a nie dziewczynę, ale w ostatecznym rozrachunku niczego to nie zmieniało.
Wydany przez Markusa Schillera wyrok oznaczał śmierć dla wszystkich dogonionych w puszczy obcych.
Błądzący myślami Snowid zesztywniał znienacka, by natychmiast znowu się rozluźnić, maskując tym samym swe odkrycie. Jego spojrzenie pobiegło ukosem ku linii dochodzących do domostwa Szyszków zarośli, wdzierających się zuchwale na poletko kukurydzy. Gałęzie krzaków poruszyły się dość dyskretnie, by nie dostrzegli tego poszeptujący między sobą osadnicy zgromadzeni wokół młockarni, ale uwadze lubującego się w polowaniach Snowida poruszenie nie mogło ujść.
Myśliwy w ułamku chwili zyskał pewność, że ktoś się w tych chaszczach czaił i nie było to bynajmniej zwierzę!
Snowid przyjął polecenie Markusa bez cienia grymasu, krótkimi zdaniami rozdzielając zadania i rozsyłając oddelegowanych do warty osadników na właściwe pozycje. Nikt nie próbował z nim dyskutować, bo krótki i brutalny pokaz siły w wykonaniu Yurana dał do myślenia najbardziej zacietrzewionym poplecznikom Rudolfa. Ludzie wciąż sarkali, a w ich oczach lśniły niebezpieczne ogniki, lecz bez zbędnych opóźnień rozeszli się bądź to do swoich obowiązków, bądź własnych domostw.
Młody myśliwy wyjął z kieszeni spodni mieszankę aromatycznych liści i wsadził zwiniętą z nich kulkę w usta żując ją nieśpiesznie. Oparty o kamienną cembrowinę zamkniętej dla ziomków studni, rozglądał się pozornie nieśpiesznie wokół siebie. Dzięki tej pozycji mógł przynajmniej po części odpocząć po trudach całonocnej wyprawy, coraz śmielej rozpełzających się po całym ciele. Swąd spalenizny unoszący się nad zgliszczami spichlerza przyniósł Snowidowi wspomnienie odoru spalonego mięsa wywęszonego w lesie opodal pułapek na dziki i siłą rzeczy przeskoczył po krótkiej chwili do jeszcze mroczniejszych wspomnień krwawej rzezi w obozowisku wędrownych złodziei. Myśliwy nie potrafił sobie przypomnieć, kogo właściwie tam zabił, ciemności litościwie ukryły przed nim tożsamość przybitej do ziemi włócznią ofiary. Wolał wierzyć, że przeszył ostrzem któregoś z wojowników, a nie dziewczynę, ale w ostatecznym rozrachunku niczego to nie zmieniało.
Wydany przez Markusa Schillera wyrok oznaczał śmierć dla wszystkich dogonionych w puszczy obcych.
Błądzący myślami Snowid zesztywniał znienacka, by natychmiast znowu się rozluźnić, maskując tym samym swe odkrycie. Jego spojrzenie pobiegło ukosem ku linii dochodzących do domostwa Szyszków zarośli, wdzierających się zuchwale na poletko kukurydzy. Gałęzie krzaków poruszyły się dość dyskretnie, by nie dostrzegli tego poszeptujący między sobą osadnicy zgromadzeni wokół młockarni, ale uwadze lubującego się w polowaniach Snowida poruszenie nie mogło ujść.
Myśliwy w ułamku chwili zyskał pewność, że ktoś się w tych chaszczach czaił i nie było to bynajmniej zwierzę!
Myślę, że introwertyczny z natury Snowid nikomu nic nie powie, tylko pójdzie samemu sprawdzić, czy miał rację. Sytuacja rozwojowa...
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Twoje odpowiedzi przyniosły wiele kolejnych pytań. Co to jest ten żarnik, którego aż tak się lękacie, że dla ochrony przed nim posuwamy się do rozwiązań ostatecznych, zagrażających bezpieczeństwu całej społeczności? I co powiemy mieszkańcom? A coś im trzeba powiedzieć, i to jak najszybciej. Brak jakiejkolwiek wiedzy jest gorszy niż najgorsza prawda. A ludzie są na skraju paniki i są gotowi stanąć przeciw sobie nawzajem. Istnienie Koronapanu wisi na włosku.