Koronopan, dzień po likwidacji obozu Jeźdźców Apokalipsy
Werk przez chwilę poważnie rozważał odstrzelenie Marcusowi głowy. Nawet on nie miał zdaniem mechanika prawa niszczyć całych zapasów żywności, bez narady z resztą starszyzny i mieszkańców, z jakiegokolwiek powodu. Niestety to tylko pogłębiło by chaos.
Widząc, że Yuran i Nikodemus murem stoją za podpalaczem Bayer zrezygnował zupełnie ze swoich zabójczych planów mimo, że ten mord wydawał mu się dużo bardziej uzasadniony niż nocna rzeź w obozowisku degeneratów. Wtedy nie splamił sobie rąk ale dziś miał na to wielką ochotę.
Bez słowa przepchnął się przez tłum mieszkańców i udał do swojego warsztatu. W ciągu dwóch ostatnich dni Koronapan stracił dla niego cały swój urok. Dotąd był spokojnym miejscem w którym mógł oddawać się pracy nie martwiąc się o pustą miskę czy bandytów. Wyglądało jednak na to, że w osadzie zapanuje teraz głód i rządy przemocy więc miejsce stało się równie złe, jak każde inne. Tylko Eleni będzie mu brakowało.
PBF - Czarny Świt
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Koronopan, plac przy składzie żywności
Groźna postawa Yurana sprawiła, że Wolkner cofnął się o krok i nie powiedział już ani słowa więcej, lecz w ciemnych oczach farmera gorzał płomień tak ogromnego gniewu, że Polanin zdecydował się nie odwracać w stronę Wolknera plecami, przynajmniej do końca dnia. Co gorsza, usłyszane przez osadników stanowisko Nikodemusa natychmiast podburzyło grupkę skupioną wokół Rudolfa Warzechy, złożoną z kilkunastu gniewnych mężczyzn i kobiet. Było wśród nich również paru wioskowych anabaptystów, co nie uszło czujnej uwadze Antona.
- Dla własnego dobra usłuchajcie prośby Markusa! - huknął gromko ojciec Gerarda - Daję wam własne słowo, że najdalej jutro wygłoszone zostanie wyjaśnienie dla wszystkiego, co miało tutaj miejsce.
- Co robiliście w lesie?! - nie ustępował Warzecha - Co Nikodemus gadał do Markusa? Uczyniliście coś złego?!
Przez ludzką ciżbę przetoczył się zły pomruk, nim jednak przeszedł w kakofonię głośniejszych okrzyków, nie panujący już nad emocjami Yuran skoczył do przodu i zamachnął się bez ostrzeżenia zaciśniętą w pięść dłonią. Rudolf nie zdążył się uchylić ani nawet cofnąć, bo chociaż podjął taką próbę, utknął na murze stłoczonych za nim popleczników. Trafiony w podbródek zwalił się na ziemię z głuchym jękiem. Jakaś kobieta, chyba Patricia, krzyknęła przestraszona, reszta osadników skamieniała z wrażenia nie wiedząc jak właściwie na ów akt agresji zareagować.
- Dość tego! - krzyknęli jednocześnie Markus i Anton. Surowy anabaptysta złapał Yurana za rękaw w zamiarze odciągnięcia młodego Polanina od ofiary, bo niektórzy z popleczników Rudolfa nadspodziewanie szybko odzyskali władzę w członkach i zaczęli podnosić w górę zaciśnięte pięści.
Groźna postawa Yurana sprawiła, że Wolkner cofnął się o krok i nie powiedział już ani słowa więcej, lecz w ciemnych oczach farmera gorzał płomień tak ogromnego gniewu, że Polanin zdecydował się nie odwracać w stronę Wolknera plecami, przynajmniej do końca dnia. Co gorsza, usłyszane przez osadników stanowisko Nikodemusa natychmiast podburzyło grupkę skupioną wokół Rudolfa Warzechy, złożoną z kilkunastu gniewnych mężczyzn i kobiet. Było wśród nich również paru wioskowych anabaptystów, co nie uszło czujnej uwadze Antona.
- Dla własnego dobra usłuchajcie prośby Markusa! - huknął gromko ojciec Gerarda - Daję wam własne słowo, że najdalej jutro wygłoszone zostanie wyjaśnienie dla wszystkiego, co miało tutaj miejsce.
- Co robiliście w lesie?! - nie ustępował Warzecha - Co Nikodemus gadał do Markusa? Uczyniliście coś złego?!
Przez ludzką ciżbę przetoczył się zły pomruk, nim jednak przeszedł w kakofonię głośniejszych okrzyków, nie panujący już nad emocjami Yuran skoczył do przodu i zamachnął się bez ostrzeżenia zaciśniętą w pięść dłonią. Rudolf nie zdążył się uchylić ani nawet cofnąć, bo chociaż podjął taką próbę, utknął na murze stłoczonych za nim popleczników. Trafiony w podbródek zwalił się na ziemię z głuchym jękiem. Jakaś kobieta, chyba Patricia, krzyknęła przestraszona, reszta osadników skamieniała z wrażenia nie wiedząc jak właściwie na ów akt agresji zareagować.
- Dość tego! - krzyknęli jednocześnie Markus i Anton. Surowy anabaptysta złapał Yurana za rękaw w zamiarze odciągnięcia młodego Polanina od ofiary, bo niektórzy z popleczników Rudolfa nadspodziewanie szybko odzyskali władzę w członkach i zaczęli podnosić w górę zaciśnięte pięści.
Czy Yuran opanuje swą złość czy też zamachnie się również na Antona? Jak reszta drużyny (z wyjątkiem Werka, który już sobie poszedł) zareaguje na ewentualną perspektywę bijatyki Dla Namakemono, bunt w takich okolicznościach może zostać w skrajnych przypadkach ukarany wygnaniem, lecz może warto pomyśleć o kompromisowym wyroku? Wygnanie większej ilości ziomków grozi emigracją większości populacji, już zagrożonej w Koronapanie głodem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Koronopan, domostwo Bayera Werka
Przygnębiony i smutny, Borkanin wszedł do wnętrza swego piętrowego domu, łączącego w sobie funkcje mieszkania, warsztatu i składu surowców wspólnych. Zamknąwszy obite blachą drzwi mężczyzna położył na drewnianej podłodze plecak, kulomiot powiesił na pasku na metalowym wieszaku. Na zewnątrz robiło się coraz jaśniej, lecz Werk nie podniósł metalowych zasłon na oknach, pozostawił wnętrze domostwa ukryte w głębokim półmroku. Wydarzenia ostatnich kilku godzin głęboko go poruszyły, zmusiły do rozważenia na nowo decyzji, przed którą długo się wzbraniał. Mechanik osiadł w Koronapanie kilka lat wcześniej i przez wiele miesięcy przeświadczony był, że jego wędrówka przez wschodnią Borkę dobiegła kresu.
Jedna noc wystarczyła, by poczucie bezpieczeństwa Bayera stopniało niemal do zera. W przeciwieństwie do większości rdzennych mieszkańców osady Borkanin wiedział to i owo o apokaliptykach i zdawał sobie sprawę z ich mściwych upodobań. Chociaż wszystko wskazywało na to, że z nocnej rzezi nikt nie uszedł z życiem, a na miejscu nie pozostały żadne ślady mogące łączyć zabójstwa z Koronapanem, gniew innych apokaliptyków i tak mógł prędzej czy później na osadę spaść - choćby z powodu jej bliskiego usytuowania względem miejsca masakry. Sprawę pogarszały późniejsze zajścia w samym Koronapanie. Spalony skład żywności, wyłączona z użytku główna studnia - ponownie Werk domyślał się więcej niż jego znajomkowie, albowiem wiedział co nieco na temat żarniny, wyjętej spod prawa i bezwzględnie zakazanej na cywilizowanych ziemiach.
Bayer schylił się pod stół montażowy, wyciągnął spod niego flaszkę oczyszczonej dzięki domowej roboty filtrowi wody. Zapas złożony z dziesięciu plastikowych i szklanych pojemników stał się znienacka wręcz bezcenny, bo jeśli podejrzenia Werka względem żarniny były prawdziwe, osada stanęła w obliczu niemal pewnej zguby.
Pogrążony w głębokiej zadumie, Borkanin uświadomił sobie znienacka, że w warsztacie zrobiło się nieco jaśniej. Ledwie sekundę po stwierdzeniu tego faktu mężczyzna poczuł unoszące się na karku włoski. Jego spojrzenie pobiegło dyskretnie w stronę powieszonego na pasku kulomiotu, a w myślach pojawiło się natychmiast pytanie, czy zdąży na czas pochwycić broń.
W domostwie zrobiło się jaśniej, bo ktoś pomimo obecności gospodarza otworzył wejściowe drzwi zadbawszy wpierw o to, by zawieszony przy nich mosiężny dzwonek nie wydał z siebie najmniejszego ostrzegawczego dźwięku - a mieszkańcy Koronapanu wiedzieli doskonale, dlaczego dzwonek wisiał przy wejściu i wiedzieli też jak bardzo Werk cenił sobie swoją prywatność.
Przygnębiony i smutny, Borkanin wszedł do wnętrza swego piętrowego domu, łączącego w sobie funkcje mieszkania, warsztatu i składu surowców wspólnych. Zamknąwszy obite blachą drzwi mężczyzna położył na drewnianej podłodze plecak, kulomiot powiesił na pasku na metalowym wieszaku. Na zewnątrz robiło się coraz jaśniej, lecz Werk nie podniósł metalowych zasłon na oknach, pozostawił wnętrze domostwa ukryte w głębokim półmroku. Wydarzenia ostatnich kilku godzin głęboko go poruszyły, zmusiły do rozważenia na nowo decyzji, przed którą długo się wzbraniał. Mechanik osiadł w Koronapanie kilka lat wcześniej i przez wiele miesięcy przeświadczony był, że jego wędrówka przez wschodnią Borkę dobiegła kresu.
Jedna noc wystarczyła, by poczucie bezpieczeństwa Bayera stopniało niemal do zera. W przeciwieństwie do większości rdzennych mieszkańców osady Borkanin wiedział to i owo o apokaliptykach i zdawał sobie sprawę z ich mściwych upodobań. Chociaż wszystko wskazywało na to, że z nocnej rzezi nikt nie uszedł z życiem, a na miejscu nie pozostały żadne ślady mogące łączyć zabójstwa z Koronapanem, gniew innych apokaliptyków i tak mógł prędzej czy później na osadę spaść - choćby z powodu jej bliskiego usytuowania względem miejsca masakry. Sprawę pogarszały późniejsze zajścia w samym Koronapanie. Spalony skład żywności, wyłączona z użytku główna studnia - ponownie Werk domyślał się więcej niż jego znajomkowie, albowiem wiedział co nieco na temat żarniny, wyjętej spod prawa i bezwzględnie zakazanej na cywilizowanych ziemiach.
Bayer schylił się pod stół montażowy, wyciągnął spod niego flaszkę oczyszczonej dzięki domowej roboty filtrowi wody. Zapas złożony z dziesięciu plastikowych i szklanych pojemników stał się znienacka wręcz bezcenny, bo jeśli podejrzenia Werka względem żarniny były prawdziwe, osada stanęła w obliczu niemal pewnej zguby.
Pogrążony w głębokiej zadumie, Borkanin uświadomił sobie znienacka, że w warsztacie zrobiło się nieco jaśniej. Ledwie sekundę po stwierdzeniu tego faktu mężczyzna poczuł unoszące się na karku włoski. Jego spojrzenie pobiegło dyskretnie w stronę powieszonego na pasku kulomiotu, a w myślach pojawiło się natychmiast pytanie, czy zdąży na czas pochwycić broń.
W domostwie zrobiło się jaśniej, bo ktoś pomimo obecności gospodarza otworzył wejściowe drzwi zadbawszy wpierw o to, by zawieszony przy nich mosiężny dzwonek nie wydał z siebie najmniejszego ostrzegawczego dźwięku - a mieszkańcy Koronapanu wiedzieli doskonale, dlaczego dzwonek wisiał przy wejściu i wiedzieli też jak bardzo Werk cenił sobie swoją prywatność.
Najprawdopodobniej ktoś wkradł się do domostwa Werka, a to oznacza, że może się czaić tuż za jego plecami!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Uspokójcie się wszyscy! - krzyknął sędzia. - Proszę, zachowajcie spokój. Anton i Marcus są naszymi przewodnikami od lat. Nie ma powodu, żeby wątpić w ich intencje. Działają dla dobra naszej społeczności. Jeśli zrobili to, co zrobili, to dlatego, że taka była wyższa konieczność, a pośpiech i tajemnica były ważniejsze niż wyjaśnianie szczegółów. Pozwólcie starszyźnie działać, w stosownym czasie wszyscy otrzymamy wyjaśnienia. Wciąż są prawowitymi członkami starszyzny, a ja nie pozwolę na lekceważenie ich urzędu. Wracajcie do domów, w chwili kryzysu nie potrzeba nam jeszcze waśni między nami.