PBF - W Mroku Oxanu

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 17 lipca 2016, 20:54

[center]Dzielnica kupiecka, Skład Bentaresh, Calli, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Eh, i to by było na tyle w kwestii cichej infiltracji... - zaklął w myślach wojownik. Nie był pewien, czy ten huk był wywołany przez samą miksturę, ale było to dla niego mało prawdopodobne. Plusk wody słyszany w oddali również nie zwiastował niczego dobrego. Syn Słońca wiedział, że jeśli mieli do tej pory jakiś zapas czasu, to właśnie uległ on drastycznemu skróceniu i trzeba działać.
Lawina ruszyła. Gdzieś z tyłu głowy wojownikowi kołatała się myśl, iż plusk wody oznacza rychłe zalanie całego lochu przez rzekę...

Ehecatlem odwrócił się do swych towarzyszy naprędce i syknął tylko:

- Wszyscy za mną! - po czym ruszył z wyciągniętą przed siebie tarczą w jednej i swym orężem w drugiej dłoni przed siebie, gotowy na odparowanie ewentualnego kontrataku.
Alarmem nie trzeba się już było martwić - jakimś cudem Stratisowi udało się go uruchomić...

Po drodze napotkał stojącego Muzyka, który przyglądał się przez moment swemu dziełu. Ominął go wraz ze słowami:

- Teraz, szybko!

Po czym ruszył w kierunku najbliższego żywego przeciwnika.
Podnoszę magicznie zwinność (nie mam przy sobie karty, jestem w pracy) i szybko orientuję się w sytuacji i dopadam przeciwnika, który ucierpiał najmniej, by nie skupił swojej uwagi na pozostałych oraz atakuję go orężem. W oczekiwaniu na dotarcie reszty drużyny w następnej rundzie najpierw paruję tarczą, jeśli przeciwnik ma więcej inicjatywy.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 18 lipca 2016, 15:44

[center]Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Tak jak złodziej przewidział, Syn Słońca nie czekał zbyt długo, lecz pełen właściwego sobie animuszu ruszył do ataku. Narobił przy tym wystarczająco dużo zamieszania, by ściągnąć na siebie uwagę pozostałych przy życiu strażników. Ah-saa-brax nie zamierzał go naśladować. Cicho niczym cień wysunął się zza załomu, i ukrył za wysokim zwałem gruzu, który runął przed chwilą z sufitu. Pomieszczenie spowijały tłuste pasma czarnego dymu, a rozgrzane powietrze paliło skórę. Woń spalonego mięsa dławiła w gardle, zabijając wszelkie inne zapachy. Złodziej widział jednak doskonale, dzięki błogosławieństwu Węża, którego stygmatem były oczy o pionowych źrenicach. Półmrok spowijający pomieszczenie działał jedynie na jego korzyść, wzmacniając moc zaklęcia, które otaczało go cienistym płaszczem. Młody Sa napiął mięśnie przedramienia, a owinięta wokół jego ręki żararaka w lot pojęła ten sygnał, gotując się do walki. Zważył w dłoni sztylet, czekając na dogodną okazję do ataku...
Mam w dłoni zatruty sztylet i jadowitego węża na przedramieniu. Czekam na okazję, gdy ktoś przejdzie obok mnie (np. atakując Syna Słońca, lub flankując go) i chcę go wtedy zaatakować z zaskoczenia (tak, by miał połowę PO przeciwko mnie). Jeśli będę miał odpowiednio dużo czasu, poświęcę pierwszą rundę na przycelowanie w szczelinę zbroi. Jeśli nie, to atakuję normalnie.

Sophia na razie czeka. Wejdzie do walki w przypadku, w którym miałbym jakiś większy problem z przeciwnikiem.
Ostatnio zmieniony 22 lipca 2016, 12:39 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 20 lipca 2016, 09:58

[center]Calli, Piwnica Bentaresh, 15 Pani Trzcin (Iparu), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
W nikłym blasku ognistej łuny dumny Syn Słońca ruszył do walki. Z obnażonym orężem i zdobną piórami tarczą zamierzył się na najbliższego strażnika - tego samego, doświadczonego tiba, którego ujrzały oczy maga oraz złodzieja, w jednym z pomieszczeń składu. Dojrzały wiekiem mężczyzna podniósł się z pozostałości kamiennej ściany piwnicznej i dobył przytroczony do pasa macuahuitl. Gdy obaj wojownicy przygotowywali się do starcia, niedostrzeżony przez przeciwnika Stratis, przemknął szybko za osłonę zwaliska ciemnych kamieni. Napiął mięśnie i czekał na idealny moment... jedną, jedyna chwilę do zadania precyzyjnego ciosu...

Gdy młody wojownik ruszył przodem, aby powstrzymać napastników, spokojny niczym ziemia alchemik dobył kopesh i stanął u boku Wybranki Czarnej Matki. Był gotów osłonić ją, powstrzymać każdego, kto choć próbowałby zranić dostojną hierodulę. Zyanya natomiast była już przygotowana... skupiła się na swym celu... strażniku, pokrytym bliznami, kulejącym mężczyźnie...

Cichy zdradliwy syk przeciął nagle powietrze. Coś niewielkiego śmignęło nad uchem paladyna. Poleciało dalej, mierząc w najbliższego strażnika. Wtedy jednak ten przypominający owada kształt, w rzeczywistości nasączona trucizną strzałka, utraciła impet lotu i minęła gotowego do walki tiba. Zniknęła gdzieś pomiędzy zwaliskami sczerniałych kamieni. Pocisk nie tknął, ni drasnął ciała strażnika, który mimo to zerwał się i z impetem zaszarżował na Ehecatlema. Z niesamowitą wprost siłą natarł na młodego i wciąż niedoświadczonego Syna Holis. Cios był tak nagły, tak szybki, że młodzieniec nie zdołał osłonić swojego ciała tarczą. Macuahuitl cięło jego pierś, uderzyło w zrobioną ze skór i kościanych obręczy zbroję. Gruchnęło roztrzaskiwane żebro. Silny ból ogarnął jego świadomość, odbierając tchu. Ciemne plamy zawibrowały przed oczami a wśród nich ledwo majaczyła wykrzywiona bitewnym gniewem twarz przeciwnika. Lata surowego treningu nie przygotowały go na to, z czym się spotkał. Teraz miał przed sobą rzeczywistego wroga, tego, który służył w domu Ammenofre - gnieździe pomiotu Ciemności. Syn Słońca... obrońca pałacu Aru Ari uczuł jak w nim samym narasta gniew... gniew na tego, który z takim upodobaniem zadawał cierpienie Xatatlowi. Zapach krwi i ból wzmocnił na raz jego determinację.

A wtedy, z jego prawej strony pojawił się drugi strażnik. Nim jednak zdążył wznieść quauhololli i zaatakować osłabionego Aruan, z cieni wynurzyła się sylwetka Stratisa. W mroku błysnęło zatrute ostrze sztyletu. Złodziej ciął z wprawą doświadczonego nożownika, równie szybko i pewnie niczym atakująca żararaka. Tiba zacharczał, gdy z jego rozciętego karku popłynęła obficie krew. Zraniony, zamachnął się, lecz płynący w jego żyłach jad osłabił siłę ciosu i Sa uniknął go z łatwością.

Na raz otaczająca przestrzeń wypełniła się gęstą parą. Płomienie zasyczały gniewnie, gdy do pomieszczenia wdarła się woda. Z pluskiem wypełniła posadzkę sięgając ponad kostki walczących. Trawiący szczątki drewna ogień zadrgał i przygasł, pogrążając otoczenie w jeszcze głębszej, teraz już wyraźnie wilgotnej ciemności. Krąg cieni zacisnął się wokół walczących mężczyzn.

Dowódca straży zaatakował ponownie kierując uderzenie w paladyna. Macuahuitl zatrzymał się jednak na wzniesionej tarczy. Drewno ugięło się niemiłosiernie, zaskrzypiało ledwie powstrzymując nieprawdopodobny wręcz napór. Tarcza jednak wytrzymała. Syn Słońca odparł druzgocące natarcie przeciwnika i zaatakował kulejącego tiba. Oręż rozciął głęboko policzek starszego Lenja'kare, po czym ciężko opadł na jego obojczyk, miażdżąc kości. Krew pokryła szybko cały jego podbródek i splamiła lśniącą zbroję. Mężczyzna wydał okrzyk furii. I gdy Ehecatlem spodziewał się już ciosu z jego strony, w pomieszczeniu zabrzmiała śpiewna inkantacja. To MezXtli wykrzykiwał kolejne słowa zaklęcia, kreśląc dłońmi złożone symbole, które przez chwilę zdawały się jarzyć własnym widmowym blaskiem. Strażnik zawył nagle, jakby sam zajął się żywym ogniem. Po czym zemdlał. Padł, na zalaną wodą posadzkę. Zyanya dmuchnęła w białą jak kość dmuchawkę, a jadowita strzałka mignęła jak czarna smuga i wbiła się w ramię młodszego ze strażników. Mężczyzna zachwiał się i stracił przytomność, dołączając do swojego towarzysza. Nie czekając Stratis pochylił się nad nim i wprawnym ruchem poderżnął leżącemu gardło. Tiba zacharczał i skonał. Krwawy ciemnoczerwony kwiat rozwinął się i rozpłynął w otaczającej ciało wodzie...
Spoiler!
Strażnicy dobywają broni. Paladyn idzie w kierunku przeciwników. Stratis rzuca przed walką zaklęcie Czarostwa Cienisty Płaszcz i skrywa się za gruzem.

[center]Runda 1[/center]

Inicjatywa:
1. Zyanya
2. Stratis
3. Młody strażnik
4. Dowódca straży
5. Khem
6. Ehecatlem
7. MezXtli

Zyanya: dmuchnięcie zatrutą strzałką: brak trafienia.

Stratis: przycelowuje, aby precyzyjnie zaatakować Młodego strażnika

Młody strażnik: idzie w kierunku paladyna.

Dowódca staży: szarża; Krytyczny Sukces! Zadaje łącznie 14 obrażeń Ehecatlemowi. Syn Słońca ma na szczęście zbroję, która chroni go przed częścią obrażeń (14 - wartość pancerza 5 = 9). Zdrowie Ehecatlema spada do końca puli obrażeń średnich!

Khem Lateef Mibampes: Dobywa kopesh i chroni hierodulę.

Ehecatlem: Uderza w przeciwnika i go trafia! Macuahuitl rozcina ramię Dowódcy i spada na jego klatkę piersiową (zadając 4 obrażenia). Wróg ma jednak na sobie skórzany pancerz, który chroni go przed częścią obrażeń.

MezXtli: rzuca czar Koszmar na Dowódcę straży. Czar nie przynosi żadnego widocznego efektu. MezXtli - 1 Energii.
[center]
Runda 2[/center]

Zyanya: ponownie celuje strzałką w Dowódcę, jednak pocisk znów chybi celu.

Stratis: Rzut na trafienie zdany. Stratis atakuje Młodego strażnika w głowę. Sztylet rozcina kark zadając 6 obrażeń przeciwnikowi.

Młody strażnik: Atakuje złodzieja. Nie trafia go jednak.

Dowódca Straży: Atakuje paladyna. Trafienie! Paladyn paruje cios tarczą. Tarcza wytrzymuje siłę uderzenia.

Ehecatlem: Atakuje. Trafienie! Zadaje przeciwnikowi łącznie 11 Obrażeń (część jednak zatrzymuje się na zbroi: 11-4 za pancerz przeciwnika = 7).

MezXtli: rzuca na przeciwnika zaklęcie Koszmar. Dowódca straży mdleje i pada na ziemię!
MezXtli: - 1 Energii (łącznie - 2)
[center]
Runda 3
[/center]
Zyanya: wystrzeliwuje strzałkę w Młodego strażnika i trafia! Strażnik pada na ziemię nieprzytomny od zawartej w pocisku trucizny.

Stratis: Zabija nieprzytomnego Młodego strażnika.

Ehecatlem: związuje liną Dowódcę straży.
[center]
Koniec walki
[/center]
Spoiler!
[center]Obrazek[/center]
W lochu pojawiła się woda. Sięga ponad kostki. A z oddali słychać dalej jej szum. Jeden z przeciwników nie żyje. Drugi póki co jest nieprzytomny. W raz z rosnącym poziomem wody na ziemi, płomienie przygasły i zrobiło się jeszcze ciemniej (Widzenie ponadto pogarsza para. Ci,któzy nie widzą w ciemności mają póki co - 20 do Spostrzegawczości; jak płomienie zgasna zupełnie, nie będziecie nic widzieć). Co robicie teraz? Z racji, że Keth wcześniej zapowiedział, że nie będzie go na forum przez dwa tygodnie, zakładam, że chroni hierodulę i uleczy paladyna, gdy nadarzy się okazja.