[center]
Puszcza na wschód od Koronapanu[/center]
Ukryty wśród wysokiej trawy Dragan obserwował zmrużonymi oczami obozowisko zbiegów, usytuowane po przeciwnej stronie lesistego wzniesienia. Targany ponawiającymi się dreszczami podniecenia, młody myśliwy wodził spojrzeniem po gromadce noszących podróżne stroje ludzi. Naliczył w sumie osiem osób, ku skrywanej uldze odnotowując w pamięci, że wśród obcych nie było żadnych dzieci. Polanin zdecydowany był uczynić wszystko dla bezpieczeństwa swej osady, ale nie potrafił przekonać samego sobie, że w razie konieczności zabicia dziecka nie zadrżałaby mu ręka.
Co wcale nie oznaczało, że likwidacja wszystkich obcych miała być przyjemnym zajęciem. W poczet tajemniczej grupy wchodziły dwie młode dziewczyny mogące śmiało stawać w szranki z urodziwą Eleni. Jedna z nich miała zaplecione w warkoczyki płowe włosy, druga rozpuszczoną na opalone na brąz plecy kruczą grzywę. Śmiejąc się perliście podążyły w stronę pobliskiego leśnego strumienia, niosąc w rękach jakieś tobołki i poszturchując się zaczepnie łokciami. Dragan odprowadził je wzrokiem, po czym przeniósł spojrzenie na pozostałych obcych.
Z wysokości swej kryjówki myśliwy słyszał wyraźnie dźwięki prowadzonej w obozowisku konwersacji. Nieznajomi rozmawiali po borkańsku, z silnym obcym akcentem, który przydawał im dodatkowej aury tajemniczości. Polanin poznał tę mowę na tyle dobrze, by pojąć, że rozmowy tyczyły się przede wszystkim noclegu, podziału wart oraz posiłku. Czy raczej sprzeczki o to, kto miał ten posiłek przyrządzić. Czterej mężczyźni w sile wieku wyraźnie nie mieli na to ochoty, wymawiając się koniecznością zebrania opału i przygotowania posłań. Wszyscy nosili wzmocnione metalowymi płytkami skórzane kurtki i skórzane ochraniacze na wypłowiałych dżinsowych spodniach, wszyscy mieli też białą broń i sprawiali wrażenie ludzi potrafiących się z nią obchodzić. Metalowe włócznie, nabijane gwoździami pałki, stalowe tasaki - nic, co mogłoby Dragana poważnie przestraszyć.
Dwie pozostałe osoby nie wyglądały na specjalnie groźne: jedną był utykający starzec o dziko skłębionej brodzie spluwający pod nogi na dźwięk każdego polecenia młodych zbrojnych, drugą niemłoda milcząca kobieta spełniająca bez słowa sprzeciwu ich rozkazy. Starzec siedział przy rozpalonym ognisku dorzucając do niego kolejne szczapy drewna i grzebiąc w położonym na kolanach podróżnym worku. Ciśnięte na jedną kupę toboły i sakwy tworzyły malowniczą pryzmę pod pobliskim drzewem, budząc do życia wyobraźnię żądnego łupów Dragana. Markus kategorycznie zakazał zabierania dobytku obcych, ale młody Polanin z trudem przyjmował ten zakaz do wiadomości.
Głośny wybuch śmiechu ponownie zwrócił jego uwagę na parę dziewcząt. Odwróciwszy głowę myśliwy zerknął w dół zbocza ku strumieniowi i oblizał bezwiednie spierzchnięte usta dostrzegając dwie kąpiące się w czystej wodzie nagie sylwetki. Miał doskonały wzrok, dzięki czemu zrobiło mu się natychmiast gorąco, nie tylko w skroniach, ale w lędzwiach. Ochlapując się nawzajem, młode kobiety nie zwróciły najmniejszej uwagi na próbującego je uciszyć starca, bez śladu żenady odsłaniając przed wzrokiem ponurego starszego mężczyzny swe piersi i pośladki.
- Sawio, Bogini Płodności, nie wódź mnie na pokuszenie - wyszeptał po części oniemiały, po części oczarowany Dragan, w jednej chwili zapominając o reszcie nieznajomych.
Jarlaxle, daj znać jak już się napatrzysz, to przeskoczymy z akcją do następnej narady taktycznej. Ewentualnie napisz jak wracasz do drużyny i referujesz im efekt zwiadu!