Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993
- Wybacz Goratrixsie - Viktoria skłoniła się w przepraszającym geście. Zdawała sobie sprawę ze swojego błędu. Tremere miał rację, a gierki domu Redondo nie były zasadne w kontaktach z Czarodziejem. Zależało jej raczej na dobrym kontakcie z przybyłym. Nieprzychylnym ich mieli już zbyt dużo dookoła siebie.
- Masz rację, nie przystoi by kryć się przed Tobą za maskami - mówiąc to ściągnęła swoją, uśmiechając się uroczo w stronę Tremere. Jej piękny głos rozchodził się melodyjnie po pokoju, wymagając całkowitej uwagi od rozmówcy. - Jestem Viktoria z klanu Lasombra, spadkobierczyni domeny Starego Króla. I jak już wiesz, należę do koterii wykonawców woli Atrahasia, Mędrca w Czerwieni. Jego strata jest dla nas wszystkich okraszona gorzkim żalem - dodała smutno. - To zaszczyt, jak mniemam, słyszeć że ich choć trochę przypominamy. I teraz już rozumiem, jak udało się Panu do nas dotrzeć. To dość... niezgrabne... Mam namyśli czyn Nosferatu. Ale zapewniam Pana, iż nie jesteśmy wrogami. Oczywiście tak długo, jak nie będzie nam Pan przeszkadzał w wypełnieniu zadania. Co jest raczej oczywiste - obdarzyła go pięknym uśmiechem, przyglądając się dokładnie swojemu rozmówcy. Był raczej przystojny, a aura złej sławy i potęgi dookoła czarodzieja dodawała mu dodatkowych atutów - Nie mniej jednak również ciesze się z możliwości spotkania kogoś tak znamienitego. To sama przyjemność... - dodała, patrząc się mu prosto w oczy.
- Paul ... - załamała na chwilę głos - miał dla nas ważne informacje.. Niestety... - spojrzała się znacząco w stronę Terrego - czy więc jego stan jest winą któregoś z tu zebranych? - dodała dość zimno, a jej głos zabarwił się cierpkim tonem. Jeżeli zechciałbyś nam to wyjawić, oczywiście... - zwróciła się już na powrót łągodnie w stronę Goratrxa.
PBF - Charleston by Night
-
Frater_Terry
- Reactions:
- Posty: 352
- Rejestracja: 13 stycznia 2015, 12:19
Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993
- Nie trzeba, sam to zrobię. - Terry niemal wszedł w słowo Czarnej Victorii. - najpierw jednak rzeczy pierwsze.
Wstał ze swojego miejsca i stanąwszy twarzą w stronę Goratrixa, pokłonił mu się z szacunkiem.
- Witam pana. Jestem frater Terry, z krwi Malkava jak raczył pan zauważyć. Zaszczyt poznać pana osobiście, a nie przez slowa opowieści.
- Zapewniam również, że nie czerpię żadnej radości z ukrywania prawdziwych powodów niczego. Dopiero po pańskim przybyciu zorientowałem się co w istocie tu zaszło.
Obrzucił szybkim spojrzeniem pełne wyczekiwania twarze zebranych. Był im winny wyjaśnienia. Dużo wyjaśnień. A wystąpienia zarówno Paula jak i Goratrixa tylko komplikowały sprawę. Miał świadomość, że do tego czasu reszta koterii pewnie ma go za szpiega, zdrajcę i wichrzyciela. Coraz bardziej rósł w nim strach, że będą chcieli poznać jego sekrety. Kiedy wyobraził sobie towarzyszy przeszukujących jego worek, wstrząsnął nim wyraźny dla zebranych dreszcz. Nie mógł do tego dopuścić.
- To pęknięte zwierciadło, jeden z artefaktów Koterii AtraHasisa. Ktokolwiek spróbuje zgłębić moją prawdziwą naturę, popadnie w Czarny Obłęd. To wlaśnie te słowa uzmysłowiły mi co sie stało. Można więc zwyczajnie powiedzieć, że osobą odpowiedzialną za stan Paula, jest sam Paul.
Kiedy skończył słuchający mieli wrażenie, że przerwał w pół zdania. Lecz zamiast mówić dalej, Malkavian wyjął spod koszuli wspomniane zwierciadło i zaprezentował je zebranym, nie wypuszczając go jednak z rąk.
[center]
[/center]
Po tej prezentacji, Terry zrobił dystyngowany acz wymowny krok w tył, pozwalając tym samym przedstawić się kolejnej osobie
- Nie trzeba, sam to zrobię. - Terry niemal wszedł w słowo Czarnej Victorii. - najpierw jednak rzeczy pierwsze.
Wstał ze swojego miejsca i stanąwszy twarzą w stronę Goratrixa, pokłonił mu się z szacunkiem.
- Witam pana. Jestem frater Terry, z krwi Malkava jak raczył pan zauważyć. Zaszczyt poznać pana osobiście, a nie przez slowa opowieści.
- Zapewniam również, że nie czerpię żadnej radości z ukrywania prawdziwych powodów niczego. Dopiero po pańskim przybyciu zorientowałem się co w istocie tu zaszło.
Obrzucił szybkim spojrzeniem pełne wyczekiwania twarze zebranych. Był im winny wyjaśnienia. Dużo wyjaśnień. A wystąpienia zarówno Paula jak i Goratrixa tylko komplikowały sprawę. Miał świadomość, że do tego czasu reszta koterii pewnie ma go za szpiega, zdrajcę i wichrzyciela. Coraz bardziej rósł w nim strach, że będą chcieli poznać jego sekrety. Kiedy wyobraził sobie towarzyszy przeszukujących jego worek, wstrząsnął nim wyraźny dla zebranych dreszcz. Nie mógł do tego dopuścić.
- To pęknięte zwierciadło, jeden z artefaktów Koterii AtraHasisa. Ktokolwiek spróbuje zgłębić moją prawdziwą naturę, popadnie w Czarny Obłęd. To wlaśnie te słowa uzmysłowiły mi co sie stało. Można więc zwyczajnie powiedzieć, że osobą odpowiedzialną za stan Paula, jest sam Paul.
Kiedy skończył słuchający mieli wrażenie, że przerwał w pół zdania. Lecz zamiast mówić dalej, Malkavian wyjął spod koszuli wspomniane zwierciadło i zaprezentował je zebranym, nie wypuszczając go jednak z rąk.
[center]
[/center]Po tej prezentacji, Terry zrobił dystyngowany acz wymowny krok w tył, pozwalając tym samym przedstawić się kolejnej osobie
-
Suriel
- Reactions:
- Posty: 3733
- Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
- Lokalizacja: Wawa
- Has thanked: 87 times
- Been thanked: 150 times
Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993
Po tym jak Goratix zerwał telepatyczny kontakt Horacy osunął się w fotelu składając dłonie w domek przy swojej masce. Musiał przyznać że ten przechrzczony Tremer miał wiele racji, jednak Nosferatu nie był nim. Nie miał pewności że nie są obserwowani i można grać w stylu wolnej amerykanki. Wręcz przeciwnie często odnosił wrażenie, że koteria jest obserwowana przez kogoś. Jak lichym okryciem przed takimi graczami był całun niewidzialności wiedział tylko on.
Taaak jesteśmy ewidentnie na świeczniku. Każdy kto może nas obserwować pewnie tak czyni. Nie dlatego gram według zasad, że jestem młody, głupi czy naiwny ale dla bezpieczeństwa koterii. Tam w mroku nie jeden czeka na potknięcie, które by nas zdyskredytowało w Camarilli i... witaj Sabacie. Bo co innego zrobisz? I może częściowo po to ta sugestia. Olej zasady, bądź wolny, przyłącz się do nas... Boże ja już chyba za stary jestem na takie zmiany. Zdecydowanie, zdecydowanie mogą nas obserwować. Nie zostawia się zawodnika przeciwnej drużyny bez krycia swoim, jeśli można... Wielu w widzi więcej niż... Najlepszy przykład list. Do cholery już nawet nie można w spokoju przeczytać cudzej korespondencji. Jebane oko Saurona. Tylko jak teraz powiedzieć reszcie że dałem ciała...
Jego rozmyślania zostały przerwane przez serię kolejnych niespodziewanych zdarzeń. Horacy w jednej chwili poderwał się z fotela, na szczęście krótka wymiana zdań pomiędzy koterią a Goartrixem dały mu czas by dojść do siebie.
Powoli i nieco niechętnie zsunął swoją maskę, ponieważ zawsze bardzo nie lubił plaż nudystów i wszelkich podobnych przejawów zbiorowego ekshibicjonizmu.
- Horacy z klanu Nosferatu, się kłania do nóżek pańskich. Wezmę sobie głęboko do serca wszelkie słowa mądrości. Natomiast co do kwestii zaproszenia Wiktorio powiem, że jestem równie zaskoczony co ty. Nie przypominam sobie bym... ach nie, no faktycznie podczas wystaw moich rzeźb wielokrotnie zachęcałem do kontaktu z autorem. Nie sądziłem jednak by moja skromna wystawa poruszyła aż tak wysokie kręgi. Sztuka ma siłę przełamywania wszelkich podziałów.
Bezrefleksyjnym ruchem zbyt długich palców przygarnął kieliszek po Paulu. Albowiem nagle poczuł nieodpartą ochotę napicia się czegoś mocniejszego.
Po tym jak Goratix zerwał telepatyczny kontakt Horacy osunął się w fotelu składając dłonie w domek przy swojej masce. Musiał przyznać że ten przechrzczony Tremer miał wiele racji, jednak Nosferatu nie był nim. Nie miał pewności że nie są obserwowani i można grać w stylu wolnej amerykanki. Wręcz przeciwnie często odnosił wrażenie, że koteria jest obserwowana przez kogoś. Jak lichym okryciem przed takimi graczami był całun niewidzialności wiedział tylko on.
Taaak jesteśmy ewidentnie na świeczniku. Każdy kto może nas obserwować pewnie tak czyni. Nie dlatego gram według zasad, że jestem młody, głupi czy naiwny ale dla bezpieczeństwa koterii. Tam w mroku nie jeden czeka na potknięcie, które by nas zdyskredytowało w Camarilli i... witaj Sabacie. Bo co innego zrobisz? I może częściowo po to ta sugestia. Olej zasady, bądź wolny, przyłącz się do nas... Boże ja już chyba za stary jestem na takie zmiany. Zdecydowanie, zdecydowanie mogą nas obserwować. Nie zostawia się zawodnika przeciwnej drużyny bez krycia swoim, jeśli można... Wielu w widzi więcej niż... Najlepszy przykład list. Do cholery już nawet nie można w spokoju przeczytać cudzej korespondencji. Jebane oko Saurona. Tylko jak teraz powiedzieć reszcie że dałem ciała...
Jego rozmyślania zostały przerwane przez serię kolejnych niespodziewanych zdarzeń. Horacy w jednej chwili poderwał się z fotela, na szczęście krótka wymiana zdań pomiędzy koterią a Goartrixem dały mu czas by dojść do siebie.
Powoli i nieco niechętnie zsunął swoją maskę, ponieważ zawsze bardzo nie lubił plaż nudystów i wszelkich podobnych przejawów zbiorowego ekshibicjonizmu.
- Horacy z klanu Nosferatu, się kłania do nóżek pańskich. Wezmę sobie głęboko do serca wszelkie słowa mądrości. Natomiast co do kwestii zaproszenia Wiktorio powiem, że jestem równie zaskoczony co ty. Nie przypominam sobie bym... ach nie, no faktycznie podczas wystaw moich rzeźb wielokrotnie zachęcałem do kontaktu z autorem. Nie sądziłem jednak by moja skromna wystawa poruszyła aż tak wysokie kręgi. Sztuka ma siłę przełamywania wszelkich podziałów.
Bezrefleksyjnym ruchem zbyt długich palców przygarnął kieliszek po Paulu. Albowiem nagle poczuł nieodpartą ochotę napicia się czegoś mocniejszego.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein
-
zapalki_chaosu
- Reactions:
- Posty: 167
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57
Charleston, WV 2530, 1200 Civic Center Dr, Prawdziwe Elizjum 11.08.1993
To musiała być synchroniczność, gdyż właśnie kiedy Paul tak niespodziewanie ich opuścił, Hindus zaczął rozważać zdjęcie maski. Myśl ta musiała być niezwykle trafna, skoro sam Goratrix zamanifestował się, werbalizując jej zasadność. Zdjąwszy więc maskę, w przypływie pochopnego entuzjazmu, nie zważając jak na jego słowa zareaguje Assamita, przedstawił się być może przewrotnie choć na swój sposób szczerze i wyrażając uznanie dla inteligencji rozmówcy.
- Jestem tym który zabija wszystko co żyje, którego każde słowo jest kłamstwem, który bierze to co nie jest dane i którego jedyną słabością są kobiety. A imię, które noszę brzmi Darshan Vimal.
Paul wspomniał, że wie o przedmiotach jakimi obdarzona była koteria, nie mógł jednak widocznie znać mocy tych przedmiotów skoro zrobił to co zrobił. Pocieszającym było więc, że to nie obce machinacje ujawniły się w ten sposób. Z drugiej strony jednak trudno było stwierdzić, czy lepsze są machinacje, które zaczynają się ujawniać, czy takie które dopiero się ujawnią. Sam fakt istnienia w pobliżu takich machinacji nie budził żadnych wątpliwości szalonego mistyka. Niemożność jednak rozstrzygnięcia tego bliskiego ontologii zagadnienia, jaki braku wymiernych korzyści jakie mogły by płynąć z takowego rozstrzygnięcia (którego i tak nie dałoby się w żaden przekonywujący sposób zweryfikować), myśl została urwana i rozproszyła się w wewnętrznej ciszy.
Dużo prawdy musiało być w stwierdzeniu, że stali się "żywą" legendą. Ilość nieprawdopodobnych zdarzeń, które towarzyszyły ich pojawieniu się gdziekolwiek by nie poszli była zdumiewająca. W legendzie, która towarzyszyła ich koterii była potężna moc i ta moc manifestowała się coraz wyraźniej. To była ich siłą. Mędrzec wybierając ich na swoich spadkobierców zadbał przy okazji także o powodzenie ich misji jakkolwiek nieprawdopodobne mogło się wydawać. Legendy należały do jednych z najpotężniejszych rodzajów magii, bo wspierane były przez wiele umysłów. Jeśli miał jakieś wątpliwości wcześniej w tym momencie opuściły go, jako koteria byli niezwyciężeni, dopóki pozostawali wierni tej legendzie i zajmowali właściwe miejsce we wszechświecie. Jedyne co ich mogło zgubić to własna głupota, jak niedawne karygodne zachowanie Horacego w śmigłowcu.
Umysł mistyka doznał niemalże malkawiańskiego przyspieszenia, kiedy zaczął szukać możliwości wyłożenia tych rewelacji koterii. Gdyby oni zrozumieli by tak jak on to rozumiał, nie musieli by się już niczego obawiać. Ostatecznie jednak, po kilkunastu sekundach wzmożonego wysiłku umysłowego stwierdził, że ich sposób myślenia opiera się na innych zasadach. Tak też musiało być, w końcu każdy tutaj był dokładnie i idealnie na swoim miejscu a legenda zaczynała żyć własnym życiem w ich nieumarłych ciałach.
To musiała być synchroniczność, gdyż właśnie kiedy Paul tak niespodziewanie ich opuścił, Hindus zaczął rozważać zdjęcie maski. Myśl ta musiała być niezwykle trafna, skoro sam Goratrix zamanifestował się, werbalizując jej zasadność. Zdjąwszy więc maskę, w przypływie pochopnego entuzjazmu, nie zważając jak na jego słowa zareaguje Assamita, przedstawił się być może przewrotnie choć na swój sposób szczerze i wyrażając uznanie dla inteligencji rozmówcy.
- Jestem tym który zabija wszystko co żyje, którego każde słowo jest kłamstwem, który bierze to co nie jest dane i którego jedyną słabością są kobiety. A imię, które noszę brzmi Darshan Vimal.
Paul wspomniał, że wie o przedmiotach jakimi obdarzona była koteria, nie mógł jednak widocznie znać mocy tych przedmiotów skoro zrobił to co zrobił. Pocieszającym było więc, że to nie obce machinacje ujawniły się w ten sposób. Z drugiej strony jednak trudno było stwierdzić, czy lepsze są machinacje, które zaczynają się ujawniać, czy takie które dopiero się ujawnią. Sam fakt istnienia w pobliżu takich machinacji nie budził żadnych wątpliwości szalonego mistyka. Niemożność jednak rozstrzygnięcia tego bliskiego ontologii zagadnienia, jaki braku wymiernych korzyści jakie mogły by płynąć z takowego rozstrzygnięcia (którego i tak nie dałoby się w żaden przekonywujący sposób zweryfikować), myśl została urwana i rozproszyła się w wewnętrznej ciszy.
Dużo prawdy musiało być w stwierdzeniu, że stali się "żywą" legendą. Ilość nieprawdopodobnych zdarzeń, które towarzyszyły ich pojawieniu się gdziekolwiek by nie poszli była zdumiewająca. W legendzie, która towarzyszyła ich koterii była potężna moc i ta moc manifestowała się coraz wyraźniej. To była ich siłą. Mędrzec wybierając ich na swoich spadkobierców zadbał przy okazji także o powodzenie ich misji jakkolwiek nieprawdopodobne mogło się wydawać. Legendy należały do jednych z najpotężniejszych rodzajów magii, bo wspierane były przez wiele umysłów. Jeśli miał jakieś wątpliwości wcześniej w tym momencie opuściły go, jako koteria byli niezwyciężeni, dopóki pozostawali wierni tej legendzie i zajmowali właściwe miejsce we wszechświecie. Jedyne co ich mogło zgubić to własna głupota, jak niedawne karygodne zachowanie Horacego w śmigłowcu.
Umysł mistyka doznał niemalże malkawiańskiego przyspieszenia, kiedy zaczął szukać możliwości wyłożenia tych rewelacji koterii. Gdyby oni zrozumieli by tak jak on to rozumiał, nie musieli by się już niczego obawiać. Ostatecznie jednak, po kilkunastu sekundach wzmożonego wysiłku umysłowego stwierdził, że ich sposób myślenia opiera się na innych zasadach. Tak też musiało być, w końcu każdy tutaj był dokładnie i idealnie na swoim miejscu a legenda zaczynała żyć własnym życiem w ich nieumarłych ciałach.