[center]
Puszcza wokół Koronapanu[/center]
Gerard długo przyglądał się babie leżącej we wnykach. Patrząc na jej wypukłe, naciągnięte piersi, długie wygięte nogi i ciało prężące się w konwulsjach - miał przed obrazem jakąś zmorę niż Babe jagę z opowieści i czytanek Gerdy. Oglądał również reakcję zebranych. Nie przypuszczał, że obcy mogą zostawić na pastwę losu kogoś ze swojej grupy. Myśląc o tym zaczął kipieć również jak jego ojciec.
Patrzył jak baba wiła się niczym wąż pochwycony w drewniany chwytak. Jego oczy wodziły od jej zakrwawionej nogi, aż po oplutą mazią twarz. Słysząc rozmowę pomiędzy jędzą, a Markusem coraz to bardziej czuł niedowierzanie, że to wszystko spotkało ich, zastawiał się również o czym nie powiedział im Markus.
Z natłoku myśli wyrwało go słowo przywódcy.
Zabić! Wszystkich bez wyjątku.
Popatrzył na Markusa, a później na Antona z niedowierzaniem. Jednak ich twarze wyrażały bardzo stanowczą postawę. Młody anabaptysta wiedział, że to nie czas na gierki, sarkazm i dodatkowe pytania. Całe szczęście ktoś z grupy zaproponował powrót do Koronapanu po prowiant. Wszak rudzielec, zabrał ze sobą podstawowe zapasy na dzień wędrówki, potrafił co prawda zadbać o siebie, oczyścić wodę, czy nastawić sidła na zające. Jednak to nie były jego mocne strony i wolał lepiej się przygotować.
- Na św. Rabisa wymierzymy im sprawiedliwą karę dla nas dla Koronapanu - Rudzielec odezwał się patrząc na ojca, szukając w jego oczach nuty wsparcia.
Będę gotowy muszę tylko zabrać kilka rzeczy z domu, kto wraca?
Wracam z grupą do centrum. Zabieram zatem jeszcze ubranie wzmacniane metalowymi płytki zapewniające większa ochronę przed atakami niż robocze ubranie. Oraz prowiant na kilka dni, mam nadzieje, że Gerda nie obrazi się jak zakoszę z domu kawałki wędzonego mięsa oraz dwa dodatkowe butelki wody? Zabieram tez kilof i jak najszybciej melduję gotowość we wskazanym miejscu zbiórki.