PBF: DrecarE - Cienie na Śniegu

zapalki_chaosu
Reactions:
Posty: 167
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 11:57

Post autor: zapalki_chaosu » 02 czerwca 2016, 19:24

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Mimo tego czemu, nie raz w tej wyprawie dał dowód. Vidgar nie potrafił sobie przypomnieć kiedy ostatnio czuł się równie niedojrzały i młody. To z czym mieli to do czynienia zagrażało nie tylko jego życiu ale także wszystkiemu co podtrzymywało go na duchu gdy myślał o śmierci. Jego marzenia o hufcu Ridviny. Jeśli to coś pożera ducha..., nie pozostało by po nim nic. Czy jego ukochana bogini pamiętała by go i czy przykro by jej było, że przestał istnieć? Wszelka radość dziecięcych lat opuściła go w tym momencie i poczuł, pierwszy raz w życiu, paraliżujący strach przed śmiercią.

Miał otwarte oczy i stał tam gdzie wszyscy, słyszał rozmowę i pytanie Vilberga ale wewnątrz chwiał się właśnie nad ziejącą otchłanią ostatecznego przerażenia. Chwiał się tak, że jego fizyczne nogi drżały i bardzo wątpił czy zdołają go utrzymać w pozycji stojącej.

Czuł wielką niesprawiedliwość. Czuł bezradność i beznadzieję swojej sytuacji. Poczuł się też sam. Zupełnie sam na tym lodowatym odludziu. Jakby nikt z zebranych nie potrafił zapewnić mu bezpieczeństwa. Wszyscy oni i on sam, wydawali mu się teraz śmieszni mali i krusi w porównaniu do tego z czym mieli się zmierzyć. Stracił wszelką nadzieję. Chciał wracać do domu ale czuł, że to też się nie uda. Ciemność nie pozwoli im odejść. Z pewnością wszyscy tutaj umrą i nikt nie będzie wiedział co się z nimi stało.

W czasie jak jego młodzieńcza codzienność zapadała się w sobie pod ciężarem strachu. Coś innego w Vidgarze pozostawało niewzruszone a kiedy codzienny Vidgar zapadł się zupełnie, ten drugi, starszy Vidgar zaczął myśleć klarownie.

- Oczywiście, że zostanę. Nie wolno mi się cofać przed ciemnością. Jakże mógłbym potem modlić się do Ridviny, gdybym sobie na to pozwolił.

Przypomniał mu się dziwny sen a właściwie wiele snów. Na co dzień ich nie pamiętał, teraz jednak wróciły do niego jasne i wyraźne. Przemierzał w nich odległe krainy, bez śniegu, pełne dziwnych zwierząt. Pamiętał towarzystwo jakiegoś Alfra wojownika. Pamiętał jakieś podziemne ruiny i dziwne zapomniane plemiona, które je zamieszkiwały. Pamiętał jakąś walkę i poczucie braterstwa. Inne nieba i inne lasy. Czy to mogła być przeszłość? Raczej nie, krainy które przemierzał były stare i zapomniane. Musiała więc to być przyszłość. Czy dotyczyła tego życia czy następnego już nie miało znaczenia. Ważne było, że była jednak jakaś przyszłość.

Kiedy więc strach zabrał mu zmysły, pozostała cisza, spokój i pewność, że ta walka nie będzie jego ostatnią.

- Jeśli ma nas spotkać śmierć, niech Kyariel spisze wszystko czego się dowiedzieliśmy by ostrzec tych, którzy kiedyś trafią w te strony. Niech ostrzeżeni odejdą by powrócić z odpowiednimi siłami by pokonać tą ciemność. Skoro jednak my już tu jesteśmy, zróbmy wszystko by ratować Vesteina.

- Kyarielu, Norlaug, jak możemy walczyć z tą ciemnością? Zastanówcie się, ja też zapytam o to Stellara Anderssona.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 04 czerwca 2016, 12:16

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.[/center]

Młody wilk słusznie przewidywał, że to co powie jego tatko, wcale mu się nie spodoba. Wyprawa okazał się trochę ponad jego siły i młody Vilberson marzył o powrocie do ciepłego domu i co tygodniowej biesiady w karczmie. Chciał odpocząć po trudach, lecz nie będzie mu to dane w najbliższym czasie. Olaf podejrzewał, że dalsza część wyprawy może się skończyć dla niego marnie, ale z drugiej strony był pewny, że nikt nie odmówi dalszej podróży - co oznaczałoby samotny powrót, bądź dalszą wyprawę w hańbie. Chcąc nie chcąc, Olaf przybrał dobrą minę do złej gry i wkładając maksimum w swój głos, przemówił patrząc na ojca.

- Powinnością syna jest iść w ślady ojca. Tedy nawet, ojcze, pytać nie musiałeś. Pójdę za tobą na drugi koniec świata, by dopełnić misję i spełnić obowiązki.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 05 czerwca 2016, 18:50

[center]Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.
[/center]
Zniszczenie duszy. Słyszała opowieści o duszach więzionych. Pojmanych przez tych, którzy splunęli w twarz tej ziemi i wkroczyli na drogę nienawistnej Ciemności, w której nie ma nic prócz łez uwięzionych w niej istot. Tak różnej od czarnych fal oceanu, morskich odmętów, które upodobała sobie Jezza. To z tej Ciemności, z mroku między wzburzonymi wodami, wypływała tajemna mądrość, objawiająca się wybranym. Tym, którzy potrafili przekroczyć swój strach... Jedyną barierę poznania. A za nim, poza nim... była tylko jej miłość. Słodycz ciemnych oczu bez blasku... zrozumienie pierwotnej zasady, która tworzyła ten świat i każdą kroczącą po niej istotę.

Czuła teraz... czuła jakby nieznaczne słowa... nie, nie słowa, wrażenie ...Ma miłość jest przy tobie... potarła delikatnie serdeczny palec. Zacisnęła dłoń na nim, a cienka miedziana obrączka zacisnęła się boleśnie. Piekące łzy napłynęły do oczu, przypominała sobie. Każdą bezcenną chwilę... ulotny moment. Widziała Haralda... kruczowłosego, równie kościstego i bladego, co ona sama. Jak dwie krople wody z tej samej rzeki. To on ją przyjął, ujął pod swe skrzydła, gdy była jeszcze wątła i krucha niczym brzoza na wietrze. Pamiętała gdy odchodził w chłodny, mglisty poranek, gdy słońce jeszcze nie wychyliło swej twarzy zza jedwabistych chmur. Gdy spojrzał jej głęboko w oczy, zdjął rzemień z nanizanym nań pierścieniem. I powiedział, że wróci. Wsunął w jej dłoń pierścień - mroźne oko Oha'lna w objęciu kruczych piór - i odszedł. Odwrócił się bez słów... Nie były potrzebne... wszystko zawarte było w tym spojrzeniu i darze. Teraz to ona miała być zrozumieniem dla mieszkańców ich małej osady. A później nie pojawił się... czekała miesiąc, dwa... księżyc trzy razy zmienił swoją twarz, a Harald nie wracał. Nie miała wyboru... kto miał wyruszyć? Kto miał przekroczyć odległe ziemie, aby znaleźć Kruka?

Na miłość Jezzy... nie cofnie się przed niczym! Woli ujrzeć, zobaczyć to, co budzi największe przerażenie. Przekroczyć barierę strachu... odnaleźć Haralda, Vesteina drogiego Vilbergowi... a może i nawet... gnoma. Zwróciła się więc do doświadczonego korsarza, oraz jego przyjaciela:

- Ja też nie odejdę. Nie mogę odejść... i nie chcę. Rozumiem twoje podejście Brnjarze, w końcu w twoich oczach jesteśmy tak młodzi, podlotki co najwyżej, a życie przed nami jeszcze długie. - przerwała, odchrząkając lekko, po czym kontynuowała - nie opuszczę Haralda, nawet jeśli miałabym opuścić ten świat, a moja dusza nie znalazłaby ukojenia pod skrzydłami Oha'lna. Wuj przez tyle lat był dla mnie jak ojciec, nauczał, wskazywał drogę i sposoby do porozumienia się z duchami puszczy. Teraz... nie jest nas dużo... w Ravn... a społeczność potrzebuje szamana. Potrzebuje mądrości i umiejętności mojego wuja, jego trafnych porad i ochrony. Nie wiem z czym dokładnie przyjdzie na się zmierzyć, nie wiem co napotkamy na naszej ścieżce... ale, niech mroźne spojrzenie Oha'lna będzie mi świadkiem, nie cofnę się. Zaszliśmy aż tutaj... a Gunlid utraciła swe życie - jej głos załamał się pod wspomnieniem imienia zmarłej - nie po to, aby się teraz cofać...

Zamilkła na chwilę. Wspomnienie zmarłych towarzyszy było wciąż żywe w sercu. Kwitło jak świeżo zadana rana. Rana, z której jednak wyrasta płomień. Płomień gniewu, prowadzący na przód. Płomień, który oczyszcza i spopiela...

Chwilę trwało nim się otrząsnęła, a fala emocji, smutku, tęsknoty, wezbranej miłości i chęci zemsty... za tych, którzy byli jej bliscy... zelżała. Wtedy dotarło do niej pytanie Vidgara. Nerwowo potarła tylko dłonie i odpowiedziała zmieszana:

- Niestety nie wiem jak walczyć z tą Ciemnością. Nie wiem czy to demon, czy pomniejszy duch, dość jednak silny, aby powalić dwóch wojowników i chyżą niewiastę. Wiem tyle... a może to być pewnym pocieszeniem... - wciągnęła powietrze - że ich dusze mogły nie ulec zniszczeniu. Są takie pokrętne istoty... też mroczni magowie... którzy potrafią uwięzić duszę... może więc... jest jakaś szansa...
Ostatnio zmieniony 05 czerwca 2016, 19:10 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

voodoochild
Reactions:
Posty: 71
Rejestracja: 07 kwietnia 2016, 11:38

Post autor: voodoochild » 07 czerwca 2016, 14:54

Baza na Wilczych Pustkowiach, 8 zmroczec (ignia), 360 rok Ery Silniri.

Kyariel przysłuchując się rozmowie współtowarzyszy zastanawiał się nad swoją rolą w tym wszystkim. Wybrał się w tą podróż aby się wzbogacić ale prawdziwym powodem, który pchał go na przód była chęć zaczerpnięcia z życia, aby doświadczać życia. Żyć. Walczyć.
Stanęli twarzą w twarz z niebezpieczeństwem które może ich pozbawić nie tylko życia ale również szansy na dalszą wędrówkę, na spotkanie z Ridviną. Było to niepokojącą perspektywą ale o wiele bardziej niepokojące by było pozwolić sobie na ucieczkę. Właściwie to wyzwanie przed którym stanęli jedynie napędzało go do walki, przekonał się już że to po co wyruszył kryje się właśnie w niej. Perspektywa utraty życia najbardziej pozwalała mu odczuć że żyje. Nie wybaczyłby sobie tchórzostwa jakim by była ucieczka z tego miejsca pozostawiając niedokończoną sprawę, cały czas stanowiącą zagrożenie. Jaki sens miałaby wówczas śmierć Joosa, Hatra, oraz Gunlid?

Nie zapomniał również o przyrzeczeniu jakie złożył żegnając się ze zmarłymi, zamierzał go dotrzymać.

- Wielokrotnie zastanawiałem się w ciągu ostatnich kilku dni z czym mamy do czynienia i jak to zniszczyć, nie posiadam jednak takiej wiedzy. Nie wyobrażam sobie jednak że z tego powodu odwrócę się i odejdę dlatego wiedzcie że zrobię wszystko co w mojej mocy aby przyczynić się do zwycięstwa nad plugastwem które wypełzło z ciemności.

- Vidgarze, miałeś rację co do tych kamieni, dociekliwość ich istoty jeszcze nikogo nie doprowadziła do szczęśliwego końca. Kierując się twoją radą odpuszczę sobie ich badanie.
Po rozmowie Alfr spełnia polecenie Vidgara i tworzy wiadomość ze wszelkimi niezbędnymi informacjami jakie udało im się zdobyć, w razie gdyby drużyna poniosła śmierć

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt: