PBF - Czarny Świt

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 czerwca 2016, 17:02

[center]Okolice Koronapanu[/center]
Ludzka postać leżała w głębokim cieniu rzucanym przez listowie okolicznych drzew, splatających wzajemnie swe rozłożyste korony. Ubrana była w podniszczone podróżne odzienie i tkwiła w niewygodnej pozycji na lewym biodrze, toteż w pierwszej chwili obaj bracia nie mieli pojęcia, na kogo właściwie spoglądają z wysokości ostrożnie rozgarniętych rękami paproci. Okazała się pociętą głębokimi zmarszczkami starą kobietą dopiero wówczas, kiedy tknięta jakimś przeczuciem odwróciła głowę w ich stronę.

Musiała wpaść w żelazne szczęki co najmniej dzień wcześniej, bo jej prawa łydka pokryta była niemal czarną zakrzepłą krwią, a opuchlizna wokół wbitych w mięśnie zębów pułapki przybrała zatrważających rozmiarów. Gnana zrozumiałą desperacją, w jakiś sposób zdołała uwolnić się od trzymającego zatrzask w miejscu łańcucha, ale z samymi szczękami już sobie nie poradziła, zbyt osłabiona podeszłym wiekiem i niedożywieniem.

Widząc dwóch nieznajomych przymknęła w pierwszej chwili oczy, być może sądząc, że padła ofiarą złudzenia spowodowanego utratą krwi albo brakiem wody. Kiedy po kilku sekundach otworzyła je ponownie, na jej pomarszczonej twarzy pojawił się cień zrozumienia.

Wyciągnąwszy przed siebie rękę wycharczała coś przez kompletnie wyschnięte gardło, przebierając w powietrzu wycelowanymi w myśliwych szponiastymi palcami.
W Waszą pułapkę na dziki wpadła zupełnie nieoczekiwana zdobycz! Jakaś obca kobieta, na oko koło sześćdziesiątki, bardzo zaniedbana. Sprawia opłakane wrażenie i ewidentnie cierpi. Chociaż próbuje coś powiedzieć, nie potrafi wykrztusić żadnego zrozumiałego dźwięku.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 czerwca 2016, 17:23

[center]Centrum Koronapanu[/center]
Gerard przemknął przez placyk pomiędzy domostwem rodziców i niszczejącą bezpańską chatą, w której przed swym nieszczęśliwym wypadkiem mieszkał samotny pollański myśliwy o imieniu Pankracy. Podniesione ludzkie głosy wciąż wibrowały w powietrzu i anabaptysta w mig pojął, że coś stało się z ustawioną pośrodku osady machiną do młócenia żyta. Gnając w tamtą stronę omal nie zderzył się ze Stowidem, w ostatniej chwili odskoczył w bok pomiędzy gęste pokrzywy i zasyczał pod wpływem ich piekącego dotyku.

- Uważaj, gdzie nogi stawiasz! - wyrzucił z siebie złośliwym tonem Gerard - Jeszcze bym ci kulasa przetrącił!

Młody brat Aspiryny zmierzył łajającego go Gerarda na poły rozzłoszczącym, na poły pełnym politowania spojrzeniem, prychnął niczym rozdrażniony żbik, a potem przyśpieszył kroku biegnąc ku dostrzegalnemu już w wylocie uliczki zgromadzeniu podekscytowanych czymś osadników.
Dla celów ewentualnej konwersacji przyjmijcie, że w efekcie powyższego wpisu przy zepsutej machinie znajdą się następujący członkowie drużyny: Bayer Werk, Gerard i Stowid. Jeśli chcecie przygotować następne wrzutki, mogą się rozgrywać już w docelowej lokacji. Pamiętajcie, że nikt z Was jeszcze nic nie wie na temat tajemniczego włamania do spiżarni Koronapanu.

el009
Reactions:
Posty: 273
Rejestracja: 15 listopada 2015, 10:46

Post autor: el009 » 01 czerwca 2016, 19:09

[center]Centrum Koronapanu[/center]

Sicher, sicher. - mruknął wyraźnie urażony Bayer któremu nadal dzwoniło w uszach od donośnego huku - Wszystko w zeszłym sprawdziłem i nasmarowałem, było ganz fertig. Jak mi jakieś smarki piasku w tryby nasypały to im nogi z dup powyrywam...

Wyraźnie zdenerwowany Werk uniósł pokrywę i zajrzał do wnętrza wiekowego mechanizmu. Przeczucie mówiło mu, że dziś nic już nie wymłócą. Miał tylko nadzieję, że nie zabraknie mu części zamiennych.
Biorąc pod uwagę włam do magazynu jestem przekonany, że był to akt sabotażu.
Bayer jednak jeszcze o tym nie wie więc spodziewa się bardziej "naturalnych" przyczyn awarii. Rzuć kostkami mistrzu, zobaczymy czy coś z tego będzie czy umarło na wieki.
Rogue Trader - Magos Eksplorator Diomedes
Degenesis - Bayer Werk (Scrapper)

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 01 czerwca 2016, 21:22

Rudzielec przemknął przez zbiór gapiów tylko pobieżnie się rozglądając. Nie sposób było nie zauważyć co się stało z maszyną. Kilka jej kawałków leżało niedaleko. Gerard porozglądał się czy nikt nie jest ranny. Jednak ani nikt nie krzyczał, czy wył z bólu ani nie wołał pomocy.
Widząc Werka majstrującego coś przy urwanej części maszyny, podniósł jedną cześć maszyny i powoli podszedł do mechanika dodał szybko -

Młockarnia już kaputt?
Jeżeli w krótkiej rozmowę Werk powie coś więcej o maszynie Gerard będzie chciał zrozumieć przyczynę "usterki" - być może wpadnie na jakiś błyskotliwy pomysł i pomoże "bratu" z wioski. Poturlałbym kostki INT+SCI ;)
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 czerwca 2016, 21:39

[center]Centrum Koronapanu[/center]
Bayer czuł narastającą wściekłość, chociaż po prawdzie nie miał pojęcia, na kogo się złościł. Markus zapewne nie miał niczego złego na myśli, a mimo to mechanik odebrał jego pytanie jako przejaw złośliwości i powątpiewania w jego kompetencje.

- Cofnij się, bo ci znowu kicha blutnie! - warknął w mało wyszukany sposób pod adresem uczynnego Gerarda, po czym wsadził głowę do wnętrza uszkodzonej machiny. Zgromadzeni wokół osadnicy rozmawiali między sobą z przejęciem, niezbyt chętnie rozważając wariant z ręcznym młóceniem żyta.

- A to co za kurewskie Scheisse?! - Werk skończył prezentować zebranym swe ukryte pod pocerowanymi spodniami pośladki, wychynął z wnętrza urządzenia ściskając w dłoniach niewielką, ale masywną żelazną rurkę.

- Coś się urwało? - podpowiedział