PBF - W Mroku Oxanu

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 08 maja 2016, 21:52

[center]Calli, dom Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Syn Słońca trzymał jeńca w mocnym uścisku czekając na wynik przeszukania go przez maga. Rozcięte ubrania ukazały mu wzory, które Ehecatlema nie napawały optymizmem. Miał jakieś dziwne wrażenie, że już je gdzieś widział. Światło z runy przygotowanej przez Alchemika nieco ułatwiało przyjrzenie się im i wtedy właśnie paladyn pomyślał przez moment, że może gdyby przeciąć wzór, zaklęcie chroniące Siwja przestałoby działać, a jego energia rozproszyłaby się.

Niestety nie dane mu było podzielić się tą uwagą z pozostałymi, gdyż czerń wydobywająca się z blizn szpiega zaczęła się rozprzestrzeniać na całe otoczenie. Na taką ewentualność Aruan nie był przygotowany podczas swojego treningu, był jeszcze zbyt młody i niedoświadczony. Wiedział jednak, iż jeśli nic nie zrobi, jego towarzysze będą w jeszcze większym niebezpieczeństwie, toteż złapał mocniej pojmanego upewniając się, że ten nie zdoła się wyrwać z uścisku.

Niestety jego plan zawiódł w tym samym momencie, w którym poczuł na swych dłoniach przeraźliwe zimno. W tym momencie wiedział już, że jakakolwiek dyskusja czy tortury straciły rację bytu. Holis, daj mi proszę siłę, bym wytrzymał i pokonał ten pomiot ciemności w twoim imieniu! Syn Słońca pod wpływem obrażeń puścił przesłuchiwanego i wyciągnął przytroczoną do pasa dłoń.
Nim jednak zdążył zaatakować, ciemność wypełniła pomieszczenie oślepiając go całkowicie. Ehecatlem postanowił więc zadać cios w miejsce, w którym przed chwilą znajdował się kultysta.
Ostatnio zmieniony 08 maja 2016, 22:19 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 maja 2016, 14:05

[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Pokryty tatuażami kultysta nie dotrwał skórowania, chociaż Khem wolałby doświadczyć raczej obdzierania nieszczęśnika ze skóry niż tego, co wydarzyło się chwilę po wręczeniu astralnemu magowi noża. Więzień wywrócił się na drugą stronę, z jego trzewi wypełzły nienaturalne stworzenia nie mające niczego wspólnego z dziełem twórczym Mnumbi. Ledwie co rozpalony, runiczny znak płonący na ścianie pomieszczenia zgasł w jednej chwili.

W sercu AjArdczyka zgasła w tej samej chwili cała odwaga, z takim trudem zbierana i skrzętnie podsycana od chwili spotkania w pałacu Najjaśniejszego.

Alchemik nie miał pojęcia, co takiego działo się w smolistych ciemnościach skalnego składzika, ale okrzyki bólu pozostałych dwóch mężczyzn nie pozostawiały mu żadnych złudzeń co do nieszkodliwości czarnych robaków. W przeciwieństwie do gości Mibampes miał pewny atut w ręku - doskonałą mianowicie znajomość swego domostwa. Nie raz i nie dwa gasło mu światło kaganków, kiedy pracował w podziemnej części laboratorium, toteż dawno temu nauczył się przemieszczać po nim po omacku.

Przywołując z pamięci miejsce, w którym leżał kultysta Khem rzucił się dzikim susem w stronę przejścia na korytarzyk łączący wykutą w górze część domostwa z jego drewnianą frontową przybudówką.

Byle do światła, do kuchennego narożnika, gdzie tlił się w palenisku ogień i gdzie leżały naręcza chrustu mogącego posłużyć w razie potrzeby za żagwie.
Plan zakłada, że Khem czmychnie ze składziku do kuchni, podniesie tam alarm, uzbroi się w łuczywo i powróci z odsieczą do skalnego magazynku, wiodąc ze sobą Stratisa!

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 09 maja 2016, 15:48

[center]Calli, dom Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Syn Słońca zawlókł kultystę gdzieś na tyły domostwa i większość towarzystwa przeniosła się tam, wraz z gościem honorowym. Ah-saa-brax jakoś jednak nie żałował, że został w głównej izbie, która - nawet pomimo ciemnych plam, kalających AjArdzki dywan - zdała mu się teraz niezwykle przyjemnym miejscem. Nigdy nie przepadał za mokrą robotą, to też z pewną ulgą skonstantował, iż wrzaski umilkły gdzieś w głębi budynku. Najwyraźniej kultysta znalazł się za wyjątkowo grubymi drzwiami, lub też kilkoma parami grubych drzwi... Gdzie wybraniec Holis mógł w spokoju kontynuować przesłuchanie...

Złodziej obserwował otoczenie przez szczelinę w zasłonach. Ulica jednak pozostawała bezludna. Jedynie liście agawy rosnącej na jednym z wyższych tarasów poruszały się czasem w porywach nocnego wiatru, rzucając długie cienie.... Wyglądało na to, iż nikt nie zwrócił uwagi na dziwne hałasy dobiegające z domu alchemika. Młodzieniec odprężył się więc nieco, gdy nagle w głębi domu rozległ się rumor, a tuż za nim pospieszne kroki biegnącego człowieka. Po chwili do izby wpadł Khem. Jego skóra była szara z przerażenia, a wyraz twarzy sprawiał, iż Sa poczuł przemożną chęć jak najszybszej ewakuacji. Mimo to opanował się jednak i zapytał szybko, zaciskając dłoń na rękojeści sztyletu:

- Co się dzieje, kadi? Wyglądacie jakbyście ujrzeli lejaka!*



* Lejak - rodzaj wąpierza, pojawiającego się na Lenji i będącego częstym tematem przerażających opowieści.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 09 maja 2016, 22:24

[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Rozpędzony alchemik omal nie zbił z nóg stojącego mu na drodze artystę, w ostatniej chwili uskoczył w bok zderzając się w bardzo bolesny sposób z drewnianym stołem.

- Coś strasznego się tam stało, coś niewysłowionego! - wyrzucił z siebie AjArdczyk - Ten Lenja'kare wybuchł od środka, potrafisz w to uwierzyć? Rozerwało go coś i wypełzło na zewnątrz przez dziury w ciele! Robaki, czarne oślizgłe robaki!

Nie przestając wyrzucać z siebie potoku słów Khem doskoczył do paleniska, wsadził w nie kilka porwanych z kosza obok łuczyw podpalając wszystkie za jednym razem. Obracając się na pięcie alchemik wsadził jedną pochodnię w rękę wyraźnie spiętego Stratisa, wycelował pozostałe w wylot kamiennego korytarzyka, z głębi którego dobiegały pełne bólu okrzyki nieszczęsnych śledczych.

- Musimy ich ratować, natychmiast! - zakrzyknął Mibampes rzucając się z powrotem w stronę składzika.
Wracam na miejsce przesłuchania, by spróbować blaskiem pochodni rozjaśnić nienaturalną ciemność!

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 10 maja 2016, 14:35

[center]Calli, dom Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Sa przez chwilę najwyraźniej zaniemówił, po czym rozejrzał się szybko, omiatając otoczenie spojrzeniem człowieka, który szuka najbliższej drogi ucieczki.

- Ehm... - chrząknął niepewnie. - Robaki, powiadacie...? Oślizgłe i czarne...? Ja tego... Zupełnie się na tym nie znam... Ale tuszę, że Syn Słońca sobie poradzi... I ta święta niewiasta... Tudzież szlachetny Alinur magią swą przepędzi plugastwo...

Poczuł nagle, że jego morale, umocnione z rana hojnym datkiem oroni, podupadła nieco. Czarne robaki? Na Wielkiego Węża! Może już ich zeżarły? Przez chwilę przed oczami wyobraźni ujrzał makabryczny obraz leżących w mroku kości i wijących się dookoła żarłocznych czerwi. Przełknął gwałtownie ślinę, czując, jak żołądek zmienia mu się w twardą, lodowatą kulę. Trzeba stąd wiać czym prędzej...! Z drugiej strony... Jeśli faktycznie dadzą im radę to wyjdzie na to, że ich zostawiłem... Syn Słońca jest bratem An'harata... Przekleństwo! I tak źle, i tak nie dobrze... Szczęściem okno zostawiłem otwarte...

Jego gorączkowe rozmyślania przerwał Khem, wpychając w dłoń złodzieja zapaloną pochodnię.

- Zostanę może tutaj i przypilnuję wyjścia, w razie jakbyście jednak wspólnie nie zmogli Ciemności... - zaproponował młodzian niepewnie. - Wierzę w wasze zwycięstwo, jednak rozsądek nakazuje zabezpieczyć drogi odwrotu... Wszakże będę was wspierał duchem i modlitwą...
Ah-saa-brax bierze do prawej ręki sztylet do lewej pochodnię. Następnie staje gdzieś na początku korytarza, tak by mieć widok na to, co się dzieje w głębi domu, a jednocześnie nie być zbyt daleko wyjścia (przez okno lub drzwi).
Morale złodzieja właśnie zdecydowanie kuleje. Akualnie nie potrafi zdecydować się: walczyć, czy uciekać? Stara się wszakże robić pomocne wrażenie.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 11 maja 2016, 08:20

[center]Calli, noc, mieszkanie Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Cóż to za dziwadło? Co tu się wyprawia?! - pomyślał mag, z zaciekawieniem i przerażeniem jednocześnie przysłuchując się bełkotowi więźnia. Ten, plując czarną posoką, niczym w malignie, wyrzucał w siebie pozornie bezsensowne urywki zdań. Mezxtli stał tak przed jeńcem pośrodku pomieszczenia jakby zahipnotyzowany obserwując bieg wydarzeń, wciąż trzymając w ręku mały alchemiczny kozik. Sekundy zdawały się ciągnąć niczym minuty, czas spowolnił...

- Aghau Nattah... - niemal wyszeptał kultysta. W umyśle maga słowa odcisnęły się wyraźnym piętnem. Gdzieś w magicznej matrycy świata nastąpiło drgnięcie, coś się wyzwoliło. Ułamki sekund później, ciało kultysty poczęło wić się i szarpać niczym traktowane ogromnymi siłami i eksplodowało zalewając bohaterów czarną, przeraźliwie zimną substancją.

Mag wrzasnął z bólu. Mrok wypełnił małą izdebkę, pożerając całe światło. Palące zimno przeszywało skórę adepta w miejscach, w których spadła czarna maź. Ogromne, czarne robaki wypełzły z rozerwanych trzewi więźnia.

- Ehecatelmie, jesteś cały? - zacharczał przez ból Mezxtli.

Czarne myśli poczęły przebiegać przez umysł młodzieńca. Co za upiorne zdarzenie! Obym nie został skalany ciemnością, uchroń mnie Toarais, a ma dusza przeklęta na wieki!

Przydałoby się rzucić nieco światła na tą sytuację, a po chwili w jego ręce pojawiła się płonąca pochodnia.
Mag użył Marzenia+Materializacji tworząc sobie płonącą pochodnię. Co widzę w składziku?

Od MG: składzik jest w strasznym stanie - podłoga jest pokryta niemalże w całości czarną mazią, która wypłynęła z ciała kultysty wraz z całym robactwem. Nie widać jednak śladu po owych obłych stworzeniach. Większość znajdujących się w pomieszczeniu butelek pękła i na posadzkę wydostała się ich zawartość, mieszając się z czarną substancją. Jest też oczywiście dużo odłamków szkła i rozerwane szczątki kultysty - tego, co właściwie z niego zostało.
Mezxtli kategorycznie chce zmyć z siebie i swej szaty plugastwo, którym został pokryty. Będzie chciał też sprawdzić czy nie został skażony przez mrok (choć nie wie jak).
Ostatnio zmieniony 11 maja 2016, 18:51 przez Mystic, łącznie zmieniany 1 raz.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 11 maja 2016, 22:02

[center]Calli, dom Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]


Ehecatlem wziął zamach, jednak jego broń przecięła tylko powietrze z cichym świstem. Szlag, nic nie widać! - przeklął w myślach i jego gniew zaczynał szybko narastać. Wiedział, że musi działać szybko, w przeciwnym razie wszyscy w domostwie są zagrożeni. Ale jak mam trafić wroga, gdy go nie widzę? Wspomóż mnie, Ognisty Ojcze! Nie mogę pozwolić na śmierć mych przyjaciół i ucieczkę tego plugastwa gdzieś w mrok nocy...
Ta krótka modlitwa przez moment brzmiała w myślach paladyna, gdy w pewnym momencie przyszedł przebłysk oświecenia. Dlaczego właściwie wcześniej o tym nie pomyślałem? zdziwił się wojownik, po czym rozpoczął krótką inkantację:
O Holis, Ty, który dajesz życie wszystkim istotom przez swą radość
i Ty, który je odbierasz swoim gniewem
chroń mnie w godzinie próby.
Niech Twe ciepło i światło otoczy mnie opieką i nie pozwoli zranić
a zarazem zniszczy i przepędzi wszelką ciemność
która stanie na mej drodze!


W tym momencie dookoła Syna słońca pojawiła się aura ognia rozświetlająca mrok izby. W panującym półmroku Aruan zauważył... coś. Nie dostrzegł natomiast Alchemika, za co był wdzięczny, utwierdziło go to w przekonaniu, że nie musi na niego w tym momencie uważać.

Zaraz za pierwszą inkantacją skupił się na wchłonięciu energii ziemi w siebie. Wojownik poczuł, jak zaczęła przepełniać go ogromna moc dodająca mu coraz więcej sił wraz z każdym kolejnym uderzeniem serca. Po tym, co zobaczył przed chwilą, nie był wcale pewien, czy zaraz przeciwnik nie pojawi się ponownie i nie chciał ryzykować. Wiedział, że musi działać szybko, zanim efekt czarów minie. Nie wiedział co prawda, o się dzieje z pozostałymi, lecz przynajmniej nie byli bezpośrednio zagrożeni. Tak przygotowany obserwował uważnie otoczenie w gotowości do ataku.
Korzystając z władania energią rzucam na siebie tarczę ognia oraz przy pomocy ziemi podnoszę swoją siłę.
Post edytowany po kontakcie z Sigilem ze względu na sam świat DrecarE.
Ostatnio zmieniony 14 maja 2016, 08:56 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 maja 2016, 17:30

[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Na widok splugawionego mazią składzika zgroza ścisnęła gardło Khema obsydianowymi cęgami, a oddech alchemika stał się dziwnie płytki i świszczący. Zatopione w brei organiczne szczątki kultysty stanowiły widok tak odrażający, że AjArdczyk wyciągnął z kieszonki pasa figurkę Mnumbi i przycisnął ją kilka razy mimowolnie do piersi na wysokości serca błagając niemo o boską protekcję.

- Trzeba będzie wszystko ogniem wypalić do żywej skały, a potem wymyć wodą ze świątyni - jęknął wstrząśnięty do głębi Mibampes - I tyle dobra zmarnowanego! Róg złotego koziorożca, pyłek hibiskory, żywica axtalańska! Jestem zrujnowany, doszczętnie zrujnowany! Nędza na mą głową, a wraz z nią wstyd wieczysty i sromota!

W głosie czarnoskórego mężczyzny pobrzmiewała tak autentyczna rozpacz, że wrażliwy z natury astralny mag poczuł szczerą potrzebę uronienia łzy, przed czym powstrzymał się ogromnym wysiłkiem.

- Jesteście pewni, że ten zbrodzień umarł na dobre? - w zrozpaczony ton alchemika wkradła się dodatkowa nuta, dziwnie przywodząca na myśl zwierzęcą furię - Może jeszcze żyje? Może trzeba go dobić?
Obawiam się, że Khem przeżył wstrząs swego życia! Dla AjArdczyka finansowe straty tego rozmiaru są porównywalne ze zgonem bliskiego członka rodziny albo i gorzej! Nadzieja na szybkie nabycie czwartego imienia obraca się w proch!

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 14 maja 2016, 09:03

[center]Calli, dom Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Gdy przez dłuższą chwilę nic się nie pojawiało, Syn Słońca obejrzał dokładnie zwłoki. Nie do końca wiedział, co zrobić w tej sytuacji, nie walczył wcześniej z kultystą. Tylko o nich słyszeli w trakcie szkolenia, ale wyglądało na to, że nie wszystko zostało im przekazane na ich temat.
Ehecatlem użył Znaku Wykrycia Ciemności i skierował się do głównej izby uprzednio upewniwszy się, iż nic już w tym pomieszczeniu nie ma. Zza drzwi dobiegł go pełny boleści i zarazem agresji głos Alchemika:

- Może jeszcze żyje? Może trzeba go dobić?

- Nie żyje, przyjacielu. Tego możesz być pewny. Niemniej musicie mi na chwilę wybaczyć, ale muszę zrobić coś ze swoimi ranami.

Wojownik skierował się w kąt izby i usiadł na ziemi, by się w spokoju wyleczyć jednocześnie słuchając pozostałych.
Używam na sobie uzdrawiania na poziomie 2 - leczy lekkie i średnie obrażenia.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 14 maja 2016, 12:04

[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Stężała w dziwnym grymasie twarz alchemika nieznacznie złagodniała, chociaż w jego oczach wciąż można było dostrzec jakieś niecodzienne i wieloznaczne błyski. AjArdczyk stał przez dłuższą chwilę w progu składzika przyglądając się w świetle pochodni poczynionym tam szkodom, potem westchnął ciężko i powrócił z miną ofiarnego męczennika do drewnianej części domostwa.

- Te straszne wydarzenia jawnie dowodzą, iż nie wolno nam mitrężyć czasu - oznajmił wodząc spojrzeniem po pozostałych członkach tajemnej koterii - Teraz już wiemy, że me laboratorium nie zapewni nam bezpieczeństwa. Podstępny nieprzyjaciel przejrzał plany czcigodnego oroniego, depcze nam po piętach. Zabiliśmy jednego z wysłanników Ciemności, wkrótce zatem przyjdą tu następni.

Khem wrzucił dopalające się łuczywo do paleniska i zdjął z kuchennej ściany odwieszony tam wcześniej kopesz.

- Pozostaje nam jedynie zyskać na czasie. Tamci mogą sądzić, że nas zastraszyli albo spowolnili. Wierzę, iże powinniśmy czym prędzej zejść do lochów, by przedostać się poprzez trzewia Matki Ziemi do siedliska zła. Ja sam nie śmiem uważać się za dobrego przewodnika w takich miejscach, lecz może któreś z was wie, którędy powinniśmy się przekraść?
Proponuję nie tracić zbyt wiele czasu na jałowe rozmowy. Khem jest w bojowym nastroju - to niezwykle niecodzienny stan rzeczy i szybko może przeminąć, więc może lepiej tego nie marnować? Przenosimy akcję do podziemi pod Calli, Mistrzyni? Co na to reszta graczy?

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 16 maja 2016, 11:40

[center]Calli, noc, mieszkanie Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Zyanya przyjmowała ostatnie wydarzenia z odpowiednim dla siebie spokojem. Obecność i bliskość kultysty ciemności oczywiście wzbudzała odrazę, ale wiedziała doskonale, że jej Wielka Matka i Bogini Mądrości chroni ją przed przeklętym oddechem, dotykiem i słowem tego nieszczęśnika. Nie było więc się czego obawiać. Wszyscy za to dookoła biegali i drżeli ze strachu jak nagie dzieci Siwaja w zimne poranki. Nawet Syn Słońca, który powinien być choć trochę opanowany z racji na swój urząd, przestał kontrolować emocje i z świętego mędrca i wojownika przerodził się w oprawce. Nie tak wyobrażała sobie zaistniał sytuację. Cóż, pozostawało tylko czekać gdy emocje opadną. Nie miała zamiaru angażować się w tą jatkę, przekrzykiwać się czy przepychać wśród nich. Stanęła więc z boku obserwując wszystko z należnym jej spokojem. Milcząc

Jednak pojawienie się obślizgłych czerwi ciemności nawet ją wyprowadziło z równowagi. W pierwszym momencie więc zacisnęła oczy i próbując okiełznać strach na ten obrzydliwy i bluźnierczy widok, wyszeptała szybko modlitwę. Słyszała krzyki towarzyszy i wierzyła, że tylko wiara może ochronić ją przed które sprawiło im ten ból. Wiedział, że połączenie z Boginią sprawi, ze zło nie będzie miało nad nią władzy. Ty, która w świątyni o nieskończonej ilości filarów jesteś ciemności ciałem i potrójnym morzem tajemnic zagrzebanych pod grzbietami fal, uchroń mnie w tej godzinie od plugawości sił Otchłani.

Nim wypowiedziała ostatnie słowo jasność aury ognia i siła modlitwy ich wojownika rozjaśniła plugawą, skażoną i nienaturalną ciemność. Szybko rozejrzała się dookoła. Ciało kultysty, a właściwie resztki rozwleczone były dookoła. Robaki rozpłynęły się w niebycie. Czy był to tylko akt samobójczy by nie zdradzić ni słowa na mękach. Czy podstępny sposób by pozbyć się całej drużyny? Może zagłada przenikła teraz przez ich skóry i oni również wypełnią się plugawym robactwem? Nie. To niemożliwe. Uspokoiła się szybko. Wiedziała, że Toaris uchroniła by ją przed takim losem. I według wojownika nie było już śladu po siłach ciemności.

Mimowolnie wybiegła z piwniczki mijając rozpaczającego nad swym losem i stratami alchemika by znaleźć jakikolwiek domowy zbiornik wody i obmyć ciało. Wciąż czuła jakby niewidzialny plugawy dotyk zapomnianych, bluźnierczych bogów pełzał po jej skórze.

- Te straszne wydarzenia jawnie dowodzą, iż nie wolno nam mitrężyć czasu... - rozdygotanym głosem oznajmił alchemik, wbiegając do głównego pomieszczenia. Zyanya była już zajęta obmywaniem swojej skóry wodą z dzbana i kawałkiem materiału, który stał przy oknie. Jednocześnie skupiała się myślami by oczyścić swe ciało z wszelkich plugawości, które mogła by pozostawić oblepiająca ich tam na dole ciemność.

- Wierzę, iże powinniśmy czym prędzej zejść do lochów, by przedostać się poprzez trzewia Matki Ziemi do siedliska zła. Ja sam nie śmiem uważać się za dobrego przewodnika w takich miejscach, lecz może któreś z was wie, którędy powinniśmy się przekraść? - Kontynuował rozentuzjazmowany alchemik.

- Nie. - powiedziała krótko i stanowczo hierodula, wrzucając kawałek materiału, którym obmywała skórę do ognia w kominku obok alchemika. Mimowolnie spojrzała się czy nie ulatniają się z niej jakieś podejrzane iskry, syczenia i dym w spotkaniu z oczyszczającym ogniem.

- Widać, że nie masz pojęcia o podziemiach pod miastem Calli. Zostały zbudowane przez starszą rasę i zawierają tajemnice i niebezpieczeństwa, którym żadne z nas nie jest w stanie stawić czoła. Ani razem ani osobno nie będziemy w stanie przejść więcej niż kilka kroków, po czym umrzemy bezsensowną śmiercią.
Musimy przekraść się przez miasto i włamać się do siedliska zła od tej strony. Ewentualnie potem zbadać czy prowadzą do tego przybytku jakieś lochy czy tajne wejścia. Zobaczyć czy coś kryje się za powierzchowną fasadą i wytępić plugastwo. Inny sposób to pewna śmierć. Ten... trochę mniej pewna. - To mówiąc zamilkła znów uważnie lustrując czy coś podejrzanego nie zaczyna poruszać się pod powierzchnią jej ciała lu pojawiać się na skórze. Czuła jak stres i strach powoli schodzi z niej lecz uwalniało to w zamian lekką paranoję, którą próbowała uspokoić głębokimi i wolnymi oddechami. I oczywiście wewnętrzną modlitwa do Matki-Opiekunki.
Ostatnio zmieniony 16 maja 2016, 13:48 przez Zin-Carla, łącznie zmieniany 1 raz.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 16 maja 2016, 12:35

[center]Calli, dom Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
- Ale bajzel - mruknął Sa, któy przełamał się najwyraźniej na tyle, by spojrzeć do składziku ponad ramieniem Khema.

Ciekawe, kto to teraz posprząta? - dodał w myślach, przezornie postanawiając pominąć tą kwestię w rozmowie. Spiorunowany wzrokiem, przez wciąż wzburzonego AjArdczyka wycofał się pospiesznie do izby, nim ktokolwiek inny wpadł na to, by zadać to istotne pytanie. Po chwili dołączyła do niego Ixari.

Zarówno ona jak i Alchemik, który za moment wyłonił się z korytarza, pokryci byli tu i ówdzie bryzgami jakiejś czarnej substancji, o której pochodzenie Sa wolał nie pytać. Z tego co zauważył, znajdujący się w składziku mag i Syn Słońca ucierpieli nawet bardziej. Najwyraźniej jednak Wielki Wąż otaczał opieką tego, kto go wychwalał, zachowując go przed tego rodzaju przykrościami.

- Myślicie, że to może być zaraźliwe? - zapytał jeszcze z pewną dozą zaciekawienia. Przerwał jednak, widząc ponure spojrzenia pozostałych.

- Ehm... Wybaczcie - mruknął, orientując się, że popełnił gafę. Głądko więc zmienił temat, dodając - Na drugi raz najwyraźniej trza tych bękartów Ciemności ubijać od razu.

Strategicznie wszakże postanowił trzymać się przez jakiś czas nieco na dystans od reszty. Kto wie, może to faktycznie jest zaraźliwe? Było nie było, tamten gość w Pchlim Mieście, też wykitował od jakiegoś choróbska, nie? - kalkulował.

Poczekał, aż Ixari oczyści się, Khem zaś dojdzie do siebie po traumatycznej stracie majątku. Wreszcie odezwał się, odpowiadając na pytanie alchemika i popierając stanowisko hieroduli:

- Wszakże, święta niewiasta słusznie prawi. Podziemia stanowią istny labirynt, zamieszkany przez różnorakie bestie, pełny pułapek i zdradliwych tuneli. Tak duża grupa na pewno ściągnęłaby na nas uwagę polujących w mroku stworów... Poza tym nie znam lochów na tyle, by wierzyć, że nie zgubilibyśmy się tam. Przynajmniej raz. Takoż sądzę, iż powinniśmy przekraść się do domu owej Bentaresh, pilnując, czy nikt nas nie śledzi. Później poszukamy jakiejś drogi do środka. Co raczej nie powinno być dla mnie problemem - wygłaszając ostatnie zdanie uśmiechnął się lekko i mrugnął porozumiewawczo do pozostałych.
Jeśli drużyna wyrazi taką wolę, to złodziej jest gotów do działania. W czasie drogi go domu Bentaresh będę szedł nieco za pozostałymi, korzystając z osłony cieni i rozglądając się, czy nikt nas nie śledzi.

Jeśli w okolicy znajdę jakieś naturalne źródło wody, chciałbym także odmedytować (1 minutę).
Ostatnio zmieniony 16 maja 2016, 17:33 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 16 maja 2016, 17:19

[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Słysząc stanowczą odpowiedź Ixari Khem strapił się niepomiernie. Praktycznie pozbawiony wiedzy na temat podziemi Calli, alchemik poczuł lodowaty dreszcz na samą myśl o czających się w smolistym mroku bestiach. Jeśli tak roztropna i obdarzona mądrością Starszych istota odradzała przeprawę lochami, Mibampes absolutnie nie zamierzał wdawać się z nią w spory.

- Niechaj się stanie podług twej woli, pani - oznajmił posyłając Ixari leciutkie skinięcie głowy - Co nie zmienia faktu, iż powinniśmy czym prędzej udać się we właściwe miejsce. Jeśli ten... stwór... - spojrzenie Khema pobiegło odruchowo w kierunku korytarzyka łączącego mieszkalną część domostwa z laboratorium - miał za zadanie obserwację naszych poczynań, jego zniknięcie lada chwila wzbudzi czyjeś zainteresowanie. Nie powinniśmy czekać bezczynnie na ruch nieprzyjaciela, ruszajmy.
Jak rzecze Khem, ruszajmy czym prędzej do domu Bentaresh! Dyskretnie przez ciemne ulice Calli, najlepiej lekko rozproszeni, by nie ściągać na siebie zbytniej uwagi liczebnością grupy!

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 17 maja 2016, 12:25

[center]Calli, dom Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Korzystając z okazji uzdrawiania ran wojownik postanowił przy okazji chwilę pomedytować nad płomieniem w kominku Alchemika. Lepsze to, niż nic, przemknęło mu w myślach.

Wiedział, że przeciwnik jest w lepszej sytuacji i poniekąd sam był temu winny. W gniewie wywołanym obecnością plugastwa kompletnie zapomniał pojmanemu zawiązać oczy. A co, jeśli wróg wykorzystał zaklęcie umożliwiające widzenie na odległość tego, co ten nieszczęśnik? Aruan obawiał się, iż odpowiedź na to pytanie może mu się nie spodobać. Straciliby cały element zaskoczenia i staliby się łatwym celem na ulicach miasta...

Po chwili wrócił do słuchania pozostałych z należytą uwagą.
Nagle jego uwagę zwrócił na siebie podniecony Alchemik próbujący przekonać resztę grupy do ataku na bazę nieprzyjaciela, jednak równie szybko został zgaszony przez hierodulę. Zastanawiające, czy wszyscy AjAdrczycy są tak samo zmienni jak chorągiewki na wietrze.
Odpowiedź Ixari wydawała mu się być nad wyraz mądra i sensowna - sam nie wiedział przecież nic o tych podziemiach do momentu rozpoczęcia tego zadania. A jednak jej zachowanie z obmywaniem ciała wydało mu się dziwne. Nie brała przecież udziału w bezpośrednim starciu, więc jej zachowanie dla młodego Syna Słońca wyglądało trochę desperacko. Niemniej wolał pozostawić tę uwagę dla siebie.

Obmywszy się trochę i zaleczywszy własne rany Ehecatlem wstał i rzekł:

- Nasi przyjaciele mają rację. Nie wiemy o tych podziemiach nic. I to nic całkowicie wystarczy, byśmy stamtąd nigdy nie powrócili. Również proponuję udać się do Bentaresh. Niemniej musimy teraz uważać podwójnie - istnieje pewna szansa na to, że wróg oczami Siwja wie, jak wyglądamy...
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 17 maja 2016, 18:38

po drodze gdy wyjdziemy z domostwa Khema Ixari będzie chciała chwilę odmedytować stracone punkty energii patrząc sie w gwiazdy na nocnym niebie Calli. 1 minuta
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

ODPOWIEDZ