PBF - W Mroku Oxanu
[center]Calli, dom Alchemika, wieczór, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Kultysta!
Ehecatlem był w duchu wdzięczny sam sobie za to, że przywiązał Siwja do krzesła nim pozostali wypróbowali na nim srebro. Na widok reakcji szpiega poczuł obrzydzenie oraz gniew. Święty gniew. Holis, daj mi siłę w tej czarnej godzinie, bym mógł godnie wymierzyć sprawiedliwość w twoim imieniu! pomodlił się w myślach czekając, aż Ixari skończy z pojmanym. Krew w jego żyłach zaczęła płonąć i jedyne czego pragnął w tym momencie, to zniszczyć idiotę, który ośmielił się służyć mocom ciemności. Wiedział jednak, że nie może sobie na to pozwolić, nie ten czas i nie to miejsce. Schwytany był zbyt cenny dla grupy w tym momencie. Postanowił zatem czekać. Na szczęście nie trwało to długo.
- ...radzę więc zachować ostrożność - tylko na te słowa czekał. Ledwie hierodula wstała, paladyn rozpędził się i wymierzył kopnięcie w klatkę piersiową kultysty tak, że ten przewrócił się wraz z krzesłem na ziemię i odjechał na odległość kroku.
Powstrzymując siłą woli własną żądzę krwi, powiedział do Khema:
- Przyjacielu, przygotuj proszę wszystkie ostre narzędzia, jakie są w tym domu. Nasz nowy gość prawdopodobnie będzie potrzebował trochę... motywacji, by z nami porozmawiać.
Syn Słońca skierował się w kierunku krzesła wyciągając jednocześnie zza pasa swój macuahuitl, po czym wziął zamach i z całej siły uderzył w kolano więźnia, utrudniając mu jakiekolwiek próby ucieczki. Nie wiedział bowiem, do czego jego przysięgli wrogowie są zdolni - pierwszy raz widział jednego z nich na żywo poza opowiadaniami. Siwja zakrzyknął z bólu i Aruan zdał sobie sprawę, że musi być ostrożniejszy, w okolicy mogą być także jego sprzymierzeńcy. Zwrócił się więc do pozostałych:
- Słuchajcie, jeśli ktoś potrafi, załóżcie jakieś tarcze na to pomieszczenie, nie chcemy, by dotarli do nas jego pobratymcy. Stratisie, czy możesz obserwować otoczenie i ostrzec nas przed potencjalnymi przybyszami? Będę bardzo zobowiązany.
Świetnie, teraz mógł całą swoją uwagę poświęcić swojej ofierze.
- Witaj w naszych skromnych progach, pomiocie ciemności. Cóż cię do nas sprowadza? Jestem także bardzo ciekaw, skąd wiedziałeś, gdzie będziemy. Czy zechcesz ze mną porozmawiać po dobroci, czy też muszę cię do tego trochę bardziej zmotywować? A uwierz mi, możliwości mam w tym zakresie całkiem sporo i tylko od ciebie zależy, ilu z nich doświadczysz...
Kultysta!
Ehecatlem był w duchu wdzięczny sam sobie za to, że przywiązał Siwja do krzesła nim pozostali wypróbowali na nim srebro. Na widok reakcji szpiega poczuł obrzydzenie oraz gniew. Święty gniew. Holis, daj mi siłę w tej czarnej godzinie, bym mógł godnie wymierzyć sprawiedliwość w twoim imieniu! pomodlił się w myślach czekając, aż Ixari skończy z pojmanym. Krew w jego żyłach zaczęła płonąć i jedyne czego pragnął w tym momencie, to zniszczyć idiotę, który ośmielił się służyć mocom ciemności. Wiedział jednak, że nie może sobie na to pozwolić, nie ten czas i nie to miejsce. Schwytany był zbyt cenny dla grupy w tym momencie. Postanowił zatem czekać. Na szczęście nie trwało to długo.
- ...radzę więc zachować ostrożność - tylko na te słowa czekał. Ledwie hierodula wstała, paladyn rozpędził się i wymierzył kopnięcie w klatkę piersiową kultysty tak, że ten przewrócił się wraz z krzesłem na ziemię i odjechał na odległość kroku.
Powstrzymując siłą woli własną żądzę krwi, powiedział do Khema:
- Przyjacielu, przygotuj proszę wszystkie ostre narzędzia, jakie są w tym domu. Nasz nowy gość prawdopodobnie będzie potrzebował trochę... motywacji, by z nami porozmawiać.
Syn Słońca skierował się w kierunku krzesła wyciągając jednocześnie zza pasa swój macuahuitl, po czym wziął zamach i z całej siły uderzył w kolano więźnia, utrudniając mu jakiekolwiek próby ucieczki. Nie wiedział bowiem, do czego jego przysięgli wrogowie są zdolni - pierwszy raz widział jednego z nich na żywo poza opowiadaniami. Siwja zakrzyknął z bólu i Aruan zdał sobie sprawę, że musi być ostrożniejszy, w okolicy mogą być także jego sprzymierzeńcy. Zwrócił się więc do pozostałych:
- Słuchajcie, jeśli ktoś potrafi, załóżcie jakieś tarcze na to pomieszczenie, nie chcemy, by dotarli do nas jego pobratymcy. Stratisie, czy możesz obserwować otoczenie i ostrzec nas przed potencjalnymi przybyszami? Będę bardzo zobowiązany.
Świetnie, teraz mógł całą swoją uwagę poświęcić swojej ofierze.
- Witaj w naszych skromnych progach, pomiocie ciemności. Cóż cię do nas sprowadza? Jestem także bardzo ciekaw, skąd wiedziałeś, gdzie będziemy. Czy zechcesz ze mną porozmawiać po dobroci, czy też muszę cię do tego trochę bardziej zmotywować? A uwierz mi, możliwości mam w tym zakresie całkiem sporo i tylko od ciebie zależy, ilu z nich doświadczysz...
Ostatnio zmieniony 27 kwietnia 2016, 18:02 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Posypany srebrnym proszkiem Lenja'kare wpadł w niewytłumaczalne konwulsje, a z ust zaczęła mu płynąć krew. Khem Lateef Mibampes skamieniał na ten widok z wrażenia, nigdy wcześniej nie miał bowiem okazji ujrzenia na własne oczy, co srebro potrafi uczynić z człowiekiem noszącym piętno przeklętej duszy.
- To ewidentnie wyznawca Zapomnianych Bogów! - oznajmił z całkowitą pewnością w swym głosie - Czy możemy uwierzyć słowom demona? Czy powinniśmy go o cokolwiek wypytywać? Pamiętajcie, co nauczają święci mężowie: kto wdaje się z demonem i duchem nieczystym w dysputy, zatruwa własną duszę jadem, którego nie wygna żadne śmiertelnicze lekarstwo!
Posypany srebrnym proszkiem Lenja'kare wpadł w niewytłumaczalne konwulsje, a z ust zaczęła mu płynąć krew. Khem Lateef Mibampes skamieniał na ten widok z wrażenia, nigdy wcześniej nie miał bowiem okazji ujrzenia na własne oczy, co srebro potrafi uczynić z człowiekiem noszącym piętno przeklętej duszy.
- To ewidentnie wyznawca Zapomnianych Bogów! - oznajmił z całkowitą pewnością w swym głosie - Czy możemy uwierzyć słowom demona? Czy powinniśmy go o cokolwiek wypytywać? Pamiętajcie, co nauczają święci mężowie: kto wdaje się z demonem i duchem nieczystym w dysputy, zatruwa własną duszę jadem, którego nie wygna żadne śmiertelnicze lekarstwo!
Khem będzie się powstrzymywał przed rozmową z przeklętnikiem -istnieje ryzyko, że ten opęta swego rozmówcę słodkimi kłamstwami sprowadzając na jego duszę zatracenie! Jeśli reszta drużyny ma jakieś pytania, zadajcie je szybko, a potem zabierajcie to wynaturzenie z domu pobożnego czciciela Mnumbi. Zaraz po zakończeniu tej przykrej konwersacji alchemik odmówi modlitwę do patronackiego bóstwa prosząc je o protekcję.
[center]Calli, dom Alchemika, wieczór, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Ah-saa-brax nie lękał się wpływów Ciemności, wiedząc, że moc wszechpotężnego Ka'a ochroni go przed tego rodzaju pogańskimi iluzjami. Postanowił jednak nie dotykać kultysty, aby nie nadużywać cierpliwości Wielkiego Węża, ani nie ściągać na siebie niepotrzebnie jego gniewu. Z pewnością bowiem jedyny prawdziwy Bóg miał o wiele ważniejsze rzeczy do roboty niż wyciąganie swojego wyznawcy z kłopotów, o które tamten sam się prosił. Pozostał więc na krześle, sięgając jedynie po sztylet, który na wszelki wypadek wolał mieć teraz w ręce... Jednocześnie lewą dłonią nakrył ukryty pod odzieniem medalion Ka'a i polecił się jego opiece.
- O potężny Władco Głębin, pokryty drogocenną łuską, usłysz mnie i ochroń tego, który cię wychwala.* - szepnął.
Nie dlatego by się bał, oczywiście. Wyznawca Prawdziwej Religii nie powinien lękać się iluzji. Niemniej jednak, pomyślał, że modlitwa z pewnością nie zaszkodzi. Poza tym kultyści byli ewidentnie koszmarnym elementem tego snu, z którym wolał jednak nie mieć zbyt często do czynienia. Choć zadanie otrzymane od oroni wskazywało raczej na to, że to dopiero pierwszy jakiego napotykają... I że z czasem będzie ich więcej... Tym bardziej więc modlitwa mogła okazać się pomocna... Zwłaszcza, że młody Sa wiedział, że nie zawsze oddawał Wielkiemu Wężowi cześć odpowiednio żarliwie. Aktualnie nieco go to martwiło i wolał przypomnieć Bogu o swym istnieniu, w godzinie, w której naprawdę potrzebował jego łaski...
Słowa Syna Słońca przyjął z ulgą. Pozwoliły mu one bowiem nie brać udziału w dziejącej się w izbie masakrze i stanąć sobie przy oknie, gdzie przez szczelinę w zasłonach mógł obserwować ulicę, samemu nie będąc widzianym. Paladyn w tym czasie robił swoje, tłukąc obłąkanego poganina mieczugą i Ah-saa-brax zastanawiał się, czy tak samo tłukłby członków Prawdziwej Wiary, gdyby kiedykolwiek dowiedział się o kulcie? Zapewne w swej prostocie wziąłby ich za jakiś inny rodzaj wyznawców Ciemności, nie potrafiąc zrozumieć cudownej natury Wielkiego Węża... Na szczęście prawda wciąż pozostawała poza zasięgiem takich ignorantów, ukryta bezpiecznie w podziemnych sanktuariach, gdzie mieli do niej dostęp jedynie Wybrani... I pobłogosssławieni ssstygmatami Ka'a - pomyślał, ignorując zupełnie wrzaski plugawego syna mroku.
Ah-saa-brax nie lękał się wpływów Ciemności, wiedząc, że moc wszechpotężnego Ka'a ochroni go przed tego rodzaju pogańskimi iluzjami. Postanowił jednak nie dotykać kultysty, aby nie nadużywać cierpliwości Wielkiego Węża, ani nie ściągać na siebie niepotrzebnie jego gniewu. Z pewnością bowiem jedyny prawdziwy Bóg miał o wiele ważniejsze rzeczy do roboty niż wyciąganie swojego wyznawcy z kłopotów, o które tamten sam się prosił. Pozostał więc na krześle, sięgając jedynie po sztylet, który na wszelki wypadek wolał mieć teraz w ręce... Jednocześnie lewą dłonią nakrył ukryty pod odzieniem medalion Ka'a i polecił się jego opiece.
- O potężny Władco Głębin, pokryty drogocenną łuską, usłysz mnie i ochroń tego, który cię wychwala.* - szepnął.
Nie dlatego by się bał, oczywiście. Wyznawca Prawdziwej Religii nie powinien lękać się iluzji. Niemniej jednak, pomyślał, że modlitwa z pewnością nie zaszkodzi. Poza tym kultyści byli ewidentnie koszmarnym elementem tego snu, z którym wolał jednak nie mieć zbyt często do czynienia. Choć zadanie otrzymane od oroni wskazywało raczej na to, że to dopiero pierwszy jakiego napotykają... I że z czasem będzie ich więcej... Tym bardziej więc modlitwa mogła okazać się pomocna... Zwłaszcza, że młody Sa wiedział, że nie zawsze oddawał Wielkiemu Wężowi cześć odpowiednio żarliwie. Aktualnie nieco go to martwiło i wolał przypomnieć Bogu o swym istnieniu, w godzinie, w której naprawdę potrzebował jego łaski...
Słowa Syna Słońca przyjął z ulgą. Pozwoliły mu one bowiem nie brać udziału w dziejącej się w izbie masakrze i stanąć sobie przy oknie, gdzie przez szczelinę w zasłonach mógł obserwować ulicę, samemu nie będąc widzianym. Paladyn w tym czasie robił swoje, tłukąc obłąkanego poganina mieczugą i Ah-saa-brax zastanawiał się, czy tak samo tłukłby członków Prawdziwej Wiary, gdyby kiedykolwiek dowiedział się o kulcie? Zapewne w swej prostocie wziąłby ich za jakiś inny rodzaj wyznawców Ciemności, nie potrafiąc zrozumieć cudownej natury Wielkiego Węża... Na szczęście prawda wciąż pozostawała poza zasięgiem takich ignorantów, ukryta bezpiecznie w podziemnych sanktuariach, gdzie mieli do niej dostęp jedynie Wybrani... I pobłogosssławieni ssstygmatami Ka'a - pomyślał, ignorując zupełnie wrzaski plugawego syna mroku.
Jak napisałem, Stratis staje przy oknie i cichcem wygląda zza zasłony na ulice, starając się samemu nie być zauważonym. Wypatruję, czy nikt podejrzany się tam nie kręci.
* Modlitwa złodzieja jest tak pomyślana, by każdy politeista wziął ją za modlitwę do Mnumbi. Zresztą wielu Sa udaje, że wyznaje to bóstwo, traktując to jako przykrywkę dla swej prawdziwej wiary w Wielkiego Węża (w końcu oba bóstwa zamieszkują w wodzie i oba mają gadzią postać). Ah-saa-brax korzysta więc z tej wygodnej zbieżności.[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Jeśli brat Najjaśniejszego naprawdę zamierza zakatować tego przeklętnika w moim domostwie, to niech go przynajmniej zaciągnie do laboratorium! Albo do schowka! Jak skurczybyk zacznie wrzeszczeć, będziemy mieli pod oknami całą ulicę! Co więcej, podobno jestem tu lubiany! Jak ktoś pomyśli, że robicie krzywdę alchemikowi, miejscowi gotowi wedrzeć się do środka! 
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Calli, dom Alchemika, wieczór, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Do silnego kopniaka wymierzonego mężczyźnie, po chwili dołączyło silne uderzenie macuahuitl. Gruchnęła zmiażdżona kość. Czciciel Zapomnianych Bóstw wrzasnął przeciągle, leżał na posadzce zwijając się z olbrzymiego bólu. Ciemna krew zabarwiła znów posadzkę. Z jęk przerodził się w dziwny płacz. Postać siwja zaczęła zanosić się w konwulsywnej rozpaczy.
Syn Słońca był jednak nieubłagany. Odczekał już wystarczająco długo. Nic, żadnych konkretów, żadnych słów i wyjaśnień się nie doczekał. Kultysta albo był tak słaby, że silne uderzenia pozbawiały go języka, albo był tak zaparty w swym bluźnierstwie...
Nie mógł patrzeć na tego wijącego się robaka. W jednym momencie stracił całą swą cierpliwość i nastąpił mocno na rozciągniętą na ziemi dłoń siwja. Mężczyzna jeszcze raz wrzasnął, lecz wtedy Ehecatlem tylko dodał więcej nacisku. Przygważdżając dłoń szpiega, zadał mu pytanie, wymagające natychmiastowej odpowiedzi:
- Ilu was jest w tym mieście?! Mów plugawy pomiocie!
Jęki szpiega zaczynały cichnąć. Gdy już miał się odezwać, z jego gardzieli dobył się niewyraźny, niski śmiech. Przybrał na sile.
- Tsssshhhh, nie wiesz, ty nie wiesz... hhhhh...
W pewnym momencie wybuchnął głośnym śmiechem, który przybrał nieprawdopodobnie wysokie tony. Obrócił twarz w kierunku Szlachetnego brata oroni. Jego oczy były całkowicie i tak szkliste. Wzrok wyrażał obłędną radość. Rozwarł wąskie wargi w obłąkańczym uśmiechu.
Ehecatlem nie czekał. Wymierzył kolejne uderzenie. Tym razem w bok. Któreś z żeber pękło. Ale jemu to nie robiło różnicy. Mógłby i zerwać skórę z tego robactwa, aby tylko skłonić go do udzielenia odpowiedzi. I tak później miał zginąć...
- Gdzie jest reszta twych pobratymców i kto wami dowodzi?! Jeśli tak niesłychanie bawi cię sytuacja, w której się znajdujesz, to możemy przejść do bardziej zaawansowanych technik rozmowy...
Uderzenie odebrało mężczyźnie mowę i dech. Przez chwilę płuca próbowały złapać powietrze, a klatka piersiowa unosiła się wolniej, z trudem. Każdy ruch niósł ze sobą ból. Szpieg w końcu złapał dech. Spazmatycznie wdychał i wydychał powietrze. Zaczął też cicho i z trudem mówić:
- Byłeś z nami ahh... ale nie wiesz... tak, oczywiście! Hhhhh... ahh, ale sam jej smakowałeś, czułeś jej rozkosz... hhhh... twoje dłonie, to twoje dłonie rwały jej ciało... splatały te lśniące pukle w powróz ku uczczeniu jej pamięci... aaa teraz... pytasz mnie? Mnie li sługę, zlizującego najmniejsze krople słodyczy?
Widząc, że nie jest w stanie wyciągnąć z kultysty informacji, a w ręcz jego psychika najwyraźniej jest nieprawdopodobnie rozchwiana, postanowił zmienić nieco taktykę. Syn Słońca zwrócił się przeto do maga, wiedząc, że to właśnie on najlepiej może się znać na przedmiotach magicznych:
- Sądzę, że ten przedmiot magiczny, o którym mówiła Zyanya, wprowadza go w szaleństwo, uniemożliwiając zdradzenie jakichkolwiek informacji. Pomóż mi go znaleźć i usunąć, może wtedy się czegoś dowiemy...
Do silnego kopniaka wymierzonego mężczyźnie, po chwili dołączyło silne uderzenie macuahuitl. Gruchnęła zmiażdżona kość. Czciciel Zapomnianych Bóstw wrzasnął przeciągle, leżał na posadzce zwijając się z olbrzymiego bólu. Ciemna krew zabarwiła znów posadzkę. Z jęk przerodził się w dziwny płacz. Postać siwja zaczęła zanosić się w konwulsywnej rozpaczy.
Syn Słońca był jednak nieubłagany. Odczekał już wystarczająco długo. Nic, żadnych konkretów, żadnych słów i wyjaśnień się nie doczekał. Kultysta albo był tak słaby, że silne uderzenia pozbawiały go języka, albo był tak zaparty w swym bluźnierstwie...
Nie mógł patrzeć na tego wijącego się robaka. W jednym momencie stracił całą swą cierpliwość i nastąpił mocno na rozciągniętą na ziemi dłoń siwja. Mężczyzna jeszcze raz wrzasnął, lecz wtedy Ehecatlem tylko dodał więcej nacisku. Przygważdżając dłoń szpiega, zadał mu pytanie, wymagające natychmiastowej odpowiedzi:
- Ilu was jest w tym mieście?! Mów plugawy pomiocie!
Jęki szpiega zaczynały cichnąć. Gdy już miał się odezwać, z jego gardzieli dobył się niewyraźny, niski śmiech. Przybrał na sile.
- Tsssshhhh, nie wiesz, ty nie wiesz... hhhhh...
W pewnym momencie wybuchnął głośnym śmiechem, który przybrał nieprawdopodobnie wysokie tony. Obrócił twarz w kierunku Szlachetnego brata oroni. Jego oczy były całkowicie i tak szkliste. Wzrok wyrażał obłędną radość. Rozwarł wąskie wargi w obłąkańczym uśmiechu.
Ehecatlem nie czekał. Wymierzył kolejne uderzenie. Tym razem w bok. Któreś z żeber pękło. Ale jemu to nie robiło różnicy. Mógłby i zerwać skórę z tego robactwa, aby tylko skłonić go do udzielenia odpowiedzi. I tak później miał zginąć...
- Gdzie jest reszta twych pobratymców i kto wami dowodzi?! Jeśli tak niesłychanie bawi cię sytuacja, w której się znajdujesz, to możemy przejść do bardziej zaawansowanych technik rozmowy...
Uderzenie odebrało mężczyźnie mowę i dech. Przez chwilę płuca próbowały złapać powietrze, a klatka piersiowa unosiła się wolniej, z trudem. Każdy ruch niósł ze sobą ból. Szpieg w końcu złapał dech. Spazmatycznie wdychał i wydychał powietrze. Zaczął też cicho i z trudem mówić:
- Byłeś z nami ahh... ale nie wiesz... tak, oczywiście! Hhhhh... ahh, ale sam jej smakowałeś, czułeś jej rozkosz... hhhh... twoje dłonie, to twoje dłonie rwały jej ciało... splatały te lśniące pukle w powróz ku uczczeniu jej pamięci... aaa teraz... pytasz mnie? Mnie li sługę, zlizującego najmniejsze krople słodyczy?
Widząc, że nie jest w stanie wyciągnąć z kultysty informacji, a w ręcz jego psychika najwyraźniej jest nieprawdopodobnie rozchwiana, postanowił zmienić nieco taktykę. Syn Słońca zwrócił się przeto do maga, wiedząc, że to właśnie on najlepiej może się znać na przedmiotach magicznych:
- Sądzę, że ten przedmiot magiczny, o którym mówiła Zyanya, wprowadza go w szaleństwo, uniemożliwiając zdradzenie jakichkolwiek informacji. Pomóż mi go znaleźć i usunąć, może wtedy się czegoś dowiemy...
[center]Calli, dom Alchemika, wieczór, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Złodziej skrzywił się lekko, słysząc kolejny wrzask kultysty. Nie, żeby w jakikolwiek sposób mu współczuł, nie miał złudzeń odnośnie tego z kim mają do czynienia. Lecz niosące się po ulicy krzyki istotnie mogły zaalarmować sąsiadów alchemika, czyniąc skromny domek ośrodkiem zainteresowania całej ulicy. Również był zdania, że przez Khema przemawia rozsądek, gdy proponował nieśmiało, by wnieść plugawego sługusa Ciemności głębiej do domostwa. Jednak najwyraźniej Syn Słońca w przypływie animuszu, nie zważał na tego rodzaju porady. A szkoda, bo zaraz będziemy mieć straż na karku - westchnął złodziej ponuro, obserwując zza zasłonki aleję przed domem AjArdczyka.
Jakimś cudownym zrządzeniem losu, jak na razie nikt jeszcze nie zainteresował się podejrzanymi odgłosami, które co rusz zakłócały ciszę nocy i Sa zastanawiał się, czy wszyscy wkoło pogłuchli? Miał zresztą wrażenie, że ten niezwykły stan rzeczy nie będzie trwał wiecznie... Spojrzał niespokojnie przez ramię, na wojownika, który najwyraźniej nie czuł potrzeby ukrywania swego świętego gniewu i pomyślał, iż to zadanie będzie należeć do tych wyjątkowo trudnych... Ehecatlem wreszcie skończył deptać po kultyście i najwyraźniej w końcu ruszył głową, skoro wpadł na to, by obszukać więźnia i pozbawić go magicznych relikwii. Ah-saa-brax ponownie westchnął, albowiem sam zaproponowałby już to na początku, gdyby nie obawiał się, że będzie musiał przeszukiwać szpiega własnoręcznie... Wybór jednak padł na maga i młodzieniec odetchnął z ulgą, wracając co obserwacji ulicy przed domem.
Złodziej skrzywił się lekko, słysząc kolejny wrzask kultysty. Nie, żeby w jakikolwiek sposób mu współczuł, nie miał złudzeń odnośnie tego z kim mają do czynienia. Lecz niosące się po ulicy krzyki istotnie mogły zaalarmować sąsiadów alchemika, czyniąc skromny domek ośrodkiem zainteresowania całej ulicy. Również był zdania, że przez Khema przemawia rozsądek, gdy proponował nieśmiało, by wnieść plugawego sługusa Ciemności głębiej do domostwa. Jednak najwyraźniej Syn Słońca w przypływie animuszu, nie zważał na tego rodzaju porady. A szkoda, bo zaraz będziemy mieć straż na karku - westchnął złodziej ponuro, obserwując zza zasłonki aleję przed domem AjArdczyka.
Jakimś cudownym zrządzeniem losu, jak na razie nikt jeszcze nie zainteresował się podejrzanymi odgłosami, które co rusz zakłócały ciszę nocy i Sa zastanawiał się, czy wszyscy wkoło pogłuchli? Miał zresztą wrażenie, że ten niezwykły stan rzeczy nie będzie trwał wiecznie... Spojrzał niespokojnie przez ramię, na wojownika, który najwyraźniej nie czuł potrzeby ukrywania swego świętego gniewu i pomyślał, iż to zadanie będzie należeć do tych wyjątkowo trudnych... Ehecatlem wreszcie skończył deptać po kultyście i najwyraźniej w końcu ruszył głową, skoro wpadł na to, by obszukać więźnia i pozbawić go magicznych relikwii. Ah-saa-brax ponownie westchnął, albowiem sam zaproponowałby już to na początku, gdyby nie obawiał się, że będzie musiał przeszukiwać szpiega własnoręcznie... Wybór jednak padł na maga i młodzieniec odetchnął z ulgą, wracając co obserwacji ulicy przed domem.
Złodziejowi nie podoba się ta sytuacja i także wolałby, aby paladyn działał dyskretniej. Jednak z uwagi na dużą różnice Statusu nie będzie się odzywał. Jeśli zauważę, że na zewnątrz kręcą się jacyś ludzie, ostrzegę drużynę. Jeśli będzie to straż to zniknę stąd korzystając z okna i umiejętności: krycie się.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
[center]Calli, wieczór, mieszkanie Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Mezxtli, wspierając się o framugę drzwi do składziku, niemo przyglądał się wydarzeniom w izbie. Zdawał się być jeszcze odrobinę nieobecny i wybity po właśnie co odbytej wędrówce poza ciałem. Z każdą chwilą jednak, z każdym oddechem harmonizował się ze swym codziennym stanem.
Niemal na środku pomieszczenia znajdował się skrępowany siwja. Młody mag mógł się mu teraz dobrze przyjrzeć. Lata obcowania z systemem kastowym pozwoliły mu dostrzec, że swą aparycją chłop odbiegał od typowego wyglądu pospólstwa. Mimo kilku otarć i zaczerwienień prezentował się nader przyzwoicie, zdecydowanie lepiej niż wskazywałoby na to jego urodzenie.
Khem pochylił się nad więźniem, posypując jego ramię proszkiem. Po chwili tamten ocknął się wijąc się z bólu. Próba srebra wypadła więc dla niego fatalnie...
Skoro my widzimy jego, on też może widzieć nas. Dlaczego ten szpieg został skrępowany, ale nikt nie pomyślał, by zasłonić mu oczy? Mag nie uważał się za specjalistę od przesłuchań, lecz logiczne myślenie nie było mu obce. W tym momencie nie podejrzewał jeszcze jaki los został przewidziany dla felernego kultysty.
* KOP! * - z krótkiej refleksji wyrwał go odgłos silnego ciosu wymierzonego w korpus siwja.
Mag nie nawykł do takich sytuacji jak dzisiaj. Obserwując rozwój wydarzeń w mieszkaniu alchemika, zaczął fizycznie odczuwać pobudzenie i przyspieszony puls. Czerwona energia powoli i skutecznie wypełniała kąty niedużej izby. Myśli rozpoczęły gonitwę po umyśle młodego maga, choć ten nie pamiętał by wyrażał zgodę na taki przebieg trasy. Co to ma być? Czy on chce tak po prostu zakatować tutaj ten pomiot mroku?! I tylko świece płonęły spokojnie, delikatnie kołysząc się przy kolejnych podmuchach powietrza...
Atmosfera z każdą chwilą coraz bardziej czerwieniała, a gdy Syn Słońca na dobre rozkręcił się w swojej zabawie, mógłby przysiąc że ściany pulsowały szkarłatem. Szkarłatem eterycznym, zapachem krwi i furii, zwietrzywszy którą głodne wilki, wpadłyby w morderczy amok.
Mezxtli, choć nie potrafił do końca określić swojej wizji tej misji, to z pewnością nie miała ona takiego kształtu. Tym mamy się zajmować? Wynajdywaniem sługusów ciemności i rozdeptywaniem jak nędzne robactwo? To robota dla tiba, niepotrzebni są tu Alinur! Mag nie mógł się pogodzić z brutalnością, której był świadkiem - do tej pory nie była ona wszak częścią jego świata.
Kaźnie ustały na moment gdy padła dosyć trzeźwa propozycja Ehecatelma:
- Sądzę, że ten przedmiot magiczny, o którym mówiła Zyanya, wprowadza go w szaleństwo, uniemożliwiając zdradzenie jakichkolwiek informacji. Pomóż mi go znaleźć i usunąć, może wtedy się czegoś dowiemy...
- Trzymaj go, by ten mnie nie dotknął, a ja postaram zdjąć mu go z szyi - odparł Mezxtli chwytając kawałek tkaniny leżący nieopodal.
Mezxtli, wspierając się o framugę drzwi do składziku, niemo przyglądał się wydarzeniom w izbie. Zdawał się być jeszcze odrobinę nieobecny i wybity po właśnie co odbytej wędrówce poza ciałem. Z każdą chwilą jednak, z każdym oddechem harmonizował się ze swym codziennym stanem.
Niemal na środku pomieszczenia znajdował się skrępowany siwja. Młody mag mógł się mu teraz dobrze przyjrzeć. Lata obcowania z systemem kastowym pozwoliły mu dostrzec, że swą aparycją chłop odbiegał od typowego wyglądu pospólstwa. Mimo kilku otarć i zaczerwienień prezentował się nader przyzwoicie, zdecydowanie lepiej niż wskazywałoby na to jego urodzenie.
Khem pochylił się nad więźniem, posypując jego ramię proszkiem. Po chwili tamten ocknął się wijąc się z bólu. Próba srebra wypadła więc dla niego fatalnie...
Skoro my widzimy jego, on też może widzieć nas. Dlaczego ten szpieg został skrępowany, ale nikt nie pomyślał, by zasłonić mu oczy? Mag nie uważał się za specjalistę od przesłuchań, lecz logiczne myślenie nie było mu obce. W tym momencie nie podejrzewał jeszcze jaki los został przewidziany dla felernego kultysty.
* KOP! * - z krótkiej refleksji wyrwał go odgłos silnego ciosu wymierzonego w korpus siwja.
Mag nie nawykł do takich sytuacji jak dzisiaj. Obserwując rozwój wydarzeń w mieszkaniu alchemika, zaczął fizycznie odczuwać pobudzenie i przyspieszony puls. Czerwona energia powoli i skutecznie wypełniała kąty niedużej izby. Myśli rozpoczęły gonitwę po umyśle młodego maga, choć ten nie pamiętał by wyrażał zgodę na taki przebieg trasy. Co to ma być? Czy on chce tak po prostu zakatować tutaj ten pomiot mroku?! I tylko świece płonęły spokojnie, delikatnie kołysząc się przy kolejnych podmuchach powietrza...
Atmosfera z każdą chwilą coraz bardziej czerwieniała, a gdy Syn Słońca na dobre rozkręcił się w swojej zabawie, mógłby przysiąc że ściany pulsowały szkarłatem. Szkarłatem eterycznym, zapachem krwi i furii, zwietrzywszy którą głodne wilki, wpadłyby w morderczy amok.
Mezxtli, choć nie potrafił do końca określić swojej wizji tej misji, to z pewnością nie miała ona takiego kształtu. Tym mamy się zajmować? Wynajdywaniem sługusów ciemności i rozdeptywaniem jak nędzne robactwo? To robota dla tiba, niepotrzebni są tu Alinur! Mag nie mógł się pogodzić z brutalnością, której był świadkiem - do tej pory nie była ona wszak częścią jego świata.
Kaźnie ustały na moment gdy padła dosyć trzeźwa propozycja Ehecatelma:
- Sądzę, że ten przedmiot magiczny, o którym mówiła Zyanya, wprowadza go w szaleństwo, uniemożliwiając zdradzenie jakichkolwiek informacji. Pomóż mi go znaleźć i usunąć, może wtedy się czegoś dowiemy...
- Trzymaj go, by ten mnie nie dotknął, a ja postaram zdjąć mu go z szyi - odparł Mezxtli chwytając kawałek tkaniny leżący nieopodal.
Przed przystąpieniem do działania wykonuję Skanowanie Istot na kultyście.
Ostatnio zmieniony 28 kwietnia 2016, 18:32 przez Mystic, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Wojowniczy Syn Słońca był ewidentnie pozbawiony większości skrupułów właściwych osobie alchemika. Nie bacząc na zadawane przeklętnikowi cierpienie katował go, dopóki się nie spocił. Khem czuł ustawiczne ciarki na całym ciele, gdy krew płynąca ze skaleczeń na ciele rozkrzyczanego kultysty brudziła podłogę domostwa.
A za chwilę mogło jej być znacznie więcej, bo wszystko wskazywało na to, że tajemniczy magiczny przedmiot trzymający w ryzach umysł nieszczęśnika był wszyty bądź wrośnięty w jego ciało. W myślach AjArdczyka natychmiast pojawiło się wyobrażenie porywczego wojownika Słońca patroszącego więźnia na kuchennym stole Khema.
- Zabieramy go do schowka na łatwopalne składniki - zdecydował alchemik łapiąc brata Najjaśniejszego za ramię - Te krzyki zbyt daleko się niosą, jeszcze ściągną nam na głowy straż!
W głowie Khema pojawiła się natychmiast kolejna myśl, tym razem poświęcona ewentualnej wizycie straży właśnie - koniec końców nie byłoby to wcale złym rozwiązaniem, ponieważ kultysta Zapomnianych Bogów uchodził za występnego grzesznika i alchemik mógłby z czystym sumieniem domagać się jego egzekucji za wtargnięcie do swego domostwa. Nikogo nie interesował by przy tym fakt, że degenerat wcale tam nie wtargnął, tylko został do laboratorium zaciągnięty: królewscy urzędnicy nakazaliby wyrwać mu język jeszcze przed egzekucją, aby swymi plugawymi słowami nie bluźnił przeciwko prawowitym bogom, a tym samym nie mógłby zaprzeczyć zeznaniom Khema.
Wizyta straży miała tylko jedną wadę: ujawniłaby obecność w domu alchemika dziwnej zbieraniny indywiduów, które w zwyczajnych okolicznościach nigdy by AjArdczyka nie odwiedziły. Lepiej było tego nie ryzykować, zwłaszcza przez wzgląd na dobrą reputację Mibampesa.
- Zaciągnijcie go do końca tego korytarza! - Khem utrwalił się w przeświadczeniu o słuszności swej decyzji - A ty Stratisie uważnie nadstawiaj uszu! Jeśli ktoś się tu będzie zbliżał, daj nam znać!
Wojowniczy Syn Słońca był ewidentnie pozbawiony większości skrupułów właściwych osobie alchemika. Nie bacząc na zadawane przeklętnikowi cierpienie katował go, dopóki się nie spocił. Khem czuł ustawiczne ciarki na całym ciele, gdy krew płynąca ze skaleczeń na ciele rozkrzyczanego kultysty brudziła podłogę domostwa.
A za chwilę mogło jej być znacznie więcej, bo wszystko wskazywało na to, że tajemniczy magiczny przedmiot trzymający w ryzach umysł nieszczęśnika był wszyty bądź wrośnięty w jego ciało. W myślach AjArdczyka natychmiast pojawiło się wyobrażenie porywczego wojownika Słońca patroszącego więźnia na kuchennym stole Khema.
- Zabieramy go do schowka na łatwopalne składniki - zdecydował alchemik łapiąc brata Najjaśniejszego za ramię - Te krzyki zbyt daleko się niosą, jeszcze ściągną nam na głowy straż!
W głowie Khema pojawiła się natychmiast kolejna myśl, tym razem poświęcona ewentualnej wizycie straży właśnie - koniec końców nie byłoby to wcale złym rozwiązaniem, ponieważ kultysta Zapomnianych Bogów uchodził za występnego grzesznika i alchemik mógłby z czystym sumieniem domagać się jego egzekucji za wtargnięcie do swego domostwa. Nikogo nie interesował by przy tym fakt, że degenerat wcale tam nie wtargnął, tylko został do laboratorium zaciągnięty: królewscy urzędnicy nakazaliby wyrwać mu język jeszcze przed egzekucją, aby swymi plugawymi słowami nie bluźnił przeciwko prawowitym bogom, a tym samym nie mógłby zaprzeczyć zeznaniom Khema.
Wizyta straży miała tylko jedną wadę: ujawniłaby obecność w domu alchemika dziwnej zbieraniny indywiduów, które w zwyczajnych okolicznościach nigdy by AjArdczyka nie odwiedziły. Lepiej było tego nie ryzykować, zwłaszcza przez wzgląd na dobrą reputację Mibampesa.
- Zaciągnijcie go do końca tego korytarza! - Khem utrwalił się w przeświadczeniu o słuszności swej decyzji - A ty Stratisie uważnie nadstawiaj uszu! Jeśli ktoś się tu będzie zbliżał, daj nam znać!
Do składziku z odszczepieńcem, powinno tam wystarczyć miejsca na ofiarę i kilku śledczych. Jak sądzicie, gdzie on schował ten artefakt? Logika podpowiada, że na początek Syn Słońca powinien pogrzebać w odbycie więźnia. Przyniosę szybko miskę z wodą, żeby mógł później opłukać ręce!
[center]Calli, wieczór, mieszkanie Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
W pewien sposób katując więźnia Ehecatlem czuł się wolny - wreszcie mógł zrobić to, do czego został powołany. Tyle lat morderczych treningów ciała i umysłu, wylane strumienie potu i własnej krwi nareszcie pokazały owoce. Przed sobą miał plugastwo, które miał w swoim obowiązku zniszczyć niezależnie od sposobu. Oczywiście w normalnych warunkach nie pastwiłby się tak nad nim - w tym wypadku potrzebne były jednak informacje. W każdym innym nieszczęśnik nie zdążyłby się zorientować, skąd nadszedł śmiercionośny cios. To był jedyny rodzaj sytuacji, w której paladyn, tak opanowany i spokojny na co dzień, mógł naprawdę uwolnić swoje emocje i czynił to z narastającą radością oraz spełnieniem.Gdy jednak przez moment przeleciał mu przez głowę cel misji, postanowił jednak poprosić maga o pomoc.
Dopiero teraz zresztą, gdy trochę oprzytomniał, usłyszał alchemika proszącego o przeniesienie przesłuchania w inne miejsce, postąpił więc zgodnie z jego wolą. Bądź co bądź, był w jego domostwie i mimo wszystko wypadałoby szanować wolę gospodarza. Przynajmniej do momentu, w którym stanąłby on przeciwko Holis.
Przytrzymał więźnia w taki sposób, by ten nie mógł nic zrobić przeszukującemu go magowi i rozejrzał się jeszcze raz po izbie zauważając zniszczenia i krwawe plamy, których był sprawcą. Trudno, ktoś to potem posprząta pomyślał mimochodem i czekał na wynik działań Mezxtli.
W pewien sposób katując więźnia Ehecatlem czuł się wolny - wreszcie mógł zrobić to, do czego został powołany. Tyle lat morderczych treningów ciała i umysłu, wylane strumienie potu i własnej krwi nareszcie pokazały owoce. Przed sobą miał plugastwo, które miał w swoim obowiązku zniszczyć niezależnie od sposobu. Oczywiście w normalnych warunkach nie pastwiłby się tak nad nim - w tym wypadku potrzebne były jednak informacje. W każdym innym nieszczęśnik nie zdążyłby się zorientować, skąd nadszedł śmiercionośny cios. To był jedyny rodzaj sytuacji, w której paladyn, tak opanowany i spokojny na co dzień, mógł naprawdę uwolnić swoje emocje i czynił to z narastającą radością oraz spełnieniem.Gdy jednak przez moment przeleciał mu przez głowę cel misji, postanowił jednak poprosić maga o pomoc.
Dopiero teraz zresztą, gdy trochę oprzytomniał, usłyszał alchemika proszącego o przeniesienie przesłuchania w inne miejsce, postąpił więc zgodnie z jego wolą. Bądź co bądź, był w jego domostwie i mimo wszystko wypadałoby szanować wolę gospodarza. Przynajmniej do momentu, w którym stanąłby on przeciwko Holis.
Przytrzymał więźnia w taki sposób, by ten nie mógł nic zrobić przeszukującemu go magowi i rozejrzał się jeszcze raz po izbie zauważając zniszczenia i krwawe plamy, których był sprawcą. Trudno, ktoś to potem posprząta pomyślał mimochodem i czekał na wynik działań Mezxtli.
Jak jesteście wszyscy tacy mądrzy, to może włóżcie swoje sugestie postaciom w usta, Alchemik tak zrobił i jakiś skutek jest
Ok, pomijając kwestie rewizji osobistej
Ta postać nie jest wszechwiedząca, a obecna sytuacja tego nie ułątwia 
---
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Wykuty w litej skale górskiego zbocza składzik miał niewielkie rozmiary, ale zarazem pozbawiony był praktycznie jakichkolwiek mebli. Khem przechowywał w nim łatwopalne składniki niezbędne do alchemicznych produktów, wsypane do glinianych pojemników i starannie zakorkowane. Przeniesienie ich w jeden narożnika składziku nie zajęło wiele czasu.
Ciśnięty na starannie wygładzoną kamienną posadzkę Lenja'kare stęknął z nieudawanym bólem, a w jego zamglonych oczach pojawił się na chwilę dziwny błysk. Mibampes pogroził mu na wszelki wypadek trzymaną w dłoni pałką z palmowego drewna, owiniętą skórzanym rzemieniem. Zabrał ją z kuchni zamiast kopesha, zdecydowany dołączyć do Syna Słońca, gdyby ten musiał stawić czoła demonowi w ludzkim ciele.
- Pani, gdzie on ukrył ten magiczny przedmiot? - zapytał zdesperowanym tonem spoglądając z ukosa na Ixari - Jeśli nie będziemy wiedzieli, a nie znajdziemy nic pod odzieniem, trzeba go będzie patroszyć jak młode wanata. Kto tu później będzie sprzątał, na miłosierdzie Mnumbi?!
Wykuty w litej skale górskiego zbocza składzik miał niewielkie rozmiary, ale zarazem pozbawiony był praktycznie jakichkolwiek mebli. Khem przechowywał w nim łatwopalne składniki niezbędne do alchemicznych produktów, wsypane do glinianych pojemników i starannie zakorkowane. Przeniesienie ich w jeden narożnika składziku nie zajęło wiele czasu.
Ciśnięty na starannie wygładzoną kamienną posadzkę Lenja'kare stęknął z nieudawanym bólem, a w jego zamglonych oczach pojawił się na chwilę dziwny błysk. Mibampes pogroził mu na wszelki wypadek trzymaną w dłoni pałką z palmowego drewna, owiniętą skórzanym rzemieniem. Zabrał ją z kuchni zamiast kopesha, zdecydowany dołączyć do Syna Słońca, gdyby ten musiał stawić czoła demonowi w ludzkim ciele.
- Pani, gdzie on ukrył ten magiczny przedmiot? - zapytał zdesperowanym tonem spoglądając z ukosa na Ixari - Jeśli nie będziemy wiedzieli, a nie znajdziemy nic pod odzieniem, trzeba go będzie patroszyć jak młode wanata. Kto tu później będzie sprzątał, na miłosierdzie Mnumbi?!
Proponuję wspólnie z paladynem i Ixari przeszukać delikwenta, gruntownie i starannie. Poproszę o informacje, czy znaleźliśmy ów artefakt pod ubraniem więźnia. Jeśli nie, będzie ciekawie...
Ostatnio zmieniony 04 maja 2016, 21:10 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Calli, dom Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Kultysta został bezceremonialnie przeniesiony do składu w głębi domostwa alchemika. Silne ramiona Ehecatlema, nieustępliwego w swym działaniu Syna Słońca, unieruchomiły skutecznie szpiega swym żelaznym chwytem. Mag zaczął ostrożnie przeszukiwać jeńca i jego luźno skrojoną tunikę. Nie odnalazł jednak niczego. Choćby najmniejszego przedmiotu, którego działanie mogłoby sprowadzać obłęd na pojmanego mężczyznę.
Jego oczom ukazał się jednak fragment jakiegoś rysunku wykonanego na skórze. Wąska strużka, cienista i poszarpana linia. Zdjęto szatę z wciąż broczącego krwią siwja, a oczom zebranych ukazały się skomplikowane wzory i symbole pokrywające muskularny tors. Czarne znaki i litery, wycięte głęboko w skórze, uwypuklające się dawnymi bliznami pokrywały obojczyki, spływały pionowymi ciągami w dół, wzdłuż połamanych żeber. Odarty ze swych szat siwja rzucił się do przodu pragnąc wyrwać swe ciało, jednak Syn Słońca był silniejszy i tylko wzmocnił swój chwyt jeszcze bardziej wykręcając do tyłu ramiona pojmanego. Jego sylwetka wygięła się nagle w tył, jakby w przypływie nagłego skurczu, bólu zadawanego przez rosłego brata oroni. Wstrzymał dech, a pokryta tatuażami klatka unosiła się szybko...
Kultysta został bezceremonialnie przeniesiony do składu w głębi domostwa alchemika. Silne ramiona Ehecatlema, nieustępliwego w swym działaniu Syna Słońca, unieruchomiły skutecznie szpiega swym żelaznym chwytem. Mag zaczął ostrożnie przeszukiwać jeńca i jego luźno skrojoną tunikę. Nie odnalazł jednak niczego. Choćby najmniejszego przedmiotu, którego działanie mogłoby sprowadzać obłęd na pojmanego mężczyznę.
Jego oczom ukazał się jednak fragment jakiegoś rysunku wykonanego na skórze. Wąska strużka, cienista i poszarpana linia. Zdjęto szatę z wciąż broczącego krwią siwja, a oczom zebranych ukazały się skomplikowane wzory i symbole pokrywające muskularny tors. Czarne znaki i litery, wycięte głęboko w skórze, uwypuklające się dawnymi bliznami pokrywały obojczyki, spływały pionowymi ciągami w dół, wzdłuż połamanych żeber. Odarty ze swych szat siwja rzucił się do przodu pragnąc wyrwać swe ciało, jednak Syn Słońca był silniejszy i tylko wzmocnił swój chwyt jeszcze bardziej wykręcając do tyłu ramiona pojmanego. Jego sylwetka wygięła się nagle w tył, jakby w przypływie nagłego skurczu, bólu zadawanego przez rosłego brata oroni. Wstrzymał dech, a pokryta tatuażami klatka unosiła się szybko...
Spoiler!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Alchemik zamknął na chwilę oczy porażony widokiem bluźnierczych blizn po samookaleczeniach kultysty. Był człowiekiem głębokiej wiary gotowym uczynić wiele dla boskiego Mnumbi, ale nie potrafił wyobrazić sobie ogromu fanatyzmu niezbędnego do wyrządzenia samemu sobie tak bolesnych obrażeń. Jakie bóstwo musiał czcić ten siwja, by tak się dla patrona okaleczać?
- Mnumbi, Drogocenna Łusko, Panie Rzecznych Wylewów, zechciej wejrzeć łaskawie na ten dom i tych, którzy w nim przebywają walcząc z czcicielami zła - powiedział nieco drżącym głosem - Ochroń nas przed manifestacją okrutnej i bezrozumnej ciemności.
W skalnym składziku panował uciążliwy półmrok, ustawicznie zmieniający swą intensywność w rytmie pełgających płomyków olejnych kaganków. Świadomy tego, że kiepskie oświetlenie może tylko zaszkodzić gruntownej obdukcji więźnia, Khem oparł o ścianę swą pałkę, a potem zanurzył palec w skórzanym woreczku u pasa. Na opuszku palca pojawiła się pylista biała substancja, mieszanina sproszkowanej kredy i niewielkiej ilości suszonego ciernika.
Starając się nie spuszczać kultysty z oczu AjArdczyk zaczął wodzić ubrudzonym palcem po ścianie. Pod jego dotykiem powstawał duży runiczny znak, ledwie dostrzegalny w mdłej poświacie kaganików.
Alchemik zamknął na chwilę oczy porażony widokiem bluźnierczych blizn po samookaleczeniach kultysty. Był człowiekiem głębokiej wiary gotowym uczynić wiele dla boskiego Mnumbi, ale nie potrafił wyobrazić sobie ogromu fanatyzmu niezbędnego do wyrządzenia samemu sobie tak bolesnych obrażeń. Jakie bóstwo musiał czcić ten siwja, by tak się dla patrona okaleczać?
- Mnumbi, Drogocenna Łusko, Panie Rzecznych Wylewów, zechciej wejrzeć łaskawie na ten dom i tych, którzy w nim przebywają walcząc z czcicielami zła - powiedział nieco drżącym głosem - Ochroń nas przed manifestacją okrutnej i bezrozumnej ciemności.
W skalnym składziku panował uciążliwy półmrok, ustawicznie zmieniający swą intensywność w rytmie pełgających płomyków olejnych kaganków. Świadomy tego, że kiepskie oświetlenie może tylko zaszkodzić gruntownej obdukcji więźnia, Khem oparł o ścianę swą pałkę, a potem zanurzył palec w skórzanym woreczku u pasa. Na opuszku palca pojawiła się pylista biała substancja, mieszanina sproszkowanej kredy i niewielkiej ilości suszonego ciernika.
Starając się nie spuszczać kultysty z oczu AjArdczyk zaczął wodzić ubrudzonym palcem po ścianie. Pod jego dotykiem powstawał duży runiczny znak, ledwie dostrzegalny w mdłej poświacie kaganików.
Chciałbym zadbać o lepsze oświetlenie. Khem spróbuje wykreślić na jednej ze ścian runiczny znak generujący przez jakiś czas magiczne światło. Wybiera miejsce najdogodniejsze z punktu widzenia oświetlenia więźnia. Gdyby pierwsza próba się nie udała, poproszę o ponowienie. Po ewentualnej drugiej porażce alchemik zrezygnuje z tego pomysłu uznając, że jest zbyt rozdygotany emocjonalnie.
[center]Calli, wieczór, mieszkanie Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Nim Mezxtli przystąpił do działania, sprawdził kultystę zaklęciem ujawniającym uroki. Na moment jego oczy stały się nieobecne i puste, gdy wzrok skierował się na płaszczyznę ducha. Subtelna sieć niewidocznych wzorów i linii, uchwytnych jedynie spojrzeniem duszy, odsłoniła swe oblicze przed magiem. Wśród nich, młodzieniec dostrzegał wzór tkany przez czar działający na pojmanego sługę.
Bogatszy o tą wiedzę, Mezxtli ostrożnie począł przeszukiwać kultystę trzymając w ręku kawałek materiału otrzymanego od Khema. Nie dotykał bezpośrednio jego ciała - pamiętał czy może się skończyć dotknięcie splugawionej mrokiem istoty. Toarais, wesprzyj swego sługę w tej trudnej chwili. Otocz mnie swą opieką, ochroń przed splugawieniem z którym muszę się mierzyć!
Rewizja jednak niczego nie ujawniła. Zniecierpliwiony mag powiedział do zgromadzonych:
- Niczego u niego nie znalazłem, ale wiem, że działa na niego jakowyś czar, który ujawnia swą moc gdy jego życie jest w niebezpieczeństwie.
Wtem, w półcieniach składziku dostrzegł dziwaczne formy wytatuowane na torsie jeńca, nieśmiało wyglądające spod jego szaty:
- Khem, podaj mi nóż, szybko! - Po chwili mag uważnie rozcinał odzienie pojmanego.
- Nie wiem czym to jest, ale zdaje się chronić ten pomiot ciemności! - rzekł mag wskazując na tatuaże kultysty. Przez chwilę przez umysł bohatera przebiegła myśl o skórowaniu pojmanego - usunięcie znaków powinno wszak rozproszyć działające zaklęcie.
Nim Mezxtli przystąpił do działania, sprawdził kultystę zaklęciem ujawniającym uroki. Na moment jego oczy stały się nieobecne i puste, gdy wzrok skierował się na płaszczyznę ducha. Subtelna sieć niewidocznych wzorów i linii, uchwytnych jedynie spojrzeniem duszy, odsłoniła swe oblicze przed magiem. Wśród nich, młodzieniec dostrzegał wzór tkany przez czar działający na pojmanego sługę.
Bogatszy o tą wiedzę, Mezxtli ostrożnie począł przeszukiwać kultystę trzymając w ręku kawałek materiału otrzymanego od Khema. Nie dotykał bezpośrednio jego ciała - pamiętał czy może się skończyć dotknięcie splugawionej mrokiem istoty. Toarais, wesprzyj swego sługę w tej trudnej chwili. Otocz mnie swą opieką, ochroń przed splugawieniem z którym muszę się mierzyć!
Rewizja jednak niczego nie ujawniła. Zniecierpliwiony mag powiedział do zgromadzonych:
- Niczego u niego nie znalazłem, ale wiem, że działa na niego jakowyś czar, który ujawnia swą moc gdy jego życie jest w niebezpieczeństwie.
Wtem, w półcieniach składziku dostrzegł dziwaczne formy wytatuowane na torsie jeńca, nieśmiało wyglądające spod jego szaty:
- Khem, podaj mi nóż, szybko! - Po chwili mag uważnie rozcinał odzienie pojmanego.
- Nie wiem czym to jest, ale zdaje się chronić ten pomiot ciemności! - rzekł mag wskazując na tatuaże kultysty. Przez chwilę przez umysł bohatera przebiegła myśl o skórowaniu pojmanego - usunięcie znaków powinno wszak rozproszyć działające zaklęcie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Runiczny znak na ścianie schowka rozbłysnął białym światłem, w jednej chwili przepędził z ciasnego pomieszczenia półmrok, dotarł do każdego zakamarka składzika. Alchemik odetchnął z ulgą i odwrócił się w stronę więźnia oglądając go z wzrastającą ciekawością. Rozsądek podpowiadał mężczyźnie, że studiowanie tajemnicy Zapomnianych Bogów może grozić strasznymi konsekwencjami, gniewem Mnumbi i korupcją nieśmiertelnej duszy, ale umysł badacza nie pozwalał Mibampesowi odwrócić wzroku od bluźnierczych blizn Lenja'kare.
- Khem, podaj mi nóż, szybko! - zażądał astralny mag. AjArdczyk usłuchał go bez wahania, podał mężczyźnie wąskie metalowe ostrze służące do dzielenia na porcje alchemicznych składników. Mezxlti pozbawił więźnia resztek odzienia, po czym wpatrzył się ponownie w jego ciało.
- Nie wiem czym to jest, ale zdaje się chronić ten pomiot ciemności! - oznajmił po chwili wskazując na tatuaże kultysty - Usunięcie znaków powinno wszak rozproszyć działające zaklęcie.
Słysząc te słowa Khem skamieniał z wrażenia, nie potrafił bowiem uwierzyć w propozycję odarcia więźnia ze skóry.
Runiczny znak na ścianie schowka rozbłysnął białym światłem, w jednej chwili przepędził z ciasnego pomieszczenia półmrok, dotarł do każdego zakamarka składzika. Alchemik odetchnął z ulgą i odwrócił się w stronę więźnia oglądając go z wzrastającą ciekawością. Rozsądek podpowiadał mężczyźnie, że studiowanie tajemnicy Zapomnianych Bogów może grozić strasznymi konsekwencjami, gniewem Mnumbi i korupcją nieśmiertelnej duszy, ale umysł badacza nie pozwalał Mibampesowi odwrócić wzroku od bluźnierczych blizn Lenja'kare.
- Khem, podaj mi nóż, szybko! - zażądał astralny mag. AjArdczyk usłuchał go bez wahania, podał mężczyźnie wąskie metalowe ostrze służące do dzielenia na porcje alchemicznych składników. Mezxlti pozbawił więźnia resztek odzienia, po czym wpatrzył się ponownie w jego ciało.
- Nie wiem czym to jest, ale zdaje się chronić ten pomiot ciemności! - oznajmił po chwili wskazując na tatuaże kultysty - Usunięcie znaków powinno wszak rozproszyć działające zaklęcie.
Słysząc te słowa Khem skamieniał z wrażenia, nie potrafił bowiem uwierzyć w propozycję odarcia więźnia ze skóry.
Zgroza, po trzykroć zgroza! Czy taki zabieg skórowania nie zabije naszego więźnia? I raz jeszcze zapytam: kto tu potem będzie sprzątał? 
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times
[center]Calli, dom Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]
Mężczyzna wygiął się. Gwałtownie spuścił głowę na klatkę piersiową niemalże brudząc jedwabne szaty maga gęstą, ciemnoczerwoną cieczą dostającą się z warg. Zaśmiał się bluźnierca patrząc wprost w dumne oblicze Alinur. Sarknął strugą lepkiej krwi teraz całkiem ciemnej, niemalże czarnej. Zza opuchniętych ust i poranionych dziąseł dobył się jego głos:
- ssshh... ahh nie widziałeś ahhh martwe źźrenice... wpatrzone w dal, w głębię... bezpowrotną... ss... czerń.... aaaahh... - z warg popłynęła czarna posoka, a z gardła dobył się wrzask. Wysokim głosem, próbował złapać oddech. W ostatniej chwili jego głos wzbił się ponad swym szeptem:
- Aghau Nattah... - głos uleciał, wypowiedziane słowa odbiły się echem odległych miejsc i istot, o których pamięć zaginęła. Mężczyzna szarpnął w bólu.
A skóra na jego żebrach zadrżała gwałtownie. Dawno wygojone rany rozwarły się. Skóra pękła pod wpływem naporu, a rozrywała się bardziej... Czerń, lepka ciecz, wydostała się gwałtownie pokrywając maga swym nalotem. A biała skóra, tak biała teraz i kości, nieme, martwe, opadły wraz z całym mięsem... resztką formy, którą był tak niedawno szpieg. Powłoka brzuszna została rozerwała. A w miejscu, gdzie powinny być buzujące ostatkami życia organy wiło się i skręcało robactwo. Obłe, ciemne kształty, przypominające żyjące w głębinach pokrętne istoty. Śliskie, pokryte czarną krwią czciciela Ciemności. Wydostały się. Wypełzły wypełniając szybko posadzkę składziku, a za nimi popłynęła czerń. Nagle ich kształty powiększyły się rozpływając w nieprzeniknionej chmurze ciemności. Wątłe światło runicznego symbolu przygasło, po czym umarło zduszone wypełniającym pomieszczenie mrokiem.
Szkło, wiele butelek i baniaków pękło z trzaskiem. Była to ostatnia rzecz, którą widzieli i słyszeli, nim składzik ogarnęła gęsta ciemność...
[/center]
Mężczyzna wygiął się. Gwałtownie spuścił głowę na klatkę piersiową niemalże brudząc jedwabne szaty maga gęstą, ciemnoczerwoną cieczą dostającą się z warg. Zaśmiał się bluźnierca patrząc wprost w dumne oblicze Alinur. Sarknął strugą lepkiej krwi teraz całkiem ciemnej, niemalże czarnej. Zza opuchniętych ust i poranionych dziąseł dobył się jego głos:
- ssshh... ahh nie widziałeś ahhh martwe źźrenice... wpatrzone w dal, w głębię... bezpowrotną... ss... czerń.... aaaahh... - z warg popłynęła czarna posoka, a z gardła dobył się wrzask. Wysokim głosem, próbował złapać oddech. W ostatniej chwili jego głos wzbił się ponad swym szeptem:
- Aghau Nattah... - głos uleciał, wypowiedziane słowa odbiły się echem odległych miejsc i istot, o których pamięć zaginęła. Mężczyzna szarpnął w bólu.
A skóra na jego żebrach zadrżała gwałtownie. Dawno wygojone rany rozwarły się. Skóra pękła pod wpływem naporu, a rozrywała się bardziej... Czerń, lepka ciecz, wydostała się gwałtownie pokrywając maga swym nalotem. A biała skóra, tak biała teraz i kości, nieme, martwe, opadły wraz z całym mięsem... resztką formy, którą był tak niedawno szpieg. Powłoka brzuszna została rozerwała. A w miejscu, gdzie powinny być buzujące ostatkami życia organy wiło się i skręcało robactwo. Obłe, ciemne kształty, przypominające żyjące w głębinach pokrętne istoty. Śliskie, pokryte czarną krwią czciciela Ciemności. Wydostały się. Wypełzły wypełniając szybko posadzkę składziku, a za nimi popłynęła czerń. Nagle ich kształty powiększyły się rozpływając w nieprzeniknionej chmurze ciemności. Wątłe światło runicznego symbolu przygasło, po czym umarło zduszone wypełniającym pomieszczenie mrokiem.
Szkło, wiele butelek i baniaków pękło z trzaskiem. Była to ostatnia rzecz, którą widzieli i słyszeli, nim składzik ogarnęła gęsta ciemność...
Wijące się robactwo rozmyło się w chmurę ciemności, która wypełniła pomieszczenie. Lepka, czarna ciecz pokryła najbliżej stojących - maga i Syna Słońca. Tyle zdążyliście zobaczyć, nim pomieszczenie pogrążyło się w mroku. Tam gdzie czarna krew zetknęła się z waszą skórą, odczuliście dotkliwe zimno i ból, jakby substancja zamarzała, odmrażając tkankę. Jej okruchy odpadają po chwili, boleśnie raniąc waszą skórę.
MezXtli - test Odporności na odmrożenie: Odp. 39; rzut 61; test niezdany. 4 Obrażenia - 1 za szatę = 3 Obrażenia.
Ehecatlem - test Odporności na odmrożenie również w wyniku działania tej czarnej substancji: Odp. 50; rzut 91; test niezdany. 8 Obrażeń - 5 za zbroję = 3 Obrażenia.
MezXtli - test Odporności na odmrożenie: Odp. 39; rzut 61; test niezdany. 4 Obrażenia - 1 za szatę = 3 Obrażenia.
Ehecatlem - test Odporności na odmrożenie również w wyniku działania tej czarnej substancji: Odp. 50; rzut 91; test niezdany. 8 Obrażeń - 5 za zbroję = 3 Obrażenia.
Ostatnio zmieniony 09 maja 2016, 13:25 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.