[center]Calli, dom Alchemika, wieczór, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Kultysta!
Ehecatlem był w duchu wdzięczny sam sobie za to, że przywiązał Siwja do krzesła nim pozostali wypróbowali na nim srebro. Na widok reakcji szpiega poczuł obrzydzenie oraz gniew. Święty gniew. Holis, daj mi siłę w tej czarnej godzinie, bym mógł godnie wymierzyć sprawiedliwość w twoim imieniu! pomodlił się w myślach czekając, aż Ixari skończy z pojmanym. Krew w jego żyłach zaczęła płonąć i jedyne czego pragnął w tym momencie, to zniszczyć idiotę, który ośmielił się służyć mocom ciemności. Wiedział jednak, że nie może sobie na to pozwolić, nie ten czas i nie to miejsce. Schwytany był zbyt cenny dla grupy w tym momencie. Postanowił zatem czekać. Na szczęście nie trwało to długo.
- ...radzę więc zachować ostrożność - tylko na te słowa czekał. Ledwie hierodula wstała, paladyn rozpędził się i wymierzył kopnięcie w klatkę piersiową kultysty tak, że ten przewrócił się wraz z krzesłem na ziemię i odjechał na odległość kroku.
Powstrzymując siłą woli własną żądzę krwi, powiedział do Khema:
- Przyjacielu, przygotuj proszę wszystkie ostre narzędzia, jakie są w tym domu. Nasz nowy gość prawdopodobnie będzie potrzebował trochę... motywacji, by z nami porozmawiać.
Syn Słońca skierował się w kierunku krzesła wyciągając jednocześnie zza pasa swój macuahuitl, po czym wziął zamach i z całej siły uderzył w kolano więźnia, utrudniając mu jakiekolwiek próby ucieczki. Nie wiedział bowiem, do czego jego przysięgli wrogowie są zdolni - pierwszy raz widział jednego z nich na żywo poza opowiadaniami. Siwja zakrzyknął z bólu i Aruan zdał sobie sprawę, że musi być ostrożniejszy, w okolicy mogą być także jego sprzymierzeńcy. Zwrócił się więc do pozostałych:
- Słuchajcie, jeśli ktoś potrafi, załóżcie jakieś tarcze na to pomieszczenie, nie chcemy, by dotarli do nas jego pobratymcy. Stratisie, czy możesz obserwować otoczenie i ostrzec nas przed potencjalnymi przybyszami? Będę bardzo zobowiązany.
Świetnie, teraz mógł całą swoją uwagę poświęcić swojej ofierze.
- Witaj w naszych skromnych progach, pomiocie ciemności. Cóż cię do nas sprowadza? Jestem także bardzo ciekaw, skąd wiedziałeś, gdzie będziemy. Czy zechcesz ze mną porozmawiać po dobroci, czy też muszę cię do tego trochę bardziej zmotywować? A uwierz mi, możliwości mam w tym zakresie całkiem sporo i tylko od ciebie zależy, ilu z nich doświadczysz...
PBF - W Mroku Oxanu
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Posypany srebrnym proszkiem Lenja'kare wpadł w niewytłumaczalne konwulsje, a z ust zaczęła mu płynąć krew. Khem Lateef Mibampes skamieniał na ten widok z wrażenia, nigdy wcześniej nie miał bowiem okazji ujrzenia na własne oczy, co srebro potrafi uczynić z człowiekiem noszącym piętno przeklętej duszy.
- To ewidentnie wyznawca Zapomnianych Bogów! - oznajmił z całkowitą pewnością w swym głosie - Czy możemy uwierzyć słowom demona? Czy powinniśmy go o cokolwiek wypytywać? Pamiętajcie, co nauczają święci mężowie: kto wdaje się z demonem i duchem nieczystym w dysputy, zatruwa własną duszę jadem, którego nie wygna żadne śmiertelnicze lekarstwo!
Posypany srebrnym proszkiem Lenja'kare wpadł w niewytłumaczalne konwulsje, a z ust zaczęła mu płynąć krew. Khem Lateef Mibampes skamieniał na ten widok z wrażenia, nigdy wcześniej nie miał bowiem okazji ujrzenia na własne oczy, co srebro potrafi uczynić z człowiekiem noszącym piętno przeklętej duszy.
- To ewidentnie wyznawca Zapomnianych Bogów! - oznajmił z całkowitą pewnością w swym głosie - Czy możemy uwierzyć słowom demona? Czy powinniśmy go o cokolwiek wypytywać? Pamiętajcie, co nauczają święci mężowie: kto wdaje się z demonem i duchem nieczystym w dysputy, zatruwa własną duszę jadem, którego nie wygna żadne śmiertelnicze lekarstwo!
Khem będzie się powstrzymywał przed rozmową z przeklętnikiem -istnieje ryzyko, że ten opęta swego rozmówcę słodkimi kłamstwami sprowadzając na jego duszę zatracenie! Jeśli reszta drużyny ma jakieś pytania, zadajcie je szybko, a potem zabierajcie to wynaturzenie z domu pobożnego czciciela Mnumbi. Zaraz po zakończeniu tej przykrej konwersacji alchemik odmówi modlitwę do patronackiego bóstwa prosząc je o protekcję.
[center]Calli, dom Alchemika, wieczór, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Ah-saa-brax nie lękał się wpływów Ciemności, wiedząc, że moc wszechpotężnego Ka'a ochroni go przed tego rodzaju pogańskimi iluzjami. Postanowił jednak nie dotykać kultysty, aby nie nadużywać cierpliwości Wielkiego Węża, ani nie ściągać na siebie niepotrzebnie jego gniewu. Z pewnością bowiem jedyny prawdziwy Bóg miał o wiele ważniejsze rzeczy do roboty niż wyciąganie swojego wyznawcy z kłopotów, o które tamten sam się prosił. Pozostał więc na krześle, sięgając jedynie po sztylet, który na wszelki wypadek wolał mieć teraz w ręce... Jednocześnie lewą dłonią nakrył ukryty pod odzieniem medalion Ka'a i polecił się jego opiece.
- O potężny Władco Głębin, pokryty drogocenną łuską, usłysz mnie i ochroń tego, który cię wychwala.* - szepnął.
Nie dlatego by się bał, oczywiście. Wyznawca Prawdziwej Religii nie powinien lękać się iluzji. Niemniej jednak, pomyślał, że modlitwa z pewnością nie zaszkodzi. Poza tym kultyści byli ewidentnie koszmarnym elementem tego snu, z którym wolał jednak nie mieć zbyt często do czynienia. Choć zadanie otrzymane od oroni wskazywało raczej na to, że to dopiero pierwszy jakiego napotykają... I że z czasem będzie ich więcej... Tym bardziej więc modlitwa mogła okazać się pomocna... Zwłaszcza, że młody Sa wiedział, że nie zawsze oddawał Wielkiemu Wężowi cześć odpowiednio żarliwie. Aktualnie nieco go to martwiło i wolał przypomnieć Bogu o swym istnieniu, w godzinie, w której naprawdę potrzebował jego łaski...
Słowa Syna Słońca przyjął z ulgą. Pozwoliły mu one bowiem nie brać udziału w dziejącej się w izbie masakrze i stanąć sobie przy oknie, gdzie przez szczelinę w zasłonach mógł obserwować ulicę, samemu nie będąc widzianym. Paladyn w tym czasie robił swoje, tłukąc obłąkanego poganina mieczugą i Ah-saa-brax zastanawiał się, czy tak samo tłukłby członków Prawdziwej Wiary, gdyby kiedykolwiek dowiedział się o kulcie? Zapewne w swej prostocie wziąłby ich za jakiś inny rodzaj wyznawców Ciemności, nie potrafiąc zrozumieć cudownej natury Wielkiego Węża... Na szczęście prawda wciąż pozostawała poza zasięgiem takich ignorantów, ukryta bezpiecznie w podziemnych sanktuariach, gdzie mieli do niej dostęp jedynie Wybrani... I pobłogosssławieni ssstygmatami Ka'a - pomyślał, ignorując zupełnie wrzaski plugawego syna mroku.
Ah-saa-brax nie lękał się wpływów Ciemności, wiedząc, że moc wszechpotężnego Ka'a ochroni go przed tego rodzaju pogańskimi iluzjami. Postanowił jednak nie dotykać kultysty, aby nie nadużywać cierpliwości Wielkiego Węża, ani nie ściągać na siebie niepotrzebnie jego gniewu. Z pewnością bowiem jedyny prawdziwy Bóg miał o wiele ważniejsze rzeczy do roboty niż wyciąganie swojego wyznawcy z kłopotów, o które tamten sam się prosił. Pozostał więc na krześle, sięgając jedynie po sztylet, który na wszelki wypadek wolał mieć teraz w ręce... Jednocześnie lewą dłonią nakrył ukryty pod odzieniem medalion Ka'a i polecił się jego opiece.
- O potężny Władco Głębin, pokryty drogocenną łuską, usłysz mnie i ochroń tego, który cię wychwala.* - szepnął.
Nie dlatego by się bał, oczywiście. Wyznawca Prawdziwej Religii nie powinien lękać się iluzji. Niemniej jednak, pomyślał, że modlitwa z pewnością nie zaszkodzi. Poza tym kultyści byli ewidentnie koszmarnym elementem tego snu, z którym wolał jednak nie mieć zbyt często do czynienia. Choć zadanie otrzymane od oroni wskazywało raczej na to, że to dopiero pierwszy jakiego napotykają... I że z czasem będzie ich więcej... Tym bardziej więc modlitwa mogła okazać się pomocna... Zwłaszcza, że młody Sa wiedział, że nie zawsze oddawał Wielkiemu Wężowi cześć odpowiednio żarliwie. Aktualnie nieco go to martwiło i wolał przypomnieć Bogu o swym istnieniu, w godzinie, w której naprawdę potrzebował jego łaski...
Słowa Syna Słońca przyjął z ulgą. Pozwoliły mu one bowiem nie brać udziału w dziejącej się w izbie masakrze i stanąć sobie przy oknie, gdzie przez szczelinę w zasłonach mógł obserwować ulicę, samemu nie będąc widzianym. Paladyn w tym czasie robił swoje, tłukąc obłąkanego poganina mieczugą i Ah-saa-brax zastanawiał się, czy tak samo tłukłby członków Prawdziwej Wiary, gdyby kiedykolwiek dowiedział się o kulcie? Zapewne w swej prostocie wziąłby ich za jakiś inny rodzaj wyznawców Ciemności, nie potrafiąc zrozumieć cudownej natury Wielkiego Węża... Na szczęście prawda wciąż pozostawała poza zasięgiem takich ignorantów, ukryta bezpiecznie w podziemnych sanktuariach, gdzie mieli do niej dostęp jedynie Wybrani... I pobłogosssławieni ssstygmatami Ka'a - pomyślał, ignorując zupełnie wrzaski plugawego syna mroku.
Jak napisałem, Stratis staje przy oknie i cichcem wygląda zza zasłony na ulice, starając się samemu nie być zauważonym. Wypatruję, czy nikt podejrzany się tam nie kręci.
* Modlitwa złodzieja jest tak pomyślana, by każdy politeista wziął ją za modlitwę do Mnumbi. Zresztą wielu Sa udaje, że wyznaje to bóstwo, traktując to jako przykrywkę dla swej prawdziwej wiary w Wielkiego Węża (w końcu oba bóstwa zamieszkują w wodzie i oba mają gadzią postać). Ah-saa-brax korzysta więc z tej wygodnej zbieżności.[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Jeśli brat Najjaśniejszego naprawdę zamierza zakatować tego przeklętnika w moim domostwie, to niech go przynajmniej zaciągnie do laboratorium! Albo do schowka! Jak skurczybyk zacznie wrzeszczeć, będziemy mieli pod oknami całą ulicę! Co więcej, podobno jestem tu lubiany! Jak ktoś pomyśli, że robicie krzywdę alchemikowi, miejscowi gotowi wedrzeć się do środka! 
-
TatTvamAsi
- Reactions:
- Posty: 423
- Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
- Been thanked: 3 times