Wyciągnięty na leżance astralny mag sprawiał wrażenie pogrążonego w głębokim śnie, ale Khem wiedział, że spogląda jedynie na jego cielesną skorupę, pozbawioną boskiej iskry jaką była każda świadoma dusza. AjArdczyk nigdy nie praktykował tego rodzaju magii, bogowie odmówili mu bowiem stosownych talentów; nie zmieniało teo jednak faktu, że interesował się magią astralną z czystej ciekawości, wyczuwając we wszystkich uprawiających czarostwo istotach pewne pokrewieństwo ze sobą samym.
Teraz jednak nie potrafił skupić się na analizowaniu faktury skóry maga bądź stopnia płytkości jego oddechu. Martwił się zbyt mocno o to, co skrywała panująca na zewnątrz domostwa ciemność. Chociaż optymizm podpowiadał, że Stratis i Mezxtli ulegali daleko posuniętej paranoi dopatrując się wszędzie kultystów Ciemności, instynkt samozachowawczy ostrzegał przed konsekwencjami ich podejrzeń.
Jedna pozornie rozkoszna noc spędzona na biesiadzie u królewskiego doradcy wywróciła do góry nogami spokojne uporządkowane życie Khema. Z obdarzonego magicznymi talentami rzemieślnika stał się szpiegiem i skrytobójcą, pogromcą tajemnego zła i eksploratorem katakumb, okiem i uchem Najjaśniejszego. Ogrom uczynionego mu zaszczytu przerażał, całkiem zresztą słusznie.
Przekładając z dłoni do dłoni ściągnięty ze ściany kopesh, alchemik wyglądał co chwila przez szparę w okiennicy, ale mrok na ulicy nie pozwalał mu niczego dostrzec. Smoluch ryczał przez chwilę w swym boksie, być może sprowokowany do wydania gniewnych dźwięków przez obecność innego przemierzającego uliczkę przedstawiciela swego gatunku, a być może wyczuwający w swym pobliżu obecność jakiegoś odrażającego kultysty, żywiącego zbrodnicze intencje wobec jego dobrego i wyrozumiałego pana.
Wykończcie ich szybko, bo nie wytrzymam tego napięcia! Pocę się z grozy za każdym razem, gdy odpalam przeglądarkę!