PBF - W Mroku Oxanu

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 01 kwietnia 2016, 09:35

[center]Calli, pałac oroni Ahtactla Mezcaill An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Gdy prawiono o Calli, jego losach i zadaniu powierzonym przez szlachcica, padło pytanie alchemika. Słowa na temat zupełnie innego miasta i przygotowania podróży zawisły w powietrzu budząc konsternację. Nim naglące nieporozumienie zostało wyjaśnione, zabrała głos urodziwa, lecz groźna w swym niesamowitym pięknie Zyanya. Słowa kobiety napominały o zachowaniu rozwagi w badaniu a nawet samym dotykaniu magicznych przedmiotów, a w szczególności prastarych artefaktów. Wysłuchawszy więc pytań AjArdczyka i hieroduli, pan domu udzielił natychmiastowej odpowiedzi:

- Kadi Khemie Lateefie Mibampesie, myślałem, że znana jest ci ta niewiasta imieniem Bentaresh Ammenofre. Najwyraźniej sprawa ma się jednak inaczej. Otóż przebywa ona już od pewnego czasu na terenie Calli. Jej rezydencja mieści się w Dzielnicy Kupieckiej tuż przy rzece. Połączona jest z przystanią oraz składem, do którego trafiają wpierw wszystkie przywożone z AjArd dobra. - urwał przechodząc do sprawy poruszonej przez bladolicą hierodulę - Co do samego przedmiotu... szkatuła pochodzi z czasów Najstarszych i niestety niewiele o niej wiadomo. Garstka informacji zawartych w inskrypcjach opisuje ją jako przedmiot wielkiej wagi, który nie raz przeważył losy bitwy. Wiadomo także, że pieczętowały ją potężne zaklęcia. Plakiety milczą odnośnie samej natury artefaktu... tego czym był, czy co skrywał. - szlachcic zakończył krótką mowę. Jego wzrok ogarnął wszystkich zebranych, sprawdzając, czy ktoś jeszcze pragnie zapytać się o coś równie istotnego jak zaklęcia chroniące zaginiony artefakt.
Ostatnio zmieniony 04 kwietnia 2016, 17:28 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 01 kwietnia 2016, 10:21

Złodziej nie ma więcej pytań. Poklęczy sobie na posadzce w milczeniu, aż do momentu, gdy oroni nie każe nam wyjść. Wtedy skłoni się i opuści komnatę.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 01 kwietnia 2016, 19:39

[center]Calli, pałac oroni Ahtactla Mezcaill An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

- Stratis jest specjalistą w zakresie odnajdywania ukrytych przejść, rozbrajania wszelkich pułapek i dostawania się do miejsc skutecznie chronionych przed wszelkimi intruzami. Żadne więc zabezpieczenia nie będą przeszkodą, a drzwi siedziby Ammenofre staną przed wami otworem.

Złodziej?! Straszne to czasy, jeśli musimy się uciekać do ich pomocy w tak ważnych sprawach...
Ehecatlem przysłuchiwał się całej rozmowie napięty niczym struna cięciwy łuku na ułamek sekundy przed wypuszczeniem strzały w kierunku celu. Wiedział, że czasami korzystano z usług pomniejszych złodziei jako informatorów, jednak zawsze miało to miejsce tylko i wyłącznie w prostych sprawach. Sam fakt posiadania u swego boku jednego z nich sprawiał, że paladyn poczuł wzbierający się niepokój. Niepokój, który wzrastał z prawie każdym kolejnym pytaniem zadanym przez zgromadzonych.

Zawsze wiedziałem, iż promienie Holis płoną w sposób nieokiełznany, ale ta wyprawa może się okazać trudniejsza niż sądziłem. pomyślał, wciąż przyglądając się gościom jego brata.

Wysłuchawszy pozostałych osób w komnacie Syn Słońca rzekł do oroni:

- Bracie, wiemy, gdzie osoba zwana Bentaresh Ammenofre przebywa. Logiczną wydaje się próba ukrycia bądź przynajmniej czasowego wywiezienia artefaktu z Calli. Holis ma wielu synów. Wydaj tylko rozkaz, a przeszukamy nawet całe miasto, kawałek po kawałku. Choć to ostatnie akurat przyciągnęłoby zbyt wiele uwagi. Chyba, że...
Mówiąc to Ehecatlem spojrzał wymownie na "muzyka", czekając na jego reakcję.

Sa jednak nie zareagował na jego słowa, wpatrując się nadal w buty oroni.


[center]Obrazek[/center]
Ciężko mi było znaleźć lepszy obrazek - z tyłu opadają mu długie, czarne, proste włosy do połowy pleców. Sama sylwetka ma widoczne mięśnie, choć jest odrobinę bardziej smukły.
Ostatnio zmieniony 06 kwietnia 2016, 13:26 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 kwietnia 2016, 22:30

Pałac An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru)

- Błagam o wybaczenie, najjaśniejszy - AjArdczyk zgiął się wpół dając wyraz swemu wielkiemu zmieszaniu - Porażony bezmiarem zbrodni zbyt pochopnie uznałem, że zleceniodawczyni tych występnych czynów opuściła już Calli lękając się słusznego gniewu sprawiedliwych władców miasta. Jeśli jest tutaj, prawdziwie spłynęło na nas błogosławieństwo bogów.

Alchemik pokłonił się raz jeszcze, a potem wycofał o kilka kroków gryząc się w język. Przykre doświadczenie ostatniej chwili jednoznacznie dowiodło tego, że nie wiedząc dostatecznie wiele lepiej nie było się w ogóle wypowiadać.
Byłem przekonany, że Bentaresh Ammenofre to czarny charakter przebywający w konkurencyjnym mieście (szkoda, że zawczasu nie sprawdziłem tego u MG). Poproszę informację przez PW o temat mej wiedzy o tej damie.
[center]Obrazek[/center]
Ostatnio zmieniony 04 kwietnia 2016, 17:30 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

TatTvamAsi
Reactions:
Posty: 423
Rejestracja: 08 sierpnia 2015, 14:54
Been thanked: 3 times

Post autor: TatTvamAsi » 02 kwietnia 2016, 14:35

[center]ROZDZIAŁ I

Calli, pałac oroni Ahtactla Mezcaill An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul
[/center]


Ahtactl Maxcaill An'harat zignorował dociekania swego wyraźnie młodszego brata i zwrócił się do wszystkich zebranych, których talenty i umiejętności miały pomóc w odnalezieniu straconego artefaktu:

- Sądzę, że wszystkie ważne kwestie w sprawie waszego zadania zostały już omówione. Teraz moi słudzy odprowadzą was do bram pałacu. Liczę na to, że znajdziecie szkatułę, zwoje i tych, którzy stoją za ich kradzieżą. Attar ixtlanco!* I niech Holis oświetla wasze ścieżki prowadząc ku zwycięstwu nad sługami ciemności.

Na jego wezwanie do komnaty weszło dwóch strażników, którzy mieli wskazać drogę wyjścia zaproszonych z prawdziwego labiryntu rozlicznych korytarzy i rozświetlonych porannym słońcem galerii posiadłości Jaśniejącego. Przed opuszczeniem pomieszczenia wydał jednemu z nich krótkie, ciche polecenie. W czasie, gdy większość zebranych wychodziła już z bogato zdobionej, krągłej komnaty, oroni zwrócił się do Stratisa:

- Poczekaj, za raz otrzymasz to, czego potrzebujesz. Jest to zaliczka. Resztę otrzymasz po wykonaniu zadania.

Sługa wszedł do komnaty niosąc niewielkie puzderko zrobione z delikatnych kawałków turkusowego i zielonkawego szkła. Całość zamykało wielko zdobne motywem słońca. Mężczyzna podał je Stratisowi, który podziękowawszy za otrzymaną zapłatę i skłoniwszy się nisko przed swym patronem, wyszedł z pomieszczenia dołączając do zebranych.

Po pewnym czasie Ehecatlem, Syn Słońca przybrany w bogatą, pyszniącą się złotem zbroję, AjArdczyk kadi Khem Lateef Mibampes, mag imieniem MezXtli, piękna Zyanya, a w końcu i sam usatysfakcjonowany z zapłaty Ah-saa-brax, kierowali się w stronę wyjścia z rezydencji prowadzeni przez wojowników przybranych w zdobne szafirowymi piórami skórzane zbroje. Nikt się nie odzywał. Droga pomiędzy pustymi komnatami, przebiegała więc w absolutnej ciszy. Z oddali dobiegał jedynie lekki szczebiot ptaków zbudzonych pierwszymi promieniami nowego słońca. Każdy z zebranych, goszczących uprzednio przy suto zastawionym stole, obserwujących taniec powabnych tancerek, a wreszcie goszczących w prywatnych komnatach oroni, zastanawiał się nad czekającym wyzwaniem. Umysły zaprzątały wciąż to nowe domysły i przypuszczenia.

Nim ktokolwiek zdążył się zorientować, gwardziści wyprowadzili ich na pałacowy dziedziniec. Słońce wspinało się co raz wyżej po błękitniejącym delikatnie niebie. Powietrze wypełniał zapach niedawno rozkwitłych pąków rośliny Immm'tlu porastającej gęsto mury oddzielające rezydencję od zgiełku miasta. Bramy zamknęły się za piątką nieznajomych z metalicznych szczękiem. Silne promienie słońca, budzące radość w sercach synów i cór Calli, lekki wiatr niosący fale rozgrzanego powietrza i niewielkie, kłębiaste chmury - nic nie wskazywało na to, że gdzieś w głębi przepastnego ciała tej kamiennej istoty - miasta, które nie śpi, znajduje się gniazdo czcicieli dawno zapomnianych, pokrętnych bóstw...

* Attar ixtlanco, licapoxi - tradycyjne pożegnanie Lenja'kare, szczególnie stosowane na dworach.
Wyszliście z pałacu An'harata. Jest wczesny poranek. Co teraz robicie?
Spoiler!
W szkatule jest 10 Nakf.
Ostatnio zmieniony 29 maja 2016, 16:17 przez TatTvamAsi, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 kwietnia 2016, 00:08

[center]Przed pałacem An'harata, 14 Pani Trzcin[/center]
Wodząc zmęczonym wzrokiem po błękitnych przestworzach, Khem uświadomił sobie znienacka jak bardzo był zmęczony. Spędził w laboratorium pracowity dzień, później zaś pełną niezwykłych emocji noc w pałacu królewskiego doradcy. Nadmiar wrażeń spadł na niego niczym sterta narzuconych na plecy glinianych tablic, przygniótł ramiona ku brukowi ulicy.

- Pałac może być obserwowany - wyszeptał tknięty złym przeczuciem - Ci, którzy okradli twego szlachetnego brata, wielki Ehecatlemie, najpewniej śledzą ruchy królewskiego doradcy chcąc wiedzieć jak ten zareaguje na wieść o tej zbrodni.

Alchemik rozejrzał się dyskretnie wokół siebie jakby sądził, że przeniknąwszy wzrokiem krążących przed rezydencją mieszczan natychmiast wykryje wśród nich szpiegów złowrogiego sprzysiężenia.

- Póki co, wciąż możemy uchodzić za zwyczajnych gości tej wspaniałej biesiady. Powinniśmy się rozejść, a potem spotkać ponownie u mnie wczesnym wieczorem. Wówczas się naradzimy.

Khem przeniósł wzrok na prężącego muskularne ciało Syna Słońca i na jego czarnoskórym obliczu pojawił się przelotny cień dezaprobaty.

- I jeśli wolno mi rzec słowo, czcigodny, zechciej ukryć swą szlachetną profesję pod odzieniem, które zapewni ci większą dyskrecję.
Istnieje ryzyko, że pałac jest obserwowany - wrogowie mogą chcieć kontrolować sytuację i przewidzieć poczynania Najjaśniejszego. Rozejdźmy się jak niby nic i spotkajmy ponownie gdzieś indziej. Zaproponowałem swoje laboratorium, ale jestem otwarty na inne opcje.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 03 kwietnia 2016, 10:44

[center]Calli, przed pałacem oroni An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Alchemik okazał się człowiekiem rozsądnym i choć wniosek jaki wysnuł zdawał się złodziejowi zupełnym truizmem, jednak bezsprzecznie dowodził jego roztropności. Zawierał w sobie ponadto miłą perspektywę odpoczynku, którego łotr aktualnie bardzo potrzebował. Spożyta w czasie uczty koka i kakao powoli przestawały działać i Sa zaczynał odczuwać skutki wyczerpania. Był na nogach od ponad doby i wiedział, że nie da się wiecznie oszukiwać ciała i umysłu przy pomocy ziół.

- Słusznie rzeczesz, panie - odezwał się, cicho - Myślę, że wszyscy potrzebujemy odpoczynku.

No, może nie koniecznie wszyscy - dodał w myślach, spoglądając na niewiastę Ixari. Ciekawe, ile śpią te krwawe demony. I czy w ogóle śpią... Zresztą, czy to ważne... Muszę się położyć... Myśli zaczynały mu się nieco plątać, a oczy piekły jakby dostał w twarz garścią wulkanicznego pyłu.

- Proponuję więc byśmy resztę dnia przeznaczyli na odpoczynek, aby wieczorem móc działać bez przeszkód. Spotkajmy się przed zmierzchem i upewnijcie się, czy nikt was nie śledzi. Kadi Khemie, czy zechcielibyście podać adres swego domostwa nim się rozstaniemy? Z pewnością zaoszczędzi mi to fatygi poszukiwań.
Ah-saa-brax w pełni popiera Alchemika. Ponadto rozpaczliwie musi się wyspać (jest na nogach od 36 godzin).
Jeśli nikt nie ma nic mądrego do dodania, złodziej żegna się i spadam do domu się wyspać. Idąc pilnuję czy nikt mnie nie śledzi, wykorzystując swą znajomośc miasta i gubiąc ewentualny ogon (jeśli trzeba rzucę po prostu Iluzoryczny Wygląd w kolejnym zaułku zmieniając się w jakiegoś Siwja)
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 kwietnia 2016, 12:21

[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Zdradziwszy niezwykłym kompanom miejsce swego zamieszkania, AjArdczyk odłączył się od nich pośpiesznie i powędrował ulicami wyjątkowo ospałego miasta ku dzielnicy, w której wynajmował laboratorium. Prawdziwa była opinia, że Calli nigdy nie zasypiało, ale całonocne harce dały się jego mieszkańcom mocno we znaki. Kto nie musiał, nawet nie zamierzał opuszczać domostw, odsypiając nocne szaleństwa. Nieliczni nieszczęśnicy, przeważnie przedstawiciele kasty służebnej oraz wojownicy, snuli się po kamiennych ulicach ze smętnymi minami, z pewnością próbując coś uczynić z okropnym bólem głów.

Sam Khem wcale nie czuł się dobrze, więc doskonale rozumiał cierpienie mijanych przez siebie Lenja'kare. Kiedy tylko dotarł do oferującego przyjemny chłód domostwa, rzucił się czym prędzej na umieszczone w rogu mieszkalnego pomieszczenia łóżko.

Lecz sen nie przychodził wbrew oczywistemu znużeniu mężczyzny, zbyt wiele myśli kłębiło się bowiem w jego głowie.
Khem po powrocie do domu odpocznie. Posługacz ma z racji święta wolne, pojawi się dopiero nazajutrz, więc wieczorne spotkanie obędzie się bez niepożądanych świadków.

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 04 kwietnia 2016, 11:18

[center]Calli, przed pałacem oroni An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Zyanya odczuła prawdziwą ulgę, gdy nocna narada w domu oroni dobiegła końca. Zmęczenie dawało jej się we znaki i senność plątała jej ruchy. Niezależnie jak ważne czy nie były uwagi wysuwane przez jej nowych towarzyszy, pragnęła już być z powrotem w swojej komnacie. Przemykała więc cicho wśród porannych, sennych ulic. Długie cienie padające od wciąż wiszącego nisko słońca, znaczyły jej drogę. Starła się jak najbardziej trzymać przy ocienionych ścianach i ogrodów czy wiszących baldachimach. W pewien sposób lubiła poranki. Lubiła czystość powietrza wczesnych godzin. Jego świeżość, a przede wszystkim cisze. Choć już zaczynało się zanieczyszczać gwarem i oddechem sennych Siwja, wstających do porannych prac z nieszczęśliwymi minami.

Westchnęła cicho. Koniec z napawania się pięknem poranka.

Lubiła wczesne godziny również dla tego, że był to jedyny czas, gdy mogła podziwiać świat za dnia, bez tak zatrważającej groźby wiszącej nad nim kuli ognia, spalającej ziemie. Powietrze było wciąż letnie i dopiero powoli ocieplało się z czasem. Za godzinne czy dwie, będzie już nie do wytrzymania, ale teraz... mogła jeszcze przez chwilę podziwiać indyjskie róże wschodzącego słońca malujące ulice Calli, promienie skrzących się różnokolorowych szkiełek ozdabiających domy, rzucających dookoła i pod różnymi kątami tęcze, muśliny złotego światła muskające otwierające zaspane oczy kwiaty. I ten oszałamiający zapach Tzi-tzili-ka Wyniosłej, rosnącej w ogrodach bogatszych kast, otwierającej swe kielichy tylko we wczesnych godzinach... Tak, to było piękne.

[center]Obrazek[/center]
[center]***[/center]
[center]Calli, Świątynia Toarais, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Z lekkim sercem i bez zmęczenia, które odeszło w niepamięć poprzez poranne piękno świata, kobieta udała się do swej Ixlanii*. Opowiedziała jej pokrótce czego dowiedziała się na temat zaginionych przedmiotów z świątyni, kto mógłby być temu winien. Przełożona zbladła, gdy usłyszała, że za sytuację odpowiedzialne są mroczne, bluźniercze kulty. Ain'saara wyrznie zadrżała również, gdy dowiedziała się o skradzionym artefakcie z miasta Najstarszych.

- Sprawy są poważniejsze niż nam się zdawało - Powiedziała wyraźnie zasępiona. I zapadła się w cichości swych myśli, które przerwało wkrótce delikatne chrząknięcie hieroduli. - Tak? Czego jeszcze oczekujesz?

- Moja Pani - Powiedziała Zyanya skromnie opuszczając głowę okrytą głębokim kapturem. - Muszę dokładnie wiedzieć co zaginęło z biblioteki, by wiedzieć czego szukać. Wiem , że mogą być to rzeczy, których moje oczy nie powinny jeszcze oglądać, ale jeśli mam je odzyskać...

- Tak, rozumiem. - Przerwała jej Ain'saara. To prawda musiała jej wyjawić dokładnie co zaginęło, by dziewczyna wiedziała na czym się skupić. I rzeczywiście nie wszystko było przeznaczone dla jej oczu. Sytuacja jednak była nadzwyczajna. Być może więc tak miało być.

- Były to zwoje opisujące magiczne przedmioty, w tym również artefakty. Znajdowały się w miedzianym tubusie z wygrawerowanym oznaczeniem tematyki jaką poruszają; z jednego z końców tubusu zwieszał się zdobny frędzel turkusowej barwy, oznaczający - jak może wiesz- przynależność tubusu do danego działu tematycznego. Same zwoje są zrobione z papirusu - zawierają informacje przepisane z innych, starszych dzieł o tej tematyce, oraz inskrypcji. Opis tubusu brzmi: ,,Mic ixtlli calhuan"

- Mic ixtlli calhuan? - Powtórzyła hierodula niepewnym głosem.

- Tak. ,,O mocy rzeczy ukrytych i tajemnych: czyli traktat o działaniu magicznych przedmiotów, artefaktów i ich zabezpieczeniu"- odparła przełożona i ponownie pogrążyła się w ciszy

Zyanya nie ważył się już jej przeszkadzać. Podążyła do swej komnaty by ułożyć się do spoczynku i zregenerować przed wieczornym spotkaniem.


*Przełożona
Ostatnio zmieniony 06 kwietnia 2016, 13:06 przez Zin-Carla, łącznie zmieniany 1 raz.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 04 kwietnia 2016, 22:45

[center]Calli, przed pałacem oroni An'harata, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Syn Słońca podczas wędrówki poza mury pałacu swego brata ciągle rozmyślał nad powierzonym mu zadaniem. To, co się wydarzyło tej nocy było tak odmienne od zadań, które do tej pory wykonywał, że nie dawało mu to spokoju.
Zaczął czuć silne zmęczenie, które częściowo zignorował, gdy poczuł na swoim ciele wczesnoporanne promienie ciepła.

Z zamyślenia wyrwało go stwierdzenie Alchemika:

- Pałac może być obserwowany. Ci, którzy okradli twego szlachetnego brata, wielki Ehecatlemie, najpewniej śledzą ruchy królewskiego doradcy chcąc wiedzieć jak ten zareaguje na wieść o tej zbrodni. Póki co, wciąż możemy uchodzić za zwyczajnych gości tej wspaniałej biesiady. Powinniśmy się rozejść, a potem spotkać ponownie u mnie wczesnym wieczorem. Wówczas się naradzimy.

Ta wypowiedź rozkojarzyła paladyna i odrobinę rozbawiła, uśmiechnął się więc do siebie pod nosem, choć nie można jej było odebrać sensu czy też logiki.

- Drogi Khemie, naprawdę uważasz, że pałac i jego okolice obserwują tylko i wyłącznie nasi wrogowie? - Ehecatlem uśmiechnął się do czarnoskórego towarzysza dobrotliwie. - Niemniej sugestia odpoczynku i przygotowania się przed rozpoczęciem zadania jest bardzo rozsądna i również się do niej przychylam. Oj, dzisiejsza praktyka będzie bolała...

- I jeśli wolno mi rzec słowo, czcigodny, zechciej ukryć swą szlachetną profesję pod odzieniem, które zapewni ci większą dyskrecję.

Na te słowa wojownik zaśmiał się głośno z naiwności towarzysza. Ale trzeba przyznać, determinacja AjArdczyka przypadła mu do gustu.

- Przyjacielu, zapewniam cię, że w swoim życiu widziałeś więcej Synów Słońca niż ci się wydaje. Byliśmy dzisiaj na oficjalnej uroczystości, nie powinno więc cię dziwić moje odzienie. Zapewniam cię, że nie musisz się martwić o moją dyskrecję.

To mówiąc, paladyn pożegnał się ze zebranymi, zapamiętał miejsce spotkania i udał się w kierunku swojego ulubionego gaju Holis na medytację i poranny trening. Miał nadzieję w ten sposób oczyścić umysł i uporządkować myśli, które kłębiły się w głowie młodego Aruan'a.
Tak swoją drogą, czy ja przypadkiem nie mieszkam z bratem? :P
EDIT: Ok, moja postać wraca do pałacu Aru Ari, wykonuje swoją poranną praktykę, po czym przygotowuje rzeczy potrzebne mu do zadania (suche racje, mieczugę :) prosty płaszcz z kapturem oraz szaty nie zdradzające jego statusu, płócienny worek, kilka metrów liny i pieniądze), po czym idzie spać.
Ostatnio zmieniony 05 kwietnia 2016, 22:49 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 05 kwietnia 2016, 11:54

[center]Calli, Dzielnica Siwja, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Wracał do domu wąskimi uliczkami, wypełnionymi gwarem budzącego się życia. Nawoływania Siwja ruszających w pole, beczenie towarzyszących im ryczyosłów i kóz, nie pozostawiały złudzeń, iż 14 dnia Pani Trzcin, 1599 Eonu Ilaxoul ta część Calli była najbardziej żywą i przytomną dzielnica miasta. Niestety złodziej nie mógł tego samego powiedzieć o sobie. Szedł więc szybko, klucząc w zaułkach, by upewnić się, że nikt go nie śledzi.

Istotnie, po pewnym czasie, w niewielkiej odległości za sobą zauważył mężczyznę w białej tunice, który zbyt długo już szedł w tą samą stronę. Złodziej wykonał więc jedną karkołomną pętlę, korzystając z zaułków na tyłach budynków, a następnie okrążył sklep z ceramiką, wybierając w tym celu naprawdę nieprzyjemną uliczkę. Gość wydawał się jednak niezmordowany i Ah-saa-brax wkrótce poczuł się zmęczony tą zabawą. Wrócił więc na główną alejkę i przez chwilę szedł spokojnie, starając się uśpić czujność tropiącego. Po chwili skręcił w pustą bramę i korzystając z osłony, jaką zapewniała, zmienił wygląd, przyjmując postać długowłosego starca z kasty Siwja. Schylił się, udając, że zawiązuje sandał, i wyjął z kieszeni niewielkie lusterko. Ukrył je w dłoni, czekając, aż śledzący go mężczyzna przejdzie przez bramę. Po chwili minął go szczupły Lenja'kare, złodziej jednak nie zdołał dostrzec jego twarzy. Odbicie, widoczne w trzymanym odłamku szkła, ukazało bowiem oblicze zakryte chustą z szarego materiału, taką jaką nosili ludzie mieszkający w pobliży popielnych pustyń.

Sa skrzywił się i schował lusterko. Nie miał ochoty szarpać się z kimś, kto mógł okazać się Tiba lub wyszkolonym zabójcą. Po prawie dwóch dobach, spędzonych bez snu, nie czuł się na silach szarpać się kimkolwiek. Poza tym nie sądził, by tamten miał zbyt wiele do powiedzenia na temat swoich pracodawców. Odczekał więc i ruszył z powrotem, dopiero gdy kroki zamaskowanego mężczyzny ucichły w uliczce. Do domu dotarł bez dalszych przygód.
Iluzję zrzucam w zaułku pod domem i przyjmuję tą, w której się zwykle poruszam, żeby nie zwracać na siebie uwagi sąsiadów.
[center]***[/center]
Wszedł do izby, zdjął tunikę i od razu rzucił się na rozłożoną na ziemi matę, gdy dobiegło go mocno sfrustrowane syczenie. Wstał więc ciężko, odchylił nieco zasłonę, by wąski pasek światła zdołał ułożyć się na parapecie i pozwolił żararace spełznąć ku niemu.

- Przepraszam, że sssapomniałem - szepnął, patrząc jak mały, szafranowy wąż zwija się z zadowoleniem w złotej, słonecznej plamie. - Obudź mnie, gdy sssłońce ssschowa ssssię za murem.

Ponownie położył się, nakrywając cienkim kocem. Zasnął niemal natychmiast. Tej nocy, pierwszy raz od tygodnia, nie pamiętał żadnych snów...
Sophia pilnuje okna. Jeśli ktoś próbowałby się włamać zostanie ukąszony przez żararakę, co zapewne skończy się dla niego tragicznie.
[center]***[/center]
Sophia zbudziła go po południu. Wstał, utkał iluzję i sprawdził, czy pod oknem nie leżą żadne zwłoki. Trupa nie było, co przyjął za dobrą monetę, poszedł więc umyć się przy studni. Wylewając na siebie kolejne wiadro wody, zauważył przyglądające mu się dwie młode dziewczyny z kasty Siwja, które wieszały pranie na jednym z wyższych tarasów. Obie strzelały oczyma w jego kierunku, wymieniając szeptem uwagi. Wyszczerzył do nich zęby w szerokim uśmiechu i puścił oko. Młódki zachichotały i ukryły się za załomem muru, najwyraźniej wiedząc, iż nie wypada im podglądać mężczyzn w kąpieli, a tym bardziej obcych i do tego Sa... Wciąż jednak dolatywały go odpryski ich rozmowy przeplatane frywolnym śmiechem. Odpowiedział im gwiżdżąc jedną z popularnych przyśpiewek, o niezbyt przyzwoitej treści, która stałą się przyczyną kolejnych, zduszonych chichotów. Poprzestając chwilowo na tym, wytarł się kawałkiem płótna i wrócił do domu, by się odziać. Nie miał zbyt wiele czasu na zabawy. Tego dnia zamierzał jeszcze załatwić kilka spraw, zanim pojawi się w domu Kadi Khema.
Robię zakupy - kupując to, co zadeklarowałem na PW. Dopiero później idę spotkać się z resztą drużyny. Przez cały czas także pilnuję, czy mnie ktoś nie śledzi. Gubię ewentualne ogony jeśli trzeba.
Ostatnio zmieniony 06 kwietnia 2016, 23:09 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 kwietnia 2016, 23:40

[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Alchemik ocknął się późnym popołudniem i natychmiast wpadł w panikę, przerażony myślą, że przespał coś ważnego. Pocierając oczy palcami dowlókł się do glinianej misy napełnionej czystą wodą, wsadził do niej głowę spłukując ze skóry warstewkę zaschniętego potu.

Drzwi domostwa pozostawały zamknięte, nikt się do nich nie dobijał. Khem wyjrzał przez wąskie szpary w drewnianych okiennicach spodziewając się ujrzeć na ulicy zniecierpliwionych znajomych z nocnej audiencji. Po kamiennym bruku przechadzali się zajęci własnymi sprawami Lenja'kare, odzyskujący po trochu swój wigor.

Uspokoiwszy się nieco, AjArdczyk umył się i przebrał w czyste odzienie, a potem zaspokoił powracający głód oderwanym od podarowanego bochna chleba kawałkiem. Gniewne porykiwanie Smolucha przypomniało mu w końcu o potrzebach zamkniętego w swoim drewnianym boksie stworzenia.
I tak oto czekam cierpliwie na swoich gości...

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 06 kwietnia 2016, 14:51

[center]Calli, Świątynia Toarais, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Zyany obudziła się wypoczęta chwilę przed tym jak paląca ogniem kula miała zajść za horyzont. Ubrała się skwapliwie w podróżne szaty, trochę znoszone, postrzępione i szarawe. Pod spód wypłowiałego płaszcza założyła dość przylegające, czarne ubranie ze wzmocnionym splotem, dającym jej jako taką ochronę korpusu, rąk i nóg. Zawiesiła również ochronny amulet, który dostała od rodziny, gdy wyruszała z twierdzy w górach do Calli. Nic więcej nie miała.

Spakowała racje żywieniowe, trochę oliwy i krzemienie, choć nie umiała zbytnio się nimi posługiwać. Wierzyła jednak, że może się im to przydać w potrzebie. Kilka podstawowych ziół do okładów na powierzchowne rany, które umiała opatrywać, również trafiło do plecaka. Zabrała ze sobą Smoczą Krew, Glistnika Jaskółcze Ziele i Aloes, które zakupiła w świątyni tylko za 10 umn. Opłaciło się to wiele bardziej, niż u tych przekupnych handlarzy na targu. Nie wiedziała wprawdzie dokładnie co z nimi robić, ale ufała, że mogą się przydać. Oh, najważniejsze, lina, nitka i igła... Już miała wyjść do Świętego Ogrodu by pomedytować przed podróżą, gdy jej wzrok spadł na szafkę koło łóżka. Ah tak. Nie wiadomo co się będzie działo. Jej naturalny dar odstraszania innych dzieci ziemi i długie pazury mogły nie wystarczyć... Szybkim ruchem podeszła do szafki, otworzyła i z jej ciemnych czeluści wydobyła ostrożnie koronkowy wachlarz zakończony ostrymi jak brzytwa kolcami i dmuchawkę wraz z dwudziestoma zatrutymi strzałkami, które jakiś czas temu zamoczyła w trującym jadzie ropuchy Kururu. Wachlarz zamocowała pod szerokim rękawem płaszcza a dmuchawkę pewnie przytwierdziła do masa jej spodniego stroju. Założyła plecak i rozejrzała się dookoła własnego pokoju. Westchnęła.

Czuła się znów jak wtedy gdy kilka lat temu wyszła z rodzinnego domu, by zażyć trochę świata. Jej pobratymcy nie byli zbyt towarzyscy względem innych. One jednak mimo poczuci litości dla młodszych ras i ich niewiedzy, lubiła poznawać, odkrywać nieznane... Nie tylko w księgach. Czuła dreszczyk emocji i lekki strach podchodzący do gardła. Była podekscytowana a jednak wiedziała, że misja jest niebezpieczna. Nigdy wcześniej nie zetknęła się z mrocznymi kultystami...

Ostatnie spojrzenie na swój dotychczasowy dom i udała się w końcu do świątynnego ogrodu.

[center]Obrazek[/center]
Zyanya miała wrażenie, że wieczorny zmrok spowijający ogród był głębszy niźli ten na zewnątrz. Fluorescencyjne grzyby i kwiaty zaczynały lśnić w zapadających ciemnościach. Dziewczyna odetchnęła tam z ulgą, uwielbiała ten widok. Ogrody każdego rodzaju, szczególnie pod gwieździstym niebem, zawsze rozjaśniały jej umysł. Usiadła tam na dłuższą chwilę i uciszyła swoje skołatane myśli.

[center]***[/center]

[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]

Gdy nadszedł czas ruszyła w stronę wskazanego przez alchemika adresu. Po drodze nie napotkała na żadne trudności. Słońce przestało spalać ziemię, temperatura wyraźnie opadła, a gwar miejski lekko przycichał. Znowu świat powoli zaczęła otaczać pieśń matczynej ciszy. Zyanya, szła szybkim i dość dziarskim krokiem. Czuła się zaciekawiona wszystkim co miała się wydarzyć. I wystraszona. Nie, bardziej zaciekawiona. Ale ci kultyści bluźniący przeciw ziemi...

Zamyślona trąciła kogoś silnym ramieniem i zaraz pomogła w przepraszającym geście zebrać rozrzucone owoce. Chyba za bardzo się rozochociła. Przywołała szybko do początku swoją koncentracje i skupiła na ciszy i ciemności wypływającej z Wielkiej Matki.

Gdy wyłoniła się zza zakrętu doszedł jej uszy zniecierpliwiony i pełen złości krzyk ryczyosła. Te przeklęte uparciuchy. Nie zbyt przepadała za tymi zwierzętami. Obok porykującego, zniecierpliwionego zwierzęcia w boksie dostrzegła drzwi i niską werandę otoczoną donicami. Oprócz aloesu i hibiskusa rosły tam też zmarniałe orchidee. Właściciel chyba nie miał zdolności w dziedzinie ogrodnictwa. Szkoda takich pięknych kwiatów - Pomyślała. Nad werandą chybotał poruszony wieczornym wiatrem szyld alchemika. Ach więc to on męczy tak kwiaty!- Pokręciła z dezaprobatą głową. Nie omieszka go zbesztać.

Nie minęła chwila gdy poddenerwowany w oczekiwaniu na gości Khem usłyszał pukanie do drzwi...

[center]Obrazek[/center]
Ostatnio zmieniony 10 kwietnia 2016, 20:53 przez Zin-Carla, łącznie zmieniany 1 raz.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 kwietnia 2016, 21:02

[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Zaalarmowany delikatnym stukaniem do drzwi, Khem wyjrzał na ulicę przez szparę w okiennicy i zmartwiał czując jak w gardle mu zasycha. Szczupła postać na werandzie miała wyraźnie kobiece kształty i chociaż skrywała swe oblicze pod kapturem, AjArdczyk natychmiast jej tożsamość.

Starsza Rasa, Krwiopijczyni! Zamknięte! Nieczynne!

Lecz zobowiązania podjęte w stosunku do czcigodnego An'harata nie pozostawiały Khemowi żadnego wyboru. Przełykając nerwowo ślinę mężczyzna wygładził rękawy zakładanej odświętnie szaty i otworzył drzwi swego domostwa stając w progu z założonymi za plecy rękami.

Przyglądająca się orchideom Ixari odwróciła w jego stronę głowę. Niezwykła barwa jej oczu znów sparaliżowała alchemika, obróciła jego stopy w ołów.

- Widzę, że oboje interesujemy się botaniką - wyjąkał mężczyzna przełamując niezręczną ciszę - Uwielbiam rośliny doniczkowe, ale mam spory kłopot z mszycami... lecz nie stójmy na werandzie. Zapraszam do środka, zapraszam!
To co, mały flirt towarzyski w oczekiwaniu na pozostałych?

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 07 kwietnia 2016, 00:27

[center]Calli oraz mieszkanie Maga astralnego, Poranek, 14 Pani Trzcin (Ilaxo), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]

Młody mag, zmęczon po całonocnej uczcie oraz rewelacjach mających miejsce po niej udał się do swojego domostwa na spoczynek. Powieki ciążyły mu równie silnie jak żołądek, próbujący poradzić sobie z ogromem spożytych potraw. Łapczywość w jedzeniu po raz kolejny sprawiła mi kłopoty - pomyślał młodzik - z drugiej zaś strony, przecież nie tak często zdarza się być na walnej uczcie z tak zacnego przyczynku! Ach, pal to licho!

Przemierzając kolejne uliczki Calli, MezXtli doczłapał się wreszcie do swego mieszkania. Był na nogach od ponad doby, a zważywszy na wcześniejsze zdarzenie w Świątyni oraz ceremonię przed pałacem Colute'Hool i ucztę, ostatnie 24h obfitowały w mnóstwo wrażeń. Rozdział się ze stroju wyjściowego, zostawiając swe rzeczy w nieładzie i zmożon padł na wygodne posłanie, zasypiając niemal od razu. Sny młodego Lenja'kare przeplatane były urywkami wydarzeń poprzedniej nocy, fantastycznymi postaciami i stworami gnieżdżącymi się pod miastem oraz ogromną postacią oroni, prawiącego im uwagi odnośnie misji. Całość pozbawiona była sensu i nie stanowiła nic innego jak swoisty reset podświadomości maga.

Młodzieniec przebudził się wczesnym popołudniem, przypomniwszy sobie o umówionym spotkaniu u Alchmika. Na Czerń i Pustkę Milczącej, jaki to był adres?! - pomyślał z wyrzutem mag. Wiedział, że przed wyruszeniem na wielką misję od An'harata musi jeszcze załatwić kilka sprawunków i spakować najpotrzebniejsze przedmioty, toteż naprędce spożył pożywne śniadanie i pospiesznie wyruszył na miasto.
Resztę dopiszę po konsultacji z MG - muszę wiedzieć co mogę dostać w mieście.
Od MG: napisz mi na PW czego twoja postać poszukuje/potrzebuje, to CI powiem, czy dostanie.
Ostatnio zmieniony 07 kwietnia 2016, 09:33 przez Mystic, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ