Ordycz spodziewał się, że posterunkowy ostro zaprotestuje na widok wyciągniętego aparatu, ale blady jak ściana mundurowy wpatrywał się niemo w ogromną kałużę krwi, zupełnie ignorując strzelającego szaleńczo fotki dziennikarza.
Jego osłupienie było reporterowi jak najbardziej na rękę, chociaż dobra passa w każdej chwili mogła się skończyć. Laptop Ordycza leżał w bagażniku jego zaparkowanego przed plebanią samochodu i wspomnienie urządzenia nie opuszczało nawet na chwilę myśli dziennikarza - musiał dołożyć wszelkich wysiłków, by zdążyć skopiować zawartość karty SD aparatu na komputer, zanim policja skonfiskuje mu zdjęcia.
Utrwaliwszy na kilkunastu fotografiach obraz zniszczonych mebli oraz wielką plamę krwi, Ordycz przeniósł swą uwagę ku spustoszonej biblioteczce. Zrobił rzuconym na podłogę książkom kilka zdjęć, a potem odwiesił aparat na ramię i przesunął spojrzeniem po otwartych stronicach.
Ku swemu zdziwieniu stwierdził, że żadna z książek nie została napisana w języku polskim. Bez trudu rozpoznał niemiecki, aczkolwiek w jednym z przypadków tekst skojarzył się Ordyczowi z jakimś językiem skandynawskim. Nie rozumiejąc w zasadzie powodu swego zaintrygowania, mężczyzna obejrzał grzbiety pozycji stojących wciąż na regale.
Prawie wszystkie miały tytuły w języku niemieckim, kilka w angielskim. Twarde oprawy, złocenia i brak ilustracji na okładkach nakazywały przyjąć, że była to jakaś literatura fachowa, a nie beletrystyka, ale Ordycz nie mógł w tej kwestii zyskać potwierdzenia nie dotykając wpierw badanych dzieł.
Założyłem, że doświadczony reporter śledczy będzie unikał zostawiania na miejscu zbrodni zbytecznych odcisków palców - lecz jeśli zamierza czegoś mimo wszystko dotknąć, poproszę gracza o jednoznaczną deklarację! 