Ks. Jeż złapał za klamkę i poczuł okropne dreszcze, jego umysł został zalany nieznanym przekazem, który spowodował, że natychmiast przestał chcieć wchodzić do tego miejsca. Wziął głęboki wdecz i zrobił krok do przodu. Wszystko na około wydawało się ostrzegać przed przestąpieniem progu. Gdy otworzył nieznacznie drzwi poczuł jak włoski na karku uniosły się. Tak jak gdyby jakaś jego część odczytała znacznie więcej z zapachów które wydobyły się z domu.
Szybko wycofał się z pochopnego pomysłu eksploracji domostwa. Odrócił się do nadchodzącego dziennikarza.
- Zanim ksiądz zrobi coś pochopnego, raz jeszcze ostrzegam - Ordycz przemówił ściszonym głosem, najwyraźniej ulegając posępnej atmosferze miejsca i chwili - Ktoś może nas potraktować jako włamywaczy. W tym kraju za dużo mniejsze przewiny trafia się do więzienia. "Sprawy dla reportera" ksiądz nie ogląda?
Proboszcz spojrzał głęboko w oczy dziennikarzowi i rzekł - Panie Ordycz obawiam się najgorszego. - Po czym spojrzał w ciszy w kierunku plugawych drzwi , które bujały się powodowane niewidzialną siłą.Trzask, trzask.
Dwóch panów spoglądając w złowrogą ciemoność, która pojawiała się gdy drzwi stały otworem , mimowolnie odeszli parę kroków od domu.
Chcąc zmienić nastrój i dodać pewności siebie ks. Marek pociągnął temat kurtuazyjnie rozpoczęty przez reportera.
- Nie oglądam głupot w telewizji ani nie czytam gazet. Myślę, że sam pan wie najlepiej dlaczego jakie pl. A właśnie proszę mi powiedzieć czy czyta pan gazety? np. Super Express albo Fakty? - Ksiądz zaczął pocierać dłonie w celu ich ogrzania. Zmarzł okropnie. Załował, że nie wypił ćwiartki przed wyjściem. Zastanawiał się czy wtedy przekroczyłby próg tego nikczemnego domostwa.
Gdy rozmawiał z Ordyczem zerkał raz za razem w kierunku z którego dochodziła syrena policyjna w nadziei na szybkie przybycie policji.
PBF - Klątwa Burzy
Tomasz z radością powitał fakt, iż duchowny zrezygnował z wejścia do budynku. Z bliska budynek wydawał się przytłaczająco wielki i mroczny. Coś, czego nie potrafił nazwać, wywoływało irracjonalny niepokój.
Jarl nie raz stawał oko w oko z niebezpiecznymi oprychami, ale wtedy było inaczej. Wtedy był to strach o życie. Jasno zdefiniowane zagrożenie itp. Tutaj czuł się inaczej, zupełnie jak za dawnych lat, gdy jako dziecko czytywał wieczorami powieści Poe i Mastertona, a potem bał się przejść przez ciemny przedpokój do toalety...
- Ależ proszę księdza - żachnął się zagadnięty - ja artykuły pisuję, nie czytam ich. Zdecydowanie wolę książki. Chociaż czytuję prasowe briefingi. Muszę być na bieżąco z... trendami. Zastanawiał się ksiądz kiedyś dlaczego ludzie lubują się w czytaniu "sensacyjnych njusów"?
Mówił spokojnym głosem, ale to całe gadanie o dupie Maryny nie rozluźniło go. Nerwy i mięśnie miał napięte jak postronki. Jakby oczekiwał, że z ciemnego wnętrza domu zaraz coś na nich wyskoczy.
Jeśli te wrzaski były głupim żartem, to ktoś perfekcyjnie wstrzelił się w klimat.
- O, nadciąga kawaleria - skomentował dźwięk policyjnej syreny.
Jarl nie raz stawał oko w oko z niebezpiecznymi oprychami, ale wtedy było inaczej. Wtedy był to strach o życie. Jasno zdefiniowane zagrożenie itp. Tutaj czuł się inaczej, zupełnie jak za dawnych lat, gdy jako dziecko czytywał wieczorami powieści Poe i Mastertona, a potem bał się przejść przez ciemny przedpokój do toalety...
- Ależ proszę księdza - żachnął się zagadnięty - ja artykuły pisuję, nie czytam ich. Zdecydowanie wolę książki. Chociaż czytuję prasowe briefingi. Muszę być na bieżąco z... trendami. Zastanawiał się ksiądz kiedyś dlaczego ludzie lubują się w czytaniu "sensacyjnych njusów"?
Mówił spokojnym głosem, ale to całe gadanie o dupie Maryny nie rozluźniło go. Nerwy i mięśnie miał napięte jak postronki. Jakby oczekiwał, że z ciemnego wnętrza domu zaraz coś na nich wyskoczy.
Jeśli te wrzaski były głupim żartem, to ktoś perfekcyjnie wstrzelił się w klimat.
- O, nadciąga kawaleria - skomentował dźwięk policyjnej syreny.
Tomasz "Jarl" Ordycz - dziennikarz (PBF Kl?twa Burzy)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)
Dragan - Polanin, klanowy my?liwy (PBF Czarny ?wit)
Tiberius - Tactical Marine of Raven Guard (PBF Cie? Ob??du)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dom na Kruczym Wzgórzu, sobota 27 lutego
Posterunkowy Mazur. Na widok wysiadającego z radiowozu policjanta proboszcz odetchnął z nieskrywaną ulgą. Włączone migacze pojazdu rzucały na ściany budowli ruchliwą niebieską poświatę, przenikały świetlnymi refleksami krople spadającego coraz gęściej deszczu.
Ksiądz uświadomił sobie, że poruszony na wskroś dramatycznymi wydarzeniami, nawet nie zauważył, kiedy zaczęło padać.
- Jest pan sam? - zapytał pośpiesznie widząc, że na Krucze Wzgórze przyjechał tylko jeden mundurowy - A gdzie pański kolega?
- Na zwolnieniu lekarskim - odpowiedział Mazur włączając swą służbową latarkę. Snop ostrego światła wyłonił z ciemności masywne drewniane drzwi posiadłości - Dzwonił ksiądz na numer alarmowy. Co tu się stało?
Gotowiąc się do odpowiedzi proboszcz odnotował w myślach, że na drodze wiodącej ku kościołowi pojawiły się światła innego nadjeżdżającego samochodu.
Posterunkowy Mazur. Na widok wysiadającego z radiowozu policjanta proboszcz odetchnął z nieskrywaną ulgą. Włączone migacze pojazdu rzucały na ściany budowli ruchliwą niebieską poświatę, przenikały świetlnymi refleksami krople spadającego coraz gęściej deszczu.
Ksiądz uświadomił sobie, że poruszony na wskroś dramatycznymi wydarzeniami, nawet nie zauważył, kiedy zaczęło padać.
- Jest pan sam? - zapytał pośpiesznie widząc, że na Krucze Wzgórze przyjechał tylko jeden mundurowy - A gdzie pański kolega?
- Na zwolnieniu lekarskim - odpowiedział Mazur włączając swą służbową latarkę. Snop ostrego światła wyłonił z ciemności masywne drewniane drzwi posiadłości - Dzwonił ksiądz na numer alarmowy. Co tu się stało?
Gotowiąc się do odpowiedzi proboszcz odnotował w myślach, że na drodze wiodącej ku kościołowi pojawiły się światła innego nadjeżdżającego samochodu.
Policjant już dotarł na miejsce. W domostwie nadal panuje niepokojąca cisza, nigdzie nie widać śladu życia, nie palą się żadne światła prócz kogutów radiowozu i latarki Mazura. Gwoli ścisłości, posterunkowy ma w samochodzie jeszcze jedną służbową latarkę (wspominam na wypadek, gdyby chciał komuś pożyczyć). I co teraz zrobicie?
Przy domu na Kruczym Wzgórzu Sobota 27 Luty
Po wyjściu z radiowozu posterunkowy Mazur poczuł powiew wiatru i zimny deszcz. Może tego trzeba mu było? Trochę zimnego wiatru z deszczem, który uprzytomni mu, że wspomnienia są już tylko przeszłością.
To całkiem inna sytuacja, może to nic groźnego. Może ten dziwak sprowadził sobie tu jakaś panienkę której nie spodobały się jego preferencje sexualne i chce wydostać się z domu albo ćwiczą jakąś scenę do wystąpień teatralnych, tak jak kiedyś co mieliśmy zgłoszenie do domu, bo krzyczeli, że będą mordować i gwałcić a zastaliśmy zgraje studentów poprzebieranych w stroje wikingów. Na pewno to nic strasznego.
Wmawiając to sobie znów chował swój instynkt, który podsuwał mu złe przeczucia sprawiające, że zaczynał odczuwać irracjonalny strach.
Marcin kroczył szybko i pewnie starając się dogonić dwie postacie, które są przy drzwiach domu.
Zrobiło się ciemno, pomyślał.
- Jest pan sam? - zapytał pośpiesznie proboszcz - A gdzie pański kolega?
- Na zwolnieniu lekarskim - odpowiedział Mazur włączając swą służbową latarkę. Snop ostrego światła wyłonił z ciemności masywne drewniane drzwi posiadłości - Dzwonił ksiądz na numer alarmowy. Co tu się stało?
Po wyjściu z radiowozu posterunkowy Mazur poczuł powiew wiatru i zimny deszcz. Może tego trzeba mu było? Trochę zimnego wiatru z deszczem, który uprzytomni mu, że wspomnienia są już tylko przeszłością.
To całkiem inna sytuacja, może to nic groźnego. Może ten dziwak sprowadził sobie tu jakaś panienkę której nie spodobały się jego preferencje sexualne i chce wydostać się z domu albo ćwiczą jakąś scenę do wystąpień teatralnych, tak jak kiedyś co mieliśmy zgłoszenie do domu, bo krzyczeli, że będą mordować i gwałcić a zastaliśmy zgraje studentów poprzebieranych w stroje wikingów. Na pewno to nic strasznego.
Wmawiając to sobie znów chował swój instynkt, który podsuwał mu złe przeczucia sprawiające, że zaczynał odczuwać irracjonalny strach.
Marcin kroczył szybko i pewnie starając się dogonić dwie postacie, które są przy drzwiach domu.
Zrobiło się ciemno, pomyślał.
- Jest pan sam? - zapytał pośpiesznie proboszcz - A gdzie pański kolega?
- Na zwolnieniu lekarskim - odpowiedział Mazur włączając swą służbową latarkę. Snop ostrego światła wyłonił z ciemności masywne drewniane drzwi posiadłości - Dzwonił ksiądz na numer alarmowy. Co tu się stało?
Skorygowałem leciutko ostatni fragment postu, by złożyć go w logiczną ciągłość z moim poprzednim wpisem - Keth
Ostatnio zmieniony 30 marca 2016, 14:23 przez Fobetor, łącznie zmieniany 1 raz.
Dom na Kruczym Wzgórzu, sobota 27 lutego
W drodze do Wzgórza przez głowę Wiktora przewijały się różne myśli lecz im bliżej był celu podróży tym bardziej odnosił wrażenie, że mrok za szybami samochodu robi się jakby gęstszy. Światła lamp samochodowych wydawały się ginąć w ciemnej jak smoła nocy. Nie był pewien czy zaburzenia wizji są spowodowane nałogiem alkoholowym, który uskuteczniał równie często co czytanie książek, czy może Dźwirzyno rzeczywiście było tak mroczne o tej godzinie. Cała ta atmosfera wywoływała w nim dzwiny niepokój skręcający trzewia.
Jeszcze tego brakowało, żebym z niosącego pomoc stał się jej potrzebującym. - pomyślał Kruk wykrzywiając twarz w grymasie przypominającym uśmiech.
Zbliżał się już do Kruczego Wzgórza zauważając jednocześnie niebieskie światła radiowozu, które w jego mniemaniu mogły oznaczać tylko złe wieści. Przyśpieszył swoją podróż dociskając pedał gazu do podłogi. Myśl o tym, że ktoś może znajdować się w sytuacji zagrażającej życiu dodawały mu adrenaliny i tym samym energii do działania. Zaparkował auto koło radiowozu, chwycił za torbę lekarską leżącą obok, w której znajdowały się najbardziej podstawowe medykamenty mogące uratować czyjś żywot, i po ciemku skierował się w stronę enigmatycznej posiadłości, usytuowanej na szczycie wzgórza, próbując potykać się jak najmniej.
W drodze do Wzgórza przez głowę Wiktora przewijały się różne myśli lecz im bliżej był celu podróży tym bardziej odnosił wrażenie, że mrok za szybami samochodu robi się jakby gęstszy. Światła lamp samochodowych wydawały się ginąć w ciemnej jak smoła nocy. Nie był pewien czy zaburzenia wizji są spowodowane nałogiem alkoholowym, który uskuteczniał równie często co czytanie książek, czy może Dźwirzyno rzeczywiście było tak mroczne o tej godzinie. Cała ta atmosfera wywoływała w nim dzwiny niepokój skręcający trzewia.
Jeszcze tego brakowało, żebym z niosącego pomoc stał się jej potrzebującym. - pomyślał Kruk wykrzywiając twarz w grymasie przypominającym uśmiech.
Zbliżał się już do Kruczego Wzgórza zauważając jednocześnie niebieskie światła radiowozu, które w jego mniemaniu mogły oznaczać tylko złe wieści. Przyśpieszył swoją podróż dociskając pedał gazu do podłogi. Myśl o tym, że ktoś może znajdować się w sytuacji zagrażającej życiu dodawały mu adrenaliny i tym samym energii do działania. Zaparkował auto koło radiowozu, chwycił za torbę lekarską leżącą obok, w której znajdowały się najbardziej podstawowe medykamenty mogące uratować czyjś żywot, i po ciemku skierował się w stronę enigmatycznej posiadłości, usytuowanej na szczycie wzgórza, próbując potykać się jak najmniej.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: