PBF - Charleston by Night

Zin-Carla
Reactions:
Posty: 162
Rejestracja: 06 maja 2015, 15:12
Kontakt:

Post autor: Zin-Carla » 10 marca 2016, 14:45

WV Martinsburg, wody Jeziora Thomas, Po zachodzie słońca 11.08.1993

Dwa jasne punkty zbliżały się w stronę Viktorii z zawrotna prędkością wydając przy tym niezidentyfikowany ryk. Miała tylko jedną myśl: Znaleźli nas, na bogów, któż mógł wiedzieć o tym miejscu?. W tym właśnie momencie silne ramię Assamity wyrwało ją z miejsca, jak delikatny kwiat w ogrodzie i z impetem wrzuciło w wodną toń. Mimo dezorientacji i nagłego przypływu strachu płynącego ze spotkania z ową brutalną siłą mrocznej bestii ze Wschodu, zdała sobie sprawę, że odczuła również przyjemność. Dopiero teraz, na sobie, mogła doświadczyć tak namacalnie fizycznej potęgi Namtara. Nie mogła sobie odmówić dreszczu rozkoszy. Jej rozkojarzone myśli skupione na owej przyjemności skutecznie destabilizowały próby koncentracji Lasombry na nurkowaniu. Jej niesforna wyobraźnia podpowiadała obrazy, które z pewnością zgorszyły by fratra Terrego. Podpowiadała coś jeszcze... Nieopisane poczucie potrzeby... kogoś, w czyich ramionach mogła by się czasem schować przed całym światem... Przed wspomnieniami ognia i zwierzęcych krzyków, krwi rozlanej przez Sabbat, straconych nadziei, spokoju... Była tam też jeszcze jedna myśl. Jeszcze jedno uczucie.

Samotność.

Czuła ją właśnie teraz, w głębinach czarnej toni jak nigdy wcześniej, a wspomnienie czyjegoś silnego uścisku i bądź co bądź pewnego rodzaju troski, wzmocniło całe wrażenie. Rozejrzała się w około. W ciemności nocnych wód nie mogła dostrzec nikogo z jej towarzyszy. Przed jej oczyma wyobraźni wyłoniła się twarz Brujaha, którego do nie dawna darzyła uczuciem gorętszym niż promienie śmiercionośnego słońca. Poczuła ukucie w swym martwym sercu i przypomniała sobie słowa jej ojca... Że każdy zawsze rodzi się, żyje i umiera sam... Nawet jeśli zatopiony w swych iluzjach myśli co innego. Samotność podczas jej egzystencji stała się gorsza nawet niż śmierć, którą jak ten żydowski Mesjasz, również przezwyciężyła... Swoją drogą, to śmieszne. Ciekawe cóż na takie porównanie powiedział by Terry - uśmiechnęła się lekko złośliwie na tę myśl. Lecz znów zdała sobie sprawę, że konfrontuje się i szuka potwierdzenia swej własnej tożsamości w innej istocie, której ... Nie było teraz w pobliżu. Znów rozejrzała się bezradnie za kimkolwiek w około. Nie widziała jednak nikogo. Tylko toń jeziora czarna i cicha jak śmierć, której dzieckiem była.

I tak oto wszyscy jesteśmy skazani na samotność w ciemności
- pomyślała, przepełniona melancholią.

[center]Obrazek[/center]

[center]***[/center]

Lucas stał jak oniemiały. Terror, krzyki ludzi, dym i światło zalały jego wspomnienia. Ryk myśliwca w ułamku sekundy przeniósł go z powrotem, w parną, pełną bolesnych wspomnień noc w Wietnamie, w Szmaragdowej Zatoce Ha Long. Wtedy również stał na łodzi. Ujrzał twarz swojego drogiego przyjaciele, Marcusa, zalaną we krwi. Wśród ryku maszyny i salwy pocisków, znów słyszał jego ochrypły głos:

- Skacz!

- Marcus? - Lucas poruszył prawie bezgłośnie ustami, tak, że próbujący wyrwać go z transu Assamita nie miał nawet szans na zrozumienie jego słów.

Druzgocąca pokład seria z odrzutowca, wyrwała go w końcu ze wspomnień o bolesnej przeszłości. Umysł wracał do "tu i teraz". Wracał nawet szybciej niż Lucas by sobie tego życzył, przez to, co doświadczały oczy ghula. Sposób poruszania się Mordercy ze Wschodu, był dla byłego wojskowego niemal nie do odtworzenia przez nawet najbardziej wytrenowanych żołnierzy Armii Stanów Zjednoczonych. Także tych, którzy zgodzili się na tajne eksperymenty na swych ciałach w tej przeklętej bazie Edgewood. Skulił się ze strachu w pozycję embrionalną i sam nie wiedział, co przeraża go bardziej - F-16 kołujący nad nim czy nieludzki twór tuż przed nim.

- Kim... Kim ty u diabła jesteś? - wyjąkał z siebie.

- Łap! - To była jedyna odpowiedź, jaką uzyskał od potwora przed nim.

Złapał odruchowo nadlatujące w jego stronę zardzewiałe koło ratunkowe.

- Poprzednia lokacja jest spalona. Płyń do przeciwnego brzegu - Dodał Morderca.

Lucas pokiwał niemo głową notując w pamięci podany adres garażu i wskoczył do wody. Wciąż nie wiedział jak udało mu się przeżyć ostatnich kilka chwil. Nie za bardzo chciał się nawet nad tym zastanawiać. Wytrenowane przez armię reakcje na stres i niebezpieczeństwo zaskoczyły w swoje tryby i skoncentrowany jak nigdy, odkąd przeszedł na swą przedwczesną emeryturę, skupił się by dotrzeć w umówione miejsce. Znów czuł się jak ścigający... Bądź też ścigany. I znów czuł to napięcie...

[center]Obrazek[/center]
Ostatnio zmieniony 12 marca 2016, 00:32 przez Zin-Carla, łącznie zmieniany 1 raz.
The oldest and strongest emotion of mankind is fear, and the oldest and strongest kind of fear is fear of the unknown

H.P. Lovecraft

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 11 marca 2016, 21:28

WV Martinsburg, Jezioro Thomas, Po zachodzie słońca 11.08.1993

Po słowach Toreadora, zza zasłony mgły odezwał się głos:

- Pułkowniku, jestem tutaj! - Morderca natychmiast rozpoznał głos Lucasa.

- Zaskoczyli nas nocą, zdziesiątkowali nasz pluton... - kontynuował stary żołnierz. - Marcus, John, Steven, Curt nie żyją - wymieniał po kolei swoich martwych towarzyszy. W jego głosie dało się wyczuć desperację. - Wszyscy nie żyją... - powtórzył jeszcze.

- Chłopaki jest wsparcie! - zawołał po chwili. - Lecimy do domu! Kurwa... Lecimy do domu - głos Lucasa dobiegający do uszu ukrytego w cieniach Assamity, załamywał się niebezpiecznie. Morderca postanowił zbliżyć się do panikującego emerytowanego żołnierza i wtedy zobaczył jak Scarface zrzucił linę do wody tuż obok pływającego w kole ratunkowym Ghula Victorii. Pogrążony w wizjach z przeszłości Lucas wołał dalej:

- Dowódca plutonu nie żyje. Podpułkownik Kenneth Cole stracił przytomność, lecz jest ze mną i nadal oddycha. Musicie go zabrać! Ratujcie go na miłość boską!

Helikopter wojskowy wisiał niecałe trzy metry nad powierzchnią jeziora, sprawiając, że woda dookoła zaczęła tworzyć większe kręgi.

- Jebane skurwysyny! Pierdolić Rząd, Waszyngton, Generała i wasze tajne eksperymenty. Tylko Kenneth może mnie teraz ocalić... - Lucas prowadził bardzo cichy monolog, lecz Assamita dzięki wyczulonemu zmysłowi słuchu wyraźnie słyszał każde słowo.
Scarface odpowiedział:

- Łap linę i mów kto jeszcze przeżył. Mamy mało czasu.

- Oni są tutaj... Leżą w błocie, ale żyją!

- Naćpał się yeyo, ale to jedyny świadek - rzucił do osób siedzących w kabinie.

- Zabierz go - odpowiedział kobiecy głos z kabiny pilota.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 11 marca 2016, 21:31

WV Martinsburg, Jezioro Thomas, Po zachodzie słońca 11.08.1993

Lucas złapał linę i zaczął gramolić się z wody, mamrocząc coś niezrozumiale. Zanim jednak zdołał wspiąć się na koło, Morderca zmaterializował się przed nim, stojąc pewnie obiema nogami na pordzewiałej obręczy, która pod wpływem nagłego ciężaru, zanurzyła się głębiej.

- Mam cztery osoby w wodzie - zwołał, w kierunku wiszącego nad jego głową śmigłowca. - Weźmiecie je?

- Jasne. Dawaj ich! - odkrzyknął Scarface.

Assamita skinął głową. Jedną ręką sięgnął w dół, łapiąc za kołnierz przerażonego Lucasa i bez wysiłku podciągając go w górę. Włożył w jego ręce linę, po czym, balansując na kole, ściągnął karabin, kurtkę i szelki z bronią, wręczając je ghulowi.

- Weź to. Idę po resztę. - zakomunikował beznamiętnie.

- Tak jest Sierżancie! - odpowiedział Lucas, najwyraźniej nadal pogrążony w swych koszmarnych wspomnieniach. - Wyciągnijcie ich!

Jedną ręką przycisnął do piersi podane sobie rzeczy, drugą zaś zacisnął kurczowo na sznurze. Assamita sprawnymi ruchami obwiązał go liną i szarpnął, zaciskając węzeł. Ktoś w górze włączył wyciągarkę i wkrótce Lucas uniósł się w powietrze, obracając się wokół własnej osi, niczym przerośnięta ozdoba choinkowa. Morderca odwrócił wzrok. Jasne światła helikoptera przebijały się przez fotoochrony, rezonując w zakończeniach nerwów. Zdjął okulary, włożył je do kieszeni spodni i zanurkował w ciemność.
Staram się znaleźć resztę, przeszukując teren między molem a miejsce, gdzie ich wyrzuciłem. Mam nadzieję, że koteria nie rozpłynęła się chaotycznie po całym jeziorze, bo wtedy z pewnością nikogo nie znajdę. Jak uda mi się kogoś odszukać, przekazuję mu na migi, że na brzegu są przeważające siły wroga, a pomoc jest w górze. Wskazuje kierunek i każe mu płynąc, po czym szukam następnej osoby. Jeśli ktoś wygląda, jakby sam sobie miał nie dać rady, to mu pomagam i go wyciągam.
Ostatnio zmieniony 12 marca 2016, 14:32 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 12 marca 2016, 21:34

WV Martinsburg, Jezioro Thomas, Po zachodzie słońca 11.08.1993

Namtar skoczył do wody w poszukiwaniu członków koterii. Nie miał pojęcia, gdzie mogli się znajdować. Mógł mieć tylko nadzieję, że odnajdzie ich w miarę szybko. Dzięki mocy pozwalającej widzieć w kompletnych ciemnościach, podwodne królestwo było dla niego jasne jak za dnia. Magia zaklęta w pierścieniu dalej wspierała jego zmysły, wyostrzając wzrok, który dodatkowo wzmocniony przez Dyscyplinę Nadwrażliwości pozwolił mu w miarę dokładnie widzieć otoczenie, pomimo unoszących się w wodzie pasm mułu.

Gdy znalazł się na dwa metry pod wodą, rozejrzał się. Ławice ryb pływały chaotycznie zwabione większym ruchem pod wodą, ale nie to interesowało Namtara. Pierwszego zobaczył Darshana, który płynął do brzegu. Popłynął za nim używając Akceleracji. Po prostej wymianie przygotowanych wcześniej znaków migowych,