Bournemouth, Spearmint Rhino; 26/11/2014 około 06:20
Ochrona patrzyła na mężczyznę próbujacego wytrzeć zakrwawione rece.
-Spokojnie, nie bede stawial oporu... Chcialbym tylko umyc rece jesli można... - poprosił. Ochroniarze popatrzyli sie na siebie niezdecydowani, ale po chwili jeden skinal głową i rzucił ostrzegająco:
-Ok. Aler musimy cie przeszukać. I bez żadnych sztuczek, bo...
-Rozumiem, nie jestem głupcem. - mężczyzna uniósł ręce i pozwolił się przeszukać. Nie miał broni, więc ochrona dała mu spokój. Dmuchali na zimne.
Odeskortowany do najbliższej łazienki, wampir wszedł do środka zostawiając wpółotwarte drzwi. Ludzie Xaviera mieli go oku. Widzieli jak odkręcił kran i czekał aż lecąca woda przestanie być lodowato zimna, potem powoli umył ręce z krwi jakby ciesząc się długą chwilą, gdy przyjemnie ciepła woda opływała zimne, martwe dłonie.
Spokojnym krokiem podszedł du eleganckiej, srebrnej tacy z misternie ułożonymi, śnienżnobiałymi ręcznikami. Wytarł ręce i zadzwonił. Numer był zajęty i włączyła się poczta. Wampir przechadzając się powoli od umywalek do kabin zostawił wiadomość. Ochrona wciąż patrzyła się na wampira ponaglająco karcąc wzrokiem. Wampir zrobił przepraszającą minę i pokazał znacząco na zegarek, uchylil drzwi do kabiny znikając na moment obserwatorom. Słyszeli jak usiadł na muszli. Ochroniarze nie rozluźnili się. Jeden przesunął się nieznacznie, ale nie wzbudziło to uwago żadnego z nich. Dopiero kilkanaście sekund później wyszczekało radio po długiej chwili głosem operatora kamer:
-Na co czekacie? Za nim!
Skonfudowani mężczyźni spojrzeli po sobie. Jeden z nich pędem wpadł do środka i zajrzał do kabiny. Obcego już tam nie było.
-Uciekł! - wrzasnął.
-Przecież minął was w drzwiach debile. Jak mogliście nie zauważyć?! - skarcił głos operatora kamer: - Jest w salonie, przy trupie!
Ochroniarze niedowierzając rzucili sie korytarzem do salonu. Operator pokierował ich dalej:
-Wszedł do gabinetu i zniknął w martwym polu.
Wpadli tam chwilę później. W salonie nie było żywej duszy. Stanęli jak wryci. Któryś nie wytrzymał:
-Jaja sobie robisz?! Tu nikogo nie ma! Przecież nie zniknął!
Zaczęła się gorączkowa kłótnia, o to co się właśnie zdarzyło, lub co się nie wydarzyło, a potem następna o to, kto to wszystko jakoś wyjaśni szefowi...
PBF - Bournemouth after Midnight
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Bournemouth, Przed Schronieniem Koroviewa; 26/11/2014 około 06:25
Price słysząc wieści od Niny, tylko wsiadł bez słowa do auta i wyciągnął telefon. Gdy tylko skończył rozmawiać, szef ochrony klubu wziął z sejfu grupy plik pięćdziesięciofuntówek i pudełko sztonów z kasyna. Chwilę później rozmawiał już z najstarszym stopniem strażakiem, którego mógł znaleźć przed klubem. Rozmowa była początkowo gorączkowa, ale po chwili obaj mężczyźni odeszli kawałek. Żadna kamera nie mogła uchwycić, jak pudełko pełne sztonów przeszło z ręki do ręki i zniknęło pod odblaskową kurtką strażaka. Mężczyzna rzucił coś przez radio i machnął na swoich ludzi. Zaczęli się zbierać bez słowa. Nie mieli siły komentować niczego. Byli potwornie zmęczeni po swojej ostatniej zmianie, a nic nie wskazywało, żeby udało im się skończyć dziś o czasie.
Xavier wyciągnął smartfon. Na wyświetlaczu właśnie pojawiła się informacja, która początkowo nieco go zaskoczyła, ale szybko znalazł na nią logiczne wytłumaczenie. Przesunął palcami po ekranie i uśmiechnął się.
Potem smartfon zadzwonił. Xavier nie mógł ziignorować tego połączenia.
Price słysząc wieści od Niny, tylko wsiadł bez słowa do auta i wyciągnął telefon. Gdy tylko skończył rozmawiać, szef ochrony klubu wziął z sejfu grupy plik pięćdziesięciofuntówek i pudełko sztonów z kasyna. Chwilę później rozmawiał już z najstarszym stopniem strażakiem, którego mógł znaleźć przed klubem. Rozmowa była początkowo gorączkowa, ale po chwili obaj mężczyźni odeszli kawałek. Żadna kamera nie mogła uchwycić, jak pudełko pełne sztonów przeszło z ręki do ręki i zniknęło pod odblaskową kurtką strażaka. Mężczyzna rzucił coś przez radio i machnął na swoich ludzi. Zaczęli się zbierać bez słowa. Nie mieli siły komentować niczego. Byli potwornie zmęczeni po swojej ostatniej zmianie, a nic nie wskazywało, żeby udało im się skończyć dziś o czasie.
Xavier wyciągnął smartfon. Na wyświetlaczu właśnie pojawiła się informacja, która początkowo nieco go zaskoczyła, ale szybko znalazł na nią logiczne wytłumaczenie. Przesunął palcami po ekranie i uśmiechnął się.
Potem smartfon zadzwonił. Xavier nie mógł ziignorować tego połączenia.
Ciąg dalszy wkrótce. Żeśmy pogadali z Lighstormem, ale nie udało nam się omówić bieżących spraw w BaM:o Tylko ploty ploty i ploty;) swędzą Cie uszy Suriel?;)
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Bournemouth; 26/11/2014 około 06:30
Thomas schodził wąskimi schodami tak szybko jak to było tylko możliwe. Wiedział, że jest tu już bezpieczny. Teraz jedynie Xavier mógłby tu za nim wejść. I ewentualnie nie dający znaku życia Achile, który też dysponował kartą dostępu. Wszedł w końcu do samotni Ventrue. Telefon zadzwonił z numeru jakiego nigdy nie widział. Po chwili wachania odebrał go, a słysząc szargający angielszczyzną akcent uśmiechnął się:
-Tak Kemes, chyba możesz mi pomóc...
Przeszedł przez pomieszczenie kierując się ku wyjściu z krypty. Szybko przesunął kartą Koroviewa po elektronicznym czytniku ale ku jego zgrozie malutka dioda led pozostawała czerwona.
Tremere zaklął cicho zdając sobie sprawę, że został uwięziony w krypcie. Domyślał się, że właściciel zablokował karty. Nie mógł się jednak poddać. Spojrzał na zamek. Nie wyglądało to różowo. Potrzebowałby sprzętu i całych godzin, żeby rozpruć taki zamek, a brakowało mu i jednego, i drugiego. Zaszedł już tak daleko, że nie mógł się poddać. Nie mogły go zatrzymać drzwi sejfu. Tremere zamknął oczy, przyłożył dłoń do zimnej stali wrót i skupił się.
Na jego czole wykwitł krwisty pot, ale w pewnym momencie, słuch wyczulony do nadludzkiego poziomu usłyszał charakterystyczne kliknięcie zamka. Nie odetchnął, był przecież martwy. Droga do wolności stała dla niego otworem. Wiedział, że z pewnością uruchomił alarm i Price jeśli wciąż żył to musiał domyślać się, że sforsowano zabezpieczenia. Zamknął za sobą wrota i popędził korytarzem ku wyjściu. Miał już bardzo niewiele czasu do świtu.
Wskoczył do stojącego przy krawężniku auta. Mężczyzna o śniadej cerze odwrócił się i przemówił angielszczyzną o koszmarnym akcencie:
-Witaj panie, bardzo się ciesze...
Tremere przerwał mu w mało wyrafinowany sposób:
-Jedź! Też się cieszę, ale teraz jedź pod ten adres. Szybko!
Kemes ruszył z piskiem opon biorąc sobie do serca polecenie swoego pana i nie zamierzał zbytnio przejmować się angielskimi przepisami dotyczącymi prędkości maksymalnej w terenie zabudowanym. Albo może w po prostu ich nie znał. Solomon wiele słyszał o wolnoamerykance na egipskich drogach i zważywszy na okoliczności w jakich jechał jednym autem z Kemesem niespecjalnie miał za złe, że ghul prowadzi na krawędzi ryzyka. Tremere miał ważniejsze sprawy na głowie niż przejmowanie niebezpieczną jazdą Kemesa. Wpisał w telefon krótką wiadomość tekstową. Potem zaczął wybierać numery jakie tylko pamiętał lub które znajdwywał w telefonie. Byli to Tremere jakich znał i jakich numery posiadał. Kainici, z których część była mu bardziej lub mniej przychylna. Najistotniejsze, że miał pewność, że ktoś listy uprzejmie powiadomi tych, z którymi Czarna Matka nie darzyła się jakąkolwiek sympatią. W końcu puścił wiadomość w eter...
***Elza przeszła na stronę Goratrixa. Ślę do każdego, bo nie dożyję zmierzchu. Tomas Steinbach***
Sprawdził jeszcze szybko na jakie numery dzowniła Elza ostatnio, ale ku swemu rozczarowaniu nie znalazł tam nikogo innego poza martwymi ponad wszelką pewność ochroniarzami. Potem wyłączył telefon. Kemes dojechał na miejsce. Langer poinstruował sługę, co ma zrović dalej i oddalił się. Zaczynał się już robić coraz bardziej śpiący...
Thomas schodził wąskimi schodami tak szybko jak to było tylko możliwe. Wiedział, że jest tu już bezpieczny. Teraz jedynie Xavier mógłby tu za nim wejść. I ewentualnie nie dający znaku życia Achile, który też dysponował kartą dostępu. Wszedł w końcu do samotni Ventrue. Telefon zadzwonił z numeru jakiego nigdy nie widział. Po chwili wachania odebrał go, a słysząc szargający angielszczyzną akcent uśmiechnął się:
-Tak Kemes, chyba możesz mi pomóc...
Przeszedł przez pomieszczenie kierując się ku wyjściu z krypty. Szybko przesunął kartą Koroviewa po elektronicznym czytniku ale ku jego zgrozie malutka dioda led pozostawała czerwona.
Tremere zaklął cicho zdając sobie sprawę, że został uwięziony w krypcie. Domyślał się, że właściciel zablokował karty. Nie mógł się jednak poddać. Spojrzał na zamek. Nie wyglądało to różowo. Potrzebowałby sprzętu i całych godzin, żeby rozpruć taki zamek, a brakowało mu i jednego, i drugiego. Zaszedł już tak daleko, że nie mógł się poddać. Nie mogły go zatrzymać drzwi sejfu. Tremere zamknął oczy, przyłożył dłoń do zimnej stali wrót i skupił się.
Na jego czole wykwitł krwisty pot, ale w pewnym momencie, słuch wyczulony do nadludzkiego poziomu usłyszał charakterystyczne kliknięcie zamka. Nie odetchnął, był przecież martwy. Droga do wolności stała dla niego otworem. Wiedział, że z pewnością uruchomił alarm i Price jeśli wciąż żył to musiał domyślać się, że sforsowano zabezpieczenia. Zamknął za sobą wrota i popędził korytarzem ku wyjściu. Miał już bardzo niewiele czasu do świtu.
Wskoczył do stojącego przy krawężniku auta. Mężczyzna o śniadej cerze odwrócił się i przemówił angielszczyzną o koszmarnym akcencie:
-Witaj panie, bardzo się ciesze...
Tremere przerwał mu w mało wyrafinowany sposób:
-Jedź! Też się cieszę, ale teraz jedź pod ten adres. Szybko!
Kemes ruszył z piskiem opon biorąc sobie do serca polecenie swoego pana i nie zamierzał zbytnio przejmować się angielskimi przepisami dotyczącymi prędkości maksymalnej w terenie zabudowanym. Albo może w po prostu ich nie znał. Solomon wiele słyszał o wolnoamerykance na egipskich drogach i zważywszy na okoliczności w jakich jechał jednym autem z Kemesem niespecjalnie miał za złe, że ghul prowadzi na krawędzi ryzyka. Tremere miał ważniejsze sprawy na głowie niż przejmowanie niebezpieczną jazdą Kemesa. Wpisał w telefon krótką wiadomość tekstową. Potem zaczął wybierać numery jakie tylko pamiętał lub które znajdwywał w telefonie. Byli to Tremere jakich znał i jakich numery posiadał. Kainici, z których część była mu bardziej lub mniej przychylna. Najistotniejsze, że miał pewność, że ktoś listy uprzejmie powiadomi tych, z którymi Czarna Matka nie darzyła się jakąkolwiek sympatią. W końcu puścił wiadomość w eter...
***Elza przeszła na stronę Goratrixa. Ślę do każdego, bo nie dożyję zmierzchu. Tomas Steinbach***
Sprawdził jeszcze szybko na jakie numery dzowniła Elza ostatnio, ale ku swemu rozczarowaniu nie znalazł tam nikogo innego poza martwymi ponad wszelką pewność ochroniarzami. Potem wyłączył telefon. Kemes dojechał na miejsce. Langer poinstruował sługę, co ma zrović dalej i oddalił się. Zaczynał się już robić coraz bardziej śpiący...
Langerowi pomimo przeciwności udaje się zbiec z kryjówki Xaviera.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Bournemouth, Przed Schronieniem Koroviewa; 26/11/2014 około 06:25
- Witaj Xavierze, Langer zostawił mi bardzo niepokojącą informacje o tym ze możesz być czyimś wpływem? - Głos Vallo w słuchawce był wyzbyty emocji. Ale Xavier podświadomie czuł, że primogen nie może pozwolić sobie na żadne ryzyko. Stawka jaka została rzucona na barki Price'a była wysoka.
- Zanim przystąpiłem do przesłuchania, musiałem zapolować. Pech chciał, że ofiary były pod wpływem Ecstazy, co trochę skomplikowało sytuację. Jednak dotrzymałem słowa i wykonałem zadanie. Podczas przesłuchania zostałem zaatakowany przez Elzę, straciłem mnóstwo krwi, którą po prostu wchłonęła. Udałem, że zemdlałem... Thomas bez słowa wyszedł z pokoju w obawie o swoje bezpieczeństwo. Zostawił mnie tam bezbronnego z Elzą. Gdy powiedziała mu, żeby przyprowadził żywicieli, sugestywnie spojrzał na moje ciało, dając jej do zrozumienia, że może dokończyć posiłek... Gdy wyszedł wstałem i przedstawiłem swoją propozycję. Wtedy powiedziała mi o celach Thomasa. Mam nagraną rozmowę... I tutaj pojawił się kolejny problem. Thomas włamał się do mojej domeny, gdzie moi ludzie wyraźnie kazali mu zostać w klubie do wyjaśnienia sprawy. Nie wiem czego tam naprawdę szukał, ale wiem że dostał się do mojego prywatnego schronienia. Mam nagrania video potwierdzające jego obecność i działania neutralizujące zabezpieczenia. Jeżeli on należy do Sabatu, to nie przeżyję następnych nocy. On wie o mnie bardzo dużo...
Xavier był sam zdenerwowany. Nie wiedział, co się działo z koterią. Achile zniknął bez śladu. Thomas grał w swoją niezrozumiałą grę, być może był wtyczką Sabatu. Jedynie zakołkowany Malkavian był w tym momencie przewidywalny. Ten brak stabilności, palącego się pod nogami gruntu powodował zrozumiały stres Ventrue. I jeszcze zadanie Vallo...
- To wszystko jest bardzo niepokojące. Szczególnie w kontekście najbliższych godzin. Jeszcze raz zapytam Xavierze, czy akcja za dnia jest wciaz bezpieczna? Czy powiedzialeś Thomasowi cokolwiek o tym?
- Wykonam zadanie jaki mi zleciłeś. Thomas o tym nic nie wie, tak jak nie wie o Justycjariuszu.
- Skup sie na zadaniu zatem. Moi ghule zajmia sie wytropieniem Steinbacha. Niezaleznie od tego czy to wszystko jest prawda czy klamstwem, musi zostac sprawdzone. Masz jakies bezpieczne schronienie?
- Tak, mam. Nie będę spał w Rhino.
Vallo pożegnał się i rozłączył. A Price ułożył się do snu w firmowym vanie. Dzień mógł być dziś bardzo krótki. Miał wiele do zrobienia, a niewykluczone, że nad jego głową mogło czaić się spore niebezpieczeństwo.
- Witaj Xavierze, Langer zostawił mi bardzo niepokojącą informacje o tym ze możesz być czyimś wpływem? - Głos Vallo w słuchawce był wyzbyty emocji. Ale Xavier podświadomie czuł, że primogen nie może pozwolić sobie na żadne ryzyko. Stawka jaka została rzucona na barki Price'a była wysoka.
- Zanim przystąpiłem do przesłuchania, musiałem zapolować. Pech chciał, że ofiary były pod wpływem Ecstazy, co trochę skomplikowało sytuację. Jednak dotrzymałem słowa i wykonałem zadanie. Podczas przesłuchania zostałem zaatakowany przez Elzę, straciłem mnóstwo krwi, którą po prostu wchłonęła. Udałem, że zemdlałem... Thomas bez słowa wyszedł z pokoju w obawie o swoje bezpieczeństwo. Zostawił mnie tam bezbronnego z Elzą. Gdy powiedziała mu, żeby przyprowadził żywicieli, sugestywnie spojrzał na moje ciało, dając jej do zrozumienia, że może dokończyć posiłek... Gdy wyszedł wstałem i przedstawiłem swoją propozycję. Wtedy powiedziała mi o celach Thomasa. Mam nagraną rozmowę... I tutaj pojawił się kolejny problem. Thomas włamał się do mojej domeny, gdzie moi ludzie wyraźnie kazali mu zostać w klubie do wyjaśnienia sprawy. Nie wiem czego tam naprawdę szukał, ale wiem że dostał się do mojego prywatnego schronienia. Mam nagrania video potwierdzające jego obecność i działania neutralizujące zabezpieczenia. Jeżeli on należy do Sabatu, to nie przeżyję następnych nocy. On wie o mnie bardzo dużo...
Xavier był sam zdenerwowany. Nie wiedział, co się działo z koterią. Achile zniknął bez śladu. Thomas grał w swoją niezrozumiałą grę, być może był wtyczką Sabatu. Jedynie zakołkowany Malkavian był w tym momencie przewidywalny. Ten brak stabilności, palącego się pod nogami gruntu powodował zrozumiały stres Ventrue. I jeszcze zadanie Vallo...
- To wszystko jest bardzo niepokojące. Szczególnie w kontekście najbliższych godzin. Jeszcze raz zapytam Xavierze, czy akcja za dnia jest wciaz bezpieczna? Czy powiedzialeś Thomasowi cokolwiek o tym?
- Wykonam zadanie jaki mi zleciłeś. Thomas o tym nic nie wie, tak jak nie wie o Justycjariuszu.
- Skup sie na zadaniu zatem. Moi ghule zajmia sie wytropieniem Steinbacha. Niezaleznie od tego czy to wszystko jest prawda czy klamstwem, musi zostac sprawdzone. Masz jakies bezpieczne schronienie?
- Tak, mam. Nie będę spał w Rhino.
Vallo pożegnał się i rozłączył. A Price ułożył się do snu w firmowym vanie. Dzień mógł być dziś bardzo krótki. Miał wiele do zrobienia, a niewykluczone, że nad jego głową mogło czaić się spore niebezpieczeństwo.